„Siostra na siłę próbuje mi znaleźć faceta. A mi kolejny darmozjad jest potrzebny jak dziura w moście”

Pewna siebie kobieta fot. iStock by GettyImages, Hill Street Studios
„Teraz już naprawdę przesadziła! Co to za czasy, żeby mierzyć wartość kobiety przez pryzmat jej stanu cywilnego?! Niby wychowałyśmy się w tym samym domu, a jesteśmy takie różne”.
/ 17.01.2024 11:13
Pewna siebie kobieta fot. iStock by GettyImages, Hill Street Studios

Już w dzieciństwie różniłyśmy się charakterami, chociaż wtedy zwalałam to jeszcze na karb naszej niedojrzałości. Kiedy Aśka urządzała bale dla swoich lalek i oglądała bajki o królewiczach na białym koniu, ja budowałam wieże z klocków i bazy na rozłożystych drzewach w ogrodzie. Rodzice niby nie faworyzowali żadnej z nas, ale jednak mnie częściej próbowali zmieniać i porównywać do siostry.

– Marta, znowu brudna! Dopiero co przebierałaś się w tę sukienkę! Musiałaś znowu się szlajać po krzakach, nie mogłaś usiedzieć spokojnie jak Asia? – irytowała się mama, gdy znowu nosiła mnie potrzeba przygody.

Gdy byłyśmy małe, ja zawsze byłam tą niesforną, a Aśka grzeczną, posłuszną i czystą, czyli „dziewczęcą”. Później nieco się to zmieniło: ja wolałam siedzieć w książkach albo spędzać czas jeżdżąc na rowerze, a Aśka ganiała po imprezach czy randkach.

Niestety, nawet wtedy to jej zachowanie było bardziej pożądane, takie miałam wrażenie. Nie miałam zbyt wielu koleżanek, bo i o nie nie zabiegałam: lepiej czułam się w towarzystwie chłopaków, z którymi zwykle miałam więcej wspólnych zainteresowań.

Aśka na widok chłopaków jedynie piszczała i snuła niestworzone historie o tym, że każdy z pewnością potajemnie się w niej kocha. A o czym gadała z tabunami swoich koleżanek? Wiadomo, o chłopakach – ewentualnie o nowych gwiazdkach pop, kosmetykach i ciuchach.

Byłyśmy bardzo różne

Rzadko wchodziłyśmy sobie w drogę. Może to dlatego utrzymywałyśmy przez większość czasu bezkolizyjne relacje. Mimo że dzieliły nas tylko dwa lata różnicy, rzadko się kłóciłyśmy, bo właściwie nie miałyśmy o co: nie podkradałyśmy sobie ciuchów, nie walczyłyśmy o przyjaciółki czy chłopaków, nie donosiłyśmy na siebie do rodziców.

Jednak nigdy nie miałyśmy też zbyt wielu wspólnych tematów. Po prostu żyłyśmy koło siebie, a gdy nadszedł czas na wyprowadzkę z domu, nasze drogi jeszcze bardziej się rozeszły. Nasze życiowe marzenia były tak różne, że aż stereotypowe: ja poszłam na studia, a potem zatrudniłam się jako biolog morski i podróżowałam po świecie.

A Aśka? Popracowała cztery lata jako modelka na Instagramie, za co zgarnęła całkiem przyjemną kasę, po czym wyszła za mąż za bogatego biznesmena, który (moim zdaniem) traktował ją jedynie jak trofeum. Niestety, wtedy siostra nagle wyznaczyła sobie życiową misję: zmienić mój charakter i potrzeby.

– Mówię ci, małżeństwo to coś wspaniałego! Wiem, że wiele kobiet teraz mówi, że wcale nie trzeba być żoną, ale wiesz co, wydaje mi się, że mówią to tylko te, których nikt nie chce – chichotała, gdy któregoś razu przyszłam do niej na urodzinowe ciasto.

Postanowiłam puścić tę dość żenującą uwagę mimo uszu, ale siostra ani myślała odpuszczać.

– Naprawdę, dopiero po ślubie zrozumiałam, że to głupota nie chcieć być żoną! Mam przy sobie codziennie mężczyznę, który mnie kocha i adoruje...

„Ciekawe jak długo. Pewnie do pierwszego rozstępu”, myślałam z przekąsem, bo Aśka coraz bardziej grała mi na nerwach.

– ...mam bezpieczeństwo finansowe, mam cudowny dom, mam dla kogo sprzątać, gotować i dbać o siebie! Dopiero komplementy z ust tego jedynego są prawdziwie cenne, teraz to zrozumiałam – nawijała dalej Asia.

Stała się nie do wytrzymania

Nagle Asia zaczęła czuć niespodziewaną potrzebę umocnienia naszej relacji. Tak przynajmniej twierdziła, gdy po raz trzeci w miesiącu wyciągała mnie na obiad lub zapraszała do siebie. Ja tam byłam zdania, że po prostu chce bez przerwy pokazywać i opowiadać, jak wspaniałe jest jej życie. Z początku traktowałam to z przymrużeniem oka, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to doprowadzać do szału – zwłaszcza gdy siostra zaczęła mnie pouczać i narzucać swoje drogi.

– Marta, czas znaleźć faceta, nie robisz się młodsza! – powtarzała.

– Dziękuję, ale moje życie jest naprawdę szczęśliwe i bez faceta. Nie mam teraz potrzeby ani warunków na zakładanie rodziny. Jestem wolna, podróżuję, zarabiam... – tłumaczyłam cierpliwie.

– Och, biedaczyno! Ja też tak kiedyś mówiłam i powiem ci, że naprawdę w to wierzyłam. Dopóki nie poznałam, czym jest prawdziwa miłość... – wzdychała, a mnie aż wyskakiwały żyły na czole.

