przystojny elektryk fot. AdobeStock

„Przystojny elektryk kompletnie zawrócił mi w głowie. Jak mogłam się tak ośmieszyć? Facet miał żonę i dzieci”

„Byłam bliska omdlenia. Podbródek miałam sztywny, policzki mi płonęły ze wstydu, w gardle mi zaschło. Z trudem przełknęłam ślinę, żeby w ogóle móc się odezwać. Sama nie wiem, skąd wzięłam siłę, żeby zmusić się do miłego uśmiechu”.
/ 14.05.2022 11:26
przystojny elektryk fot. AdobeStock

Zawsze sądziłam, że tacy mężczyźni istnieją tylko w telewizji, kolorowych pismach lub na plakatach reklamowych. Niczym słynny „polski hydraulik”, który kiedyś podbił Francję. Wysoki, odpowiednio zbudowany, lecz nie napompowany mięśniak, ze szczerym uśmiechem, no i obowiązkowo w kombinezonie roboczym. Taki właśnie robotnik zapukał któregoś dnia do moich drzwi.

Nim to się stało, przeczytałam ogłoszenie, że w naszym bloku od konkretnej godziny będą sprawdzać gniazdka, kontakty i przewody elektryczne. Wiem, jest to potrzebne, bo służy naszemu bezpieczeństwu. Jednak nieraz naprawdę trudno jest być w domu o ściśle wyznaczonej porze. Ja studiuję, a do tego biegam z jednej pracy zleconej do drugiej, więc w domu bywam wieczorami. Ale tym razem jakimś cudem udało mi się wykombinować wolną chwilę.

Na jego widok miękły mi kolana 

O wyznaczonej porze czekałam w mieszkaniu z uchem przyklejonym do drzwi. Chciałam poprosić fachowców, by moje mieszkanko sprawdzili jako pierwsze, bo później musiałam gonić do pracy. Gdy tylko ich usłyszałam, zbiegłam pędem na parter i dorwałam jednego z fachowców, sympatycznie wyglądającego szpakowatego pana, który zgodził odwiedzić mnie wcześniej. Podałam mu numer mieszkania i wróciłam do siebie. Drzwi zostawiłam uchylone.

Gdy ktoś zapukał, od razu zawołałam:

– Proszę, proszę!

Dopiero potem spojrzałam w stronę przedpokoju. I tu – niespodzianka! Zamiast misiowatego starszego pana zobaczyłam mężczyznę jak z żurnala… Potrzebowałam dłuższej chwili, by dojść do siebie. Nie spodziewałam się wizyty kogoś tak przystojnego.

– Dzień dobry – głos superelektryka brzmiał nadzwyczaj miło. – Podobno pani się spieszy?

Musiałam wyglądać jak idiotka, gapiąc się w niego jak sroka w kość. W jednej chwili zapomniałam, że zaraz mam gnać!

– Tak… Spieszę się – bąknęłam wreszcie. – Do pracy. Inaczej ktoś inny otrzyma moje zlecenie.

A jednocześnie w głębi duszy zaczęłam się modlić o jakiś zepsuty kontakt. Przystojniak natychmiast zabrał się do sprawdzania wszystkiego, co ma związek z elektryką, po czym uśmiechnął się do mnie rozbrajająco.

– Niestety – rozłożył ręce. – Nie mogę podpisać protokołu, bo nie wszystko w pani mieszkaniu jest w porządku.

– To co mam zrobić? – jęknęłam, wpatrując się w niego jak w jakąś świętość.

– Komputer, pralka, mikrofalówka, no… Właściwie wszystko musi być podłączone z uziemieniem, a nie jest – wyjaśnił. – Powinna pani mieć też specjalne listwy zabezpieczające sprzęt przed przepięciami napięcia.

0 Przed prze.. pię… – zaczęłam dukać. – Proszę pana, powiem szczerze, zupełnie się na tym nie znam. Czy byłby pan w stanie jakoś mi pomóc? Oczywiście za zapłatą – wyszeptałam, bo nie chciałam go zrazić.

