teściowa na łożu śmierci fot. Adobe Stock

„Teściowa przed samą śmiercią wyznała mi, że mąż wiele lat temu mnie okłamał. A ona miała w tym udział...”

„Boję się, że jak się dowiesz od ludzi, to sobie pomyślisz, że Sławek próbował tobą manipulować i znów się pokłócicie. A jak umrę, nie będzie miał go kto bronić”.
/ 25.11.2021 11:47
teściowa na łożu śmierci fot. Adobe Stock

Dawno temu postrzegałam świat w barwach czarno-białych, czyli uważałam, że ludzie są albo źli, albo dobrzy, i tacy pozostają już do śmierci. Gdy ktoś na przykład wobec mnie zachował się nie tak, jak należało, nie zasługiwał na drugą szansę, bo jak można dać drugą szansę złemu człowiekowi?

Byłam uparta, nieprzejednana i bardzo z tego dumna

A jednak życie weryfikuje nasze poglądy, a z czasem zaczynamy dostrzegać różne odcienie szarości. Dowodem tego jest moja historia sprzed wielu lat… Minął miesiąc od śmierci teściowej. Mąż i ja pojechaliśmy na cmentarz uprzątnąć grób, wyrzucić wiązanki zasuszone po pogrzebie, zapalić znicze.

Sławek był bardzo zżyty z matką, bardzo wiele jej zawdzięczał. Gdyby swego czasu nie zdecydowała się wziąć udziału w pewnej intrydze, pewnie nie bylibyśmy dziś małżeństwem. Mąż ciągle myśli, że nic nie wiem o oszustwie, jakiego się dopuścił. A ja wiem o tym od dawna, a podczas ostatniej rozmowy z matką męża zyskałam tylko potwierdzenie.

– Paulinko – pamiętam, jak nieśmiało zagadnęła mnie moja teściowa – muszę ci o czymś powiedzieć.
– Słucham, mamo – odparłam nieco zaniepokojona tym konspiracyjnym tonem.
– Ja niedługo umrę….
– Nie, no tak to na pewno nie będziemy rozmawiać! – zdenerwowałam się.

– Poczekaj… nie denerwuj się – uspokajała mnie – musisz się o czymś dowiedzieć. Najlepiej ode mnie, bo tylko ja znam całą prawdę. Wiem, dlaczego mój syn tak postąpił…. Bo widzisz, Sławek cię kiedyś oszukał, a ja mu w tym pomogłam – dokończyła speszona.

– Co też mama opowiada! – teraz to już porządnie się zdenerwowałam.
– Pamiętasz, jak kiedyś się pokłóciliście i ty wyjechałaś za granicę? A jak potem wróciłaś i przypadkiem wpadłyśmy na siebie, to ci powiedziałam, że u Sławka lekarze podejrzewają raka jelita.

Oczywiście, że pamiętałam.

Związałam się ze Sławkiem z miłości

Na początku było wspaniale. Ale on z czasem się zmienił. Przestał o mnie zabiegać, jakby uznał, że już nie musi; przestał się wysilać, żeby sprawiać mi przyjemności. Zachowywał się jak egoista – myślał tylko o sobie, nie mogłam na niego liczyć. Czułam się zaniedbana i odtrącona. A jednocześnie wciąż go bardzo kochałam. Był ode mnie starszy, miał pieniądze, robił karierę – to mi imponowało. Więc schowałam swoją dumę, nie walczyłam o swoje – jak każda zakochana kobieta.

Opamiętałam się dopiero po pewnej rodzinnej imprezie. Sławek dał wtedy prawdziwy popis lekceważenia mnie. On brylował w towarzystwie, a ja siedziałam przy stole, wśród ciotek i wujków, i czułam się jak piąte koło u wozu. Facet, z którym przyszłam, przez cały wieczór odezwał się do mnie ze dwa razy, i to tylko po to, by wydać jakieś polecenie. Wtedy postanowiłam walczyć o siebie w tym związku, w którym nie miałam już właściwie nic do powiedzenia. Tyle że tak naprawdę nie bardzo wiedziałam jak. Na zmianę atakowałam Sławka kłótniami i płaczem. A on najwyraźniej postanowił przetrzymać mój bunt, bo ostentacyjnie mnie ignorował – w ogóle go to nie ruszało. W końcu miałam dość.

Odeszłam. Po prostu pewnego dnia oświadczyłam, że to koniec

Postanowiłam wyjechać do mojej ciotki, która w Niemczech opiekowała się seniorami. Obiecała, że mnie też załatwi pracę. Do samego końca miałam nadzieję, że Sławek będzie starał się mnie zatrzymać. Jednak on nie zrobił nic. Pozwolił mi wyjechać, nawet nie przyszedł się pożegnać. Ta jego obojętność dotknęła mnie do żywego, mocno uraziła moją dumę. Ale cóż – czas leczy rany. Choć tęskniłam za Sławkiem i źle mi było bez niego, z czasem ta tęsknota osłabła. Mimo to przez dwa lata z nikim się nie związałam.