– Asia, naprawdę, nie każdy ma takie same potrzeby... – próbowałam uświadomić Martę, siląc się na pobłażający uśmiech.

– Jak uważasz, ale i tak wiem swoje! – upierała się.

Gdy podobna wymiana zdań powtórzyła się kilkukrotnie, postanowiłam ograniczyć spotkania z siostrą. Miałam szczerze dosyć jej przechwalania się swoim życiem, jakby co najmniej wynalazła lek na raka, rozwiązała problem głodu i załatała dziurę ozonową. „Jedynie zgodziłaś się wyjść za pierwszego lepszego bogacza, który zaślinił się na twój widok. Żadne osiągnięcie!”, myślałam poirytowana.

Siostra uparcie mnie swatała

Kilka tygodni później Asia zadzwoniła do mnie z „propozycją nie do odrzucenia”.

– Słuchaj, koniecznie musisz przyjść, mój Arek robi przyjęcie dla ludzi z twojej branży! – ogłosiła uroczyście.

– O? – zainteresowałam się. – Jak to?

– Jego firma deweloperska budowała ostatnio jakiś nowy budynek uniwersytecki i teraz organizujemy takie przyjęcie z okazji ukończenia inwestycji. Na pewno będziesz miała z kim porozmawiać, nie wynudzisz się – zachęcała.

Dałam się złapać. Faktycznie, Asia dotrzymała obietnicy – zawarłam na tej imprezie bardzo dużo ciekawych znajomości. Poznawałam ludzi, którzy mieli okazję pracować w tych samych ośrodkach naukowych co ja, mieli podobne zainteresowania, wiedzieli, co w trawie piszczy. Niestety, nie zauważyłam podwójnego dna tej okazji...

– Rozmawiałaś już z Krzyśkiem? To ten młody doktorant, chyba z twojego starego wydziału. Ma przed sobą naprawdę świetlaną karierę, z tego co mówił mi Areczek... Kasy mu nie brakuje. A w dodatku jest na co popatrzeć, nie? Może byś się zainteresowała? – zagaiła niby niewinnie.

– To o to ci chodziło? Naprawdę? Zaprosiłaś mnie tu tylko po to, żeby mnie swatać? – zirytowałam się.

– Oj, przecież znajomych masz od groma, po co ci następni – wzruszyła ramionami. – To faceta ci brakuje! Pomyślałam więc, że ci pomogę...

– Dziękuję ci bardzo, ale ja nie potrzebuję twojej pomocy! – powiedziałam nieco głośniej niż planowałam.

– Ech, ty zawsze byłaś taka zbuntowana i alternatywna! – uniosła się też Asia. – Nigdy nie chciałaś robić tego, co wszyscy, nawet jeśli to było dla ciebie dobre!

– A skąd ty wiesz, co jest dla mnie dobre? Prawie mnie nie znasz! – krzyknęłam rozeźlona.

– Ja cię nie znam?! Własna siostra? Znam cię od urodzenia!

– No i co z tego?! Potrafisz wyjaśnić, czym się zajmuję? Znasz moje ulubione filmy? Wiesz, co lubię jeść, gdy mam doła? – zarzuciłam ją pytaniami.

– Nie, takich bzdur może i o tobie nie wiem! Ale wiem, że jesteś uparta i chcesz być oryginalna na siłę! W życiu nie przyznasz, że fajnie byłoby mieć faceta, bo to takie nudne, babskie i niefeministyczne, co?

„O nie, teraz to już przesadziła!”, pomyślałam ze złością.

Koniec tego!


– A może wbiłabyś sobie w końcu do tej swojej pustej głowy, że niektóre kobiety mają większe ambicje niż tylko dać się złowić biznesmenowi i być jego lalą na pokaz?! Zachowujesz się, jakbyś odnalazła jakąś Atlantydę, a ty tylko wyszłaś za mąż! – krzyczałam ze łzami w oczach.

– No, jak widać dla niektórych i to „tylko” jest nieosiągalne... – prychnęła.

Miałam tego dosyć. Odwróciłam się na pięcie, narzuciłam na siebie kurtkę ściągniętą w pośpiechu z wieszaka i wyszłam z domu siostry. „Jak ona może wiecznie uważać się za lepszą ode mnie?! Wymalowana lala z sianem w głowie i zawsze ma o sobie największe mniemanie!”, wkurzałam się w myślach, gdy wracałam do domu.

Od tamtego czasu siostra nie odezwała się do mnie ani razu, co nieszczególnie mnie dziwi. Dostałam jednak kilka wiadomości od naszej matki, które jeszcze bardziej mnie rozeźliły. „Dlaczego nie odzywasz się do Asi? Ona przecież chce dla ciebie dobrze, nie zrobiła niczego złego. Przeproście się, dziewczynki”, pisała mama.

– Jasne, już jej zdążyła opowiedzieć swoją wersję, a ta wszystko łyknęła, jak zwykle! – parsknęłam gniewnie pod nosem. – Koniec tego! Nie dam się dłużej tak traktować – odparłam dumnie do swojego odbicia w lustrze.

I naprawdę zamierzam w tym wytrwać!

Czytaj także:
„Na emeryturze czułem się jak znoszony kapeć. Dzięki wizycie w sanatorium rozruszałem nie tylko kości”
„Rozpieszczam synową, bo syn nie potrafi o nią zadbać. Marzę o tym, żeby zostawiła tego chłystka i wpadła w moje ramiona”
„Marzyłem o dziecku, ale moja żona nie chciała o tym słyszeć. Zasłaniała się karierą i figurą”

Redakcja poleca

REKLAMA