kobieta, którą wszyscy nazywali morderczynią z powodu śmierci eks fot. Adobe Stock, Paolese

„Rozwiodłam się z Kamilem, bo pił i mnie zdradzał. Zmarł wkrótce potem, a teściowa rozpowiadała że to moja wina”

„Żyję z piętnem morderczyni. Zostawiłam Kamila - kochałam go, ale nie mogłam się zgadzać na jego notoryczne zdrady. Kilka dni po rozwodzie zmarł, płakałam w poduszkę, bo nadal go kochałam. Teściowa wymyśliła, że to nie był wypadek, a samobójstwo - przeze mnie!”
/ 13.09.2021 13:29
kobieta, którą wszyscy nazywali morderczynią z powodu śmierci eks fot. Adobe Stock, Paolese

Jak się żyje z piętnem osoby, która ma krew na rękach? Cholernie trudno. Zwłaszcza, gdy ta opinia jest nieprawdziwa. Nie przyczyniłam się do śmierci byłego męża. Ale ludzie uwierzyli, że zabił się przeze mnie.

Kamila poznałam dwa i pół roku temu. Cudowne wieczory, upojne noce i dni pełne oczekiwania, kiedy się wreszcie zobaczymy – tak od początku wyglądała nasza znajomość. Spełniły się moje marzenia, Kamil wydawał się księciem z bajki. Był moim pierwszym mężczyzną i, jak mi się wydawało, ostatnim. Kiedy więc pół roku później poprosił mnie o rękę, nie wahałam się nawet chwili.

Początki wspólnego życia były cudowne. Cieszyliśmy się sobą, swoją miłością

Ale potem coś zaczęło się psuć. Gdy minęło pierwsze zauroczenie, zorientowałam się, że Kamil nie jest takim ideałem, za jakiego go uważałam. Pił, a jak się upijał, szukał towarzystwa innych kobiet. Szedł do łóżka z każdą, która była chętna. I nie widział w tym niczego złego. Tłumaczył, że to nie zdrada, że był tak pijany, że nawet nie pamięta imienia laski, z którą się przespał. Początkowo mu wybaczałam, bo łudziłam się, że przestanie szaleć. Nic z tego.

Upijał się coraz częściej i coraz częściej mnie zdradzał. Miarka przebrała się, gdy w pierwszą rocznicę ślubu przyłapałam go w naszym łóżku z koleżanką z pracy. Wyrzuciłam go na zbity pysk i wniosłam do sądu sprawę o rozwód. Błagał mnie, bym go nie opuszczała, obiecywał poprawę, ale mu nie wierzyłam. Przypomniały mi się słowa mamy, że mężczyźni się nie zmieniają. Chyba, że na gorsze.

Po rozstaniu z Kamilem próbowałam na nowo ułożyć sobie życie

Było mi ciężko, bo wciąż bardzo go kochałam. Przez wiele nocy nie spałam, tylko wyłam w poduszkę. Powoli jednak odzyskiwałam równowagę. Nie wiedziałam dokładnie, co się u niego dzieje. Od znajomych słyszałam tylko, że mieszka u rodziców i pije na umór, właściwie codziennie. Teściowa ponoć urządzała mu karczemne awantury, groziła, że jeśli wróci do domu zalany, to nie wpuści za próg. I często spełniała swoją groźbę.

Spał wtedy w garażu, w samochodzie. Specjalnie o tym piszę, bo właśnie tam doszło do nieszczęścia. I zaczęły się moje kłopoty. Te brednie powtarzali nie tylko obcy ludzie, ale także znajomi Kamil zmarł kilka dni po orzeczeniu rozwodu. Zatruł się spalinami. Wjechał do garażu, ale był tak pijany, że zasnął za kierownicą, zanim wyłączył silnik. Gdy go znaleziono, było za późno na pomoc. Policja uznała to za nieszczęśliwy wypadek, ale nie teściowa.

Wymyśliła sobie, że jej ukochany syn popełnił samobójstwo

I to dlatego, że się z nim rozwiodłam. „Parszywa egoistka! Przysięgała przed ołtarzem, że będzie z nim na dobre i na złe. A gdy pojawiły się problemy, po prostu uciekła. Biedaczek nie potrafił tego znieść” – rozpowiadała na lewo i prawo. Gdy pojawiłam się na pogrzebie, dostała szału. Przed kościołem krzyczała, że mam krew na rękach, że nie zgadza się, bym brała udział w uroczystości. Próbowałam jej tłumaczyć, że to nieprawda, że gdyby Kamil popełnił samobójstwo, to zostawiłby list pożegnalny, że pogodził się z naszym rozstaniem, ale to tylko jeszcze bardziej ją rozwścieczyło. Na zmianę histerycznie płakała i wyzywała mnie od najgorszych.

Uciekłam do domu. Może gdybym została, stawiła jej czoła, to nie doszłoby do tego wszystkiego. Ale nie chciałam brać udziału w tej pyskówce. Uważałam, że byłemu mężowi należy się godne, spokojne pożegnanie. Nie spodziewałam się, że ludzie uwierzą w to, co rozpowiadała teściowa. Przecież dobrze znali Kamila, wiedzieli, jaki był, co wyprawiał. Wielu z nich donosiło mi „w tajemnicy” o jego wizytach w klubach i miłosnych podbojach. Niestety, w miasteczku zawrzało od plotek. Doszło do tego, że bałam się wyjść na ulicę, bo zewsząd ścigały mnie wrogie spojrzenia i złośliwe szepty. „O, to ta, co zabiła męża. Morderczyni bez sumienia. Że też ma czelność pokazywać się wśród uczciwych ludzi” – słyszałam za plecami.

