Szara myszka i tango

Na tę lekcję trafiłam przez przypadek, reszta przyszła już sama.
/ 18.05.2007 15:38
Nigdy nie przypuszczałam, że taka grubaska jak ja, może być królową parkietu. Za sprawą tańca uwierzyłam w siebie i poznałam wielu nowych przyjaciół.



Hej dziewczyny! Ładna, prawda? Wiedziałam, że będę w niej wyglądać szałowo – Zośka kręciła się po pokoju w nowej sukience.
– Wyglądasz świetnie – do pokoju weszła kierowniczka ze stosem dokumentów – Jakbyś szła na randkę, a nie do biura. A to jest na wczoraj, gwiazdo! – wręczyła Zośce papiery.
– Mądrala – syknęła Zośka, gdy kierowniczka znalazła się za drzwiami.
– Nie lubi cię – stwierdziłam.
– Jak każda brzydka i nijaka baba, prawda, myszko? – Zośka pochyliła się nade mną. Udałam, że jestem bardzo zajęta, ale jej słowa dotknęły mnie do żywego.
Tego dnia wracając do domu unikałam widoku swego odbicia w sklepowych wystawach. W domu zmusiłam się, by stanąć przed lustrem i przyjrzeć się sobie. Szare, zaczesane gładko włosy, z tyłu układały się w cienki ogonek, ciało pulchne i nijakie upychane w ogromny sweter i spodnie, które osłaniały mnie przed światem.

Ukryte marzenia
– Szara mysz... – szeptałam do siebie, włączając mój ulubiony program, w którym smukłe tancerki wirowały na parkiecie z przystojnymi mężczyznami. Zawsze marzyłam o tańcu, ale nikt nie chciał przyjąć na zajęcia grubej dziewczynki. Z czasem przestałam próbować, pozostało mi więc oglądanie telewizji.
Tej nocy śniłam, że jestem piękną kobietą, z którą chciał tańczyć każdy mężczyzna. Następnego dnia po pracy poszłam do jednej ze szkół tańca. Przez okna obserwowałam uśmiechnięte pary.
– Wchodzisz? – spojrzałam na stojącego przy drzwiach chłopaka.
– Spóźniłaś się? – towarzysząca mu dziewczyna nie dała mi dokończyć.
– Nie martw się, wejdziesz z nami!
– Ale...
– Żadnego "ale"!
– Ale ja jeszcze nigdy nie tańczyłam – wykrztusiłam przerażona.
– My też! – dziewczyna pchnęła mnie w kierunku drzwi.
– Proszę państwa, proszę się więcej nie spóźniać! – krzyczał nauczyciel.
– Szybko, zostawiajcie torby i kurtki, i tańczymy. Ma pani partnera? – zapytał patrząc na mnie.
– Nie...
Wyszedł z sali. Chciałam uciec, nim zdąży wrócić, ale był szybszy. Przyszedł z chłopakiem i ustawił go naprzeciw mnie.
– Pomożesz pani poznać uroki tanga – oznajmił – Darek tańczy w grupie zaawansowanej, więc trafiła pani naprawdę wyśmienicie – uśmiechnął się do mnie.
– Jak ci na imię? – zapytał chłopak.
– Martyna – czułam, jak ze zdenerwowania pot spływa mi po karku. Jak na złość nauczyciel kazał nam stanąć blisko siebie i położyć dłoń na sercu partnera.
– Nie bój się – uśmiechnął się Darek, kiedy go dotknęłam.
– Jestem gruba – wysapałam.
– Jeszcze zdążysz być chuda. Taniec daje nieźle w kość – zaśmiał się.
I choć czułam się jak słonica w składzie porcelany, wytrzymałam do końca lekcji. Starałam się nie deptać Darkowi po nogach, ale im bardziej się oddalałam, tym bardziej nauczyciel krzyczał.
– Martyna! Tango to taniec miłości! Musisz dać się prowadzić partnerowi!
– Podobało ci się? – zagadnęli przy wyjściu młodzi małżonkowie, którzy wepchnęli mnie na tę lekcję.
– Bardzo, ale nie wiem, czy przyjdę na następną – odpowiedziałam.
– Coś ty! – żachnął się chłopak. – Jak ciebie nie będzie, to ja nie tańczę! Dodajesz mi odwagi, dziewczyno!
– Bo jestem najgorsza w grupie?
– Bo jesteś odważna! Mam na imię Sławek – podał mi rękę.
– A ja Ola – dodała ze śmiechem jego żona – Uratowałaś mnie. Wiesz, ile musiałam go namawiać, żeby tu przyszedł?!

