Mężczyzna, który nie wiedział o swoim synu fot. Adobe Stock

„To miał być tylko romans na ferie. Po lata okazało się, że Julia ukrywała przede mną naszego syna”

Choć nie byłem zbyt szczęśliwy, to moje życie było spokojne i przewidywalne. Ale pewnego dnia dowiedziałem się, co utraciłem…
/ 07.04.2021 11:08
Mężczyzna, który nie wiedział o swoim synu fot. Adobe Stock

Chłopca oddał pod moją opiekę ojciec. Uważnie sprawdził wiązania nart małego, poprawił kask, dopasowując mocowanie. „Nadopiekuńczy tatuś” – pomyślałem widząc, jak wraca, by włożyć dzieciakowi do kieszeni jednorazową chusteczkę. Zniecierpliwił mnie, ale postarałem się o krzepiący uśmiech. Jak się uczy dzieciaki jazdy na nartach, trzeba dbać o wzbudzenie zaufania u ich rodziców.

– Proszę być spokojnym, syn jest pod dobrą opieką – wygłosiłem zwyczajową formułkę, która mimo że wyświechtana, działała na matki bez pudła. Trochę mniej na ojców, ale i oni w końcu powierzali mi swoje skarby. Ten jednak wyglądał, jakby nie zamierzał rozstawać się z synem. Wyekwipował go, nie żałując środków. Dzieciak miał na nogach lśniące nowością, drogie buty i carvingi, bynajmniej nie z wypożyczalni. Kto wyrzuca tyle kasy na sprzęt, z którego młody za chwilę wyrośnie? Odpowiedź brzmiała: kochający i koniecznie bogaty tatuś.

Ten mały miał prawie tak dobre wyposażenie jak ja, z tą różnicą, że ja na swoje długo zbierałem grosz do grosza. Od kilku lat zarabiałem na życie jako instruktor narciarski. Po kontuzji, która raz na zawsze wykluczyła mnie z grona zawodników, musiałem pożegnać się ze sportem wyczynowym, nie dla mnie było bicie rekordów. Nigdy się z tym nie pogodziłem, tym bardziej, że nie umiałem nic innego i nie wyobrażałem sobie życia na nizinach. Kocham góry, dlatego zostałem.

Młody miał prawdziwy talent

Prowadzę razem z przyjacielem i jego żoną pensjonat, a w sezonie uczę jazdy na nartach. Mały dobrze sobie radził. Albo uczył się już wcześniej, albo miał wrodzony talent. Dzieciaki wciąż się przewracały, ubijały śnieg, tuptając w miejscu nartami, a on najchętniej grzałby na krechę jak wariat. Odważny koleżka. Narty pod nim same zakręcały, jak to carvingi, kiedy odpowiednio przerzuci się ciężar ciała. Chłopiec robił to odruchowo, jeszcze go tego nie uczyłem. Poczułem dreszcz odkrywcy, chyba trafił mi się nieoszlifowany diament. Będę musiał uświadomić nadopiekuńczemu tatusiowi, że powinien wziąć pod uwagę sportową karierę swojego syna.

Po godzinie zgoniłem swoją grupkę na płaski teren nieopodal stacji wyciągu. Rozmawiałem z dziećmi, czekając, aż odbiorą je opiekunowie. Chłopak ściągnął kask i rzucił go niefrasobliwie w śnieg. Zaśmiałem się w duchu. Jakbym siebie widział, też byłem takim nygusem. Miałem podobny talent do nart jak ten mały, mnie też wyłowił z tłumu trener. Potem ta kontuzja pokrzyżowała mi plany. Może małemu lepiej się powiedzie…

