Uratował mnie i pokochał fot. Panthermedia

Uratował mnie i pokochał

Mówią, że tylko w bajkach rycerze na białym koniu ratują księżniczki z paszczy smoka. Ja właśnie spotkałam takiego rycerza.
/ 19.03.2012 09:47
Uratował mnie i pokochał fot. Panthermedia
Andrzej wydawał się taki miły! Poznałam go na imprezie u przyjaciółki i od razu znaleźliśmy mnóstwo wspólnych tematów do rozmowy. Po tym pierwszym spotkaniu wprawdzie nie wziął mojego numeru telefonu, ale kiedy ponownie widziałam się z Aśką, stwierdziła:
– Andrzej pytał o ciebie. Chciał, żebym mu dała twój numer, ale nie wiedziałam, czy ty tego chcesz.
„Dlaczego nie?” – pomyślałam.
Zadzwonił trzy dni później.
– Może mógłbym cię gdzieś zaprosić? Kino? Kawa? Piwo? – zaproponował.
Wprawdzie najbardziej by mi odpowiadało to ostatnie, bo jako ukochana „córeczka tatusia” mam czasami takie „męskie” upodobania, ale wydawało mi się to niezbyt na miejscu, żeby wybrać pub. „Co on sobie wtedy o mnie pomyśli?” – przebiegło mi przez głowę i wybrałam kawę.
Po tym wieczorze wróciłam do domu naprawdę zadowolona. Andrzej zapytał, czy może mnie odprowadzić, ale kiedy odmówiłam, nie nalegał, co oznaczało, że nie ma w głowie tylko tego, żeby mnie zaciągnąć do łóżka. Nie znoszę nachalnych facetów i skreślam ich od razu.
W następnym tygodniu zaprosił mnie do kina. Poszliśmy na jakiś film, który na szczęście nie okazał się strzelaniną, nie był także łzawą komedią, więc oboje się na nim świetnie bawiliśmy. I znowu Andrzej nie nalegał na nic, a ja wróciłam do domu sama.
W ciągu następnych kilku dni dzwonił codziennie. Czułam, że mu na mnie zależy, że zawiązuje się między nami prawdziwa więź. „Może będzie z tego coś więcej niż tylko przelotna znajomość?” – myślałam zadowolona.
W końcu, po kolejnym kinie, zdecydowałam się na zmianę klimatów na bardziej „moje”. Kiedy Andrzej zastanawiał się, gdzie możemy tym razem pójść, zaproponowałam dyskotekę!
Uwielbiam tańczyć i wiem, że robię to świetnie. Już jako dziecko chodziłam na kurs tańca i przez jakiś czas nawet występowałam na scenie z młodzieżowym zespołem. Mój tata mawiał, że taniec mam we krwi, jego matka była przecież mistrzynią Polski. Niestety, nie zrobiłam takiej kariery jak babcia, brakowało mi wytrwałości, ale wiem, że kiedy wychodzę na parkiet, to jestem w swoim żywiole! I tak było również tym razem.
Szalałam! Andrzej dzielnie starał się dotrzymywać mi kroku, ale jednak nie dał rady. Przyglądał mi się tylko od stolika, jak wiruję na parkiecie. I stawiał kolejne drinki. Byłam oszołomiona tańcem i alkoholem. Cieszyłam się jednak, że przy moim partnerze mogę czuć się bezpieczna. Niestety, przeliczyłam się... Źle oceniłam Andrzeja i jego intencje, zwiedziona jego dotychczasowym zachowaniem.
Kiedy uznałam, że pora iść do domu, Andrzej spokojnym głosem zaproponował, że tym razem jednak mnie odwiezie.
– Jesteś rozgrzana i możesz się przeziębić! – stwierdził, patrząc na moje rozwiane włosy i kusą spódniczkę.

