kobieta w ciąży która ma problemy z teściową fot. Adobe Stock

„Przez teściową nie mogłam cieszyć się ciążą. Nic jej nie pasowało. Nawet to, że będzie miała wnuczkę, a nie wnuka”

„– Jak ją nazwiecie?! Natasza?! To rosyjskie imię. Ja bym ruskiego nie dała. Obraziłaś się? Kamil to nie ma teraz łatwo, jak masz taką burzę hormonów w tej ciąży...”
/ 07.04.2021 14:04
kobieta w ciąży która ma problemy z teściową fot. Adobe Stock

Tamtego dnia byłam taka szczęśliwa, aż nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę – że za dziewięć miesięcy zostanę mamą! Cały dzień chodziłam w euforycznym nastroju. Dopiero w nocy zaczęły mnie nachodzić wizje problemów. Mieszkaliśmy z Kamilem w malutkim, dwupokojowym mieszkanku z łazieneczką, w której ciężko się było obrócić. Marzyliśmy o dziecku, ale nawet nie zastanawialiśmy się nad tym, czy mamy odpowiednie warunki…

Oboje pracowaliśmy, ale nasze pensje nie były zbyt wysokie

Nie stać nas było na większe lokum. Przewracałam się z boku na bok, aż obudziłam męża.

– Co się dzieje, Beatko? Źle się czujesz? – zaniepokoił się.
– Nie. Dobrze. Tylko dopadły mnie jakieś dręczące myśli.
– Czym się martwisz?
– Że nie mamy wystarczająco dużo miejsca, żeby mieszkać tu z dzieckiem. Gdzie postawimy łóżeczko? Gdzie będziemy trzymać wózek albo wanienkę? Przecież to tak naprawdę kawalerka.
– Też o tym myślałem. Może coś uda się wymyślić, ale na pewno nie teraz. Śpij spokojnie. Rano o tym pogadamy. Mam jakieś pomysły. Nie dam wam zginąć – uspokoił mnie.

Te słowa, choć nie były zbyt konkretne, dały mi poczucie, że nie jestem sama z problemami. Mogłam liczyć na Kamila. Przewróciłam się na drugi bok i zasnęłam. Rano przy śniadaniu, wróciłam do tematu.

– Możesz mi powiedzieć, jakie to masz pomysły na zmianę mieszkania? – zapytałam, nalewając sobie herbaty.
– No, nie wiem, czy to się uda, dlatego wcześniej nie wspominałem, ale… wiesz… Mama ma trzy pokoje. Kiedy mieszkaliśmy z nią, to miało sens, ale teraz? Trochę to mieszkanie dla niej za duże, więc pomyślałem, że może chciałaby się zamienić.

Słuchałam go zaskoczona. Ten pomysł wydawał się naprawdę genialny! Na samą myśl poczułam, jak buzują we mnie emocje. Powątpiewałam jednak, żeby mogło to się udać.

– Sądzisz, że by się zgodziła? Musielibyśmy jej coś dopłacić. Jej mieszkanie jest warte dużo więcej.
– Zobaczymy. Pogadamy.

Mieszkanie jego mamy było na osiedlu obok. Naprawdę blisko

Mielibyśmy równie blisko do pracy, a ona mogłaby nadal odwiedzać swoich znajomych, chodzić do tego samego kościoła, przychodni i sklepów. Nie byłam jednak pewna, czy byłaby chętna do przeprowadzki. W końcu to ogromne przedsięwzięcie. No i starsze osoby nie lubią takich zmian. Powiedzenie, że starych drzew się nie przesadza, nie wzięło się znikąd. Byłam pełna obaw, ale i nadziei.

Kamil pojechał do niej sam, żeby szczerze pogadać. Nie chciałam się tam pojawiać, żeby nie czuła się skrępowana, gdyby chciała odmówić. Siedziałam w domu jak na szpilkach. Co chwilę sprawdzałam telefon i wyglądałam przez okno. W końcu telefon zadzwonił.

