Morderstwo młodej dziewczyny fot. Adobe Stock

„Przez niego moja ukochana siostra umarła w mękach. Musiałem się zemścić i odebrać mu to, co kochał najbardziej”

Czas leczy rany? Bzdura! Rana w moim sercu, która powstała po stracie ukochanej siostry, nigdy się nie zagoiła. Lata mijały, a mnie jej śmierć bolała dokładnie tak samo, jak na początku. Odrobinę ulżyło mi, gdy dokonałem zemsty. Ale tylko odrobinę...
/ 23.02.2021 09:45
Morderstwo młodej dziewczyny fot. Adobe Stock

Posadziłem ją na ławce na wprost okien jego mieszkania. Na jej udach starannie ułożyłem splecione ze sobą dłonie, delikatnie poprawiłem jej włosy, wytarłem cieknącą z ust stróżkę krwi. Wyglądała bardzo naturalnie. Jakby przysiadła na chwilę zmęczona wieczornym spacerem w cieniu rozłożystego klonu. Z dala od miejskiego hałasu i światła latarni. Spojrzałem na zegarek. Wiedziałem, że przed świtem nikt jej tutaj nie znajdzie, a o piątej trzydzieści on jak zwykle potruchta sprzed bramy w kierunku ścieżki, przy której stała ławka i mimo słuchawek w uszach odruchowo spojrzy w tę stronę…

Wróciłem do siebie, ale z emocji nie mogłem zasnąć. W końcu nie co dzień zabija się człowieka? Poddałem się tuż przed świtem, pojechałem do parku i schowałem się za jednym z drzew. Widziałem, jak wybiega z domu, chwila ciszy i przerażający ryk poderwał do lotu wrony. „Dokonało się” – pomyślałem, odchodząc, gdy on wciąż wzywał pomocy, jakby nie czuł, że jej ciało dawno już ostygło.
– Rachunki wyrównane – wyszeptałem, kucnąwszy przy grobie siostry. – On cię zniszczył, ja zabiłem jego siostrę. Życie za życie. Krew za krew.

Rękawem płaszcza zmiotłem z płyty zeschłe liście, zapaliłem znicz, zmieniłem kwiaty w wazonie.
– Pan jest dobrym człowiekiem – rozczuliła się na mój widok przycmentarna kwiaciarka. – Tyle lat, a pan nigdy nie zapomina o siostrze – westchnęła, wydając mi resztę. – Ale musi pan o siebie dbać, bo strasznie pan bledziutki ostatnio.
– Będę! – obiecałem jej, uśmiechając się szeroko. „Teraz już mogę zająć się sobą” – myślałem.

Otuliłem się mocniej płaszczem i wyszedłem z cmentarza. Policja nie powiązała ze sobą odległych faktów z życia brata z obecnym życiem siostry. Zatarłem wszelkie ślady swojej obecności w jej życiu. Zmieniłem dane i zadbałem, żeby nikt z jej bliskich nie zdążył mnie poznać. Odszedłem z jej życia równie nagle, jak się w nim pojawiłem. Zostałem jedynie tajemniczym narzeczonym, którego nikt nie mógł wskazać psom. Nie gryzły mnie wyrzuty sumienia, nie interesowało mnie, czy on dowie się, kto stoi za śmiercią jego siostry. Może kiedyś, ale nie teraz. Wiedziałem, że podobnie do nas, oni także byli ze sobą bardzo zżyci, więc jego ból nigdy nie zelżeje. Miałem zatem czas… Bardzo dużo czasu…

Nina była najlepsza, zastąpiła nam rodziców

Moja siostra otrzymała imię po wielkiej aktorce Ninie Andrycz. W przeciwieństwie jednak do niej nie zrobiła oszałamiającej kariery, nie zaznała uwielbienia, nie udało jej się nawet zrealizować marzeń, tak bardzo pochłaniało ją ratowanie bliskich. Najpierw mamy, później nas. Najstarsza z czwórki rodzeństwa musiała zadbać o dom i rodzinę, kiedy mama popadała w obłęd, a ojciec w alkoholowym amoku tłukł wszystko, co stanęło mu na drodze, w tym i nas.

