Mężczyzna wściekły na żonę fot. Adobe Stock, Prostock-studio

„W pakiecie z cudowną żoną, dostałem jej nadętą córkę. Papużki trajkotają od rana do nocy, a ja nie mogę w spokoju wypić piwa”

„Jęknąłem w duchu. Olga przez dwie godziny dziennie to już był test dla mojej cierpliwości i uczucia do poślubionej pięć lat temu małżonki. Ale Olga ze mną pod jednym dachem?! Okazało się, że moje obawy były słuszne. Robiłem za kierowcę i płaciłem rachunki, a poza tym moja rola ograniczała się do słuchania szczebiotu pań”.
/ 24.11.2022 12:30
Mężczyzna wściekły na żonę fot. Adobe Stock, Prostock-studio

Wróciłem do domu po pracy i przywitałem się z kotem. Marzyłem o gorącym prysznicu! Przez cały dzień nieźle się spociłem, więc od razu zdjąłem koszulę razem ze spodniami i w samych slipkach poczłapałem po ręcznik do dużego pokoju.

– Cześć, Andrzej! O, co za widoki! – usłyszałem znajomy, rozbawiony głos i błyskawicznie skoczyłem z powrotem do przedpokoju.

Cholera! Znowu to samo!

– Brydzia! – krzyknąłem przez drzwi. – Daj mi ręcznik z szafki!

Chwilę później żona wyszła z ręcznikiem w ręce, spojrzała na mnie i parsknęła śmiechem. Mnie do śmiechu nie było, bo o mały włos nie wparowałem tam przed chwilą nago.

– Mogłabyś zostawiać jakąś kartkę na drzwiach, że rozmawiasz z Olgą? – zapytałem zgryźliwie.

Kazała mi nie przesadzać, bo to przecież „tylko jej córka”, jakby to cokolwiek zmieniało. Kiedy poznałem Brygidę, wiedziałem, że ma troje dorosłych dzieci, w tym córkę mieszkającą w Nowym Jorku. Wspomniała, że mają dobry kontakt i niemal codziennie rozmawiają, ale nie spodziewałem się, że te rozmowy to dwugodzinne albo i dłuższe sesje na Skypie prowadzone przez Brygidę z komputera stojącego w salonie. Nie zliczę, ile razy wszedłem do pokoju i powitał mnie radosny głosik pani pod czterdziestkę, która przyglądała mi się z ciekawością z monitora.

Ze względu na różnicę czasu, żona rozmawiała z córką, kiedy u nas był wieczór, a na ogół wtedy ja miałem ochotę zrelaksować się po całym dniu w samych spodniach od piżamy. Krępowało mnie, że obca – bądź co bądź – kobieta widzi mnie rozebranego do rosołu, zwłaszcza że Olga lubiła sobie żartować i nieraz były to żarty dość niewybredne, na przykład z tego, ze wyhodowałem brzuszek albo że mam prawdziwy dywan na klacie.

– Musisz tyle z nią gadać? – sarkałem z niezadowoleniem, kiedy żona po raz kolejny machała ręką, bym sam sobie odgrzał kolację, i wracała do pasjonującej rozmowy o awarii nowojorskiego metra. 

Przecież ona ma prawie 40 lat! Nie ma przyjaciół

Brydzia tylko przewracała oczami, bo co ja mogłem wiedzieć o relacji łączącej matkę z córką. Olga mieszkała na obczyźnie, miała amerykańskiego męża i dwoje pasierbów. Z matką omawiała każdy aspekt życia małżeńskiego i rodzicielskiego, radziła się w każdej sprawie i zwyczajnie plotkowała

– Brakuje jej tego – tłumaczyła ją żona.

– A ja też lubię sobie z nią porozmawiać. Ty to nawet nie wiesz, co ci opowiadam.

No, tu Brydzia miała trochę racji, bo kiedy mówiła bez przerwy dłużej niż minutę, jakoś się wyłączałem i tylko kiwałem głową, żeby jej nie urazić brakiem uwagi. Ale chyba większość facetów tak robi, nie? Któregoś razu usłyszałem, jak Olga mówi coś o lotach do Polski, i natychmiast się zainteresowałem.

– Tak, chce przyjechać do nas na dwa tygodnie – potwierdziła Brydzia. – Boże, wreszcie się nagadamy!

Jęknąłem w duchu. Olga przez dwie godziny dziennie to już był test dla mojej cierpliwości i uczucia do poślubionej pięć lat temu małżonki. Ale Olga ze mną pod jednym dachem?! Córka żony przyleciała w piątek. Całą sobotę i niedzielę mieliśmy spędzić we trójkę, żeby zacieśnić więzi rodzinne.

– Jedziemy na Starówkę, potem na obiad, a po południu do skansenu – zdecydowała żona. – W niedzielę zabierzemy cię nad rzekę, zobaczysz, jaki mamy most! Prawie taki nowoczesny jak te wasze amerykańskie!

Okazało się, że moje obawy były słuszne. Robiłem za kierowcę i płaciłem rachunki, a poza tym moja rola ograniczała się do słuchania szczebiotu pań. Matka z córką rozmawiały o wszystkim – o dawnych czasach w miejscowości, której nie znałem, ludziach, których nigdy nie spotkałem, zwyczajach amerykańskich mężczyzn oraz dzieci, o kapryśnym klimacie wschodniego wybrzeża USA i karygodnym braku różnorodności kuchni amerykańskiej.

W niedzielę wieczorem zacząłem rozważać rzucenie się ze schodów, żeby przez najbliższe tygodnie móc poleżeć w spokoju w szpitalu. Zdziwiłem się w okolicach środy, kiedy w domu powitała mnie cisza. Zajrzałem do dużego pokoju i odkryłem, że Brydzia coś czyta, a Olga przegląda Facebooka na naszym komputerze.