Julia była niezwykła, ale zniknęła

– Witaj, Andrzej – usłyszałem. Julia! No proszę, to już parę lat, a wciąż ją pamiętałem. Fajna dziewczyna. Potem były inne – turystki, narciarki, w sezonie sporo ludzi przewija się przez naszą dolinę. Jedni wracają, inni nie. Julia nie wróciła. Nawet żałowałem, nie sądziłem, że tak szybko o mnie zapomni. Obiecaliśmy sobie przecież… Czego się spodziewałem? Byłem facetem na ferie, wróciła do domu i zapomniała o romansie z narciarzem. Pamiętam, że trochę się gryzłem, nawet chciałem za nią pojechać, ale wspólnik wybił mi to z głowy. Miał rację, moje miejsce jest w górach.
– Cześć, Julia! Przyjechałaś na ferie? – uśmiechnąłem się do dawnej miłości.
– Przyszłam po syna. Jak się sprawował?
– Który to? – popatrzyłem na kręcące się koło nas dzieciaki.
– Ten, co fechtuje się kijkiem z kolegą. Jędrek! Natychmiast przestań! – podeszła do utalentowanego chłopca.
– Jeżeli to on, to musimy porozmawiać o jego przyszłości – powiedziałem poważnie. Julia spojrzała na mnie z mieszaniną ulgi i niechęci.
Nie za późno na to? Nie odpowiedziałeś na żaden list, maile ode mnie też pewnie utknęły w niebycie, a telefon informował: „abonent niedostępny”.
– Próbowałaś się ze mną skontaktować?! – ucieszyłem się jak głupi. – A ja myślałem, że o mnie zapomniałaś. Nie dostałem żadnego listu ani maila, a numer telefonu zmieniłem, nawet nie pamiętam, kiedy i dlaczego.
– Jasne, już ci wierzę – odsunęła się z niechęcią. – Zawsze byłeś otoczony tłumem kobiet, ale w tym akurat wypadku mógłbyś zdobyć się na więcej.
– O czym ty mówisz?
– Teraz już nieważne. Nie wiem, co sobie wyobrażałam – pociągnęła dziecko za sobą i odeszła zdecydowanym krokiem.
– Poczekaj! Porozmawiajmy, twój syn ma talent narciarski, trzeba go rozwijać!
Mój syn? Nic dziwnego. Ale dobrze, spotkajmy się. Zatrzymaliśmy się z mężem w pensjonacie Na Przełęczy. Znajdziesz nas.

„Prawda nas wyzwoli”

Tylko tyle, nic więcej. Zostawiła mnie i poszła. Teraz przynajmniej wiedziałem, gdzie jej szukać. Pensjonat Na Przełęczy prowadził kuzyn mojego wspólnika. Zjawiłem się tam pod wieczór, po zamknięciu stoku. Julia czekała w opustoszałej jadalni.
– Dostaniemy dwie kawy? – przymiliłem się do właścicielki, która zajrzała do sali.
– Pewnie, Jędruś, dla ciebie zaś by kawy nie było, Maryjkaa! – gaździna wrzasnęła tak niespodziewanie, że drgnąłem. – Dwie kawy migiem dawaj!
Julia uśmiechała się dyskretnie.
– Widzę, że nadal jesteś ulubieńcem kobiet, nic się nie zmieniło.
– Naprawdę pisałaś do mnie? – nachyliłem się ku niej. Odsunęła się lekko.
– Mamo, idziemy z tatą lepić bałwana! – mały Jędruś wpadł do jadalni jak burza.

Teraz widziałem jego podobieństwo do matki, byli z Julią jak dwie krople wody. Mały zakręcił się i równie szybko wypadł na zewnątrz. Miał temperament!
Świetnego masz syna, powinien trenować narciarstwo, jest bardzo uzdolniony. Bardzo dobrze, że przypadkowo trafił do mojej szkółki. Im szybciej się wychwyci takie rzeczy, tym większe szanse na medale – zażartowałem.
– Jędrek nie trafił do ciebie przypadkowo – przerwała mi Julia. – Musiałam to zrobić, chociaż mąż był przeciwny. On bardzo kocha Jędrka, jest dobrym ojcem.
– Tak, widziałem, bardzo o niego dba – odparłem rozkojarzony. Rozmowa zmierzała w dziwnym kierunku. Po co Julia wróciła? Z mężem i synem? Chciała zaświecić mi w oczy rodzinnym szczęściem? No to jej się udało.
– Szkoda, że wtedy nam nie wyszło – powiedziałem nagle od serca. – Żałowałem, wiesz? Tak, znałem dużo kobiet, ale żadna nie była taka jak ty. No i nie ułożyłem sobie życia, wciąż jestem sam.
– Samotny górski wilk o nieodpartym uroku – szepnęła w zamyśleniu.