Najsmutniejsze było to, że te brednie powtarzali nie tylko obcy ludzie, ale także znajomi

To właśnie bolało mnie najbardziej. Zamiast mnie wysłuchać, stanąć za mną murem, odwrócili się plecami. Jakbym rzeczywiście była winna. Nie wiedziałam, co robić. Czułam się zaszczuta, bezradna i samotna. Nie miałam pojęcia, jak się bronić, uciszyć te niesprawiedliwe, krzywdzące mnie plotki. Początkowo łudziłam się, że ludzie pogadają i dadzą mi spokój. Ale nie. Była teściowa bardzo się starała, by nikt w miasteczku nie zapomniał, że to ja jestem winna śmierci Kamila.

Było mi z tym tak źle, że wzięłam urlop i wyjechałam do kuzynki na Wybrzeże. Chciałam uciec od nienawistnych spojrzeń i zastanowić się, co dalej. Wróciłam po miesiącu. Wysiadłam z autobusu i ruszyłam do domu. Po drodze natknęłam się na znajomą z osiedla. Byłam przekonana, że odwróci ostentacyjnie głowę, ale ona się uśmiechnęła. Podobnie zachowały się jeszcze dwie napotkane osoby.

Nie rozumiałam, co się dzieje. Przed wyjazdem wrogość, a teraz sympatia?

Postanowiłam wstąpić do spożywczaka. Sprzedawczyni uwielbiała plotkować, więc byłam pewna, że wyjaśni mi, skąd ta nagła zmiana zachowania. Nie zawiodłam się. Gdy tylko przekroczyłam próg sklepu, Bogusia rzuciła się w moją stronę.

– Bogu dzięki, że już jesteś! Wszyscy martwiliśmy się, że coś ci się stało!
– Poważnie? Obchodził was los morderczyni? Nie wierzę! – parsknęłam.
– Wiem, że głupio wyszło… Ale wiesz, jak to jest. Ktoś coś powie, drugi podchwyci i już miasto gada jak najęte. Najważniejsze jednak, że tajemnica śmierci twojego byłego męża się wyjaśniła.
– To znaczy?
– Jak to? Nic nie wiesz o Jędrku? Nikt do ciebie nie dzwonił?
– Może i dzwonił, ale miałam wyłączony telefon. Tak na wszelki wpadek, gdyby ktoś jeszcze chciał mi napsuć krwi. Ale o co chodzi z tym Jędrkiem? I co on ma wspólnego z Kamilem?

Bogusia zamknęła sklep i usiadłyśmy na zapleczu. Od razu przeszła do rzeczy. Okazało się, że tamtej feralnej nocy Kamil nie był sam. Był z nim Jędrek. Choć obaj byli już mocno wstawieni po baletach w klubie, koniecznie chcieli jeszcze coś wypić. Kamil twierdził, że ma schowaną butelkę w skrzynce z narzędziami, więc wsiedli w samochód i jakimś cudem dotarli do domu. Jednak gdy tylko wjechali do garażu, Jędrkowi zrobiło się niedobrze i poszedł do domu. Ale zarzekał się, że gdy wychodził, Kamil miał się całkiem dobrze.

– Skąd o tym wiesz? Od Jędrka?
– Nie… Od Marcina. Pili razem dwa tygodnie temu. Na początku było wesoło, ale potem Jędrkowi zebrało się na zwierzenia. Może go sumienie ruszyło… W każdym razie płakał, że gdyby wtedy nie wyszedł, może Kamil by jeszcze żył.
– Teściowa słyszała tę historię?
– Osobiście jej opowiedziałam.
– I co ona na to?
– Właściwie nic. Wysłuchała, pokiwała głową i sobie poszła. Ale od tamtego czasu bardzo się uspokoiła. Nie biega już po mieście i nie rozpowiada tych bzdur na twój temat. Wczoraj nawet pytała, czy nie wiem, kiedy wracasz. Może chce cię przeprosić? Po tym, co ci zrobiła, na kolanach powinna błagać o wybaczenie!
– Powinna. Ale chyba nie tylko ona – popatrzyłam jej prosto w oczy, a potem odwróciłam się na pięcie i wyszłam.

Od rozmowy z Bogusią minął tydzień. Teściowa jeszcze mnie nie odwiedziła. Pewnie trudno jej się przemóc i przyznać do błędu. Cierpliwie czekam… i szukam pracy w Warszawie. Choć ludzie znów są dla mnie mili i uprzejmi, a znajomi zapraszają na spotkania, postanowiłam wyjechać. Chcę żyć z dala od plotek.

Czytaj także:
Zosia myślała, że to wyrostek. Nikt nie wpadł na to, że dziewczynka rodzi - miała 14 lat
Moja żona była w dzieciństwie molestowana. Wyparła te zdarzenia i doszło do rozdwojenia jaźni
Podczas operacji przeżyłem śmierć kliniczną. Nie boję się śmierci - już byłem po drugiej stronie