Para na wakacjach fot. Fotolia

Prawdziwa historia o trudnych relacjach z pasierbem - synem męża z poprzedniego małżeństwa

Czy wakacje z synem męża z poprzedniego małżeństwa mogą być udane? Co robić, gdy relacje z pasierbem są, delikatnie mówiąc, trudne? Przeczytaj prawdziwą historię Moniki.
/ 21.11.2019 12:35
Para na wakacjach fot. Fotolia

To mój mąż wpadł na pomysł wspólnych wakacji z jego synem z pierwszego małżeństwa.
– Zobaczysz, będzie wspaniale! Szymon to bardzo mądry chłopak. Dużo czyta, ma wiele zainteresowań. Na pewno znajdziecie wspólny język, może się nawet polubicie. Wiesz, jak mi na tym zależy – przekonywał mnie.

Nie byłam zachwycona tą propozycją. Raz, że właściwie nie znałam Szymona, bo widziałam go może ze trzy razy i zamieniłam z nim tylko kilka grzecznościowych słów, a dwa – chciałam spędzić wakacje tylko z mężem.

Ślub wzięliśmy zaledwie pół roku wcześniej, nie mieliśmy podróży poślubnej i to miał być nasz pierwszy wspólny wyjazd. W końcu jednak się zgodziłam. Doszłam do wniosku, że jak się wyszło za mąż za faceta z odzysku, to nie ma innego wyjścia. Wcześniej czy później rzeczywiście trzeba się zaprzyjaźnić z jego dzieckiem. Poza tym było mi żal Roberta. Jego była żona przeprowadziła się po rozwodzie do innego miasta i widywał Szymona bardzo rzadko. Nie skarżył się głośno, ale widziałam, że jest mu z tego powodu bardzo przykro. Pomyślałam, że taki wspólny wyjazd pozwoli im choć troszkę nadrobić stracony czas…

Nie bez powodu wybraliśmy z Robertem Sycylię. Pogoda murowana, no i mnóstwo atrakcji. Dla ludzi w każdym wieku. Doszliśmy do wniosku, że jak się nam znudzi plażowanie i sporty wodne, to zawsze możemy pozwiedzać. Urokliwe miasteczka, gaje oliwne, winnice, no i wulkan Etna. Oczami wyobraźni już widziałam, jak mkniemy przez wyspę w wypożyczonym kabriolecie w poszukiwaniu ciekawych miejsc, pięknych widoków. Wyluzowani, uśmiechnięci…

Oczywiście brałam też pod uwagę możliwość, że Szymon będzie się na mnie boczył, ale byłam pewna, że przy tylu atrakcjach szybko mu przejdzie. Poza tym czternastoletni chłopak to przecież nie malutkie dziecko, które nie ma pojęcia, co się wokół niego dzieje. Rozumie już, że nie wszystkie małżeństwa są szczęśliwe, że niektóre związki się rozpadają… I że tak właśnie było w przypadku jego rodziców. Zresztą to nie z mojego powodu Robert rozstał się z żoną. Nie mam pojęcia, o co im poszło, ale gdy go poznałam, był już po rozwodzie. Nie moja wina, że szybko się w sobie zakochaliśmy i wkrótce wzięliśmy ślub…

W każdym razie, gdy wsiadałam do samolotu, byłam naładowana pozytywną energią. I przez myśl mi nawet nie przeszło, że nasz wspólny wyjazd okaże się totalną katastrofą.

Koszmar zaczął się niedługo po przyjeździe. Zostawiłam chłopaków w apartamencie i pobiegłam rozejrzeć się po okolicy. Okazało się, że wcale nie trzeba ruszać się za daleko z hotelu, by miło spędzić czas. Skutery i narty wodne, windsurfing, kitesurfing, rejsy motorówkami… No i oczywiście szkoła nurkowania. Pomyślałam, że to w sam raz dla Szymona. Nauka w tej szkółce nie była oczywiście tania, ale czego się nie robi, by sprawić frajdę dziecku swojego męża.