Nina stawała na głowie, byśmy mieli, co jeść, w co się ubrać, na czym i czym odrabiać lekcje, bo bywało, że dzieliliśmy się między sobą jednym długopisem. Żebrała po instytucjach, sąsiadach i obcych ludziach, abyśmy tylko mogli się uczyć. Postawiła sobie za punkt honoru, że nas wykształci i tym sposobem wyrwie z upodlenia. Dzięki niej skończyliśmy podstawówkę i szkoły średnie. Z Niną się nie dyskutowało. Jeśli wymagała, abyśmy omijali szerokim łukiem popijających w bramach chłopaków, wulgarne dziewczyny, drobnych złodziejaszków szukających następców czy dealerów narkotyków, to się jej słuchało.

Choć na zewnątrz delikatna i krucha, w głębi duszy potrafiła postawić na swoim. Była silna. Silniejsza od wszystkich kobiet, które znałem. Dzieliły nas zaledwie trzy lata, więc to ja z trójki młodszego rodzeństwa stałem się jej powiernikiem. To mnie pierwszemu zwierzyła się z uczucia do pewnego miłego chłopaka. W cukierni, gdzie pracowała, kupował codziennie świeże bułki. Jeśli miał czas, zamawiał także kawę. Siadał wtedy przy stoliku w rogu sali i obserwował przechodniów, czasem coś czytał.

Wydawało się, że nie zwraca uwagi na to, co dzieje się w cukierni, ale pewnego dnia po wypiciu kawy podszedł do Niny, zamówił świeżego, pachnącego lukrem pączka z nadzieniem z róży i wręczył go jej.
– Na dobry początek znajomości – uśmiechnął się nieco speszony własną odwagą. Roześmiała się zaskoczona, ale przyjęła prezent. Przedtem nawet nie przyszło jej do głowy, że mogła mu się spodobać.

Nigdy nie widziałem Niny flirtującej z mężczyznami, więc zaskoczyło mnie, że spodobał jej się ten z pozoru przeciętny okularnik. Pomyślałem jednak, że to dobrze, że podrywa ją ktoś spoza naszej dzielnicy. Zadbany, ładnie ubrany chłopak, posługujący się równie ładnym językiem. Nina zasługiwała na kogoś takiego. Kibicowałem jej szczęściu z całego serca, wyobrażając sobie siostrę na ślubnym kobiercu, kroczącą ku lepszej przyszłości.
– Tylko o nas nie zapomnij – prosiłem w przypływie paniki, bojąc się, że ją stracę.
– Nigdy! – pocałowała mnie w policzek i pobiegła na randkę.

Widziałem go kilka razy z daleka. Byłem pewien, że gdy przyjdzie odpowiedni moment, Nina pozna go z nami, swoim rodzeństwem, bo o rodzicach nawet nie pomyślałem. Często opowiadała mi o nim, więc czułem się częścią ich życia i cieszyłem się ich szczęściem. Nina była rozsądna, stopowała chłopaka w jego miłosnych zapędach. On chciał się już oświadczać i zapraszać do rodzinnego domu, ona powtarzała, że mają jeszcze czas. Mimo jej protestów kupił drogi zaręczynowy pierścionek i wcisnął jej na palec, podczas kolacji u jego rodziców, na którą zaciągnął ją podstępem.

Zapewniał, że jej pochodzenie nie ma dla niego znaczenia. Twierdził, że czasy się zmieniły i nie wstydzi się Niny, a jednak w pewnym momencie zaczął jej unikać. Długo nie rozumiałem, co się z nią dzieje. Sądziłem, że chodzi przybita z powodu złamanego serca, lecz ją gnębiło coś poważniejszego – dziecko, które rosło w jej łonie. Zostawił ją samą z tym, jak go nazwał, problemem. To znaczy znalazł lekarza i wręczył połowę kwoty na zabieg, po czym zniknął. Zmienił adres zamieszkania i numer telefonu. Podobno wyjechał na zagraniczny kontrakt.

Nina była zbyt dumna, żeby powiadomić o ciąży jego rodziców. Nie chciała żebrać o łaskę u ludzi, którzy już wcześniej traktowali ją wyniośle. Jak zwykle uznała, że poradzi sobie sama, choć miała na głowie naszych rodziców i trójkę młodszego rodzeństwa.

