Wiele hałasu o nic?

Zaufanie – takie wielkie słowo, do takiego głupstwa.
/ 08.06.2007 02:06
Zaufanie – takie wielkie słowo, do takiego głupstwa. Wiele hałasu o nic! Nie czuję się winna. No, może odrobinę...





Przyjedź – Iwona miała taki głos, jakby stało się nie wiem co. Dlatego nawet nie pytałam, o co chodzi.
– Zaraz będę – rzuciłam.
Kiedy otworzyła mi drzwi, wyglądała, jak wściekła walkiria.
– Co jest? – wydyszałam, bo na to jej trzecie piętro prawie wbiegłam.
– Alek mi dał kieckę – wybuchnęła.
– No to co? – wzruszyłam ramionami, bo gdzie tu dramat.
– Tak? No to patrz – ze stosu na łóżku wyciągnęła wściekle czerwone "coś", ozdobione falbankami i kokardkami wszędzie tam, gdzie falbanka lub kokardka się zmieściły.

Myślałam, że Iwona ma poczucie humoru
– O Jezu – jęknęłam.
– No właśnie. I jutro muszę to ohydztwo włożyć. Rodzice Alka wyprawiają przyjęcie. A on powiedział, że mamusia ma nadzieję, że włożę tę sukienkę, bo pomagała mu ją wybrać.
– No to masz problem – próbowałam się nie roześmiać, ale marnie mi szło.
– Mam – warknęła Iwona i nagle też się roześmiała – Wyobraź sobie, jak będę w tym wyglądać – chichotała, wystawiając sobie piątkę za poczucie humoru. Bo nie da się ukryć, że ta sukienka, miała szanse podkreślić wszystkie mankamenty urody Iwony.
– No dobrze, w czym mam ci pomóc? – zapytałam.
– Już pomogłaś. Spojrzałam na sprawę z właściwej perspektywy. Ale przysięgnij, że nikomu nie powiesz.

Niedotrzymana obietnica
Przyrzekłam i miałam zamiar dotrzymać słowa. Ale spotkałam naszą wspólną przyjaciółkę Basię, a rozmowa zeszła na Iwonę.
– Ja nie wiem, jak ona to robi – westchnęła Baśka – Nie jest ładniejsza, niż którakolwiek z nas, ale kiedy się odstrzeli, to wszyscy faceci się na nią gapią – dodała z żalem.
Fakt. Iwona umiała się ubrać i tego talentu jej zazdrościłyśmy. Czy można się dziwić, że nie wytrzymałam?
Opowiedziałam Baśce całą historię i z detalami opisałam czerwone "cudo".
– Tylko pamiętaj. Nikomu ani słowa – zażądałam. Obiecała, ale oczywiście nie dotrzymała, bo jeszcze tego samego wieczora wiedziały o tym wszystkie znajome dziewczyny.
Kilka następnych dni siedziałam, jak na szpilkach, podskakując przy każdym dzwonku telefonu, pewna, że Iwona się dowiedziała i dzwoni z awanturą. Ale nie zadzwoniła. To ja nie wytrzymałam.
– Iwona? Czemu się nie odzywasz – uznałam, że atak jest najlepszą obroną.
– Mogłabym powiedzieć, że jestem zarobiona, ale mi się nie chce – powiedziała chłodno – Nie dzwonię, bo nie rozmawiam z ludźmi, którym nie ufam.

To chyba jednak nic złego...
– Ojej, wiem, że się wygłupiłam – postanowiłam wziąć byka za rogi. – Baśka jęczała, że zawsze wygląda jak kaszalot, mówiła o tobie... Chciałam ją rozweselić – tłumaczyłam.
– Coś jeszcze? – spytała nadal oschle.
– Iwona, nie bądź taka. Zawsze wyglądasz jak z żurnala. Czujemy się przy tobie jak kopciuszki – zaczęłam.
– Nie uważałam, że ubieram się lepiej od was – przerwała. – Ale gdybyś mi to powiedziała, zorganizowałabym babski wieczór, włożyła tę kieckę i pozwoliła się obśmiać, skoro sprawiłoby to wam przyjemność – dodała jakoś żałośnie.
– No widzisz – ucieszyłam się – To nic takiego, więc o co ci chodzi?
– O to, że prosiłam cię, żebyś nikomu nie mówiła. A ty przyrzekłaś... – i odłożyła słuchawkę.

Irmina O.,23 lata, kelnerka
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)