kobieta która jest załamana kłamstwami męża fot. Adobe Stock

„Mąż ukrywał przede mną choroby psychiczne w rodzinie. Gdy prawda wyszła na jaw, jeszcze się obraził”

Gdy jego matka zachorowała na depresję, robił z tego wielką tajemnicę. Nawet ona sama nie wiedziała, że jest chora! Nie rozumiałam, czemu tak to ukrywa. Przecież depresja to nic wstydliwego. A to było tylko jedno z licznych kłamstw - okazało się, że w rodzinie od pokoleń występują poważne problemy psychiczne...
/ 26.03.2021 10:37
kobieta która jest załamana kłamstwami męża fot. Adobe Stock

Uważałam, że Łukasz i Lucyna nie powinni okłamywać swojej starej matki, ale mój mąż zawsze wie lepiej, więc i tym razem musiał postawić na swoim.

Mama nie zniesie informacji o depresji. Nie znasz jej! Wiem, że bywa oschła i apodyktyczna, ale w rzeczywistości jest bardzo słaba i jak ognia boi się chorób psychicznych – mówił.

Nie wyjaśnił, z czego wynika ów lęk.

– Przecież depresja nie jest chorobą psychiczną, nawet się jej nie dziedziczy! To stan, który może zdarzyć się każdemu, w każdym wieku, nie wypada oszukiwać mamy, przecież nie jest dzieckiem – tłumaczyłam mężowi i jego siostrze.

Nie mogłam uwierzyć, że w dwudziestym pierwszym wieku ktoś jeszcze może z takim przerażeniem wypowiadać się o depresji. Sama miałam przyjaciółkę, która od lat zmagała się z tą przypadłością z powodu zaburzonej pracy przysadki mózgowej, dlatego jako pierwsza w rodzinie zasugerowałam, że smutek teściowej po śmierci męża i trudności z codziennym funkcjonowaniem nie są już wyłącznie żałobą. Pamiętam, jak wtedy Łukasz spiorunował mnie wzrokiem, ale spuścił z tonu, kiedy lekarz rodzinny, leczący teściową od lat, potwierdził moje obawy.

Jego też zastanowiły przedłużające się problemy ze snem i brak apetytu wdowy

Chcąc nie chcąc, Łukasz i moja szwagierka przystali na propozycję leczenia mamy, ale dogadali się ze specjalistą, aby odbywało się to w tajemnicy przed nią samą. Może nie było to do końca etyczne, ale może rzeczywiście konieczne. Lekarz przepisywał antydepresanty, które potem Lucyna, siostra Łukasza, przesypywała do pojemniczka po lekarstwach na niestrawność, które mama zażywała od lat. Gdy uznałam ich zachowanie za głupotę, kazali mi się nie wtrącać.

Gdy starsza pani zemdlała w kościele, zrobiła się afera

Już wtedy powinnam była zastanowić się, o co chodzi z ich lękiem przed chorobami psychicznymi, ale byłam tak zmęczona trwającą w naszym domu wojną, że machnęłam ręką na sprawy rodziny męża. Może teściowa boi się, że ktoś uzna ją za wariatkę, a przecież całe życie trzęsła rodziną – pomyślałam. Jednak, co było do przewidzenia, mama nie najlepiej zniosła przepisane jej „na oko” medykamenty. Ich skutkiem ubocznym była nadmierna senność i trudności z koncentracją.

Rozdrażniona postanowiła wyrzucić wszystkie leki, włącznie z tymi regulującymi ciśnienie i pracę serca, czego o mało nie przypłaciła zawałem.

– W końcu trafi do szpitala, dowie się, że podajecie jej coś bez jej zgody i straci do was zaufanie. Jeszcze wmówi sobie, że chcecie ją zabić! – ostrzegałam.

Niestety, Łukasz i Lucyna za nic mieli moje rady. Żadne z nich nie pofatygowało się nawet do psychiatry, żeby spróbował zaocznie zapisać teściowej nowocześniejsze lekarstwa o łagodniejszym działaniu; w końcu nie cierpiała na zaburzenie psychiczne, tylko na depresję związaną ze śmiercią męża. Jednak rodzeństwo zdobyło się jedynie na to, że wspólnie z lekarzem rodzinnym zmienili lek na „specyfik trzeciej generacji”. Włosy jeżyły mi się na głowie, gdy słuchałam o ich eksperymentach, dlatego skonsultowałam z przyjaciółką nowy środek. Ona ostrzegła mnie, że według jej wiedzy należy podawać go w odpowiednim zestawieniu z innymi lekarstwami i pilnie obserwować, czy nie wchodzi w reakcję ze specyfikami na pozostałe przypadłości mamy.

Na tę informację mąż tylko wzruszył ramionami, a szwagierka udała głuchą. Zawsze uważała mnie za przemądrzałą, więc pewnie i teraz pomyślała podobnie, zapominając o dobru matki. Tyle że z teściową zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Wychodziła z domu i w połowie drogi zapominała, dokąd idzie. Miała nawet problem z odnalezieniem grobu męża, co nie jest wyzwaniem na cmentarzu w malej miejscowości. Co gorsza, znowu zaczęła zasypiać np. w połowie toczącej się przy stole dyskusji. Narzekała też na trudności z mówieniem i czasem rzeczywiście bełkotała, zapewne tuż po zażyciu leków.

