kobieta, która zrujnowała związek swojego syna fot. Adobe Stock, Maria Sannikova

„Syn ma do mnie żal, że zniszczyłam jego związek. A ja chciałam tylko pokazać polską gościnność jego zagranicznej ukochanej”

„Postanowiłam pokazać tej całej Caroli, jak trzeba zadbać o mężczyznę. Każdy posiłek przypominał wystawną ucztę. Lubiłam urobić sobie ręce po łokcie, jeśli widziałam tego efekty. Denerwowało mnie, że dziewczyna bezczelnie zwracała się do mnie po imieniu. Ale słabo mówiła po polsku...”.
/ 01.10.2022 07:15
kobieta, która zrujnowała związek swojego syna fot. Adobe Stock, Maria Sannikova

Kiedy Jacek zadzwonił i zapowiedział przyjazd z Carolą, ucieszyłam się, że zobaczę syna i jednocześnie zdenerwowałam do szaleństwa. Poznam przyszłą synową! Musiałam się do tego wydarzenia przygotować.

– Przecież ona nie przyjeżdża na inspekcję czystości podłóg – narzekał Andrzej, który nie lubił, jak mu przeszkadzałam, jeżdżąc odkurzaczem po dywanie.

Podnosił karnie nogi, bo po tylu latach małżeństwa wreszcie nauczył się ulegać mi w tej kwestii. Wcześniej różnie bywało. Potrafił awanturować się i żądać, bym robiła porządki, gdy nie ma go w domu. „Powiedz wcześniej, co zamierzasz, to wyjdę na spacer albo odwiedzę Juliana” – pieklił się, nie słuchając moich tłumaczeń, że robię to dla naszego wspólnego dobra. Czy chce żyć w brudzie? Nie. No właśnie, to niech podniesie nogi.

Nie przyszłoby mi do głowy prosić męża o pomoc, i tak bym się nie doczekała. Matka Andrzeja robiła wszystko sama, była idealną panią domu, której na próżno próbowałam dorównać w pierwszych latach małżeństwa. Z czasem udało mi się dorosnąć do oczekiwań, ale musiałam wszystkiego się nauczyć, za wzór mając teściową.

Było, minęło, teraz ja jestem idealną panią domu

Lubię gotować, cenię ład i porządek i jestem dumna z mojego zadbanego mieszkania. To chyba dobrze i wszyscy powinni być zadowoleni? Okazało się, że nie. Podobno zniszczyłam synowi życie, bo za bardzo się starałam, żeby przyjąć jego narzeczoną, jak należy – godnie i gościnnie. Nie rozumiem, dlaczego Jacek był dla mnie taki niemiły, kiedy ostatnio dzwonił. Czy to moja wina, że Carola odeszła od niego? Widocznie nie była mu pisana, dobrze że przekonał się o tym przed ślubem. Oko matki więcej widzi, od razu zauważyłam, że z tej mąki chleba nie będzie.

Czekałam na nich z obiadem. Andrzej pojechał po syna na lotnisko, więc pierwszy poznał towarzyszącą mu Carolę, Kanadyjkę z polskim rodowodem.

– Trochę mówi po naszemu, można się dogadać. To fajna dziewczyna, spodobała mi się – szeptał mąż w przedpokoju, podczas gdy dzieci poszły się rozgościć.
– Zauważyłam – odparłam cierpko.

Niewiele potrzeba było, by Andrzej uznał młodą dziewczynę za atrakcyjną. Chciałam jak najszybciej porozmawiać z synem, strasznie się za nim stęskniłam, nie widziałam go ponad dwa lata. Miałam złe przeczucia, kiedy Jacek wyjeżdżał do Kanady na stypendium.

– To tylko dwanaście miesięcy, nie rozumiesz, jaka to dla niego szansa? – Andrzej nie przejął się utratą syna, tak jak ja. Nie omieszkałam mu tego powiedzieć. – Mówisz tak, jakbyśmy mieli go więcej nie zobaczyć – oburzył się mąż. – Nie przejmuj się tak, Jacek wróci.

Oczywiście na moje wyszło

Tuż przed terminem powrotu syn zadzwonił, i dukając nieskładnie, powiadomił nas, że na razie nie przyjedzie, bo zaproponowano mu dobrą pracę. Znałam ten sposób mówienia, Jacek zawsze trochę się zacinał, kiedy nie mówił całej prawdy. Matczyna intuicja podpowiedziała mi, co się za tym kryje.