O! Może jeszcze nie wszystko stracone?
– Nic nie rozumiesz, prawda? – Julia znów się odsunęła.
Sądziłam, że jak zobaczysz Jędrka, to natychmiast się domyślisz. Taka głupia byłam. Ledwie ubłagałam męża, nie chciał się zgodzić, dla niego syn jest całym światem. Ale, jak to mówią, prawda nas wyzwoli. Nie chcieliśmy z mężem, aby tajemnice rzutowały na przyszłość naszego syna. Zrobiło mi się gorąco. Jak ten chłopak jeździł na nartach! I miał na imię tak jak ja.
– Ma pięć lat – dodała Julia.
Jest moim synem – zrozumiałem. Wiadomość wbiła mnie w podłogę. Nie wiedziałem, czy się śmiać czy płakać.
– Dlaczego o niczym nie wiedziałem?
– Bo nie odpowiadałeś na listy i nie odbierałeś telefonu – przypomniała Julia. – Zostałam sama. Zbyszek mi pomógł. To dobry człowiek, nie mogłam lepiej trafić.
– Ale go nie kochasz! – uczepiłem się tej myśli, nie wiedząc, co chcę osiągnąć. Odzyskać Julię i syna? Jeszcze wczoraj w ogóle o nich nie myślałem. Julia była tylko wspomnieniem niespełnionej miłości, a syna zwyczajnie nie miałem. I co teraz mam zrobić? Czy nie było za późno?

Przypomniałem sobie drogi ekwipunek narciarski Jędrusia. Ojciec o niego dbał i raczej nie należał do biednych. Co ja mógłbym dać synowi? Niewiele. No, może poza miłością, jeśli tylko mógłbym bliżej go poznać.
– Szczerze mówiąc, jak wychodziłam za Zbyszka, byłam samotna i zrozpaczona. Rzeczywiście, nie kochałam go. On o tym wiedział, ale uważał, że jego miłości wystarczy na dwoje. I wiesz co? Miał rację – Julia uśmiechnęła się przez łzy.

Siedziałem jak na szpilkach. Po co wróciła? Pokazać mi syna i zaraz go zabrać? Powiedzieć, że jest szczęśliwa z innym facetem? Dlaczego nie mogłem być na jego miejscu?
– Przyprowadzę jutro Jędrusia do ciebie. On aż się pali do nart, będzie zachwycony. Poznacie się lepiej, a potem zobaczymy. Mam na względzie przede wszystkim dobro dziecka. Może tak być? Musiało, zresztą sam nie wiedziałem, czego chcę. Nagle zostałem ojcem nieznajomego pięciolatka, musiałem poukładać sobie wszystko w głowie.

Postanowiłem, że najpierw wyjaśnię sprawę zaginionych listów Julii. Miałem wątpliwości, czy rzeczywiście je napisała. To akurat okazało się proste. Jagoda, żona wspólnika, przyznała, że przejmowała korespondencję od moich dziewczyn, żeby „nie namieszały mi w głowie”.
– Tak było lepiej dla ciebie, nie chciałam, żebyś rzucił wszystko i pogonił za jakąś chwilową miłostką. Przecież my żyjemy z tego pensjonatu, który z tobą prowadzimy, a ty byłeś wtedy jak wiatr. Sam nie wiedziałeś, dokąd pognać. Dziewczyny żyć ci nie dawały, więc cię chroniłam. Milczałem. Jagoda z dobrego serca odebrała mi szansę na miłość Julii i Jędrusia, co mogłem powiedzieć?

Czytaj więcej prawdziwych historii:
Śmierć psa przeżyłam bardziej, niż śmierć matki
Matka odbiła mi faceta, w którym byłam zakochana
Mąż ukrywał przede mną choroby psychiczne w rodzinie