– Halo? I jak? – zapytałam, nie owijając w bawełnę.
– Zgodziła się – odpowiedział Kamil.
– Poważnie?! Super!
– Domyślałem się, że się zgodzi…
– A ile chce dopłaty?
– Nic. Powiedziała, że to prezent dla jej pierwszego wnuka! – zaśmiał się.
– Ładny mi prezent! Hura!!! – aż zapiszczałam z radości.

Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście

Najpierw ciąża, później mieszkanie, które spadło nam z nieba. Po kilku tygodniach zabraliśmy się do przeprowadzki. Kolega, który miał dużego busa, pozwolił nam go pożyczyć, a Kamil skrzyknął kilku kumpli do przenoszenia niektórych mebli, pudeł z naczyniami, ubraniami, książkami. Kuchnie i łazienki postanowiliśmy zostawić, bo byłoby z tym zbyt wiele problemów. Mama Kamila była trochę zestresowana, ale staraliśmy się jej pomagać we wszystkich etapach przeprowadzki, jak tylko mogliśmy.

– Nie wiem, czy wszystko zapakowałam… – powtarzała gorączkowo. – Nie martw się, mamuś. Przecież w każdej chwili możemy ci jeszcze donieść, co będziesz chciała. To my tu będziemy mieszkać, a nie ktoś obcy!
– No, prawda, prawda! – odparła i trochę się rozchmurzyła.

Podziwiałam to, że mama Kamila zdecydowała się na taki gest i byłam jej ogromnie wdzięczna, co podkreślałam na każdym kroku.

– To nic takiego, Beatko. Nie ma za co dziękować. Wam jest to większe mieszkanie teraz bardzo potrzebne, a dla mnie to zbędne hektary do odkurzania. W waszym będzie mi wygodniej. No i jest mi miło, że mogę coś zrobić dla wnuka.
– Albo wnuczki– uśmiechnęłam się.
Wnuka, wnuka. Ja tam takie rzeczy czuję. Kobiety mają intuicję.
– No, nie wiem. Ja wolę czekać na USG – odparłam.
– Mnie USG niepotrzebne. Widać po brzuchu i po tobie, że chłopak!

Szczerze mówiąc, oboje z Kamilem troszkę liczyliśmy na dziewczynkę. Oczywiście nie miało to aż takiego znaczenia, bo najważniejsze, żeby dziecko było zdrowe. Mimo to wróżenie teściowej z brzucha mnie nie bawiło. Odsunęłam tę myśl i spojrzałam z zadowoleniem na nowe mieszkanie. Kamil odmalował ściany i sufity, ja powiesiłam kilka obrazków, własne zasłony, zrobiliśmy małe przemeblowanie i byliśmy już gotowi.

Nie czułam się od razu jak u siebie, ale w sypialni było już nasze łóżko z naszą pościelą. A że pokój był spory, znalazło się też miejsce na łóżeczko do czasu, gdy dziecko będzie spało z nami. Mieliśmy też jeden wolny pokój, który planowałam urządzić tak, by maleństwo mogło tam zamieszkać, gdy troszkę podrośnie. Nie mogłam się już doczekać, aż go urządzę.

Wyobrażałam sobie białe drewniane mebelki, które byłyby na tyle neutralne, żeby wystarczyły na lata. W końcu ściany można zawsze przemalować i zmienić dodatki, a białe zawsze będzie wyglądało świeżo i ładnie. Póki co nie mieliśmy na to pieniędzy, bo ta, nawet niezbyt kosztowna, przeprowadzka i tak nadszarpnęła nasz budżet.

– Nawet nie wiesz, jakbym już chciała wybrać jakieś mebelki dla maluszka.
– Wszystko w swoim czasie – zaśmiał się Kamil. – Jeszcze nie znamy płci.
– No, wiem – odparłam rozczulona.

Dlaczego ona nie może się po prostu z nami cieszyć?

Byłam taka szczęśliwa, że zaczynamy nowe życie na swoim i wkrótce nasza rodzinka się powiększy! Chodziłam wciąż do pracy, bo czułam się bardzo dobrze. Postanowiłam też pojechać na trzydniowe szkolenie, które zorganizował dla nas szef. Nie chciałam, żeby myślał, że przez ciążę migam się od swoich obowiązków. Poza tym lekarz mówił, że powinnam prowadzić zdrowy, ale całkiem normalny tryb życia, bo ciąża to nie choroba.

