Kobieta i mężczyzna w pocałunku fot. Adobe Stock, konradbak

„Kiedy żona była w zagrożonej ciąży, korzystałem z usług prostytutki. Piękną Weronikę spotkałem potem w szkole synka..."

„Zakończyłem znajomość z Weroniką, gdy urodził się Piotruś i znów zacząłem sypiać z żoną. Długo myślałem o tej pięknej i o dziwo wykształconej kobiecie. Co zmusiło ją do nierządu? Odpowiedź poznałem kilka lat później, kiedy mój syn poszedł do szkoły".
/ 21.07.2021 14:38
Kobieta i mężczyzna w pocałunku fot. Adobe Stock, konradbak

Może dumny z siebie nie jestem, ale też specjalnie się nie wstydzę, że kiedyś korzystałem z usług prostytutki. W czasach gdy moja żona była w zagrożonej ciąży, mój męski organizm po prostu domagał się swoich praw. Znam wielu facetów, którzy w takiej sytuacji nawiązywali romans i nie widzieli w tym żadnego problemu.

– Zdrada? Jaka zdrada? Chodziło przecież tylko o seks! – powtarzali. Ja jednak uznałem, że uczciwiej będzie pójść do profesjonalistki i zapłacić za usługę. Wtedy nie wchodzi bowiem w grę nawet flirt, tylko czysty biznes i tyle. Chociaż muszę przyznać, że polubiłem Weronikę. Podejrzewałem, że to nie było jej prawdziwe imię, tylko „pseudonim artystyczny”.

Weronika była nie tylko świetna w łóżku. Można z nią było pogadać

Trafiłem na ogłoszenie przypadkiem i byłem zaskoczony, bo spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Właściwie sam nie wiem czego konkretnie. Może bardziej prymitywnego seksu, osoby nastawionej tylko na „robienie dobrze” facetom. A tymczasem Weronika była inna… Zaskoczyła mnie jej inteligentna twarz i delikatny makijaż. Chociaż nosiła zwyczajne dżinsy i podkoszulek, nic wyzywającego. I tak wyglądała w tym megaseksownie. No i okazała się świetna w łóżku, Poza tym…

Z nią można było pogadać! Znam opowieści o tym, że facet nie zawsze płaci za seks; znacznie częściej za to, żeby mógł się wygadać. I ja chyba byłem właśnie takim klientem. A Weronika nie tylko słuchała mnie bardzo chętnie, ale jeszcze potrafiła mi doradzić w wielu sprawach. Także… zawodowych!

– Skończyłaś studia ekonomiczne, że tak się na tym znasz? – dziwiłem się. Lecz ona nie chciała mówić o sobie i zawsze dawała wymijające odpowiedzi. Zbyt byłem zajęty własnymi sprawami, żeby drążyć ten temat. Choć przyznam, że mnie intrygowała. Kiedyś odebrała przy mnie telefon i rozmawiała z kimś płynnie po niemiecku. Byłem w szoku…

– Dziewczyno! Ty byś się idealne nadawała na jakąś asystentkę! I wtedy nie musiałabyś robić… tego – zaplątałem się trochę, lecz tylko się roześmiała.

Wtedy robiłabym to samo, tylko za darmo – wzruszyła ramionami. – Nie znasz życia? Nie wiesz, jak to jest?

Zaczerwieniłem się, bo dobrze wiedziałem, co ma na myśli. W mojej firmie szef zatrudniał śliczne i niegłupie asystentki, ale najważniejsze było to, żeby były chętne i dyspozycyjne. Jednym słowem, uprawiały z nim seks bez zobowiązań zawsze wtedy, kiedy tego sobie zażyczył. I to wszystko za niewielką pensję i obietnicę awansu, który nigdy nie następował.

Weronika nie była więc głupia i twardo stąpała po ziemi. W pewnym momencie zacząłem się nawet zastanawiać, ile może zarabiać dziennie, skoro ode mnie brała 200 złotych za godzinę. Wychodziły mi jakieś bajońskie sumy, aż zacząłem jej prawie zazdrościć. Nie wiem, co robiła z takimi pieniędzmi. O swoim życiu prywatnym nie mówiła i gdy się rozstaliśmy, zdałem sobie sprawę, że ona wie o mnie prawie wszystko, a ja o niej kompletnie nic.

Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek ją zobaczę

Dotrzymałem bowiem słowa i kiedy moja żona urodziła naszego synka, Pawełka, a my znowu zaczęliśmy ze sobą sypiać, „zerwałem” z Weroniką i nigdy więcej już jej nie odwiedziłem. Jednak nie mogę powiedzieć, że o niej zapomniałem. Myślałem o niej znacznie częściej, niżbym sobie życzył. A już na pewno niżby sobie życzyła moja żona. Te moje myśli nie miały tylko seksualnego kontekstu. Często zastanawiałem się po prostu, co porabia, co się z nią dzieje. Czy jest szczęśliwa...

Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek ją zobaczę. A już na pewno nie w takiej roli, w jakiej ją ujrzałem. Jako… nauczycielkę mojego sześcioletniego synka! Pawełek poszedł we wrześniu do szkoły. To było dla nas z żoną wielkie wydarzenie, chyba większe niż dla naszego sześciolatka. Podnieceni czekaliśmy, aż pierwszego dnia dzieciaki zostaną podzielone na klasy i pomaszerują do swoich sal na spotkanie z wychowawcami. Weronikę poznałem od razu. Nic się nie zmieniła. Ten sam delikatny makijaż, prosta fryzura. Tylko dżinsy zamieniła na garsonkę.

Wpatrywałem się w nią oniemiały, kiedy witała się z dziećmi i rodzicami. Targały mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony, jak niegdyś podziwiałem jej opanowanie, mądrość i, co tutaj dużo mówić, seksapil. A z drugiej niepokoiła mnie świadomość, że nauczycielką mojego syna została… prostytutka! „Powinienem coś z tym zrobić” – pomyślałem.

Tylko co? Mam polecieć do dyrektorki i zrobić aferę, że nie zbadała przeszłości swojej pracowniczki, a zatrudnianie panienki lekkich obyczajów do pracy z dziećmi jest naganne? Tylko jak ja to udowodnię? Przecież nie powiem, że sam korzystałem z jej usług. W życiu się do tego nie przyznam! Toby mi zniszczyło reputację i małżeństwo!

Tamtego dnia po powrocie ze szkoły nie mogłem się na niczym skupić. Żona od razu to zauważyła i zaczęła dopytywać, co się dzieje. Bąknąłem coś o tym, że nie podoba mi się ta szkoła Pawełka i może powinniśmy go przepisać do innej. Była zdumiona, bo do tej pory uważałem, że jest świetna. Sam ją nawet wybrałem.

I wychowawczyni taka fajna! Widać, że miła i lubi dzieci – stwierdziła moja połowica, co mnie już zupełnie dobiło. – Słyszałam, że ma chore dziecko, któremu udało się przywrócić sprawność po wielu kosztownych operacjach. – dodała żona. – Mam zaufanie do osoby, która sprawdziła się jako matka! Zamilkłem więc zaskoczony. Nagle dostałem odpowiedź na swoje dawne pytanie – po co były Weronice większe pieniądze i co ją popchnęło do wykonywania najstarszego zawodu świata.

Ale czy na pewno nie było innego sposobu na zdobycie pieniędzy na operacje i rehabilitację? Nie każda matka niepełnosprawnego dziecka zostaje przecież prostytutką! Trzeba pewnie mieć ku temu jakieś psychiczne predyspozycje, które nijak nie współgrają z pasją pedagogiczną. Dużo o tym myślałem i w końcu doszedłem do niezbyt miłego dla mnie wniosku – chyba tak naprawdę najbardziej boli mnie w tej całej historii to, że Weronika mnie nie poznała!

Jestem tego pewny, bo nikt nie byłby w stanie aż tak się maskować. A jej na mój widok nie drgnął ani jeden mięsień, w jej oczach nie zobaczyłem nic poza grzecznym zainteresowaniem. Żadnej paniki, nawet cienia niepokoju!

I nagle zdałem sobie sprawę z tego, że byłem tylko jednym z wielu jej klientów i rozmawiała ze mną tak samo miło jak z innymi. Dawała każdemu poczucie, że jest wyjątkowy i kasowała za to pieniądze. Zapominała o nas z chwilą, kiedy zamknęły się za nami drzwi. A jednak okazałem się w czymś lepszy od tamtych innych facetów. Ja w końcu poznałem jej prawdziwe imię. Ewa.

Czytaj także:
„Gdy Daria umarła, zostałem sam z dzieckiem. Nie doceniałem jej pracy w domu i tego, ile dla nas robiła”
„Rozwód rodziców był dla mnie dramatem. Próbowałam uwieść swojego ojczyma, żeby się go pozbyć i mieć mamę dla siebie"
„Mój mąż ma zespół Tourette’a. Tiki towarzyszą nam cały czas. Przeklął głośno nawet przed ołtarzem”