Dopiero jednak, gdy kilka razy zdarzyło jej się zemdleć w miejscu publicznym, Lucyna się zreflektowała. Nim jednak zdążyła obmyślić jakikolwiek plan, teściowa straciła przytomność w kościele, skąd zabrało ją pogotowie. Przybyliśmy na miejsce tak wcześnie, jak tylko było to możliwe, chcąc wytłumaczyć specjalistom źródło problemów teściowej, ale nie ubiegliśmy badań krwi. Zarówno tych pierwszych, jak i powtórzonych.

Na nic zdały się tłumaczenia Łukasza i Lucyny, lekarze na podstawie wyników zaczęli podejrzewać, że dzieci trują matkę, chcąc się jej pozbyć, i wezwali policję. Zrobiła się z tego taka afera, że nawet lekarzowi rodzinnemu groziło zawieszenie w wykonywaniu zawodu, ale upiekło mu się z powodu znajomości. Nie pomogły one jednak mojemu mężowi ani jego siostrze.

Ukrył przede mną prawdę, jak mam mu teraz ufać?

W końcu prokurator umorzył sprawę po kilku przesłuchaniach, ale wieść o mordercach rozniosła się po mieście. Z natury podejrzliwa teściowa zerwała z nami kontakty, uznając, że… to ja stałam za próbą pozbycia się jej. Wmówiła sobie, że od dawna ostrzyłam sobie zęby na jej duży dom, a ponieważ nigdy pomiędzy nami nie układało się dobrze, to po śmierci teścia postanowiłam przyśpieszyć sprawę i namówiłam jej biednego, uzależnionego ode mnie synka oraz równie nieroztropną córkę do zamordowania mamy.

Nie wiem, skąd przyszło jej to do głowy. Może wymyśliła tę historyjkę pod wpływem mieszanki lekarstw, ale zaczęła ją rozpowszechniać. Znajomi kazali mi puszczać plotki mimo uszu. Łatwo powiedzieć, kiedy to nie ty padasz ofiarą oskarżeń. Próbowałam wytłumaczyć matce Łukasza, jak bardzo się myli, ale zagroziła mi, że wezwie policję albo grono przyjaciółek, jeśli pojawię się w pobliżu jej domu.

Zabawne? Mnie nie jest do śmiechu. Sytuacja trwa już dwa lata

Mąż prawie się do mnie nie odzywa, jakbym to ja stała za tym durnym pomysłem, nasze dzieci nie widują babci, którą zawsze uwielbiały, a Lucyna udaje, że nie wie, o czym mówię. Jakby mało było problemów, gdy poskarżyłam się jednej z kuzynek teściowej, usłyszałam, żebym się nie przejmowała, bo w tej rodzinie nie brakowało wariatów.

– Stryj Halszki (teściowej) pod wpływem „głosów” porzucił rodzinę i wstąpił do zakonu, jedna z sióstr naszej babci miewała na przemian wpadała w apatię i miewała tak silne ataki furii, że trzeba ją było przywiązywać pasami, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Podobno nasz prapradziadek w przypływie szału zabił własną żonę, bo wmówił sobie, że zdradza go na lewo i prawo – opowiadała starsza pani szczerze zdziwiona, że nie znam tych barwnych, rodzinnych historyjek.

Wyobrażacie sobie, jak się czułam, kiedy skończyła mówić? Ani Łukasz, ani jego bliscy nigdy słowem się nie zająknęli na temat problemów psychicznych w swojej rodzinie, i sprytnie separowali mnie od wszystkich, dla których nie był to temat tabu. Tylko dzięki ich niedopatrzeniu na jednym ze zjazdów rodzinnych poznałam kuzynkę teściowej, z która od razu przypadłyśmy sobie do serca. Widząc jednak, jak traktują ją teściowie, nie zdradziłam się przed nikim, że mam jej numer telefonu.

Przecież takie kłamstwa są podstawą do rozwodu kościelnego! – żachnęła się przyjaciółka, której opowiedziałam historię rodziny męża.

Tylko że ja kocham Łukasza i nie chcę niszczyć rodziny. Może jestem naiwna, bo mąż, gdy zarzuciłam mu celowe oszustwo, bardziej skupił się na dochodzeniu źródeł tych opowieści niż przeproszeniu mnie.

– Teraz już wiesz. Zadowolona? – rzucił jakby obrażonym tonem.

Jak on mógł? Przecież to ja zostałam okrutnie okłamana i gdyby nie depresja sytuacyjna teściowej, być może nigdy nie poznałabym prawdy. Mąż potrafi jedynie zapytać, czy bym go porzuciła. Nie rozumie albo udaje, że nie pamięta, iż to on nie dał mi wyboru, nie zastanowił się, z jakim dziedzictwem muszą mierzyć się nasze dzieci, i co czuję, patrząc na nie każdego dnia. Nie przychodzi mu do głowy, że tym jednym kłamstwem i zachowaniem wobec mamy spowodował, że zaczęłam się zastanawiać, czego jeszcze nie wiem – o nim lub o jego rodzinie…

Czytaj więcej prawdziwych historii:
Moja synowa to znana ginekolożka, która ma problemy z własną płodnością
Rozwiodłem się po 8 miesiącach małżeństwa, ale i tak nie mam spokoju
Próbowałam żyć w chorym trójkącie - ja, Adam i jego matka