Przyznałam mu rację i poszłam z nim do samochodu. Stał zaparkowany w jednej z bocznych, ciemnych uliczek. Niby blisko dyskoteki, ale daleko od głównej oświetlonej ulicy.
Nie podejrzewałam niczego złego, gdy pomógł mi wsiąść w wysokich szpilkach do swojego terenowego Nissana. To był dopiero wóz! Wysoki i wielki, w jego wnętrzu czułam się lekko zagubiona.
– Matko, jest ogromny jak pokój! – wyrwało mi się.
– Jak sypialnia! – potwierdził Andrzej, wpatrując się we mnie roziskrzonym wzrokiem.
Chyba podświadomie poczułam wtedy zagrożenie, bo odruchowo otuliłam się kurtką, zasłaniając swój falujący od nadal przyspieszonego oddechu biust, widoczny w głębokim rozcięciu bluzki.
– Nie rób tego, niech sobie przynajmniej popatrzę! – odezwał się na to Andrzej niższym, gardłowym głosem.
Jego wzrok ślizgał się pożądliwie po moim ciele. Ogarnął mnie niepokój. Nie byłam jeszcze przygotowana na bliskość z tym facetem, ani pewna, czy jej chcę…
– Wiesz, może ja jednak pojadę do domu autobusem. Co cię będę fatygować, tutaj zaraz za rogiem jest przecież przystanek – stwierdziłam niby beztrosko i sięgnęłam ręką do klamki.
Wtedy usłyszałam trzask. Andrzej zablokował drzwi!
– Nigdzie nie pójdziesz – powiedział, a na jego twarzy pojawił się obleśny uśmiech. – Przecież chcesz tego tak samo jak ja, inaczej byś się tak nie ubrała…– stwierdził, patrząc na moją kusą spódniczkę, a jego wzrok niemal parzył!
– Nieprawda! – zaprotestowałam.
– Ubrałam się tak, jak się chodzi na dyskotekę, bo z tobą czułam się bezpieczna! – zaapelowałam do jego poczucia przyzwoitości, ale chyba je stracił.
– Jesteś bezpieczna. W moich rękach – stwierdził i przysunął się bliżej.
Ze zgrozą stwierdziłam, że terenówka ma automatyczną skrzynię biegów i nie ma pomiędzy nami wystającego drążka, a to oznaczało, że… Andrzej ma bezpośredni dostęp do mojego ciała!

W mgnieniu oka rzucił się na mnie i przygwoździł mnie do wielkiego fotela. Czułam na sobie jego zwaliste, krępe ciało. Ustami nie muskał mojej twarzy, tylko prawie ją pożerał! I schodził coraz niżej, do moich piersi, dysząc z pożądania. A jego łapska zaczęły się wdzierać pod moją spódniczkę. Wiedziałam, że za moment po prostu rozerwie mi rajstopy i przedrze się przez koronkowe majtki biorąc sobie sam to, czego mu broniłam.
Zaczęłam krzyczeć, ale stłumił mój krzyk, kładąc mi jedną rękę na ustach, a drugą gmerał coraz natarczywiej na dole. Czułam, że zaraz się stanie to, czego obawia się każda kobieta – zostanę zgwałcona! I być może nawet nie będę potrafiła udowodnić na policji, że tego nie chciałam. Wiadomo, zobaczą mój kusy strój i uznają, że idąc tak ubrana na dyskotekę z prawie nieznajomym mężczyzną, „sama się prosiłam”.
„Muszę się bronić!” – przeleciało mi przez głowę. „Tylko wtedy może mi uwierzą!”. Nadludzkim wysiłkiem uwolniłam rękę spod przygniatającego mnie ciała i na oślep walnęłam Andrzeja pięścią w twarz! Jęknął zaskoczony, a wtedy rozorałam mu policzek paznokciami. Noszę tipsy – może niezbyt długie, ale mocne! Musiało go to zaboleć.
Czułam, że po tym ma ochotę mi przywalić, ale się powstrzymał! Szkoda, gdybym miała podbite oko, żaden policjant nie miałby wątpliwości, że nie chciałam uprawiać seksu z tym facetem!
On jednak zamiast mi oddać, zdwoił wysiłki, by pokonać ostatni bastion mojego oporu – zaczął rozwierać mi uda, silne i mocne jak to u zapalonej tancerki. Czułam jednak, że już długo nie zdołam mu się opierać. Słabłam…
I wtedy pojawił się ten facet. Zastukał w szybę nissana.
– Halo! Czy wszystko w porządku? – spytał gromkim głosem.
Andrzej natychmiast zakrył mi dłonią usta, prawie mnie dusząc, a sam drugą ręką odkręcił lekko szybę tak, że powstała tylko niewielka szpara.
– Spadaj gościu! Nie widzisz, że my się tutaj dobrze bawimy? – rzucił i już chciał zakręcić na powrót okno, kiedy niespodziewanie coś pojawiło się w szparze i zablokowało szybę.
– Ty się chyba dobrze bawisz, ale pani najwyraźniej nie! – usłyszałam stanowcze stwierdzenie, po czym wypadki potoczyły się błyskawicznie!
Szyba pękła pod naporem tego czegoś w szparze i rozsypała się w drobny mak! Wielka ręka wniknęła do auta i szarpnęła za klamkę, jakimś cudem odblokowując drzwi. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby ten facet po prostu coś wyłamał, bo był wielki jak Guliwer w kraju Liliputów!
Po sekundzie drzwi się otworzyły i dosłownie zostałam wyciągnięta na zewnątrz i postawiona na chodniku! Zgubiłam gdzieś przy tym jeden but, ale nawet tego nie zauważyłam.
– Cholera! – zaklął Andrzej i, widząc, co się stało, błyskawicznie odpalił silnik.
Ruszył z piskiem opon, z otwartymi drzwiami, prawie nimi zahaczając o stojący z przodu samochód.
– Moja torebka! – krzyknęłam z rozpaczą i zobaczyłam, jak terenowy nissan zatrzymuje się na sekundę przed skrzyżowaniem. Przez nadal otwarte drzwi wyleciała na ulicę moja torebka, po czym drzwi się zatrzasnęły i auto znowu ruszyło z kopyta!