Rozwinąć skrzydła
Umówiliśmy się na następną lekcję. Tym razem tańczyłam z innym chłopakiem, który jak ja gubił rytm i mylił figury. Ale było przy tym dużo śmiechu. Po zajęciach poszliśmy ze Sławkiem i Olą do knajpki. Po następnej lekcji dołączyli do nas Jeremi i Alina, potem Darek, Kuba i Ania. Stworzyliśmy zgraną paczkę.
– Martyna, możesz zostać na chwilę? – zapytał mnie po któryś zajęciach nauczyciel – Nie możesz tak wyglądać. Popatrz na siebie – ustawił mnie przed lustrem – Sweter, dżinsy. Dobrze, że chociaż zaczęłaś nosić buty na lekkim obcasie, a nie te traktory jak na początku.
Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Byłam bliska załamania.
– Kobieta w tangu co prawda poddaje się woli mężczyzny, ale zdobywa go ciałem. Na następną lekcję załóż spódnicę i zobaczysz jak zmienią się twoje ruchy.
– Ale ja jestem gruba – jęknęłam.
– Bzdura! Załóż nawet długą do kostek, tylko się w niej nie zabij. Do zobaczenia! Spódnica, to element tańca, a nie moja fanaberia! – pożegnał mnie.
Poprosiłam o pomoc Olę, Alinę i Anię. One także nosiły już spódnice. Dziewczyny stanęły na wysokości zadania. Najpierw... pokazały mi wszystkie swoje wady. Ola choć szczupła, miała spore uda, Alina brzuch, Ania grube kolana.
Ale umiały to ukryć. Z ich pomocą wybrałam trzy spódnice. Najbardziej dumna byłam z chabrowej. Kupiłam jedną, szarą bluzeczkę, spod której najmniej wystawały moje oponki. Tak ubrana poszłam na lekcję tańca. Koledzy oniemieli, a nauczyciel był po prostu zachwycony. Miał rację, w taki stroju czułam się i ruszałam jak kobieta z moich snów.
– Widzisz mówiłem ci, że się zmienisz – cieszył się nauczyciel.
Rzeczywiście zmieniłam się. Zaczęłam jeść zdrowe, chude potrawy, biegałam i ćwiczyłam codziennie. Ścięłam włosy, kupiłam tusz do rzęs, puder. Na początku malowałam się tylko na lekcje tanga, ale w końcu nie wytrzymałam. Ubrałam się w swoją chabrową spódnicę, wystrzałową bluzkę, umalowałam i tak wystrojona poszłam do pracy.
– No i jak?– weszłam do pokoju.
– O przepraszam! – obok Zośki i dziewczyn była tu też kierowniczka.
– Dla mnie super – powiedziała i uśmiechnęła się do mnie. – Chciałabym, żebyś była taka codziennie.
– Będę – odpowiedziałam radośnie, bo nie byłam już szarą myszką. Byłam sobą, Martyną!

Martyna S., 29 lat, urzędniczka.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/13.06.2007 18:56
gratuluję :) ja kiedyś tańczyłam, ale to było baaaardzo dawno temu jak byłam jeszcze dzieciakiem. od długiego czasu zastanawiałam się nad kursem tańca, ale zawsze były jakieś wymówki np. brak partnera albo czasu itd. niedawno byłam u świetnego fryzjera i postanowiłam zmienić coś jeszcze oprócz fryzury...a mianowicie styl życia. zmieniam pracę z połowy etatu (właśnie skończyłam studia) na całoetatową, która jest dla mnie ogromnym wyzwaniem. stwierdziłam też, że brak wakacji wynagrodzę sobie i swojemu ciału kursem tańca. nie wiem jeszcze czy poproszę jakiegoś znajomego, by mi towarzyszył (szczerze to nie wiem czy mam odwagę) czy po prostu wybiorę kurs typu "ladies only" :) tak czy inaczej bardzo się cieszę i jutro idę się zapisać :) pozdrawiam serdecznie