Wyłudzałam kasę od bogatych facetów fot. Adobe Stock, Lightfield Studios

„Sypiałam z żonatymi bogaczami, a potem kłamałam, że jestem w ciąży. Płacili mi fortuny, żeby żony się nie dowiedziały”

– Nie udawaj bezpłodnego, masz trójkę dzieci, buhaju – wygarnęłam mu. – A czwarte jest właśnie w drodze i nie będzie mi trudno dowieść, kto jest tatusiem, bo oprócz testu na ojcostwo mam jeszcze zdjęcia. Twoja żona na pewno doceni ich wartość.
/ 25.11.2021 11:25
Wyłudzałam kasę od bogatych facetów fot. Adobe Stock, Lightfield Studios

W środowisku biznesowym Tomasz uchodził za twardego i nieufnego gracza, lecz dla mnie stanowił łatwą zdobycz. Zarozumiały, zapatrzony w siebie, kolejny kurdupel z prześwitami w czuprynie, któremu się wydaje, że ma ciało Apolla i jako zupełnie naturalny traktuje fakt, że dwudziestoparolatka zainteresowała się nim jako mężczyzną.

Do głowy mu nawet nie wpadnie, że dla panny większe znaczenie ma garnitur od Armaniego, niż jego zawartość, czyli jego osoba!

– Mierz wysoko – powtarzała zawsze moja wiecznie nabzdryngolona mamusia, szukając pod łóżkiem jakiejś nie do końca opróżnionej butelki.

Patrzyłam na nią i myślałam, że cokolwiek zrobię ze swoim życiem i tak osiągnę wyżyny niedostępne dla tego ludzkiego wraka. Cała jej egzystencja na tym łez padole była jedną wielką porażką: dwa nieudane związki, z których jeden zostawił po sobie niechcianego bachora, a drugi – nieustający pociąg do butelki i żal do całego świata.

Odkąd pamiętam, czepiała się każdego napotkanego faceta jak szalupy ratunkowej, mającej ją uratować przed marazmem i zgorzknieniem. Była gotowa płynąć z każdym patałachem, obiecującym lepsze życie.

Miałam od cholery tygodniowych tatusiów, jednodniowych wujków i innych osobników płci męskiej, którzy przewinęli się przez jej łóżko.

Żaden nie chciał być rycerzem na białym koniu...

Załatwiali swoje sprawy szybko i znikali za horyzontem. Pozostawałam tylko ja: bękart, który zmarnował jej bliżej nieokreśloną karierę.

– Przecież byłaś zwykłą kelnerką – ze złośliwą satysfakcją sprowadzałam ją na ziemię, gdy zaczynała wylewać swoje żale. – Cóż za oszałamiające perspektywy na karierę zawodową!

– Zamknij się! – krzyczała. – Zamknij się, mała żmijo! Mogłam mieć wszystko. Skończyć szkołę, znaleźć odpowiedniego faceta, dobrze płatną posadę, gdyby nie ty.

Jasne, to moja wina, że gziła się z nieodpowiednim gościem w nieodpowiednim momencie! Jej życie miało jednak pewną niezaprzeczalną wartość: było dla mnie inspiracją. Dokładnie wiedziałam, czego należy unikać, by nie skończyć jako samotna, zapijaczona i nieszczęśliwa zołza, obwiniająca wszystkich o swoje porażki.

Przede wszystkim sam fakt chodzenia w spodniach nie może być jedynym przymiotem kogoś, kogo wpuszczam do swojego łóżka. No, chyba że są to spodnie od Armaniego... Tomasz wydawał się być obiektem, w który warto zainwestować. Nie przeszkadzało mi, że na jego palcu dostrzegłam bladą obwódkę po obrączce.

I tak wiedziałam, że jest żonaty. Moim celem nie było zaciągnięcie starego kapcia przed ołtarz, lecz dobranie się do grubego portfela schowanego w jego markowej marynarce. „Jeleni” wygarniałam z hotelu, w którym pracował mój chłopak. To Szymon dawał mi namiary na odpowiednie „cele”, i powiadamiał o terminie, w którym „cel” będzie osiągalny.