Stałam oszołomiona na chodniku, nie wierząc w to, co się stało. I w to, że jestem już bezpieczna. Chyba…
Spojrzałam na mojego wybawcę, wielkiego faceta w skórze nabijanej ćwiekami i przez sekundę zwątpiłam, czy jestem uratowana, czy dopiero teraz popadłam w kłopoty.
Ale on podał mi podniesioną z ulicy torebkę i zapytał łagodnym głosem, niepasującym do jego groźnego wyglądu.
– Dobrze się czujesz? Dasz radę sama wrócić do domu, czy cię odwieźć?
– Sama... – wymamrotałam, nadal w szoku.
„Kto wie, co temu dryblasowi przyjdzie do głowy, gdy mu pozwolę się odwieźć?” – przebiegło mi przez myśl. Straciłam tego wieczoru zaufanie do facetów!
– Autobusem nie będziesz bezpieczna. Nie w tym stanie… – powiedział.
Uprzytomniłam sobie, że wprawdzie odzyskałam torebkę, ale nadal nie mam jednego buta!
– Nie mam na taksówkę… – poskarżyłam się bezradnym głosem małej dziewczynki i wybuchłam płaczem.
– No, nie płacz, już jest po wszystkim… – przytulił mnie niezdarnie do swojej wielkiej piesi.
– Skąd wiedziałeś, że potrzebuję pomocy? – zapytałam szlochając.
Zdawałam sobie sprawę z tego, że sto innych osób przeszłoby obojętnie.
– Kiedy dziewczyna krzyczy, a cały samochód chodzi na wszystkie strony, to nie jest to normalne. To znaczy, że ktoś się w środku szarpie – stwierdził.
– Poza tym, gdybyś chciała tego, co ci robił ten facet, to byście się przenieśli na tylne siedzenie. Tam jest chyba znacznie wygodniej…
Zaskoczyła mnie zdolność jego dedukcji, a także to, co potem powiedział.
– Pożyczę ci kasę na taksówkę. Oddasz mi przy okazji. Mam nadzieję tylko, że ten facet nie wie, gdzie mieszkasz…
– Na szczęście nie – odetchnęłam z ulgą, że nigdy nie pozwoliłam się Andrzejowi odprowadzić i chyba odzyskałam wreszcie zdolność jasnego myślenia, bo poznałam także mojego wybawiciela.
– Pracujesz jako ochroniarz w tej dyskotece – powiedziałam.
– Tak. Mam na imię Paweł. Widywałem cię tutaj, świetnie tańczysz – stwierdził.
– Chyba jednak za bardzo prowokująco – mruknęłam.
– Bzdura! Dyskoteka jest właśnie po to, żeby sobie potańczyć! To ten facet miał problem ze sobą, ty nie jesteś niczemu winna! – usłyszałam to, co chciałam usłyszeć i co spowodowało, że przestałam mieć wyrzuty sumienia.
Pożyczyłam pieniądze na taksówkę od Pawła i oddałam mu następnego dnia. Zatroszczył się o mnie, a ja z wdzięczności zaprosiłam go na kawę.
I tak się zaczęło…
Dzisiaj jesteśmy z Pawłem razem już drugi rok.
A Andrzej? Od tamtego nocnego zdarzenia nigdy go już nie widziałam. Aśka powiedziała mi, że przestał się do niej odzywać. Nie uświadomiłam swojej przyjaciółce, dlaczego się tak stało. Po co? Ten incydent i ten facet to przecież już tylko przeszłość.