Mężczyzna przytula kobietę fot. Adobe Stock, Antonioguillem

„Marek mówił, że jeżeli go nie pokocham, to się zabije. Zrobił to, gdy związałam się z Łukaszem”

„Co mogłam zrobić? Być z Markiem tylko po to, żeby się nie zabił? Może gdybym wymusiła na nim pójście do lekarza, toby poszedł? Mam wyrzuty sumienia, ale czy jestem winna? Chyba nie. I mam nadzieję, że kiedyś zapomnę".
/ 21.07.2021 13:24
Mężczyzna przytula kobietę fot. Adobe Stock, Antonioguillem

Kilka lat temu, po pierwszym roku studiów, pojechałam ze znajomymi na wyprawę po Europie. Mieliśmy załatwioną pracę w Belgii przy zbieraniu owoców. Plan był taki, że na lipiec musimy sobie odłożyć pieniądze i za nie jeździć i zwiedzać. Potem sierpniowa harówka w sadzie, a we wrześniu znowu relaks. Byliśmy sporą grupą – znajomi nie tylko z mojego roku, ale jeszcze ich znajomi i znajomi znajomych…. W sumie prawie 20 osób!

Wiadomo, że przy tak licznym gronie trudno ustalić, co będziemy zwiedzać i gdzie jeździć. Umówiliśmy się zatem, że spotkamy się w Belgii konkretnego dnia, a wcześniej podzielimy na małe grupki. Potem zresztą też – ja na przykład koniecznie chciałam spędzić we Francji cały wrzesień, a niektórzy planowali jechać wybrzeżem aż do Portugalii.

Widziałam, że wpadłam mu w oko

Podróżowałam z dwiema koleżankami i bratem jednej z nich. Najpierw Praga, potem kilka dni w Wiedniu i na koniec Niemcy, które na tyle nas zachwyciły, że o mało nie spóźniliśmy się na miejsce zbiórki w Belgii! Kiedy tam wreszcie dotarliśmy, większość osób już była. A wśród nich Marek… Widziałam, że wpadłam mu w oko.

Wyraźnie mnie adorował i szukał okazji, żeby jak najczęściej być blisko mnie. A ja… Właściwie nie wiem, co mnie od niego odrzucało. Przystojny, dowcipny, uczynny. Nie uważam się za dzikuskę, nigdy nie miałam problemów z facetami. Wręcz przeciwnie – pięknością nie jestem i chętnie przyjmuję komplementy. Więc dlaczego teraz mnie to drażniło? Wydawałoby się, że powinnam się cieszyć.

– Wiesz, Paula, ty jakaś dziwna jesteś – stwierdziła Aneta, moja przyjaciółka, która szybko dostrzegła, że Marek szuka ze mną kontaktu, a ja go unikam. – Co ty od niego chcesz? Niezłe ciacho, niegłupi. Chyba do łóżka cię nie ciągnie, co?

– Właśnie sama nie wiem, o co chodzi – przyznałam. – Może nie odbieramy na tych samych falach, może fluidy nie bardzo? Jakoś się go boję. Może dlatego, że go nie znam? – dodałam niepewnie.

– No to go poznaj – Aneta wzruszyła ramionami. – On przyjechał z Martą, z jego grupą. Po prostu ją zapytaj o niego.

Tak zrobiłam.

Zaczęłam dookoła, żeby Marta się nie zorientowała, że Marek mnie w jakikolwiek sposób interesuje. Wypytałam ją więc po kolei o wszystkich, których nie znałam. Muszę przyznać, że koleżanka nie miała oporów przed opowiadaniem. Lubiła gadać, ale o samym Marku niewiele miała do powiedzenia.

 Jest raczej nieszkodliwy, po prostu dziwadło i tyle

– On jest dziwny – powiedziała, nieświadomie potwierdzając moje obawy. – Jakoś nie mogę się do niego przekonać. Niby koleżeński, uczynny, wesoły. Ale czasem jak coś powie, to człowiekowi skóra cierpnie. Kiedyś na jakiejś imprezie upił się na smutno i przez pół wieczoru opowiadał o śmierci, samobójstwie, braku sensu w życiu… – Marta skrzywiła się. – Tak czy owak, jest raczej nieszkodliwy, po prostu dziwadło i tyle.