Miała nóż na gardle, ale nikt o tym nie wiedział

Gdybym wiedział, co zamierza, rzuciłbym technikum i poszedł do pracy, żeby tylko jej pomóc, ale Nina nie powiedziała mi o ciąży ani o tym, że straciła pracę. Nie wiem, która z tych spraw pchnęła ją do gabinetu ginekologa wskazanego przez chłopaka. Pamiętam jedynie, że pewnego popołudnia wróciła do domu jeszcze bledsza i jeszcze bardziej milcząca niż zwykle. Przerażony jej wyglądem, kazałem się jej natychmiast położyć, zrobiłem herbatę z miodem. Następnego dnia wyglądała jeszcze gorzej.

Chciałem zawieść ją do lekarza, ale zmusiła mnie, żebym najpierw poszedł do szkoły.
– Niedługo matura, nie możesz opuszczać lekcji – upomniała mnie, a z Niną się nie dyskutowało. Już nie żyła, kiedy zdyszany wróciłem ze szkoły. Jeszcze ciepła leżała w łóżku przesiąkniętym krwią. Szarpałem ją, próbowałem ocucić, wezwałem pogotowie – niestety, wszystko na nic.
– To są skutki aborcji – westchnął tylko ratownik. – Gdzie jest jej chłopak albo mąż? Gdzie są wasi rodzice? Jesteś jedyną dorosłą osobą w domu? Przykro mi, musimy wezwać policję.

Chciałem, żeby go złapali. Żeby zatrzymali ich obu – jej chłopaka i faceta, który ją wyskrobał. Ale dobrze rokujący menadżer czegoś tam dostał jedynie kilka miesięcy w zawieszeniu, a lekarz po prostu rozpłynął się we mgle. Pod wskazanym adresem policjanci nie znaleźli niczego, nawet trochę przypominającego gabinet ginekologiczny.
– Synu… – jęczał pijany jak zwykle ojciec. – Musisz nam pomóc, nie zostawiaj nas, bez Ninki i ciebie wszystko się rozsypie – bełkotał, ale we mnie nie było już litości.

Wraz ze śmiercią Niny umarła także część mnie. Charakterologicznie zawsze byliśmy niczym ogień i woda, ona – spokojna, ja – impulsywny. Teraz jednak stałem się wprost nieludzki. Działałem metodycznie owładnięty pragnieniem zemsty na wszystkich, którzy zniszczyli jej życie. Zdałem maturę, znalazłem pracę, wynająłem mieszkanie i odebrałem rodzeństwo rodzicom, pozbawiając ich wszelkich praw do dzieci.
– Nie mamy już po co żyć – jęczała na sali sądowej wyniszczona chorobą matka, która jednak za nic na świecie nie opuściłaby ojca.

Sędzia dwukrotnie zapytał, czy jestem pewien swojej decyzji, a ja dwukrotnie odpowiedziałem, że tak, nie spoglądając nawet w stronę rodziców. Było mi wszystko jedno, czy przeżyją rozstanie z dziećmi, czy nie. Nina chciała nas wykształcić i dać nam lepsze życie, więc czułem się w obowiązku wypełnić jej testament. Nieważne, ile krwi i łez miałoby się przy tym polać.

Los stworzył mi okazję do zemsty…

Przez następne lata tyrałem jak wół, żeby utrzymać rodzinę, ale kiedy w swoje szesnaste urodziny, najmłodsza z mojego rodzeństwa, Julka, wyznała, że życzy sobie tylko, abym był szczęśliwy, wzruszyłem się do łez.
– Nie żartuję – dodała, wtulając się we mnie. – Masz zacząć wychodzić wieczorami, umawiać się na randki, obiecaj! – żądała, a ja nie umiałem jej odmówić. Gdybym nadal pracował ponad siły, pewnie nigdy nie poznałbym Ady, całkiem ładnej absolwentki rehabilitacji i czarnej owcy w rodzinie. Mimo obietnicy złożonej Julce, nie miałem ochoty, a tym bardziej siły i czasu na romanse, ale coś w tej dziewczynie przykuło moją uwagę… Te oczy… Ten chód. Aż mnie zmroziło, kiedy zapytana o rodzeństwo przyznała, że ma brata, świetnie ustawionego menadżera, któremu nie dorównuje do pięt. Szóstym zmysłem wyczułem, że chodzi o niego, i nie zastanawiając się długo, postanowiłem kłamać.