Spędziłam więc trzy dni w hotelu w górach, gdzie uczyłam się nowego systemu do przechowywania dokumentów elektronicznych. Szkolenie było bardzo intensywne, ale wieczorne gwarne imprezy męczyły mnie szybciej niż normalnie, więc wymykałam się z nich ukradkiem. Wróciłam ze szkolenia wymęczona, marzyłam o odpoczynku. Tymczasem w domu czekała mnie niespodzianka. Niestety, mimo szczerych chęci nie mogłam jej uznać za miłą.

– Co to ma być? – krzyknęłam do Kamila, gdy minęłam pokój dla dziecka, który ku mojemu zdumieniu był w pełni umeblowany. Stały tam już masywne brązowe łóżeczko, kanciasty przewijak i szafa z półkami. Na wszystkich meblach były identyczne, koślawe obrazki z żyrafą w okularach.
– A, to… – uśmiechnął się. – To prezent od mamy. Wspomniałem jej, że nie mamy jeszcze pieniędzy na mebelki, więc nam kupiła. Miło, co?
– No, niby miło.
– Ale?
– Ja sama chciałam je wybrać. Odkładamy przecież pieniądze.
– Przydadzą się na coś innego. Będziemy mieć sporo wydatków. Jak ci się nie podobają, to możemy sprzedać i kupić inne, ale mamie może być przykro.
– A mnie jak jest? Wiedziałeś, że nie mogę się doczekać meblowania tego pokoju. Czemu się zgodziłeś?
– No wiesz, mama zamieniła się z nami na mieszkania bez mrugnięcia okiem. Skoro sobie wymarzyła, żeby kupić meble dla swojego pierwszego wnuka, uznałem, że…

Kamil spojrzał na mnie zdumiony. Nigdy nie robiłam mu afer, więc nie wiedział, jak zareagować. Nie chciałam być kapryśna. Zastanawiałam się, czy to kwestia hormonów, czy faktycznie to była przesada ze strony teściowej. Zadzwoniłam do koleżanki, żeby się wygadać.

– Kupiła te meble bez żadnej konsultacji? – zapytała zaskoczona.
– Dziwne, nie? Na dokładkę ja chciałam białe, a te są ciemne i w jakieś żyrafki. Jest wielka szafa zamiast komody z szufladami. Nie podobają mi się.
– No, pewnie chciała dobrze, ale wiesz, jak to jest z dobrymi chęciami. Mogła cię zaprosić na zakupy, żebyś sama sobie wybrała, jeśli już tak bardzo chciała być sponsorem.
– Och, Gośka, już sama nie wiem. Może to ja się czepiam. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.
– Ja tak nie uważam. Nie prosiłaś jej o pomoc. To ona wyszła przed szereg. Na dokładkę pod twoją nieobeceność. Dziwię się, że Kamil jej na to pozwolił. Musisz postawić granice…

Postanowiłam, że pogadam z teściową. Chciałam jednak zrobić to po wizycie u ginekologa, na której miałam już poznać płeć dziecka…

Poszliśmy z Kamilem na wizytę razem

Lekarz podczas USG uśmiechnął się i spojrzał na nas pytająco.

– To jak? Chcą państwo poznać płeć?
– Jasne. Proszę mówić.
Wygląda na to, że to dziewczynka.

Kamil się rozpromienił. Ja też byłam bardzo szczęśliwa. Wyszliśmy z gabinetu w wyśmienitych nastrojach. Umawialiśmy się już wcześniej, że jeśli będzie dziewczynka, imię wybiorę ja, a jeśli chłopiec – on. Kamil więc spojrzał wyczekująco, bo wiedział, że mam już swój typ.

– To jak będzie miała na imię moja perełka? – zapytał.
– Myślałam o Nataszy. Co sądzisz?
– Bardzo fajnie. Natka. Jestem za. Wiedziałem, że wybierzesz ładne.