– On się zakochał. Chce tam zostać dla niej – zwróciłam się do męża.

– Dla kogo? – spytał znad gazety.

– Dla jakiejś Kanadyjki – wybuchnęłam, dotknięta obojętnością Andrzeja.

Jedyny syn zamierzał zamieszkać za oceanem, a ten nosa zza gazety nie wyściubił.

– Ma dziewczynę? – zainteresował się wreszcie, zatrzymując na mnie spojrzenie.

– Jestem pewna, że tak.

– A, rozumiem. Znowu masz przeczucia – ponownie zasłonił się gazetą.

– Wyśmiewasz mnie po tylu latach małżeństwa? Po wszystkim, co dla ciebie robiłam? – rzuciłam mu w twarz, trochę przestraszona własnym wybuchem.

Nigdy nie wypominałam moim mężczyznom, jak bardzo się dla nich poświęcam, codziennie dbając, by mieli ugotowane, wyprane i posprzątane.

– A co takiego zrobiłaś? – Andrzej był autentycznie zdziwiony i zaciekawiony.

Niczego innego nie mogłam się po nim spodziewać

Wyszłam z pokoju, powstrzymując się przed trzaśnięciem drzwiami, żeby szybka przypadkiem nie pękła. Tak to ze mną było, czasem zazdrościłam kobietom, które potrafiły w złości rozbić talerz, i nie przejmować się, że brudzą przy tym ścianę. Ja do nich nie należałam.

Jacek dzwonił do nas, ale skąpił wieści o swoim życiu uczuciowym. O istnieniu Caroli dowiedzieliśmy się niedawno, a przecież nie poznali się wczoraj. Zabolał mnie ten brak zaufania.

– Chłopak jest dorosły, nie musi już ci się opowiadać – mruknął mąż, kiedy próbowałam z nim porozmawiać na ten temat.

– Przecież nie jestem wścibska, tylko chciałabym uczestniczyć w jego życiu. Jestem matką – powiedziałam z naciskiem.

– Oczywiście – mruknął Andrzej.

Chciałam pokazać jej, jak dbać o męża

Z niecierpliwością oczekiwałam wieści od Jacka i kiedy wreszcie zadzwonił, zapowiadając przyjazd, nie posiadałam się z radości. Martwiła mnie tylko obecność dziewczyny u jego boku, nasze mieszkanie nie było zbyt duże i nie miałam pomysłu, gdzie ją zakwateruję, ale byłam tak ciekawa, kogo wybrał sobie nasz syn, że na razie nie myślałam o niedogodnościach.

Carola wyglądała jak reklama zdrowego trybu życia. Wysoka, wysportowana i pewna siebie. Gęste włosy spinała w koński ogon, na twarzy nie miała ani odrobiny podkładu, bo go wcale nie potrzebowała, w uśmiechu błyskała równymi zębami. Cóż, była sympatyczna i bezpośrednia, nie mogłam jej tego odmówić.

– Chodźcie do stołu, na pewno jesteście głodni. Porozmawiamy przy obiedzie. Upiekłam kurczaka z nadzieniem, tak jak lubisz – zwróciłam się do syna.

– Jesteś kochana, mamuś – cmoknął mnie w policzek.

– Gdzie jest toilette? – Carola zerwała się z miejsca, jakby wieść o przyrządzonym przez przyszłą teściową obiedzie, sprowadziła na nią ból brzucha.

– Pokażę ci. Ja też od razu umyję ręce – ku mojemu zdziwieniu Jacek podniósł się i wyszedł za narzeczoną.

– Co oni tam robią? – wychyliłam się, żeby lepiej widzieć wejście do toalety.

– Przecież słyszałaś. Myją ręce – odparł niewzruszony Andrzej.

– Razem?

– A co w tym złego. Masz zbyt bujną wyobraźnię, moja droga.

Powinnam się na niego obrazić, ale przy Caroli nie za bardzo wypadało. Co by pomyślała o naszej rodzinie! Przy obiedzie dwoiłam się i troiłam, żeby jak najlepiej wypaść. Zastawiłam stół pysznościami, donosiłam z kuchni dodatkowe salaterki z piklami i grzybkami.

