Synowa wybaczyła mężowi zdradę, ale nie zaakceptowała jego dziecka fot. Adobe Stock, Pixel-Shot

„Synowa wybaczyła mężowi zdradę, ale jego nieślubną córkę traktowała potwornie. A dziecko przecież niczemu nie winne”

Moja synowa wybaczyła mężowi skok w bok, ale dziecko, które narodziło się w jego wyniku, traktuje jak trędowate. Zabroniła swoim dzieciom bawić się z siostrą, a mała czuła się odrzucona i niechciana.
/ 25.11.2021 09:21
Synowa wybaczyła mężowi zdradę, ale nie zaakceptowała jego dziecka fot. Adobe Stock, Pixel-Shot

Zgoda, mój syn popełnił błąd. Zdradził żonę, złamał jej serce. Nie przeczę, że zachował się źle. Jednak owocem tego jednorazowego skoku w bok jest Kasia. I ona nie może cierpieć z powodu lekkomyślności dorosłych. Czy moja synowa naprawdę nie jest w stanie zrozumieć, że to dziecko niczemu nie zawiniło?

Kasia to owoc romansu mojego syna

A właściwie jednej nocy spędzonej z Asią – jego dziewczyną jeszcze z liceum. Mała widuje ojca dwa, góra trzy razy w roku, bo Maciek z rodziną mieszkają w Niemczech. Ewa, moja synowa, wybaczyła Maćkowi tamten skok w bok.

Nie może jednak znieść obecności Kasi. Traktuje ją jak trędowatą. Nie potrafię tego zrozumieć. Przecież Kasia nie jest winna tego, w jaki sposób pojawiła się na świecie!

Ewę Maciek poznał na studiach. Pobrali się, gdy dostał atrakcyjną pracę w Berlinie. Do Niemiec pojechali już jako małżeństwo. Rok później urodził się Maks. Gdy ich syn miał dwa lata, Maciek pojechał do Kartuz na spotkanie z okazji dziesiątej rocznicy matury. Były wspominki, tańce, mnóstwo alkoholu. Z imprezy Maciek wyszedł z Asią i skończyli wieczór w jej mieszkaniu.

Ewa do dziś uważa, że Asia wszystko zaplanowała. Że chciała odbić jej męża. Ale ja znam Asię od dziecka. Jestem pewna, że to nie tak. Nie będę bronić syna i udawać, że padł ofiarą jakiegoś spisku. Oboje z Asią popełnili błąd. Gdyby nie Kasia, pewnie nikt by się o tym nie dowiedział.

Kartuzy to małe miasto, więc Asia nie dała rady ukryć przede mną, że jest w ciąży. Wiedziałam, że nie ma męża ani chłopaka. Gdy spotkałam ją na ulicy z wielkim brzuchem – spojrzała na mnie i zaczęła płakać.

Przypomniałam sobie, że Maciek wrócił z tamtej imprezy klasowej w południe. I nawet mówił, że spotkał Asię, że rozmawiali o dawnych czasach. A gdy dziewczyna na mój widok wybuchnęła płaczem – zrozumiałam, co się stało.

– Proszę nie mówić Maćkowi. To może zniszczyć jego rodzinę – prosiła Asia.

Nie mogłam spełnić jej prośby

To dziecko też miało być moim wnukiem i nie mogłam dopuścić, żeby wychowało się zupełnie bez ojca. jeszcze tego wieczoru zadzwoniłam do Maćka. Nawet go nie zapytałam, czy poszedł z Asią do łóżka. Powiedziałam mu tylko, że spotkałam jego byłą dziewczynę i że jest w siódmym miesiącu ciąży. W słuchawce zapadła cisza.

– Mamo, spróbuję przyjechać w weekend do Kartuz. Muszę pomyśleć.

Maciek spotkał się z Asią. Obiecał jej, że uzna dziecko i  będzie płacił alimenty. Popierałam jego decyzję. Byłam dumna że syn robi, to co należy. Nie mogłam tylko zrozumieć jego pomysłu, że o dziecku nie powie żonie.