Przyjaźni się z Bartkiem, a Bartka, jak wiesz, znam bardzo dobrze. Dlatego nie mam wyjścia, muszę tolerować Marka. Rozmowa z koleżanką dała mi do myślenia. Potem jeszcze skrzętniej unikałam mojego wielbiciela. Niestety, on mnie – nie! Pracowaliśmy w sadzie, parami. Ja z Anetą, ale on tak zawsze wymanewrował, żeby być koło nas. Moja przyjaciółka go lubiła i chętnie z nim rozmawiała. Ja udawałam, że ciężko pracuję i nie mam ochoty na rozmowę.

Chętnie bym się od niego uwolniła. Okazało się to bardzo trudne

Przez miesiąc zarobiliśmy na tyle dużo, że mogliśmy kontynuować zwiedzanie. Wraz z Anetą, jej bratem i kilkoma dziewczynami wybierałam się do Francji. I nagle Marek powiedział, że chętnie by do nas dołączył. Nie wiedziałam, co zrobić; właściwie już miałam ochotę zmienić plany i jechać gdzie indziej.

Wtedy zauważyłam, że Aneta patrzy na niego tak, jakby się jej podobał. Hmm… To może go zajmie, a ja będę miała spokój? Rzeczywiście, Aneta nie odstępowała Marka na krok. I chociaż miałam wrażenie, że on jej asystuje tylko z grzeczności i nadal szuka okazji, aby być jak najbliżej mnie, to jednak trochę odetchnęłam.

Niestety, po powrocie do kraju to do mnie wydzwaniał i ze mną chciał się spotykać. Nawet pokłóciłyśmy się o to z Anetą, bo była zwyczajnie zazdrosna. Starałam się jej jakoś wytłumaczyć, że ja do Marka nic nie czuję – wręcz przeciwnie, chętnie bym się od niego uwolniła. Okazało się to bardzo trudne.

Dzwonił. Przychodził pod uczelnię, gdy kończyłam zajęcia. Był pod moim blokiem, kiedy wychodziłam z psem na spacer. Nie przeszkadzało mu, że moja Tina, zazwyczaj przyjacielska, jego wyraźnie nie lubi, i chociaż znała go kilka tygodni, nadal warczała, gdy się pojawiał.

Dla mnie był to kolejny sygnał, że chyba coś z nim nie tak. Marka nic nie odstraszało. Postanowiłam wreszcie pogadać z nim otwarcie.

Nic do ciebie nie czuję. Twoja stała obecność jest dla mnie trudna

Umówiłam się z nim w kawiarni – co on przyjął z prawdziwą radością – i od razu zaczęłam poważną rozmowę. Starałam się mówić spokojnie; dokładnie tak, jak wcześniej to sobie przećwiczyłam kilka razy przed lustrem.

Mam wrażenie, że ciągle gdzieś koło mnie jesteś. I nie ukrywam, że trochę mnie to męczy. Nic do ciebie nie czuję. Czasem lubię z tobą rozmawiać, ale twoja stała obecność jest dla mnie trudna. Mam więc prośbę, żebyś dał mi trochę przestrzeni. Po prostu nie przychodź pod mój blok, pod uczelnię, dobrze? – wyrecytowałam formułkę z pamięci.

– Ale ja cię kocham – wypalił prosto z mostu, a mnie zamurowało. Obawiałam się, że nie będzie łatwo, jednak tego się nie spodziewałam! – Nie masz nikogo i może z czasem mnie pokochasz – ciągnął. – Ja jestem wytrwały. A odkąd cię zobaczyłem, wiem, że to właśnie ty jesteś tą jedyną.

– Mylisz się – zdenerwowałam się. – To, że na razie nikogo nie mam, nie znaczy, że muszę pokochać właśnie ciebie! Nie odbieramy na tych samych falach, nie jesteś w moim typie! Rozumiesz?

– Jestem za to cierpliwy – powtórzył. – Na pewno się do mnie przekonasz. Bo tylko ty jesteś dla mnie ważna.

Gapiłam się na niego, nie wiedząc, co powiedzieć, za to on się rozkręcał. 

– Kiedyś się zakochałem – wyznał, patrząc mi głęboko w oczy. – Ale ona wystawiła mnie do wiatru. Chciałem wtedy popełnić samobójstwo. Zacząłem szukać informacji o lekach, o środkach nasennych i truciznach. Przez kilka lat miałem depresję. Odkąd cię poznałem, już wiem, że wtedy nie kochałem, bo to ty jesteś moją prawdziwą miłością. Nie możesz mnie odrzucić. Myślę, że tego bym nie przeżył. Byłam dosłownie przerażona…

Jeśli mnie odrzucisz, popełnię samobójstwo...