Starałam się, jak mogłam, a jemu i tak nic się nie podobało

– Mają świetny sprzęt i instruktora Polaka. Zobaczysz, będziesz się świetnie bawił. I fajne fotki do internetu będziesz mógł wrzucić – opowiadałam Szymonowi po powrocie z rekonesansu.
Myślałam, że się ucieszy. A on co? Początkowo nie był łaskaw nawet na mnie spojrzeć. Leżał rozwalony na łóżku i bawił się tabletem. Kiedy w końcu podniósł głowę, minę miał tak skrzywioną, jakby przed sekundą zjadł kilo cytryn.
– Nurkowanie? A kogo to bawi? – zapytał.
– Kogo? Chyba wszystkich. Mnie na pewno – odparłam zaskoczona jego zachowaniem.
– Tak? To się zapisz do tej szkółki. Bo mnie to nie interesuje – wycedził.
– No to może narty wodne? Albo skutery? – nie poddawałam się.
– A może dasz mi święty spokój? Nie widzisz, że mi przeszkadzasz? Najlepiej zejdź mi z oczu – warknął i wsadził nos w tablet.
Zatkało mnie. Nie takiej reakcji się spodziewałam. Ja tu się staram, a szczeniak fochy urządza i jeszcze mnie lekceważy.

Spojrzałam na męża. Miałam nadzieję, że ustawi syna do pionu. Nic z tego. Uśmiechnął się głupkowato i zaciągnął mnie do naszego pokoju.
– Nie denerwuj się. Szymek jest w trudnym wieku… No wiesz, okres buntu i takie tam… – zaczął mnie przekonywać, gdy tylko zamknęliśmy drzwi.
Aż podskoczyłam.
– Tak? Mam to gdzieś! Nic złego mu nie zrobiłam! Nie pozwolę się obrażać! Jak mu następnym razem nie powiesz kilku ciepłych słów, to nie ręczę za siebie – ryknęłam.
– Ciiichooo. Nie wrzeszcz tak, bo jeszcze usłyszy. Zrozum, ta sytuacja nie jest dla niego łatwa. Ojciec z inną kobietą… Daj mu trochę czasu… Zobaczysz, za dzień, dwa będzie lepiej. Musisz być tylko cierpliwa – tłumaczył.
– No dobrze, poczekam – westchnęłam.
Wtedy miałam jeszcze nadzieję, że te wakacje uda się jednak uratować.

Niestety nie było lepiej. Było tylko gorzej. Szymon miał gdzieś moje starania. Był coraz bardziej złośliwy, niegrzeczny. Z niezmiennie znudzoną miną torpedował każdą moją propozycję wspólnego spędzenia czasu. Plaża? Za duży tłok. Zwiedzanie? A kogo obchodzą jakieś tam zrujnowane miasteczka. Wycieczka na kontynent? A co tam może być ciekawego. Etna? A komu by się chciało wspinać na wulkan pokryty czarnym pyłem. I tak dalej, i tak dalej…

Najgorsze było to, że mój mąż w ogóle nie reagował na zachowanie syna. Jak tylko widział, że zaczynamy spierać się z Szymonem, uciekał. Mówił, że ma coś pilnego do załatwienia w recepcji i znikał na godzinę lub dwie. A gdy już wracał, to jak katarynka powtarzał, że będzie lepiej. Muszę być tylko cierpliwa, wyrozumiała…

Starałam się. Przysięgam. Choć wszystko się we mnie w środku gotowało, trzymałam nerwy na wodzy. Ale po czterech dniach nieustającej wojny coś we mnie pękło. Gdy po raz kolejny usłyszałam od dzieciaka, że mój pomysł jest głupi, a mąż zamiast zaprotestować, jak zwykle ulotnił się z pokoju, nie wytrzymałam.

Mam cię, gówniarzu, serdecznie dosyć. Chciałam się z tobą zaprzyjaźnić, ale widać nie jest to nam pisane. Dlatego jeszcze dzisiaj kupię ci bilet do domu. Nie pozwolę, żeby ktoś taki jak ty zmarnował mi wakacje – naskoczyłam na niego.
– A rób sobie, co chcesz, mam to gdzieś – wzruszył ramionami.
– No to w tym jednym przynajmniej się zgadzamy. Pogadam z twoim ojcem, a ty się pakuj. I zadzwoń do mamusi, że wracasz wcześniej
– odparłam i poszłam szukać męża.
Czułam, że nie spodoba mu się mój pomysł, ale miałam nadzieję, że da się do niego przekonać. Sam przecież był już zmęczony tymi przepychankami. Wyjazd Szymona wydawał się najlepszym rozwiązaniem.

