Dziecki w szkolnych ławkach, nauczycielka w tle. fot. Adobe Stock

Rodzice proszą nauczycieli o lepsze oceny dla swoich dzieci [LIST DO REDAKCJI]

Koniec roku zbliża się wielkimi krokami. Dla mnie to najbardziej wkurzający okres roku. Powód? Nie, nie chodzi wcale o sprawdziany, kartkówki, wystawianie i poprawianie ocen przez uczniów. Chodzi o nachalnych rodziców, którzy zrobią wszystko, by „pomóc” dziecku uzyskać jak najlepsze wyniki.
Listy od Czytelniczek / 06.06.2018 10:36
Dziecki w szkolnych ławkach, nauczycielka w tle. fot. Adobe Stock

To zaczyna się mniej więcej po majówce, powoli przybierając na sile wraz ze zbliżaniem się końca roku szkolnego. Trwa do ostatniego dnia wystawiania ocen. Do ringu stają zawzięci zawodnicy, którzy marzą o jak najwyższych stopniach na świadectwie. Leje się krew, pot i łzy. Myślicie, że mowa o ambitnych uczniach, którym marzy się świetlana przyszłość? Nic bardziej mylnego. Do boju stają ich rodzice. A narzędzia, których używają do walki, to - delikatnie mówiąc - zgniłe jaja... Niestety wymierzone we mnie.

Jak się czuje nauczycielka, która przez okrągły rok, co rok, musi mierzyć się z próbami przekupstwa? Odpowiadam - słabo. Zawód nauczyciela podjęłam z powołania i przekonania. Od początku za cel stawiałam sobie nie tylko uczenie dzieci przedmiotu (język angielski), ale również wpajanie im pewnych wartości: sprawiedliwość, zasady fair play oraz poczucie sprawstwa. Po kilkunastu latach w zawodzie, nadal wierzę w te idee. Ale już jakby coraz mniej... Patrząc na rodziców, którzy ustawiają się w kolejce z „łapówkami”, by poprawić oceny ich dzieci, zaczynam się zastanawiać, czy moje wartości jeszcze mają rację bytu we współczesnym świecie?!

„Nie posłałam dziecka do komunii z przekonania. Teraz syn jest ofiarą hejtu. A ja? Nie żałuję” [LIST DO REDAKCJI]

Ambitnych rodziców na brakuje. Sami robią kariery, jeżdżą drogimi samochodami, a wakacje spędzają w egzotycznych miejscach. Ich dzieci mają wszystko. W sensie materialnym. Bo mentalnie... hm... nie mnie to oceniać. Ci zdeterminowani rodzice pod koniec roku przypominają sobie, że zbliża się kolejny deadline. Nie chodzi jednak o zamknięcie kolejnego projektu w pracy, lecz zakończenie roku szkolnego. Na świadectwie musi się zgadzać. Podobnie jak w pliku w Excelu czy na koncie w banku. Metoda osiągnięcia celu nie jest ważna. Bywają awantury, pretensje, ale też... próby przekupstwa. Subtelne, jak dobre słowo i uśmiech, ale też bardziej wyrafinowane. Niektórzy pojawiają się prezentami. Hitem był pan, który oferował mi karnet do SPA, dwuznacznie się przy tym uśmiechając. Jego synowi wychodziła na koniec roku (mocno naciągana) trója. Ojciec postanowił powalczyć o piątkę. Chyba nie muszę pisać, że mu się nie udało?

Szczerze? Mam dość takich rodziców. Chcecie, żeby Wasze dzieci dobrze się uczyły? Miały oceny, którymi można się pochwalić? Nic prostszego! Poświęcajcie ich nauce czas przez cały rok. Systematycznie i uważnie. A nie pod koniec roku przypominacie sobie, że trzeba nadgonić. Całorocznych zaniedbań w nauce nie da się nadgonić. O tych rodzicielskich to już nawet nie wspomnę... A może ja źle myślę? Może przygotowując dzieci do karier w korporacjach powinniśmy uczyć ich właśnie takich metod?

Przeczytaj:
„Życie na pokaz. Co będzie na ślubie?” - burza pod zdjęciem limuzyny, która przywiozła chłopca na komunię
„Związałam się z oszustem matrymonialnym zakochanym w swojej pierwszej żonie”