– To moje przetwory, sama robiłam. Mąż i syn do ust nie wzięliby niczego kupionego w sklepie – zachwalałam.

Bardzo mi zależało, żeby Carola wyniosła odpowiednie przekonanie o mojej gospodarności. Poza tym lubiłam czasem się pochwalić talentem kulinarnym, a ostatnio jakoś nie miałam ku temu okazji.

– Dam ci przepisy, będziesz mogła spróbować swoich sił w kuchni – obiecałam dziewczynie. – Jacek bardzo lubi gruszki w occie i ostrą paprykę w zalewie. Tylko nie dawaj za dużo pieprzu, bo będzie kichał. Ma tak od dzieciństwa.

Carola uśmiechnęła się i podziękowała, ale syn rzucił mi złe spojrzenie.

– Nie wstydź się – pogroziłam mu palcem. – Nie zawsze byłeś takim dużym mężczyzną, wiele nocy nie przespałam, kiedy płakałeś. A to ząbkowałeś, a to złapałeś świnkę i buzia ci spuchła jak balonik…

– Może jeszcze kawałek kurczaka? – Andrzej przerwał mi, zwracając się z galanterią do Caroli, która grzecznie odmówiła, jakby straciła apetyt.

– Zaraz przyniosę deser – zerwałam się z krzesła i zaczęłam zbierać talerze.

Carola trzepnęła Jacka w ramię

– My pomożemy – oznajmiła w swoim i jego imieniu. – Niech posiedzi, odpocznie, nacieszy się domem i przysmakami. W Kanadzie na pewno takich nie dostanie – spojrzałam znacząco na Jacka.

Jacek został więc w jadalni, ale Carola, która już zdążyła wstać, skierowała się za mną do kuchni.

– Ciężko pracujesz, Janina. Nie pomagają? – pokazała ręką w kierunku pokoju.

Jak ta dziewczyna się do mnie zwracała! Po imieniu! Usprawiedliwiało ją tylko to, że słabo mówiła po polsku.

– Każdy powinien znać swoje miejsce – odparłam z godnością, bo nie chciało mi się tłumaczyć kanadyjskiej pannicy, jak funkcjonuje nasza rodzina.

Raczej zaczynałam być ciekawa, jak mój syn radzi sobie za oceanem, mając u boku nowoczesną Carolę. Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale z uśmiechem podałam jej ścierkę do naczyń i zaproponowałam:

– Ja zmywam, ty wycierasz. Przy okazji lepiej się poznamy. Chyba że jesteś zbyt zmęczona po długim locie?

– Pomóc wam? – do kuchni wszedł Jacek, pewnie się niepokoił o los Caroli.

– Po co? Zwykle robię to sama, a teraz mam pomocnicę. Zaraz umyjemy naczynia i zrobię dla wszystkich kawę.

– Jack! – zawołała Carole, która chyba miała inne zdanie, ale syn nie usłyszał.

Z jadalnego dochodził teraz donośny głos komentatora sportowego, Jacek i Andrzej pewnie oglądali mecz. Carola bez słowa sprzeciwu zaczęła wycierać talerze. To dobrze rokowało, jednak potrafiła wziąć się do kobiecej pracy, nie wyręczając się Jackiem. Wieczorem okazało się, że syn zainstalował dziewczynę w swoim pokoju.

– Wobec tego pościelę ci na kanapie, nie wyśpisz się tak jak u siebie, ale cóż – otworzyłam szafę i wyjęłam zmianę pościeli.

– Ależ mamuś, nie trzeba. Zmieścimy się jakoś na moim tapczanie – powiedział Jacek, jakby nigdy nic.

– Nie pod moim dachem – powiedziałam cicho, ale dobitnie.

Mamo, przecież jesteśmy z Carolą dorośli i od roku razem mieszkamy. Chyba nie będziemy teraz udawać, że jest inaczej? – syn patrzył na mnie z niedowierzaniem.

– Jakaś przyzwoitość musi być zachowana. A ściany są tu cienkie – dodałam, żeby już na pewno zrozumiał, o co chodzi.

W Kanadzie niech robią, co chcą, ale nie w Polsce

Nie zmrużyłabym w nocy oka, gdyby oni… pod moim dachem….

– Ale co powiem Carole? Ona tego nie zrozumie – bronił się Jacek.