Roberta znalazłam dopiero po godzinie. Siedział w tawernie i popijał wino. Już z daleka zauważyłam, że jest wściekły jak osa.
– Jak mogłaś mi to zrobić? – ryknął, gdy mnie zauważył.
– Co???
– Przed chwilą skończyłem rozmawiać z byłą żoną. Zadzwoniła do mnie z awanturą. Twierdzi, że szykanujesz Szymona, że chcesz go odesłać do domu! I dlatego zastanawia się, czy w ogóle powinienem go w przyszłości widywać – był aż czerwony ze złości.
– Nikogo nie szykanuję. To on mnie przecież bez przerwy obraża i lekceważy. Wiesz o tym doskonale. A twoja była bezczelnie cię szantażuje.– zaprotestowałam.
– No dobrze, ale czy to prawda, że kazałaś mu się pakować? – dopytywał się.
– Prawda. Nic mu się tu nie podoba, to po co ma się z nami męczyć – odparłam.
– To nie z nami się męczy, tylko z tobą – wycedził przez zęby.
Aż się zatrzęsłam.
– To może ja wyjadę? Spędzicie sobie wreszcie wspaniałe wakacje, tylko we dwóch – wypaliłam.
– Proszę bardzo, wyjedź. Może wtedy będzie wreszcie święty spokój! – warknął.

Zniszczył mi wakacje, ale nie dam mu zniszczyć małżeństwa

Pewnie się domyślacie, co było potem. Oczywiście wyjechałam. Byłam tak rozżalona, że nie mogłam postąpić inaczej. Może gdyby mąż mnie od razu przeprosił, powiedział, że poniosły go nerwy, to bym została. Ale nie…

Gdy z płaczem zerwałam się od stolika i pobiegłam do hotelu, nawet nie ruszył się z miejsca. Nie zastanawiając się długo, zarezerwowałam w recepcji miejsce na wieczorny lot do Warszawy, spakowałam swoje rzeczy i pojechałam na lotnisko. Gdy wychodziłam z hotelu, spotkałam Szymona.
– No i co, jednak zepsułem ci wakacje? – uśmiechnął się złośliwie.
Mało brakowało, a bym mu przyłożyła.

Od tamtego feralnego dnia minęły dwa tygodnie. Robert wrócił już z Sycylii. Przeprasza, zapewnia o swojej miłości. Mówi, że powinnam go zrozumieć, że był między młotem a kowadłem, nie wiedział, co ma zrobić. Złość mi jeszcze nie przeszła, więc mam ochotę chwilami wyrzucić go z domu. Ale tego nie zrobię. Nie pozwolę, by ten cały Szymonek myślał, że zepsuł mi nie tylko wakacje, ale i małżeństwo.

Więcej prawdziwych historii:Zabrali nam marzenia
Spróbuję jeszcze raz
Przez jedno kłamstwo straciłem miłość...

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/07.09.2016 07:02
Zgadzam sie z tym co skomentowala Jola. Trzeba go bylo zignorowac ile sie da. Jego zachowanie to nie twoj problem. Unikaj go ile sie da, nie zwracaj na niego uwagi mow jak najmniej do niego. Jezeli sie zmieni i zacznie sie grzecznie odzywac wtedy bedzie mial przywilej porozmawiania z toba. Nie musisz byc na niego zla
/20.08.2016 21:56
Zle zrobilas proponujac smarkaczowi rozrywki. Po pierwszym dniu dalabym sobie z nim spokoj i nie zwracala na niego uwagi.Niech sobie siedzi calymi dniami w pokoju hotelowym z nosem w tablecie a Ty mialabys przynajmniej udane wakacje.Po co sie zaprzyjazniac z mala, wredna gnida ? I tak go prawie nie widujesz.Te batalie jednak wygral wredny dzieciak.