Jeszcze nie wiedziałem, dokąd zaprowadzą mnie moje oszustwa, ale byłem przekonany, że nie powinienem tej dziewczynie mówić prawdy o sobie. Zakochała się. Widziałem to w jej zachowaniu. Miała nadzieję na coś więcej, ale im bardziej pragnęła się do mnie zbliżyć, z tym większą siłą coś mnie od niej odpychało. Musiałem zmuszać się do pocałunków i pieszczot, a po każdej takiej sytuacji czułem do siebie coraz większy wstręt, jakbym zbliżeniami z Adą kalał pamięć o Ninie.

Kiedy wreszcie postanowiłem, że z nią zerwę, niczego nieświadoma zaproponowała spotkanie ze swoim bratem.
– Tylko my troje, on tak bardzo chce, żebym była szczęśliwa. On jeden mnie rozumie, więc zgódź się… Zgódź… – prosiła, rzucając mi się na szyję.
– Byłoby pięknie, ale nie mogę – odsunąłem ją od siebie. I wtedy właśnie zakiełkowała we mnie ta myśl. Postanowiłem go obserwować. Poznać jego zwyczaje. Jeszcze nie wiedziałem jak, ale byłem pewien, że się zemszczę. Zniszczę to, co miał najcenniejszego…

Chciałem ją tylko upokorzyć i porzucić, ale tak mnie błagała…

Uczepiła się mnie, oskarżając, że zostawiam ją dla innej, a kiedy potwierdziłem, wyśmiała, że nie umiem kłamać. Gdy pozostałem niewzruszony na jej lamenty, dodawała, że zgodzi się na wszystko, nawet na trójkąt, bylebym tylko został. Patrzyłem na nią i czułem narastający wstręt. Odepchnąłem ją z całej siły, a ona upadła i uderzyła się o wystający z ziemi kamień. Z ust popłynęła jej strużka krwi. To wszystko. Żadnego krzyku, chrupnięcia, ostatniego tchnienia. Myślałem, że udaje, chciałem odejść, ale zaraz zawróciłem. Naprawdę się nie ruszała. Reszta poszła gładko. Nadspodziewanie gładko…

Wracając z cmentarza, wstąpiłem do cukierni i kupiłem dla siebie i Julki pyszne, świeżutkie ciastka. Gdy wszedłem do mieszkania, zadzwoniła moja trzecia siostra, której zaledwie rok temu wyprawiłem skromny ślub.
– Chciałabym, żebyś wreszcie mnie odwiedził i zobaczył, jak ułożyłam sobie życie – powiedziała.
– Oczywiście, kiedy tylko zechcesz, nawet w tę sobotę! – odpowiedziałem radośnie.
– Naprawdę? Przyjedziesz sam czy z Julką? A może zabierzesz też Adriana i jego dziewczynę? Mój Marek bardzo się ucieszy… Ja się ucieszę… – poprawiła się natychmiast. W słuchawce zapanowało milczenie.
– Jesteś tam? – zachęciłem siostrę. Wiedziałem, że chce mi powiedzieć coś ważnego. Sądziłem, że jest w ciąży, ale ona wypaliła: – Chciałam tylko zapytać, bo Julka wspominała coś o twoich częstych wyjściach. Zakochałeś się? Masz może jakąś dziewczynę?
– Wręcz przeciwnie! – roześmiałem się, czując ulgę, że chodziło tylko o to. – Właśnie wyzwoliłem się z toksycznego związku!

Zobacz więcej kryminalnych historii:
„Zakochałam się w Januszu od razu. Gdybym wiedziała, że zamorduje mojego męża, dalej bym go kochała”
„Obrobiłem dom bandziora działającego w gangu porywaczy dla okupu. Tak odkryłem, gdzie jest moja siostra”
„Matka chciała mnie tylko dla siebie. Skłamała, że mój ojciec nie żyje. Nie zasłużyła na życie po tym, co zrobiła”