Do kolacji zamieniły może z 5 zdań

W czwartek moje damy pokłóciły się o coś w ciągu dnia i nie odzywały się do siebie aż do wieczora. Zdziwiłem się, bo sądziłem, że nie będą chciały marnować tych bezcennych dwóch tygodni na dąsy i fochy. Przecież od lat nie mogły się nagadać!

– Ona mnie w ogóle nie słucha! – poskarżyła się żona, kiedy o tym napomknąłem. – Mówiłam jej, że ten jej Michael powinien się nauczyć polskiego, a nie, że tylko ona się do niego dostosowuje! Oczywiście wiedziała lepiej i teraz jej źle, bo on nawet nie chciał tu przyjechać, żeby poznać jej kraj. Po prostu mu nie zależy, nie szanuje Oli! Ameryka jest jego zdaniem pępkiem świata, bo przecież wszyscy mówią po angielsku!

Brydzia kontynuowała krytykowanie zięcia oraz polityki językowej w rodzinie córki, a ja odpłynąłem myślami. W drugim tygodniu wizyty Olga prawie codziennie gdzieś wychodziła. Znalazła sobie basen, uprawiała jogging. Kiedy wracała do domu, odpowiadała półsłówkami albo kłóciła się z matką.

– Nie masz pojęcia, jak tam wygląda życie, a ciągle się mądrzysz! – słyszałem przez drzwi. – Wiesz co? Nie będę ci nic więcej mówić! Ty zawsze wiesz lepiej!

W odpowiedzi Brydzia wykrzykiwała:

– Jak będziesz w moim wieku, to zrozumiesz, że chciałam cię tylko chronić! Ale oczywiście tobie się wydaje, że ja ci zazdroszczę tej twojej Ameryki! Tylko wiesz co? Nie ma nic do zazdroszczenia! A z mężem to ty lepiej porozmawiaj, zanim będzie za późno, bo dla nich rozwód to tyle co splunąć!

Wyciągnęły też jakieś konflikty z przeszłości, usłyszałem po raz pierwszy w życiu całe mnóstwo imion i przeżyłem niemały szok, słysząc zarzuty matki do córki i na odwrót. Po tych wybuchach następowała cisza, w której wszyscy czuli się niekomfortowo. Kiedy Olga wyjeżdżała, byłem pewien, że jej relacja z matką przeżyła transformację. Najwyraźniej panie nie mogły się nagadać, kiedy dzielił je ocean, ale kiedy znowu trochę pomieszkały razem, okazało się, że dystans fizyczny jednak jest im potrzebny.

– Przykro mi, że się nie dogadywałyście – mruknąłem do żony, kiedy wracaliśmy z lotniska. – Oby tylko zadzwoniła, kiedy doleci. Chyba nie pokłóciłyście się na dobre, co?

– O czym ty mówisz? – zdziwiła się Brydzia. – Myśmy w ogóle się nie pokłóciły. My po prostu tak ze sobą rozmawiamy.

Nie skomentowałem tego, bo byłem pewien, że żona w ten sposób tylko broni się przed smutkiem. W końcu skończyła się jakaś epoka w jej życiu. Przez ostatnie siedemnaście lat niemal każdego dnia rozmawiała z córką, pewnie przeżywała fakt, że tak już nie będzie.

Żyć i mieszkać Brydzia może tylko ze mną

Starałem się nie dać po sobie poznać, że mi ta zmiana zupełnie nie przeszkadza. Jakież więc było moje zdumienie, kiedy dwa dni później wszedłem do dużego pokoju, wymachując dopiero co zakupionym lekiem na prostatę i radośnie obwieszczając żonie, że wreszcie nie będę musiał wstawać w nocy co godzinę, żeby iść do łazienki, a tu powitał mnie znajomy perlisty śmiech.

– Andrzej, gratuluję! – Olga szczerzyła się z monitora. – Michael też ma przerost prostaty, mówiłam mu, żeby poszedł do urologa, ale on się upiera, że nie. Mamo, jak namówiłaś Andrzeja, żeby się zajął swoim podwoziem? – zwróciła się do Brygidy.

Dalsza część konwersacji dotyczyła sposobów przekonania upartego i krnąbrnego mężczyzny do tego, by dał się zaprowadzić do lekarza i zbadać sobie prostatę, więc ewakuowałem się do sypialni. Kiedy dwie i pół godziny później Brydzia przyszła do łóżka, zapytałem z przekąsem:

– Już znowu gadacie? Jak Olga tu była, to ciągle miałyście focha.

Brygida spojrzała na mnie z politowaniem.

– Oj, ty nic nie wiesz o relacji matki z córką – pokręciła głową. – To już tak jest, że najbardziej kochamy się na odległość. Ona ma swoje życie, ja mam swoje, i po prostu trzeba omówić bieżące sprawy. Ale mieszkać i żyć na co dzień to ja mogę tylko z tobą, kochanie.

Pewnie powinienem był ją zapytać, co dokładnie miała na myśli, ale naprawdę nie jestem gadatliwym typem. Zrobiłem zatem zupełnie co innego. Złapałem ją, pociągnąłem na łóżko i zająłem usta zupełnie czym innym niż mówienie. Wyraźnie jej się to spodobało!

Czytaj także:
„Wdałem się w romans ze słodką grzesznicą. Byłem durniem, który stracił wspaniałą dziewczynę dla wyuzdanej kochanki"
„Siostra znalazła szemranego kochanka, który obiecał jej gwiazdkę z nieba. Wystarczy, że da mu kasę, którą weźmie... ode mnie”
„Chciałem zabrać żonę na wakacje, lecz do akcji wkroczyła teściowa. Ta wścibska baba wyrzuciła moje oszczędności do śmieci”