– Maciek. To nie ma sensu. Tę tajemnicę uda się utrzymać przez pół roku, może rok. Ale w końcu wszystko się wyda. Lepiej powiedzieć prawdę od razu – przekonywałam.

Posłuchał… Ewa w pierwszym odruchu kazała mu się wynosić. W końcu po kilku tygodniach jednak mu wybaczyła. Postawiła jednak warunek: nieślubne dziecko Maćka nigdy nie przekroczy progu ich domu.

Przez 10 lat Ewa konsekwentnie egzekwowała przestrzeganie tę zasadę. Maciek spotykał się z Kasią tylko w Polsce. Wpadał raz na kilka miesięcy do Kartuz i spędzał z nią weekend. Widywał ją też w święta i co roku spędzał z nią tydzień wakacji.

Ostatniego lata Maciek przekonał żonę, że Maks i Ola (urodziła się rok po Kasi) powinni poznać przyrodnią siostrę. I że na wakacje pojadą wszyscy razem. A raczej pojedziemy – bo ja też zostałam zaproszona.

Pomyślałam, że to świetny pomysł

Maciek na ten tydzień wynajął dwa domki w eleganckim ośrodku na Mazurach. Jeden dla mnie i Kasi, drugi – dla swojej rodziny. Już to wydało mi się dziwne, ale nic nie powiedziałam.

„Pewnie nie mieli dużego domu, w którym moglibyśmy się pomieścić” – pomyślałam.

Przyjechałyśmy pociągiem, Maciek wyjechał po nas na stację. Kasia rzuciła mu się na szyję i długo nie chciała puścić. Całą drogę do ośrodka trajkotała jak najęta – opowiadała o szkole, koleżankach, swoim kocie, książkach, które czytała. Maciek słuchał, zagadywał, śmiał się – cieszyłam się, że chociaż widują się tak rzadko, mają taki dobry kontakt.

– Teraz się rozgośćcie. Obiad jest o 14. Ja muszę pojechać po żonę i dzieci, bo zawiozłem ich do skansenu – ku wielkiemu rozczarowaniu Kasi Maciek zostawił nas same.

Pospacerowałyśmy po okolicy, poszłyśmy nad jezioro. Gdy zbliżała się pora obiadu, udałyśmy się do jadalni. W tym samym momencie nadszedł Maciek z rodziną. Wnuki przybiegły się przywitać, synowa mnie wycałowała. Popchnęłam przed siebie Kasię.

– Maks, Ola, to jest wasza siostra Kasia – przedstawiłam małą. – Myślę, że będziecie się dobrze bawić

Maks sztywno uścisnął rękę Kasi, Ola tylko wybąkała coś po niemiecku. Ich mama nie powiedziała nic. Weszliśmy do stołówki. Usiedliśmy i zapanowała krępująca cisza.

– Opowiedzcie nam o tym skansenie, szkoda, że nie poczekaliście i nie pojechaliśmy razem – zagadnęłam.

Ewa spojrzała spode łba na Maćka. Dzieci milczały.

– Skansen jak skansen, same stare domy – odpowiedziała ich mama.

Na tym rozmowa się skończyła. Kasia siedziała wystraszona. Maciek też stracił humor. Po obiedzie poszliśmy w stronę domków. Po drodze mijaliśmy plac zabaw.

– Idźcie trochę poszaleć – krzyknęłam do wnuków.

Maks i Ola pobiegli na huśtawki. Kasia powoli poszła za nimi. Usiadłam na ławce i patrzyłam. Ola i Maks biegali po całym placu, Kasia sama siedziała na huśtawce.

„Muszą się ze sobą oswoić, będzie dobrze” – wmawiałam sobie.

– Jaki jest plan na jutro? – zapytałam.

– Biorę samochód i jadę z dziećmi do aqua parku – natychmiast odpowiedziała Ewa, uprzedzając Maćka. – Maciek zostanie z wami, możecie na przykład wziąć kajaki i popływać.

– Ewa, ale chyba chodziło o to, żeby dzieci się poznały, żeby spędzały razem czas...