Po tym stwierdzeniu wybiegłam z kawiarni bez pożegnania. Nie czekałam na Marka ani się nie obejrzałam, chociaż mnie wołał. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Potem zmieniłam numer telefonu. Pilnowałam, żeby ktoś zawsze był ze mną, kiedy wychodziłam z uczelni albo wyprowadzałam Tinę na spacer. Niestety, po kilku dniach dostałam list.

„Nie unikaj mnie. Dla mnie życie ma sens tylko wówczas, gdy ty jesteś. Kocham cię. Jeśli mnie odrzucisz, popełnię samobójstwo. Wiem, jak to zrobić; kiedyś szykowałem się do tego. Daj mi szansę… Na pewno kiedyś mnie pokochasz. Mam twój nowy numer, ale postanowiłem najpierw napisać list, żebyś uwierzyła, że cię szanuję i jestem w stosunku do ciebie uczciwy i szczery. Proszę, zadzwoń”.

Oczywiście nie zadzwoniłam. Za to on to zrobił. Spytał, czy dostałam jego list i czy się z nim umówię. Zaczęłam się go naprawdę bać. Wyszukiwałam wymówki, żeby tylko się z nim nie spotkać. Jednak nie uniknęłam tego – przyszedł na imprezę, na której byłam i ja. Nie odstępował mnie na krok. Jest dowcipny i dobrze tańczy, więc dziewczyny nie rozumiały, dlaczego go unikałam. Ale żadna nie słyszała naszej rozmowy na balkonie. Może wtedy by zrozumiały.

– Mówiłem, że nie uciekniesz przede mną – szepnął mi do ucha. – Zresztą, dlaczego miałabyś to robić? Jestem dla ciebie stworzony i nie wyprzesz się tego. Jak będziesz dalej odrzucać swoje uczucia, zmarnujesz sobie życie. Bo ja się zabiję, a ciebie nikt nie pokocha tak jak ja…

Widzę, że od pewnego czasu jest inny, radośniejszy. To z Pani powodu...

Tamtego wieczoru doszłam do wniosku, że muszę porozmawiać z jego mamą. Pewnego dnia, kiedy wiedziałam, że Marek jest na zajęciach, wzięłam list od niego i komórkę z zapisanymi SMS-ami, po czym zapukałam do drzwi jego domu. Otworzyła mi sympatyczna kobieta koło pięćdziesiątki. Szczuplutka, trochę zmęczona życiem, z lekko siwymi włosami. Ucieszyła się, gdy powiedziałam, kim jestem. Nie wiedziałam, jak zacząć...

– Przyszłam do pani z prośbą – bąknęłam stremowana. – Widzi pani, ja lubię Marka, ale nie w ten sposób, w jaki on by pragnął. Nie chcę go ranić ani robić mu przykrości, ale też nie mogę się zgodzić, żeby mnie straszył. Próbowałam z nim rozmawiać, ale mnie nie słucha. Muszę pokazać pani list, jaki do mnie napisał.

Kobieta przeczytała kartkę, którą jej podałam i SMSy od Marka. A potem westchnęła ciężko i powiedziała:

– Rzeczywiście kilka lat temu syn przeżył zawód miłosny. Ale to wszystko nie dlatego. Już jak miał 10 lat, miał takie… dziwne zapędy. Zawsze interesowała go śmierć, samobójstwa. Mówił, że widzi duchy i że jego przeznaczeniem jest walczyć ze złem. Chodziłam z nim do psychologa, trafiliśmy do psychiatry.

Powiedział, że to może być początek schizofrenii. Marek brał leki. Tylko teraz jest pełnoletni. Próbowałam go namówić, żeby poszedł do lekarza, ale nie chce o tym słyszeć. A musi wyrazić zgodę... W oczach kobiety pojawiły się łzy. Zrobiło mi się jej strasznie żal.

– Marek nie jest moim jedynym dzieckiem – ciągnęła. – Pozostałe mieszkają z ojcem. On nie potrafił się pogodzić z chorobą Marka, rozstaliśmy się. Ja… Nie mogłam przecież zostawić syna. Obserwuję go codziennie. Pilnuję, czy choroba się nie zaczyna jakoś inaczej objawiać, czy coś się zmienia. Nie mam łatwo – spojrzała na mnie. – I rozumiem panią, pani lęk. Tylko chyba nie mogę pomóc. Widzę, że od pewnego czasu jest inny, radośniejszy. To pewnie z pani powodu. Ale przecież… nie mam prawa prosić, żeby dała mu pani szansę.

