Mężczyzna w śpiączce fot. Adobe Stock, Monkey Business

„Po wypadku ojca, nie łudziłem się, że dojdzie do siebie. Nie jestem wyrodnym synem, to on zmienił moje serce w lód”

„Kocham go tak samo jak matkę, dlatego, mimo że nie widziałem sensu w towarzyszeniu osobie nieprzytomnej, zgodziłem się posiedzieć przez weekend w szpitalu. Nie jestem wypranym z emocji potworem i nie cieszy mnie to, co się stało ojcu. Nasze relacje zawsze były raczej poprawne, więc próba wpędzenia mnie w poczucie winy, raczej nie miała większego sensu”.
/ 01.10.2022 09:15
Mężczyzna w śpiączce fot. Adobe Stock, Monkey Business

Według lekarzy to, że tata przeżył wypadek, było cudem. Miałem jednak poważne wątpliwości, czy stary kwalifikował się do grona cudownie ocalonych – realnie patrząc, już zaliczanie go do świata żywych wydawało się grubym nadużyciem. Bądźmy poważni: cała ta aparatura, do której był podłączony, przedłużała tylko agonię i rozbudzała niepotrzebnie nadzieje.

To było jednak moje zdanie i nie miałbym serca dzielić się swymi przemyśleniami z mamą, która święcie wierzyła w powrót ojca do zdrowia. Maszyny z mrugającymi światełkami, rurki, do których podłączony był jej mąż, mądrzy lekarze w zielonych fartuchach, wszystko to sprawiało złudne wrażenie potęgi medycyny, a mama zawsze w nią wierzyła.

– Jesteś cyniczny – zarzucała mi żona, gdy zdawałem jej suchą i zwięzłą relację ze szpitala. – Wydaje się wręcz, że mówisz o jakiejś zupełnie obcej osobie! Człowieku, tam przecież leży twój ojciec!

No tak, ale co to zmienia?

Fakty pozostają faktami, niezależnie od koligacji czy naszych pobożnych życzeń. Nie jestem wypranym z emocji potworem i nie cieszy mnie to, co się stało ojcu. Nasze relacje zawsze były raczej poprawne, więc próba wpędzenia mnie w poczucie winy, że niby jestem wyrodnym synem, raczej nie miała większego sensu.

– To czemu tylko twoja mama siedzi po całych dniach przy jego łóżku? – prowokowała żona. – Hę?

– Bo ja pracuję – odpowiedziałem. – Zresztą, sorry, ale nie wierzę, że coś mogę zmienić samą swą obecnością. On jest nieprzytomny, to raz, a dwa, żaden ze mnie Kaszpirowski.

Mama faktycznie, idąc za radą lekarzy, mnóstwo czasu spędzała przy szpitalnym łóżku taty i „zabawiała” go rozmową. Jak można było przewidzieć, po tygodniu gadania do siebie miała serdecznie dość.

– Jureczku – powiedziała, kiedy się spotkaliśmy w szpitalu. – Ja już nie mogę. Ta atmosfera pełna cierpienia i bólu mnie wykańcza. Muszę odpocząć. Proszę cię, synu, wiem, że nigdy nie przepadałeś za ojcem, ale w końcu to twój tata. Zmień mnie choć na ten weekend i posiedź z nim.

Jak to, nie przepadałem? Wszyscy najwyraźniej na siłę chcieli ze mnie zrobić wyrodnego syna, chciałbym wiedzieć, jakie mieli na to dowody! Chyba jasne, że relacje między mężczyznami są bardziej stonowane i chłodniejsze niż, powiedzmy, związek matki z synem… Świat mężczyzn jest surowy, ale to nie znaczy, że ojciec jest mi obojętny.

Nie wiedziałem, co miałbym powiedzieć

Kocham go tak samo jak matkę, dlatego, mimo że nie widziałem sensu w towarzyszeniu osobie nieprzytomnej, zgodziłem się posiedzieć przez weekend w szpitalu.

– Tylko musisz do niego mówić – udzielała mi ostatnich rad mama. – Pamiętaj, to go może przywrócić do życia. To na pewno nam go przywróci, sam zobaczysz, synku.