Tuż przed Bożym Narodzeniem spotkałam w kościele matkę Sławka. Podeszła do mnie. Powiedziała, że jej syn leży w szpitalu na oddziale onkologii. Wtedy dosłownie ścięło mnie z nóg. Gdy tylko zapytała, czybym go nie odwiedziła, nie wsparła w trudnych chwilach, zgodziłam się bez wahania.

Zapomniałam o urażonej dumie. Pojechałam do szpitala jeszcze w tym samym dniu. Wspomnienia sprzed lat wróciły, jakby to działo się parę dni temu.

– Oczywiście, że pamiętam – odpowiedziałam umierającej teściowej. – Zrozumiałam wtedy, że nadal kocham Sławka. I że gdybyśmy do siebie nie wrócili, bardzo trudno byłoby mi żyć.
– Powiedz mi, kochanie – spytała cicho teściowa – czy gdyby nie tamto spotkanie, starałabyś się z nim skontaktować?

Nie musiałam się zastanawiać.

– Na pewno nie – przyznałam bez namysłu. – Nie chciałam mieć z nim już nigdy nic wspólnego. Przecież wcześniej już nie mogłam z nim wytrzymać. Ale wtedy zbliżały się święta, i w ogóle. Mama rozumie? Czas wybaczania…

– No to wiem na pewno, że zrobiłam dobrze – westchnęła z ulgą. – Widzisz, skarbie, Sławek bardzo to przeżył, że go wtedy zostawiłaś. Długo nie rozumiał dlaczego. Próbowałam mu tłumaczyć, że traktował cię okropnie, ale on zawsze miał jakieś kontrargumenty, zawsze próbował się jakoś tłumaczyć. Ale powinnaś wiedzieć, że Sławek zawsze cię kochał, choć nie zawsze umiał to okazać.
– Mamo, co to ma teraz do rzeczy? Minęło tyle lat… Po co mi to dziś mówisz?

– Bo to bardzo ważne – powiedziała teściowa stanowczo. – Kiedy Sławek w końcu zrozumiał swoje błędy i to, że to właśnie ty jesteś kobietą jego życia, postanowił walczyć. I wymyślił tę historię z chorobą. Nie spotkałyśmy się wtedy w kościele przypadkiem. Wiedziałam, że tam będziesz. Sławek nie był chory. Jedyne, co mu wówczas dolegało, to wyrostek robaczkowy. Ale on załatwił z kolegą, który pracował w szpitalu, żeby umieścili go na oddziale onkologicznym. Na chwilę, kiedy ty przyjdziesz. Później szybko go wypisali, a on jeździł już tylko na „konsultacje”. A ty byłaś wtedy taka przejęta, miałaś w sobie tyle współczucia! Sławek liczył na to, że do siebie wrócicie...

– Po co mama mi to wszystko mówi?
– Boję się, że jak się dowiesz od ludzi, to sobie pomyślisz, że Sławek próbował tobą manipulować i znów się pokłócicie. A jak umrę, nie będzie miał go kto bronić.
– Ale ja… wiem o tym wszystkim już od dawna – uśmiechnęłam się.

Teściowa spojrzała na mnie ze zdziwieniem i ulgą, a ja zaczęłam tłumaczyć:
– Sławek bardzo szybko przestał chodzić na te „konsultacje”. W ogóle się nie przejmował. To mnie zdziwiło. Chciałam nawet drążyć temat, ale stwierdziłam, że skoro między nami jest tak dobrze, nie będę tego psuła. A po poza tym kiedyś zgadałam się na ten temat z koleżanką u fryzjera. Jest pielęgniarką na onkologii…

To była moja ostatnia rozmowa z teściową

Mąż o niej nie wie – tak postanowiłyśmy. Cieszę się, że zdążyłyśmy wyjaśnić sobie wszystko. Ktoś powiedzie, że moje małżeństwo zostało zbudowane na kłamstwie. A jednak jesteśmy szczęśliwi. Sławek naprawdę się zmienił. Jest cudownym mężem i ojcem. Co dzień widzę, jak się stara. I nie żałuję, że kiedyś dałam mu drugą szansę.

Zobacz więcej prawdziwych historii:
Pragnęłam sławy tak bardzo, że zrobiłabym dla niej wszystko
Jestem 30-letnią dziewicą, która mieszka z matką
Urodziłam dziecko obcym ludziom, żeby spłacić długi
Nienawidzę swojego obwisłego po porodzie ciała
15 lat temu okłamałam męża, że jestem dziewicą