Kompletnie zawrócił mi w głowie

Patrzyłam przy tym na niego takimi oczami, że kamień by zmiękł.

– Jasne, że mógłbym – elektryk wyglądał na zachwyconego propozycją. – Ale tylko po godzinach.

„I tu cię mam!” – serce podskoczyło  mi z radości, bo jego zgodę odebrałam jako chęć do dalszych spotkań. Chwyciłam kalendarzyk i zaczęliśmy się umawiać na dalsze wizyty. Specjalnie użyłam liczby mnogiej, ponieważ od razu zaznaczyłam, że na zrobienie wszystkiego za jednym zamachem z pewnością nie znajdę czasu. I tak rozbudziła się we mnie nadzieja na nieco bliższą znajomość.

Już przy najbliższej wizycie elektryka okazało się, że trzeba dokupić mnóstwo drobiazgów. Zaczęłam zapisywać na kartce, co jest potrzebne i ile sztuk, grając rolę kobietki kompletnie zagubionej w tak skomplikowanej sprawie. Wreszcie pan Radek zaproponował, że o wiele prościej będzie, gdy wszystkie potrzebne drobiazgi kupi sam, a potem ja zwrócę mu pieniądze. Przystałam na tę propozycję z zachwytem. I tak się zaczęły nasze spotkania, wszystkie oczywiście związane z wykonaniem jakiejś nadzwyczaj koniecznej - zdaniem pana elektryka – poprawki.

Radek coraz bardziej na mnie działał. Podobał mi się tak, że czasem miałam ochotę rzucić mu się na szyję, gdy wchodził do mojego mieszkanka. Starałam się jednak trzymać emocje na wodzy. Naturalnie musiałam odpowiednio wyglądać. Nie za bardzo atrakcyjnie, nie wyzywająco, ale jakoś starałam się przyciągnąć jego uwagę. Rozcięciem w bluzce, luźnym ramiączkiem, legginsami. Tym, co może pobudzić wyobraźnię.

Renata próbowała sprowadzić mnie na ziemię

– Mówię ci, fantastyczny facet – podniecona opowiadałam o nim mojej przyjaciółce. – Przystojny, zabawny, a jaki uczynny! Nie masz pojęcia.

– Agniecha, opanuj się – Renata nie była osobą bujającą w obłokach. – Zarabia dzięki tobie, więc jest miły i nic poza tym! A w chałupie może ma żonę i dzieci.

– No wiesz – oburzyłam się. – Chyba mi zazdrościsz! Jasne, że najpierw go sprawdziłam. Nie nosi obrączki, a jak napomknęłam o żonie, to nie zareagował.

– Przecież nie musi ci się zwierzać – tłumaczyła mi przytomnie. – Dla niego jesteś po prostu klientką.

– E tam – zaprzeczyłam, zła na przyjaciółkę. – Widzę, jak na mnie patrzy.

I tak coraz bardziej upewniałam siebie samą, że jeszcze trochę, a będzie mój. Już po pierwszej dodatkowej pracy wiedziałam, jaką Radek lubi kawęNa drugie spotkanie umówiliśmy się wczesnym wieczorem, tuż po moich wykładach. Już wcześniej przygotowałam dla nas obojga pyszną zapiekankę, do której dołożyłam wspaniałe ogórki konserwowe roboty mojej cioci.

Pan Radek przyszedł punktualnie, więc od razu z zaangażowaniem zaczęłam odgrywać wcześniej zaplanowaną rolę.

– Witam serdecznie, panie Radku – wyszeptałam zmysłowo na jego widok.

– Akurat szykuję sobie małe jedzonko, bo dopiero wróciłam i jestem strasznie głodna. Da się pan poczęstować, prawda?

– Hmm… – przystojniak zawahał się na moment, lecz nie dał się skusić.

– Pani Agnieszko – uśmiechnął się do mnie. – Wprawdzie zapach z kuchni jest wspaniały, ale muszę odmówić. Nie wypada mi przyjmować poczęstunku w domu klienta. Może poza kawą. Zresztą dziś naprawdę się śpieszę, bo mam umówioną jeszcze jedną wizytę.

