Związek z dużą różnicą wieku fot. Adobe Stock, Felix Mizioznikov

„Po śmierci żony znajomi odwrócili się ode mnie, gdy związałem się z młodszą o 24 lata Magdą”

Nie potrafię być zabawny na zawołanie, na dodatek wciąż miałem wrażenie, że spotykając się z obcymi kobietami, zdradzam Sylwię. Wszystko się zmieniło, gdy poznałem Magdę. Czemu tego nie rozumieją?
/ 09.06.2021 10:50
Związek z dużą różnicą wieku fot. Adobe Stock, Felix Mizioznikov

Bardzo zawiodłem się na swoich przyjaciołach. Przez ponad dwadzieścia lat my trzej i nasze żony tworzyliśmy zgraną paczkę. Ale to wszystko trafił szlag.

Kumple nie słuchali moich racji, każdy z nich bał się swojej połowicy. Zawiniły baby? Niekoniecznie. Przecież chłopaki też mają swój rozum. Zaczęło się od pogrzebu mojej ukochanej Sylwii. Odeszła niespodziewanie, po krótkiej, ciężkiej chorobie. Byłem w szoku i wtedy, oczywiście, wszyscy mi szalenie współczuli. Pewnie dlatego, że jawiłem się im jako ucieleśnienie wzorowego wdowca, ciągle wspominającego zmarłą żonę.

Fakt, paplałem o Sylwii bez przerwy, znajdując w tym trochę pocieszenia. Uważałem, że nic i nikt nie wypełni pustki, którą po sobie zostawiła. Przebywanie w gronie ludzi, z którymi przyjaźniliśmy się od lat, przynosiło mi ulgę. Czasami, podczas wspólnych spotkań, odnosiłem nawet wrażenie, że ona nadal jest z nami, tylko wyszła z przyjaciółkami do kuchni i tam omawiają swoje babskie sprawy.

Niekiedy wręcz słyszałem jej perlisty śmiech…

Minęły dwa lata i przyjaciele, zaniepokojeni moją samotnością, zaczęli mnie przekonywać, abym spróbował ułożyć sobie życie na nowo.

– Masz tylko 53 lata, weź się w garść! – jeden przez drugiego klepali mnie po plecach, częstując koniakiem i odciągając na bok na poważne rozmowy. „Pouczają mnie tak, jakbym kolejną kobietę mógł kupić przez internet w sklepie wysyłkowym, zamówić do domu, rozpakować i cieszyć się kolejnym związkiem” – myślałem rozżalony. Jednak znacznie gorsze od gadania były próby umówienia mnie na randkę z różnymi koleżankami, przyjaciółkami i samotnymi kuzynkami. Zwykle to były pomysły żon kolegów.

– Zobaczysz, ona będzie do ciebie pasowała! – słyszałem od Anki. – To świetna babka, tuż po rozwodzie. Trzeba brać, zanim ktoś ci ją podprowadzi sprzed nosa! – mówiła Iwona.

Strasznie mnie to wkurzało i tylko dla świętego spokoju umówiłem się z kilkoma poleconymi paniami. Za każdym razem plułem sobie potem w brodę. Nie potrafię być zabawny na zawołanie, na dodatek wciąż miałem wrażenie, że spotykając się z obcymi kobietami, zdradzam Sylwię. Może gdyby te panie były mniej zdesperowane, gdyby wykazały się wobec mnie większą cierpliwością…

Ostatecznie przyjaciele zarzucili mi, że nie potrafię się przemóc, otworzyć. Ich zdaniem, to we mnie tkwiła przyczyna porażki każdej kolejnej randki. Babki były świetne, tylko ja zawiodłem. Może mieli rację, lecz chyba nie do końca. Bo przecież kiedy poznałem Magdę, od razu się otworzyłem.

Niewiele miałem do zaoferowania

Pamiętam pierwsze spotkanie ze zmarłą żoną. Czekała na peronie na ten sam pociąg co ja, i od razu wiedziałem, że zrobię wszystko, aby wysiąść z tego pociągu z jej numerem telefonu. Dokładnie to samo poczułem na widok Magdy. I jeszcze ten koszmarny strach, że zamiast dać mi numer, wyśmieje mnie i odepchnie! Tak, bałem się, choć jestem dorosłym facetem po przejściach i wielokrotnie w życiu słyszałem „nie” w rozmaitych sytuacjach. Ale tym razem naprawdę bardzo mi zależało.

Zaryzykowałem jednak i wyszedłem z tej próby zwycięsko! Poznaliśmy się w pracy. Magda przyjechała do mojej firmy z jakąś prezentacją. „Czy tylko dlatego tak chętnie dała mi swój numer? – kombinowałem. – A jeśli jest przekonana, że chodzi mi wyłącznie o kontakt służbowy?”. Ale nie… Kiedy bowiem po kilku dniach zebrałem się na odwagę i zadzwoniłem do Magdy, ton jej głosu wskazywał na to, że traktuje naszą rozmowę zupełnie prywatnie.