Nigdy nie byłem specjalnie rozmowny, a już gadanie do samego siebie wydawało mi się szczególnie krępujące, więc sobotni monolog nie wypadł najlepiej. Siedziałem na twardym krześle, a przed sobą miałem bladą, nieruchomą twarz ojca
z zamkniętymi oczami.

Zacząłem o pogodzie, że znowu zapowiadają upały, że klimatyzacja w samochodzie jest zupełnie do bani i nie wiem właściwie, za co zapłaciłem mechanikowi, skoro nic się nie zmieniło po remoncie. Potem zacząłem streszczać najważniejsze wydarzenia w polityce, ale w połowie wywodu przypomniałem sobie, że nasze poglądy i preferencje polityczne zawsze były skrajnie różne, więc może mu nie być miło tego słuchać.

Właściwie wyczerpałem pomysły na ten dzień i do końca wizyty coś tam tylko przebąkiwałem od czasu do czasu. Wreszcie z uczuciem ulgi opuściłem szpitalny budynek, zmordowany jak po szychcie na kopalni.

Nawet kolacji nie chciało mi się jeść, wypiłem tylko butelkę piwa, wpatrując się w jakiś durny film, który oglądała żona. Nie chciało mi się gadać, więc całe to oglądanie i tak było tylko pretekstem, by nie otwierać ust. W połowie projekcji powiedziałem „dobranoc” i poszedłem spać.

W niedzielę, tak jak obiecałem mamie, zgłosiłem się na kolejny dyżur przy łóżku ojca. Tym razem całkowicie świadom, że nie mam mu nic do powiedzenia, przywitałem się więc tylko, a potem usiadłem i wpatrywałem się w bladą twarz mężczyzny, który kiedyś był dla mnie uosobieniem żywotności i energii.

– Pamiętasz jak postanowiłeś zrobić ze mnie mężczyznę? – przypomniało mi się nagle. – Dzień był potwornie upalny, zupełnie jak dziś. Ile mogłem mieć wtedy lat? Na pewno pierwszą komunię miałem już za sobą, więc pewnie koło dziesięciu. Uznałeś, że to dość, żebym jechał na biwak z harcerzami. Mama protestowała, że jestem za mały na nocowanie w lesie, ale jej nie słuchałeś. Mnie zresztą też nie… „Pora, by zaczął dorastać i zamieniał się w mężczyznę, a nie w takie ni to, ni sio” – perorowałeś, jakbyś osobiście wybierał się na biwak.

– Zadeklarowałeś, że sam mnie spakujesz, bo w bagażu jest miejsce tylko na rzeczy niezbędne do przetrwania w dziczy, o czym mama nie ma pojęcia. Z podziwem patrzyłem, jak upychasz w pożyczonym plecaku moje spodnie, sweter, latarkę, składany nóż, mydelniczkę szczoteczkę do zębów. Jak przytwierdzasz do troków aluminiową menażkę i manierkę po dziadku.

– Wszystko było takie ekscytujące, że zapomniałem o strachu z powodu pierwszego, samodzielnego wyjazdu! Potem mama uparła się, aby spakować jeszcze ciepłą piżamę i trochę się poprztykaliście nad tym moim plecakiem, pamiętasz? W rezultacie, wyszliśmy za późno i bałeś się, że nie zdążymy na miejsce zbiórki.

– Grzałeś „fiacikiem” chyba z osiemdziesiąt na godzinę, i to w terenie zabudowanym, mieliśmy farta, że nie było po drodze żadnych gliniarzy! I do tego ten upał. Pot lał się ze mnie strumieniami. Ty też nie znosiłeś tego najlepiej, pamiętam ciemne, wilgotne plamy na koszuli pod twoimi pachami. Nie było wtedy żadnych antyperspirantów i człowiek chodził jak menel. W każdym razie, ledwo zdążyliśmy przed odjazdem autobusu.

Byłeś świetny, tato, naprawdę

– I to, że zapomniałeś spakować mi śpiwora, nie było znów takie ważne… Ja i tak nie miałem ochoty na ten biwak. Strasznie wtedy się zdenerwowałeś na naszego wychowawcę, ale pomyśl sam, jak miał zabrać dzieciaka, który nie miałby pod czym spać w zimnym namiocie? Co miał zrobić, odstąpić mi swój śpiwór? Niepotrzebnie krzyczałeś na niego, bo i tak nic nie wskórałeś, a moi kumple w autobusie boki zrywali, słuchając tych wyzwisk.