– Może mamie o to chodziło. Na pewno nie mi – warknęła i zostawiła nas.

Spojrzałam pytająco na syna.

– Mamo, wiesz, to jest dla Ewy trudna sytuacja, przejdzie jej, nie naciskaj – powiedział cicho, pocałował mnie w policzek i poszedł do dzieci.

Widziałam, że próbuje wymyślić im jakąś wspólną zabawę, ale po chwili został na placu zabaw sam z Kasią. Ola i Maks pobiegli do matki. Kasia się rozpromieniła i znowu byłą tą rozgadaną dziewczynką z samochodu. Wieszała się na ojcu, wskakiwała mu na barana, ganiała się z nim.

Widać, jak bardzo była spragniona jego uwagi. Kolację zjadłyśmy tylko my i Maciek.

– Ewę boli głowa, a dzieciaki oglądały film i twierdziły, że nie są głodne. Wezmę im kanapki – tłumaczył Maciek.

Późnym wieczorem wpadł do nas powiedzieć Kasi dobranoc, ale ta już spała. Spojrzałam smutno na syna i chciałam go zapytać, czy tak będzie wyglądać cały ten tydzień. Ale czułam, że jak coś powiem, to się popłaczę, więc się nie odezwałam.

Śniadanie zjedliśmy znowu w ciszy. Ewa poganiała swoje dzieci, jakby chciała jak najszybciej uciec ode mnie i Kasi.

Gdy odjechała, poczułam ulgę

Maciek od razu się rozluźnił i zaczął łaskotać Kasię.

– To co robimy? Kajaki, rowery? Jakie masz życzenia?

Postanowiłam się poopalać i dać im czas na to, by mogli nacieszyć się sobą. Ewa i dzieci nie wrócili na obiad. Kasia miała Maćka dla siebie przez cały dzień. Ola i Maks wpadli dopiero na kolację. Mieli doskonałe humory i zaczęli opowiadać ojcu jak było fajnie. Tylko że mówili po niemiecku!

– Dzieci, mówcie po polsku, przecież ja i Kasia też chcemy posłuchać – upomniałam ich przekonana, że po prostu się zapomnieli.

– Mamo, psycholog nam poradziła, żeby dzieci używały tylko niemieckiego. Jak mówią po polsku, to potem, kaleczą niemiecki i mają problemy w szkole – chłodno wyjaśniła mi Ewa.

– Ale jak to, przecież jak byłam u was w maju, to rozmawialiśmy cały czas po polsku i pamiętam, że dzieci się chwaliły, że mają same najwyższe oceny z niemieckiego – nie dawałam za wygraną, bo zaczęłam podejrzewać, że żadna psycholog nie istnieje...

– Ale potem zaczęły się kłopoty. Prawda Maciek? – Ewa spojrzała na męża takim wzrokiem, że nie miał innego wyjścia i pokiwał głową. – Ale oczywiście mogę przetłumaczyć. Ola powiedziała, że na basenie były super zjeżdżalnie a Maks, że przepłynął pod wodą cały basem.

– Tylko tyle? Dziwny ten niemiecki. Przecież Ola mówiła przez dwie minuty. I tak mało powiedziała? – mruknęłam i zajęłam się deserem.

Po kolacji Maciek pożyczył piłkę do siatkówki i próbował pograć z całą trójką dzieci. Ola i Maks konsekwentnie mówili tylko niemiecku. I tylko do siebie. Po dziesięciu minutach Kasia wróciła do domku.

– Babciu, nie czuję się dobrze, pójdę poczytać w łóżku – wytłumaczyła cichym głosem i zamknęła się w swoim pokoju.

Po chwili usłyszałam, że płacze

– Kasiu, nie przejmuj się, oni nie wiedzą, jak się zachować, to jest trudne dla was wszystkich – próbowałam ją pocieszać.

– Ale dlaczego oni tak mnie nie lubią? Co ja im zrobiłam? Mają tatę na co dzień, przecież ja im go nie zabiorę – wnuczka łkała w poduszkę, a ja nie miałam żadnej mądrej odpowiedzi.

