Nadopiekuńczy mąż fot. Adobe Stock

„Mój mąż jest nadopiekuńczy. Mam go serdecznie dość. Brakuje, żeby zaczął przeżuwać za mnie jedzenie”

Kawkę, herbatkę, ciepłą kąpiel? Nie! Po prostu trochę świętego spokoju. Większość kobiet marzy o czułym mężu. Uważajcie, marzenia się spełniają
/ 06.09.2020 13:56
Nadopiekuńczy mąż fot. Adobe Stock

Nie wytrzymam! Brakuje jeszcze tego, żeby mój mąż zaczął przeżuwać za mnie jedzenie. Wiem, że chce dobrze, ale jeśli nie przestanie mi nadskakiwać, chyba oszaleję!

Wiem, że jestem wielką miłością mojego męża. Kiedy się poznaliśmy, byłam z innym mężczyzną, sporo starszym ode mnie, bo aż o 15 lat. Patrząc z perspektywy czasu na tamten związek, widzę, że traktowałam Zbyszka trochę jak ojca, którego nigdy nie miałam. Mój obecny mąż był synem przyjaciół Zbigniewa i przyglądał mi się przez dłuższy czas, nim odważył się okazać mi uczucie. Zapewne doszedł wtedy do wniosku, że potrzebuję faceta, który będzie się mną opiekował, a także zapewni mi dobrobyt. I bardzo wziął sobie to do serca. Za bardzo...

Jesteśmy razem od 3 lat, a ja mam wrażenie, jakbym przebywała w jakimś miękkim kokonie. Gdzie się nie ruszę, odbijam się od puchu. A moje życzenia są spełniane, nim zdążę je wypowiedzieć.
Powinnam być tym zachwycona? Zgoda, być tak kochaną, że partner usuwa wszystkie kłody spod naszych stóp, jest cudownie. Do czasu, kiedy nie zdamy sobie sprawy z tego, jak bardzo ogranicza to naszą wolność.

Pamiętam, że na początku sądziłam, iż złapałam Pana Boga za nogi. Nie dość, że mam przystojnego partnera w swoim wieku, to jeszcze potrafi wyczytać z mojej twarzy wszelkie pragnienia. Wystarczy, że stanęłam przed witryną z biżuterią i zawiesiłam na dłuższy czas wzrok na jakichś kolczykach, a za chwilę już je miałam. Raz czy drugi było to bardzo ekscytujące, a potem zaczęło mnie irytować. My, kobiety, wpatrujemy się przecież w rozmaite rzeczy, ale czy zawsze chcemy je mieć w swojej szafie? To, że zapatrzę się na żółtą torebkę wcale nie oznacza, że o niej marzę, tylko zastanawiam się, do czego mi będzie pasowała i czy na pewno bym ją nosiła. I często przecież dochodzę do wniosku, że nie. Ta torba, chociaż tak modna, wcale mi nie jest potrzebna.

A ja mam już całą półkę takich niechcianych torebek, które mój Tomek przytargał dla mnie do domu… I mnóstwo kolczyków, wisiorków, bransoletek, apaszek i innych rzeczy, którym nieopatrznie się przyglądałam. Teraz więc, kiedy idziemy gdzieś razem, staram się nie patrzeć na witryny. Sunę obojętna, wpatrzona przed siebie, jak jakiś robot. W domu także nie jest lepiej. Ciągle się dopytuje, czy chcę kawki albo herbatki, leci zrobić „kolacyjkę”. Kiedyś go przyłapałam na tym, jak mierzy takim dziecinnym termometrem temperaturę wody, którą sobie nalałam do kąpieli.
– Co ty robisz? – spytałam zdumiona.

Trochę się speszył, ale zaraz stwierdził, że to dla mojego dobra, bo gdzieś czytał, że gorąca woda osłabia serce. Zastanawiałam się potem, skąd on wziął ten termometr? Kupił go już wcześniej? No i za nic nie mogę pobyć sobie sama. Kiedy usiłuję wyjść do innego pokoju, widzę, że Tomek sztywnieje, zastanawiając się pewnie, czemu się tak izoluję. A ja potrzebuję chociaż odrobiny wolnej przestrzeni. Nie po to mamy przecież trzy pokoje, żeby ciągle siedzieć w jednym, niemalże sobie na kolanach. I chcę mieć także prawo do swoich zamyśleń i smutnych min... Nie muszę wtedy stale być pytana: „co się stało” i „co się stało”?

Czasami mam ochotę się przed nim schować. Ale jedyne miejsce w naszym domu, gdzie to mogę zrobić to… ubikacja. A nie będę przecież pół dnia siedziała na sedesie. Zresztą, jak go znam, to stałby pod drzwiami i pytał, co się ze mną dzieje.

Nawet na wyjeździe nie mam spokoju. Ostatnio umówiłam się z przyjaciółką mieszkającą za miastem, że spędzę u niej weekend. Kiedy tam jechałam, zapowiadano piękną pogodę. Niestety, drugiego dnia znacznie się pogorszyła. I co zrobił mój Tomek? Przywiózł mi futro. Jak go zobaczyłam, wyciągającego tego futrzaka z samochodu, myślałam, że padnę.
– Kochanie, po co mi to w lesie? – zapytałam. – A poza tym Ania ma kurtki, może mi pożyczyć. Poradziłabym sobie.
– Nie chciałem, żebyś zmarzła – wyznał na to rozbrajająco.
Słuchaj, on jest chyba o ciebie zazdrosny. No bo, po co przyjechał, jeśli nie sprawdzić, czy nie ma tu jakiegoś twojego kochanka – stwierdziła potem Ania.

A moim zdaniem Tomkowi nawet do głowy nie przyszło, że w grę może wchodzić inny facet. Wtedy chyba by się zwyczajnie popłakał. On po prostu chce się czuć potrzebny.
– Zachowuje się tak, bo jest zakompleksiony. I chyba nie wierzy, że zasługuje na pani miłość – powiedziała mi kiedyś znajoma psycholog. – Uważa, że zostanie pani z nim tylko, gdy stanie się niezbędny.

„Tomek zakompleksiony?” – zastanowiły mnie jej słowa. W pierwszej chwili uznałam, że to bzdura. Mój mąż jest przecież szefem, jak mógłby zarządzać ludźmi, gdyby był niepewny siebie i nie miał cech przywódcy? Ale potem zrozumiałam, że jedno drugiego nie wyklucza. Tomek czuje się pewnie w sytuacjach służbowych, ale w domu niekoniecznie. Czy to ma coś wspólnego z doświadczeniami z dzieciństwa? Mój mąż ma bowiem władczą matkę, która nie rozdawała buziaków na prawo i lewo, gdy był dzieckiem. Tomek musiał każdego dnia zasłużyć na jej zainteresowanie, na jej miłość. I te relacje przeniósł do naszego związku.

Tylko że ja mam inny charakter. I czuję, że już dłużej nie zniosę tego nadskakiwania. Jak mam mu to powiedzieć, żeby nie poczuł się przy tym odsunięty? Nie chcę go zranić, a jednocześnie wiem, że jeśli w naszym związku nic się nie zmieni, to ja dłużej tego nie zniosę.

Więcej listów do redakcji:„Przez prawie 20 lat nie miałem pojęcia, że mam córkę. Nie zdążyłem jej poznać, bo.... zmarła”„Moją córkę zabił na pasach pijany kierowca. Zatraciłam się w swojej żałobie i odtrąciłam bliskie mi osoby”„Mam żonę, dwójkę dzieci i kochankę. Żyję tak od kilku lat bez wyrzutów sumienia, bo żona wie o wszystkim”