– Zsunąłem się tak nisko za oparciem twojego fotela, że leżałem prawie na podłodze „fiacika”, ale przecież i tak wszyscy wiedzieli, czyim jesteś ojcem… Odjechali wtedy beze mnie, a ty stałeś na pustym, rozgrzanym parkingu i, zanim zdecydowałeś się na powrót do samochodu, wypaliłeś ze trzy papierosy. Było mi cię naprawdę szkoda, przecież się starałeś.

– W końcu musiałeś się jednak schronić przed żarem lejącym się z nieba, nikt by nie wytrzymał długo na takim słońcu. Usiadłeś za kierownicą, mrucząc pod nosem o bandzie idiotów, z którymi nie będziesz się zadawał, i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.

– Nie pamiętam, po co zajechaliśmy wtedy do sklepu, chyba zabrakło ci fajek. W tym okresie dużo paliłeś. Samochód, który wcisnął się na miejsce parkingowe tuż przed maską naszego „fiacika” prowadził łysy osiłek z tatuażami na ramionach. Kiedy wyskoczyłeś, by go wyciągnąć za łysy łeb wprost na beton, o mało nie umarłem ze strachu. Bałem się o ciebie, stary durniu, przecież wyglądałeś przy nim jak chuchro! Wydawało się, że jednym ciosem muskularnego ramienia może zrobić z ciebie miazgę.

– Nikt się nie spodziewał, włącznie z nim, że będzie dokładnie odwrotnie… I kiedy już nie mogłem znieść widoku krwi, która rozbryzgiwała się po betonie, wyczołgałem się ze swojego miejsca w samochodzie i uwiesiłem się na twojej ręce, błagając byś przestał. Potwornie się bałem o tego człowieka. I o siebie – skąd mogłem wiedzieć, czy i mnie nie spotka taki los? Przecież mój tata zniknął, a jego miejsce zajął furiat z rozwianymi włosami i przekrwionymi oczami!

Czy to łza w kąciku oka czy kropla potu?

– To, co zrobiłem, było szczytem odwagi dziesięcioletniego chłopca, wiesz? – powiedziałem cicho. – Stawiłem czoło twojej naturze, chociaż umierałem ze strachu, i sam nie wiem, jak by się to skończyło, gdyby nie przyjazd glin. I kiedy już leżałeś na tym samym betonowym parkingu, o który rozbiłeś głowę nieszczęsnego frajera próbującego cię wykiwać, ze skutymi na plecach rękami i kolanem gliniarza miedzy łopatkami, w końcu mnie zauważyłeś.

– Przekrzywiłeś głowę, by na mnie spojrzeć i twój wzrok zatrzymał się na mokrej plamie w kroku moich spodni. „Zlałeś się – wycedziłeś z pogardą – cholerny tchórzu”. Pamiętasz to, tato, pamiętasz ten upał? Zupełnie jak dziś.

Zdawało mi się, że powieka ojca drgnęła. Coś, jakby łza błysnęło w kąciku oka. Czyżby mnie jednak słyszał? Nie, to nie łza, raczej kropla potu, która spłynęła z czoła. Przestałem pleść głupoty i skupiłem całą uwagę na obserwacji jego twarzy, ale nic więcej się nie wydarzyło, ani tego dnia, ani następnego, kiedy przy ojcu czuwała już mama.

Tydzień później tata już nie żył i, jakby nie patrzeć, miałem rację: ta cała aparatura do podtrzymywania życia, podtrzymuje tylko złudzenia najbliżej rodziny, że wszystko będzie dobrze.

Czytaj także:
„Wyprowadziłem się z domu przez młodszego brata. Okłamywał rodziców, że go dręczę, a to on nie dawał mi żyć”
„Mój tata wyparł, że mama nie żyje. Dzień po jej pogrzebie rzucał żartami i flirtował z samotnymi kobietami w sklepach”
„Mój dziadek całe życie kochał inną kobietę. Z babcią ożenił się z przymusu, bo nikt inny jej nie chciał”