Przez te zmiany zaczęła między nami rosnąć ściana

Postanowiliśmy pojechać do teściowej od razu. Mama czekała na nas z herbatką. Śmiesznie się ją piło w naszym starym mieszkaniu.

– Jak ci się podobała niespodzianka? – zapytała podekscytowana.

Domyśliłam się, że Kamil nie przekazał jej, że nie byłam zachwycona.

– Prawdę mówiąc, byłam bardzo zaskoczona. Chciałam sama urządzić pokoik dla dziecka. Nie przypuszczałam, że ktoś to zrobi za mnie.
– Nie ktoś, tylko babcia – odparła, zaciskając nerwowo usta. Domyśliłam się, że ta odpowiedź jej się nie spodobała.
– Dziękuję. Domyślam się, że chciałaś jak najlepiej, ale mogę prosić, żebyś następnym razem mnie zapytała o zdanie? Chyba nie przepadam za niespodziankami – powiedziałam.

Kamil milczał, co miałam mu za złe. Zostawił mnie samą z tą sytuacją.

– Wiesz, że znamy już płeć? – wtrącił, żeby zmienić temat.
– Poważnie? No i? – ożywiła się mama.
– To będzie dziewczynka. Natasza – odpowiedziałam z uśmiechem.
Natasza?! – skrzywiła się nieładnie. – To rosyjskie imię.
– Co za różnica? Mnie się podoba. Imiona mają różne pochodzenie.
– No, ja bym ruskiego nie dała – wycedziła przez zęby. Poczułam, że się gotuję.
– Mamo, ty nazwałaś swojego syna, jak chciałaś. Ja też nazwę swoje dziecko, jak chcę – odpowiedziałam. – Wiesz, musimy już iść.
– Obraziłaś się? Kamil to nie ma teraz łatwo, jak masz taką burzę hormonów.
– To nie jest burza hormonów, mamo! – odezwał się w końcu Kamil. – Po prostu przekraczasz granice.

Wyszłam od niej poirytowana, ale poczułam ulgę, że powiedziałam, co leży mi na sercu, no i że Kamil w ostatniej chwili stanął po mojej stronie. Wiem, że nie było mu łatwo, i ja też nie chciałam prowadzić z teściową wojny ani tym bardziej kazać mu wybierać między matką i żoną. Cała ta kłótnia bardzo wiele mnie kosztowała. Wcześniej żyłyśmy w dobrych stosunkach, a te wszystkie zmiany sprawiły, że między nami wyrastała ściana. Nie chciałam jej.

Chciałam, żeby teściowa uczestniczyła w naszym życiu i była dla Nataszy ukochaną babcią. A jednocześnie nie miałam zamiaru dać sobie wejść na głowę. Następnego dnia rano odebrałam telefon od teściowej.

– Beatko, chciałam cię przeprosić. Przemyślałam wszystko… Nie zachowałam się najlepiej. Chyba trochę mnie poniosły emocje. Pierwszy raz będę babcią. Chcę dla was wszystkiego, co najlepsze. Zadzwoniłam już do sklepu meblowego. Możesz wymienić mebelki na inne. Mam fakturę, więc nie będzie problemu. I przepraszam za tę uwagę o imieniu. Pięknej dziewczynce będzie pasować każde imię. To wasz wybór.

– Dzięki, mamuś. I przepraszam, że wczoraj tak wyszłam. Nie chcę, żebyśmy się kłóciły. W końcu jesteśmy rodziną, prawda?
– Oczywiście – odparła teściowa wyraźnie wzruszona.

Cóż, wszyscy musieliśmy odnaleźć się w nowych dla nas rolach. Mieliśmy po raz pierwszy zostać mamą, tatą i babcią. Może ten konflikt był też częścią tych przygotowań. W każdym razie gdy Nataszka przyszła na świat, czekał na nią nie tylko pokój i śliczne łóżeczko, ale, co najważniejsze, pełna i szczęśliwa rodzina.

Czytaj więcej prawdziwych historii:
Śmierć psa przeżyłam bardziej, niż śmierć matki
Matka odbiła mi faceta, w którym byłam zakochana
Mąż ukrywał przede mną choroby psychiczne w rodzinie