– W takim razie zaparzę kawę – dziarsko ruszyłam w kierunku ekspresu.

– Przepraszam, ale dzisiaj zaliczyłem już trzy – odmówił grzecznie.

No i zabrał się do grzebania w elektrycznych ustrojstwach, a mnie pozostało wodzić za nim rozmarzonym wzrokiem.

Wiedziałam już na pewno: zakochałam się po uszy. I że to nie tylko chwilowe zauroczenie. Żaden mężczyzna dotąd tak na mnie nie działał. Gdy tylko pojawiał się Radek, serce waliło mi jak młotem. Ciągle o nim myślałam, śnił mi się co noc. Po prostu musiałam go nadal widywać. Któregoś dnia zaczęłam kombinować, co by tu jeszcze znaleźć w domu do naprawy, żeby znów mieć pretekst do spotkania z Radkiem. Nawet sama pogrzebałam w jednym z gniazdek… Spokojnie, przy wyłączonych korkach..

Szokujące wyznanie przy serniku...

Przed następnym spotkaniem kupiłam w cukierni pyszny sernik wiedeński. Do tego miałam bitą śmietanę, całość posypałam rodzynkami i wiórkami czekoladowymi. Sernik wyglądał cudownie. Nawet głaz by zmiękł, widząc coś takiego. Nic dziwnego, że i pan Radek mu uległ. Kiedy skończył pracę, usiedliśmy w mojej niewielkiej kuchni przy malutkim stoliku. Miejsca było na tyle niedużo, że nasze nogi ciągle się stykały.

Ojej, pewnie wreszcie usłyszę gorące wyznania! To było nieco krępujące, ale bardzo miłe. Czułam, że za chwilę między nami się wydarzy coś ważnego.

– Fantastyczny sernik – uśmiechnął się pan Radek. – Muszę pani wyznać, że przez panią zgrzeszyłem.

Zamieniłam się w słuch.

– Złamałem naszą zasadę. Z żoną i dziewczynkami jemy słodycze tylko w soboty – wyjaśnił, płynnym ruchem dolewając mi kawy.

Poczułam, jak uśmiech sztywnieje na mojej twarzy, a ręka z widelczykiem zastyga na wysokości ust.

– Dziwi się pani? – ciągnął pan Radek, który absolutnie nie zauważył, że właśnie wymierzył mi cios prosto w brzuch. – Pewnie tak, bo podobno mężczyźni nie przepadają za słodyczami. Ale ja akurat uwielbiam wszystko, co jest z czekoladą. Straszny ze mnie łasuch. Z żony też, więc staramy się jeść słodycze tylko raz w tygodniu. Także ze względu na dzieci. Nie chcemy, żeby nasze córeczki codziennie się nimi objadały. Próbujemy wyrobić w nich dobre nawyki. No i chodzi o ich zęby. Nasze bliźniaczki mają trzy latka…

Tu spojrzał na mnie i chyba nadal nie zarejestrował, że od dłuższej chwili osuwam się w przepaść, bo dodał z ochotą:

– Nie pochwaliłem się jeszcze Zosią i Zuzią? Zaraz pani pokażę zdjęcia.

Zerwał się od stolika, skoczył do przedpokoju, sięgnął do kurtki i wyjął z niej portfel, a z niego kilka fotografii.

Byłam bliska omdlenia. Podbródek miałam sztywny, policzki mi płonęły ze wstydu, w gardle mi zaschło. Z trudem przełknęłam ślinę, żeby w ogóle móc się odezwać. Sama nie wiem, skąd wzięłam siłę, żeby zmusić się do miłego uśmiechu. A w myślach obrzucałam samą siebie najgorszymi inwektywami…

– Ależ, panie Radku! Jaką ma pan śliczną żonę – z trudem wyszeptałam z kłamliwym zachwytem, po czym sięgnęłam po zdjęcie jego ukochanych córeczek.