Wieczorem przyszedł Maciek.

– Ten wyjazd to był bardzo zły pomysł – wypaliłam wprost. – Kasia płakała cały wieczór. W końcu usnęła. I nie podoba mi się, jak wychowujecie Maksa i Olę. Bardzo mi się nie podoba...

– Mamo, wiesz, że dla Ewy to bardzo trudna sytuacja. Nie wiem, może im coś powiedziała, z tym mówieniem po niemiecku to ja....

– Synku – przerwałam mu. – Nie zwalaj na żonę. To są wasze wspólne dzieci. Jak się nie zgadzasz z tym, jak je wychowuje Ewa, to coś z tym zrób. Tymczasem dziś przy kolacji siedziałeś jakbyś był zakneblowany! Jeśli reszta tygodnia ma tak wyglądać, to może lepiej zabiorę Kasię i wrócimy do Kartuz. Nie widzę powodu, dla którego ona ma przez to przechodzić!

Udało mi się chyba do niego dotrzeć

Następnego dnia Maciek wynajął łódkę i popłynęliśmy na wyspę na jeziorze, gdzie była bardzo ładna plaża. Ewa została w ośrodku. Leżałam na kocu i nasłuchiwałam. Cała czwórka budowała razem zamek. Bardzo się ucieszyłam, jak usłyszałam, że Ola rozmawia z Kasią. Po polsku!

Pobiegły razem nazbierać kamyków do ozdobienia zamku. Odetchnęłam z ulgą: Teraz już pójdzie z górki. Pierwsze lody zostały przełamane.

Sielanka trwała jeszcze na obiedzie. Maks zaproponował Kasi swój kompot, bo on nie przepada. Gdy Ewa usłyszała, że mówi po polsku – podniosła brwi, ale się nie odezwała. Po południu Maciek chciał pojechać z dziećmi na wycieczkę rowerową. Ewa nie wytrzymała.

– Maks i Ola jadą ze mną do miasta na zakupy – oświadczyła.

Maks próbował zaprotestować.

– Mamo, ale ja wolę rower – zaczął po polsku.

– Milcz! – krzyknęła Ewa.

Dalej wrzeszczała już po niemiecku. Uczyłam się tego języka przez całe liceum, więc coś tam zrozumiałam. Ewa krzyczała, że przecież im zabroniła mówić po polsku i że mają się nie bawić z tą dziewczynką. Usłyszałam to słowo, którego za nic nie chciałam usłyszeć: bastard...

Uderzyłam pięścią w stół

Ewa zamilkła. Chyba zrozumiała, że przeholowała.

Nie wiem, co ty sobie wyobrażasz. Pewnie się odgrywasz na Maćku. Ale największą krzywdę robisz własnym dzieciom. Uczysz je nietolerancji i nienawiści. Naprawdę, tego chcesz? Jak ich tak wychowasz, to może się okazać, że skończysz w domu starców – wysyczałam.

Byłam naprawdę zła. Miałam dobre relacje z synową, ale nie mogłam pozwolić, żeby krzywdziła moją wnuczkę.

– Gdy wybaczyłaś Maćkowi, myślałam, że jesteś dobrym człowiekiem. Ale nie rozumiem, skąd w tobie tyle nienawiści do tego dziecka. Ona nie jest niczemu winna! W niczym nie zagraża twoim dzieciom. Ani tobie. Teraz już wiem, że zgodziłaś się na ten wspólny wyjazd tylko po to, żeby się nad nią znęcać. Dłużej na to nie pozwolę...

Złapałam zapłakaną Kasię za rękę i wypadłam ze stołówki. Ola też płakała. Maks siedział blady jak ściana. Wrzuciłam nasze rzeczy do walizek bez ładu i składu. Zamówiłam taksówkę. Gdy zamykałam domek, przyszedł Maciek.

Nie dałam mu się odezwać

– Wiesz, gdzie nas szukać. Pożegnaj ode mnie dzieci.