Dostawał z tego swoją dolę i pozwalałam mu się przelecieć – w końcu mnie też się należało coś od życia! Hotel, w którym „polowałam”, proponował swoim gościom szeroką ofertę wypoczynku i rekreacji, włącznie z basenami, kortami tenisowymi, spa i tym podobnymi pierdołami.

Często organizowano w nim firmowe kolacje, seminaria albo spotkania integracyjne czy biznesowe. Po prostu wymarzone miejsce na złapanie napalonego „jelenia” z gotówką. Wystarczyło tylko wczuć się w rolę słodkiej, zagubionej w wielkim świecie naiwnej istotki, dla której podrywający ją „łoś” jest uosobieniem męskich zalet, zapierających dech w jędrnych piersiach i już, działo się…

Rycerski dżentelmen proponował opiekę, która jakoś zawsze kończyła się seksem. W hotelowym holu udawałam zawsze bardziej wstawioną, niż byłam w rzeczywistości, by mieć pretekst do zawieszenia się na męskim ramieniu, prowadzącym mnie w zaciszne miejsce.

Ten moment zazwyczaj uwieczniał na pamiątkowym zdjęciu mój chłopak. Raz tylko nawalił, bo jak twierdził, musiał zastąpić kogoś w kuchni. Cały wieczór wtedy szlag trafił, ale odkuliśmy się na następnym frajerze.

Z Tomaszem, jak nadmieniłam, poszło łatwo

Najpierw, „zupełnie przypadkowo”, potknęłam się o jego wyciągnięte nogi, kiedy relaksował się na tarasie. Udało mi się nawet malowniczo obetrzeć kolano przy upadku, co zrodziło w mężczyźnie poczucie winy i obudziło jego rycerskość.

Speszył się jeszcze bardziej, kiedy podniosłam spod fotela pęknięte okulary, w których odgrywałam rolę krótkowidza. Zadziwiające, jak taki gadżet za dychę, tyle że z grubymi szkłami, ułatwiał przeistoczenie się w kogoś bezradnego i potrzebującego pomocy. Szczególnie kiedy jest się młodą i atrakcyjną dziewczyną...

– Najmocniej przepraszam – powtarzał skruszony, jakby właśnie wepchnął ślepca pod pędzący pociąg. – Proszę pokazać kolano, trzeba to natychmiast zdezynfekować. W takim miejscu pełno jest przeróżnych świństw, choć na oko niby czysto. Proszę usiąść.

Chciał wezwać obsługę hotelową z zestawem pierwszej pomocy, ale na moją prośbę poprzestał na obmyciu rany pięciogwiazdkowym koniakiem, który miał w kieliszku. Pozwoliłam mu na ten zabieg z dziecięcą uległością i widziałam, jak ta czynność rozpala jego wyobraźnię.

Guzdrał się dobre piętnaście minut, nim uznał, że zwalczył już wszystkie szczepy bakterii, które mogłyby zagrozić mojemu życiu. Potem, w ramach przeprosin, postawił mi drinka i zabawiał rozmową, która właściwie była monologiem z motywem przewodnim pod tytułem: „jakiż jestem wspaniały”.

Każdemu z podstarzałych podrywaczy przydałaby się sesja z psychoterapeutą... Jak to jest, że żadnemu nie wpadnie do łba, że jest obleśny, nieciekawy i nużący? Czy naprawdę tak trudno dojść do prostego wniosku, że jedynym ich atutem są pieniądze, z których każdy pętający się w pobliżu, ma nadzieję coś uszczknąć?

Szczerzący zęby w uśmiechu kelner, usłużnie kłaniający się boy hotelowy, portier otwierający drzwi: wszyscy czekali na szczodry napiwek od dzianego frajera. Nie powalał ich jego intelekt, charyzma czy uroda, ale zapach banknotów unoszący się z jego kieszeni. Ze mną było podobnie, z tym, że nie czekałam na gówniany napiwek.