– Ach, jakie śliczne dzieci! – znów zaćwierkałam w radosnym uniesieniu.

– I takie podobne do pana! Na pewno są bardzo mądre! Zazdroszczę. Chciałabym kiedyś mieć takie dziewczynki…

Myślałam, że zapadnę się pod ziemię

Jeśli ktoś kiedyś w życiu kłamał, to wie, co się ze mną działo w tamtym momencie. Z każdym zdaniem wypowiadanym ze sztucznym zachwytem czułam, że nos mi się coraz bardziej wydłuża – zupełnie jak temu biednemu Pinokiowi z bajki – i za chwilę osiągnie długość trąby słonia. Pozostała mi tylko nadzieja, że naprawdę jestem niezłą aktorką, i że pan Radek nadal niczego się nie domyślił.

Całe zauroczenie przystojniakiem przeszło mi jak ręką odjął. Znów byłam sobą – dziewczyną zaradną i niezależną. I wstydziłam się tak, że nie wiedziałam, gdzie mam oczy podziać… Jak mogłam się tak ośmieszyć! Przed nim – jeśli coś, nie daj Boże, zauważył; przed sobą, przed Julką. „Żeby to cholera wzięła!” – zaklęłam w duchu, szukając swojej torebki.

– Panie Radku – zaczęłam z uśmiechem. – W najbliższym czasie wkuwam do egzaminów, więc nie będę miała czasu na więcej napraw. Zresztą chyba już wszystko załatwiliśmy – odważnie spojrzałam mu w oczy. – Tym słodkim podwieczorkiem chciałam panu serdecznie podziękować za poświęcony mi czas.

– Rozumiem – pan Radek cały czas uśmiechał się równie sympatycznie. – Proszę zachować moją wizytówkę. W razie potrzeby jestem do pani dyspozycji.

 

W duchu stwierdziłam, że on taki jest naprawdę. Po prostu miły. Niczego nie udawał ani nie grał. Przychodził, wykonywał sumiennie swoją pracę, wychodził.

Zrobiłam z siebie totalne pośmiewisko

Tylko ja, głupie cielę, robiłam z siebie idiotkę, wymyślając niestworzone historie ze mną i boskim elektrykiem! Nie pamiętam, jak wróciłam do pokoju, gdy wyszedł. Czułam się beznadziejnie i idiotycznie. Analizowałam każde jego słowo, czy faktycznie niczego się nie domyślił; tego bym nie zniosła. Tłumaczyłam sobie, że skoro jest taki miły dla wszystkich, to pewnie przyzwyczaił się, że i ludzie traktują go z równą sympatią. Ciekawe, ile innych pań zachowało się jak ja…

 

Zadzwonił telefon. Odruchowo odebrałam: w słuchawce zabrzmiał głos Julki. Spytała, co słychać.

– A daj mi święty spokój! I odczep się wreszcie! – wrzasnęłam i wyłączyłam komórkę: tylko mi jej morałów brakowało!

Pomyślałam o tych wszystkich samotnych kobietach z bloków naszej spółdzielni. Jak patrzyły tęsknym wzrokiem za Radkiem, jak z radością parzyły mu kawę. Taką, jak lubi – mocną, czarną. A potem, wzdychając, zlecały mu kolejne prace.

– I ja też byłam taką idiotką – westchnęłam, snując się po mieszkaniu.

I dumałabym pewnie cały wieczór, gdyby nie Julka. Zjawiła się wkrótce z butelką winą i tortem. A gdy wszystko zjadłyśmy i wypiłyśmy, wyciągnęła mnie do miasta.

Czytaj także:
„Sąsiad truje nas dymem z papierosów, a w spółdzielni rozkładają ręce. Cóż, będzie trzeba, to pogonię śmierdziela miotłą”
„Szwagierka obiecała zeznawać na moją korzyść podczas rozwodu. Niestety, sprzedała się teściom i załatwiła mnie na cacy”
„15-letnia córka podrobiła nasze podpisy i pojechała na nocną sesję zdjęciową. Smarkula napędziła nam stracha”