Kasia rzuciła się ojcu na szyję. Objął ją i coś jej mówił do ucha. Taksówkarz zaczął trąbić. Maciek przyjechał do Kartuz dwa dni później. Pociągiem. Ewa z dziećmi wróciła do Niemiec. Syn spędził dwa dni z Kasią. Nie rozmawialiśmy o tym, co się zdarzyło na Mazurach.

Czekałam, aż on zacznie, ale nie poruszył tematu. Do Polski przyjechał z rodziną na Boże Narodzenie. Dla mnie było jasne, że nie ma mowy, żebym podzieliła się opłatkiem z Ewą. Przez całą jesień miałam nadzieję, że zadzwoni, przeprosi, wytłumaczy. Ale nie. Więc nie chciałam jej oglądać. Wigilię spędzili u rodziców Ewy w Gdyni.

Maciek zapowiedział, że wpadnie do nas w pierwszy dzień świąt. Rano Asia podrzuciła do mnie Kasię. I czekałyśmy. Bardzo się zdziwiłam, gdy do mieszkania wpadli Maks i Ola. Bałam się, że w te święta ich nie zobaczę. Spojrzałam nerwowo na drzwi.

– Ewa została u rodziców – wyjaśnił szybko Maciek i zaczął się witać z Kasią.

Maks i Ola zachowywali się fantastycznie. Byli tymi wesołymi i słodkimi dziećmi, które znałam sprzed wczasów na Mazurach. Odetchnęłam z ulgą. Gdy cała trójka pobiegła razem lepić w ogrodzie bałwana, Maciek przytulił mnie.

– Miałaś rację, we wszystkim, co powiedziałaś wtedy. Ten wyjazd… No, powinienem przewidzieć, że Ewa wykręci taki numer. Wmawiałem sobie, że będzie dobrze, udawałem, że nie widzę jej min i przewracania oczami. I tylko naraziłem Kasię na to wszystko. Przepraszam...

Wreszcie szczerze porozmawialiśmy

Dowiedziałam się, że po powrocie do Niemiec Maciek zmusił Ewę, żeby poszła do psychologa.

– Tak naprawdę ona nigdy mi nie wybaczyła. Dusiła w sobie tę złość. Byliśmy też na kilku spotkaniach całą rodziną. Ola jest jeszcze mała, nie do końca rozumie sytuację. Ale Maks mnie zaskoczył. Powiedział, że rozumie, że mama jest zła, bo tata ją oszukał, i że chciał jej pomóc. Dlatego zachowywał się na Mazurach tak, jak mu kazała. Ale czuł się z tym bardzo źle, bo nie lubi, jak inni ludzie są smutni.

Wieczorem po raz pierwszy usiadłam z całą trójką moich wnuków. Opowiadałam im historyjki z dzieciństwa ich taty. Wszyscy tarzali się ze śmiechu po podłodze. Gdy dziewczynki już zasnęły, przyszedł do mnie Maks.

– Babciu, wiesz, ja bardzo kocham tatę. I wiem, że Kasia też go kocha. I bardzo bym nie chciał widywać go tak rzadko, jak ona. Szkoda mi jej... – pogłaskałam wnuka po głowie.

„Chyba nie muszę się o niego martwić” – pomyślałam. „Nie wyrośnie na egoistę”.

Wieczorem usiadłam z synem przy choince. Piliśmy nalewkę i wspominaliśmy dawne czasy.

– Mamo. Musimy jeszcze porozmawiać o Ewie. Daj jej czas. Ona wie, że będzie musiała cię przeprosić. Ale to bardzo trudne. Musi do tego dojrzeć. To nie jest zły człowiek. Skrzywdziłem ją, to wszystko moja wina...

Na odzyskanie synowej muszę więc poczekać. Na razie cieszę się każdą chwilą, którą mogę spędzać z wnukami. Maciek postanowił, że w każdym miesiącu będzie w Polsce spędzać jeden weekend. I że będzie przyjeżdżał z dziećmi. A w lutym mam całą trójkę zabrać w polskie góry na narty. Bez Maćka. Już się nie mogę doczekać, choć też trochę się denerwuję, czy dam sobie z nimi radę.

Czytaj także:
„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”
„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”
„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”