Ja mierzyłam wysoko

Oczywiście, musiałam się bardziej nagimnastykować niż portier czy kelner, ale liczyłam na szczodrą rekompensatę. Po nocy spędzonej w łóżku z Tomaszem, odczekałam dwa tygodnie, zanim do niego zadzwoniłam.

– Skąd masz mój numer? – spytał na powitanie, ale nie kwapiłam się, by zaspokoić jego ciekawość.

Znałam nie tylko jego numer telefoniczny, ale i adres. Spisałam sobie także z jego komórki, gdy spał, namiary na żonę i widziałam zdjęcia trojga dzieci, które beztrosko spłodził z tą brzydką jak noc kobietą. Nie zamierzałam jednak wprowadzać go w szczegóły, tym bardziej że miałam lepszy news do sprzedania.

– Jestem w ciąży – zakomunikowałam łamiącym się głosem po dramatycznej pauzie. – Nie wiem, co robić...

Z reguły, po drugiej stronie wyrywało się w tym momencie ciche przekleństwo albo zapadała martwa cisza. Na to byłam przygotowana.

– Gratuluję – wesoło odparł Tomasz, zaskakując mnie kompletnie. – Chyba nie zamierzasz mnie prosić, bym został ojcem chrzestnym?

A to drań, ani cienia poczucia winy

Oczekiwałam, że wymieni kwotę, którą prześle na moje konto, bym zrobiła porządek ze swoim brzuchem i zapomniała o całej sprawie, ale tym razem się przeliczyłam. Cwaniak twierdził, że to nie może być jego dziecko i poradził, żebym się bujała.

– Nie udawaj bezpłodnego, masz trójkę dzieci, buhaju – wygarnęłam mu. – A czwarte jest właśnie w drodze i nie będzie mi trudno dowieść, kto jest tatusiem, bo oprócz testu na ojcostwo mam jeszcze zdjęcia. Twoja żona na pewno doceni ich wartość.

– Ty mała suko – wysyczał ze złością. – Właśnie dlatego, że zmajstrowałem już trójkę dzieciaków, poddałem się wazektomii i na pewno nie jestem tym, który cię zapłodnił. A zdjęcia możesz sobie wsadzić...

Rozłączył się i wyglądało na to, że rzeczywiście nie zamierza mnie wspomóc. Była jeszcze szansa, że jego żona zapłaci za nieupublicznienie zdjęcia, na którym Tomasz trzyma łapę na moim tyłku przed wejściem do windy.

Wysłałam jej zatem fotkę, zasugerowałam, że mam jeszcze inne i podałam sumę, którą powinna wpłacić, by mieć je na własność. Nic z tego.

„Nie jesteś pierwsza i pewnie nie ostatnia. Mnie to już od dawna nie wzrusza, więc zrób ze swoim zdjęciem, co chcesz”– napisała do mnie.

A tak liczyłam na tę kasę! Tomasz był naprawdę dzianym facetem i myślałam, że kilka tysięcy w tę czy w tamtą, nie zrobi mu różnicy, ale zdaje się, że im kto jest bogatszy, tym bardziej pazerny na forsę. Najgorsze było jednak to, że mój okres faktycznie się spóźniał.

Kupiłam test ciążowy i... wychodziło, że jednak ktoś mnie zapłodnił. Jeśli Tomasz nie wciskał kitu z wazektomią, to ojcem musiał być Szymon, mój chłopak.

– Nie ma takiej opcji, skarbeńku, żebym się przyznał do tego dziecka – usłyszałam od niego. – Właziłaś do łóżka tylu gościom, a w alimenty chcesz ubrać mnie? Goń się, Gośka.

Na razie nie miałam innego wyjścia. Wróciłam do domu matki z tykającą bombą zegarową pod sercem i świadomością, że kiedy przyjdzie czas, także i moje życie obróci się w ruinę. Patrzyłam na zmęczoną, starą alkoholiczkę w brudnej podomce, która krzątała się po domu w poszukiwaniu łyka ożywczego trunku i aż mnie dławiło w krtani, bo widziałam swoją przyszłość.

A przecież próbowałam żyć inaczej, to takie cholernie niesprawiedliwe! 

Czytaj także:
„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”
„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”
„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”