Tamta rozmowa mocno mną wstrząsnęła. Wyszłam z domu Marka przybita i okropnie zmartwiona. Współczułam jego mamie, ale co mogłam poradzić?

Napisał, że go ranię i zmuszam do ostatecznego kroku, przestraszyłam się

Jakiś czas potem poznałam Łukasza. To była prawdziwa miłość, szalona, namiętna, a jednocześnie dojrzała. Czułam i wiedziałam, że to jest to! Marek dalej mnie nagabywał, pisał, czekał na mnie. Lecz ja, zajęta swoim uczuciem, jakoś mniej zwracałam na to uwagę. Dopiero gdy napisał mi email, że go ranię i zmuszam do ostatecznego kroku, przestraszyłam się.

To wtedy powiedziałam o wszystkim Łukaszowi. Uspokajał mnie, że facet na pewno tylko tak straszy, a ponieważ Marek poza pisaniem rzeczywiście nie robił nic, powoli zaczynałam wierzyć, że wszystko się ułoży. Rok temu dostałam propozycję wyjazdu za granicę, na stypendium. Wahałam się, jednak kiedy Łukasz powiedział, że weźmie urlop dziekański i pojedzie ze mną, postanowiłam skorzystać z okazji.

Z nim czułam się bezpiecznie i wiedziałam, że sobie poradzę. A poza tym, nie ma co ukrywać – to rozłąki z Łukaszem bałam się najbardziej. Nie to, że mu nie ufałam i obawiałam się, że gdy mnie nie będzie, znajdzie sobie inną. Po prostu każdy dzień spędzony z dala od niego był dla mnie męczarnią i nie wyobrażałam sobie, że moglibyśmy rozstać się na rok! Zdecydowaliśmy, że jedziemy, i to była dobra decyzja.

Łukasz szybko znalazł pracę, ja studiowałam. Zajęci sobą, nie bardzo zwracaliśmy uwagę na resztę świata. Nawet ze znajomymi z Polski specjalnie się nie kontaktowaliśmy. Dlatego dopiero po kilku miesiącach dowiedziałam się o Marku. Popełnił samobójstwo. Napisał list, że to z miłości, bo nie umie żyć bez swojej ukochanej. Nie wymienił mojego imienia, ale przecież wiem, o kogo chodzi. Byłam zdruzgotana.

Choć Łukasz mnie pocieszał, nie mogłam się pozbyć wyrzutów sumienia. Postanowiłam zadzwonić do jego matki. Z drżącym sercem wykręciłam numer domowy. Nie wiedziałam, czy w ogóle będzie chciała ze mną rozmawiać. Nie odłożyła słuchawki. Powiedziała, że przecież musiałam się z tym liczyć. Marek po moim wyjeździe załamał się i znowu zamknął sobie. Ona wiedziała, o co chodzi.

Chciała do mnie zadzwonić i poprosić, żebym na niego wpłynęła, aby poszedł do lekarza. Mówiła, że nie ma do mnie żalu. Poprosiła tylko, żebym już do niej nie dzwoniła. Życzyła mi szczęścia. Nie wiem, czy je znajdę. Na razie siedzę za granicą. Tu chyba skończę studia. Z Łukaszem pewnie się pobierzemy. Ale nigdy nie pozbędę się wyrzutów sumienia.

Choć z drugiej strony, co mogłam była zrobić? Być z Markiem tylko po to, żeby się nie zabił? Może gdybym wymusiła na nim pójście do lekarza, toby poszedł? Albo gdybym powiedziała, że jego leczenie jest warunkiem naszej znajomości? Takiego gdybania jest dużo. Mam wyrzuty sumienia, ale czy jestem winna? Chyba nie. I mam nadzieję, że kiedyś zapomnę. 

Czytaj także:
„Gdy Daria umarła, zostałem sam z dzieckiem. Nie doceniałem jej pracy w domu i tego, ile dla nas robiła”
„Rozwód rodziców był dla mnie dramatem. Próbowałam uwieść swojego ojczyma, żeby się go pozbyć i mieć mamę dla siebie"
„Mój mąż ma zespół Tourette’a. Tiki towarzyszą nam cały czas. Przeklął głośno nawet przed ołtarzem”