– Musi uszanować obyczaje domu, w którym gości – powiedziałam z godnością.

– Dobrze, widzę że cię nie przekonam.

Syn odwrócił się na pięcie i poszedł do Caroli. Zostałam z dziwnym uczuciem, że wyszło nie całkiem tak, jak chciałam. Rano wstałam wcześnie i zaczęłam szykować uroczyste śniadanie.

Z przyjemnością krzątałam się po kuchni, ciesząc się każdą minutą. Tak dawno nie miałam dla kogo przyrządzić wystawnego porannego posiłku. Oboje z Andrzejem byliśmy na diecie i obywaliśmy się płatkami na mleku.

– Mon Dieu! – zawołała Carola na widok zastawionego stołu.

– Siadaj, siadaj – zachęciłam ją. – Bo jajka na bekonie wystygną.

– Znowu się, Janina, napracowałaś – powiedziała cicho dziewczyna.

– Taki mój los. Kto ma to zrobić, jak nie ja? – westchnęłam z udanym ubolewaniem.

Przecież nie będę jej opowiadała o satysfakcji, jaka czuje pani domu z dobrze wykonanej pracy. Lubię urobić sobie ręce po łokcie, jeśli widzę efekty, na przykład błysk podziwu w oczach gościa. Obiad miał być później, bo Jacek i Carola zaplanowali zwiedzanie i spotkanie z przyjaciółmi syna. Ucieszyłam się, że będę miała więcej czasu na przygotowanie pieczeni i mojego popisowego sosu. Pobiegłam do sklepu po świeże warzywa i sałatę, Carola powinna być zadowolona, jedząc zdrową sałatkę, opiekane ziemniaczki i pieczeń z sosem.

Obiad był jednym wielkim sukcesem

Siedzieliśmy przy stole do wieczora, miło rozmawiając. Andrzej zerknął raz czy dwa na pilota od telewizora, ale powstrzymałam go spojrzeniem. Ponieważ z powodu bólu kręgosłupa nie mogę długo wytrzymać w jednej pozycji, często zrywałam się, żeby pobiec do kuchni i coś przynieść. Albo wynieść puste naczynie, bo bardzo nie lubię bałaganu na stole. Bałagan świadczy o gospodyni – tak mawiała moja teściowa. Carola wciąż proponowała mi pomoc, ale ponieważ szturchała przy tym Jacka, nie pozwoliłam jej zająć się gospodarstwem.

– Dam sobie radę, dziecko. To dla mnie codzienność, nie przywykłam, żeby ktokolwiek zwracał uwagę, że ciężko pracuję – moje słowa wywarły na Carole wielkie wrażenie, a przecież tak naprawdę mówiłam je do Andrzeja, mężczyzny który po trzydziestu siedmiu latach małżeństwa wciąż nie wiedział, co dla niego robię.

Po tygodniu goszczenia Jacka i Caroli, nawet ja poczułam zmęczenie, ale za to miałam satysfakcję, że wszystko przebiegło jak należy. Młodzi odlecieli do Toronto… a po niespełna dwóch tygodniach dostałam od syna „podziękowanie”, za trud włożony w goszczenie jego dziewczyny.

Mamo, Carola odeszła ode mnie. Ty się do tego przyczyniłaś – miał tak zmieniony głos, że musiałam przycisnąć słuchawkę do ucha, żeby zrozumieć co mówi.

– To niemożliwe. Dlaczego? Przecież podjęłam ją po królewsku.

– Powiedziała, że traktujemy cię z ojcem jak służącą, a ponieważ tak zostałem wychowany, Carola nie może liczyć na nic innego. I jeszcze, że potrzebuje czasu, bo musi wszystko przemyśleć.

O ile wiem, Carola myśli do tej pory. I bardzo dobrze! Jacek w końcu o niej zapomni. A potem znajdzie lepszą dziewczynę, taką, która będzie potrafiła odpowiednio zadbać o męża i rodzinę.

Czytaj także:
Moja babcia przypadkowo wyszła za zabójcę swojego ukochanego. Zemściła się po latach
Miałam składać papiery rozwodowe, gdy mąż uległ wypadkowi. Marzenia o rozwodzie się nie spełniły
Mój mąż postanowił zabawić się w obrońcę czci jedynaczki. Chciał wybrać nam zięcia