Zaprosiłem ją na koncert jazzowy, nie mając pojęcia, czy lubi tego typu muzykę. „A jeżeli ona słucha tylko tych nowych, modnych zespołów? Jeśli na Ptaszynie będzie się nudzić?” – gryzłem się potem, żałując, że nie wybrałem kina, które chyba byłoby znacznie bezpieczniejsze. Okazało się jednak, że Magda uwielbia jazz, i to od dziecka.

– Od kiedy skończyłam siedem lat, mój tata zabierał mnie na „Jazz na Starówce” i na inne koncerty. Wiesz, jestem całkiem wyrobionym słuchaczem – uśmiechnęła się, a mnie się zrobiło ciepło koło serca na myśl, że może już kiedyś widzieliśmy się gdzieś w tłumie… Może na rynku Starego Miasta w Warszawie, a może w Sali Kongresowej? W każdym razie poczułem, że mam prawo nie liczyć tej znajomości od „tu i teraz”.

W głębi serca wierzyłem w to, że istnieje już jakaś nasza wspólna przeszłość. Jednak tak naprawdę interesowała mnie PRZYSZŁOŚĆ z Magdą. Ta kobieta zauroczyła mnie, całkowicie mną zawładnęła i myślałem już tylko o jednym – czy ona mnie zechce.

Bo w końcu co ja miałem jej do zaoferowania? Siwe włosy, problemy z nadciśnieniem, mieszkanie na przedmieściach urządzone przez inną kobietę… Tymczasem Magda wyznała że zawsze wolała dojrzałych partnerów, jej ostatni „chłopak” był od niej starszy o 11 lat. „To dwa razy mniej niż różnica wieku między nami” – pomyślałem przybity. No cóż, ta piękna, długonoga blondynka, w której błękitnych oczach utonąłem od pierwszej chwili, miała 29 lat… Większość ludzi uważa, że kiedy tak młoda kobieta wiąże się z dużo starszym mężczyzną, to szuka w nim ojca.

Ale ja kompletnie czegoś takiego nie czułem. To Magda nagle stała się dla mnie oparciem, a nie ja dla niej. Ona mnie wspierała, wyciągnęła z depresji, sprawiła, że uwierzyłem, iż ponownie mogę być szczęśliwy i żyć pełnią życia, mimo odejścia żony. Magda to silna i niezależna kobieta, może bardziej niż niejedna moja rówieśnica. I w dodatku jest tego świadoma. Czyżby dlatego moi przyjaciele jej nie zaakceptowali?

Może wybaczyliby mi młodszą partnerkę, gdyby była cicha, pokorna i „znała swoje miejsce w szeregu”? Pamiętam pierwsze spotkanie u Ryśka i Iwony. Przyjaciele niby się uśmiechali, niby cieszyli się naszym szczęściem, ale kiedy tylko nadarzyła się okazja, poleciały strzały w kierunku Magdy.

– Ojej, to między tobą i Michałem jest ponad dwadzieścia lat różnicy… – zaczęła gospodyni słodziutkim głosem.

– Dwadzieścia cztery – uściśliła moja dziewczyna z uśmiechem. Nieco zbita z tropu Iwona wypaliła:

– No właśnie. I pewnie umrze dużo wcześniej od ciebie. Co wtedy? Zatkało mnie. Ale nie Magdę.

– Jak wiesz, Michał już przeżył śmierć jednej swojej partnerki równolatki – przypomniała. – Wystarczy. Na razie cieszę się z tych dni, które możemy spędzić razem. A co „potem”? Nie wiem, może dla równowagi zwiążę się z młodszym partnerem? Teraz to zatkało moich przyjaciół.

Czy oni wszystkie rozumy pozjadali?

Iwona i Anka uznały, że Magda jest bezczelna i pyskata. O czym nie omieszkały mi powiedzieć, ledwo zniknęła w łazience.

– Misiek, po co ci taka dziewczyna? To dobre na romans, ale nie do końca życia! – nerwowym szeptem klarowała Anka.

– Jeśli chcesz w ten sposób leczyć swoje smutki po Sylwii, to wiedz, że my jej nigdy nie zaakceptujemy! – oznajmiła Iwona i, o zgrozo, nikt jej słowom nie zaprzeczył. Nie od razu zrozumiałem, o co im chodzi. A kiedy już do mnie dotarło…

– Dziękuję wam za zaproszenie, jednak my się już pożegnamy – oświadczyłem.

– Stary, nie wariuj! Ta dziewczyna zawróciła ci w głowie, ale gwarantujemy, że szybko ci przejdzie – rzucił Rysiek.

Minęło pięć lat, a ja wciąż mieszkam z Magdą, dwa lata temu wzięliśmy ślub. Jestem z nią bardzo szczęśliwy, ona wniosła do mojego życia radość i światło. I tylko przykro mi, że ludzie, którzy przez lata mienili się moimi przyjaciółmi, nie cieszą się razem ze mną.

Czytaj także:
„Nie umiem zaakceptować swojego zięcia. Według mnie nie nadaje się ani na męża, ani tym bardziej na ojca”
„8 lat znosiłam przemoc ze strony męża. Odeszłam dopiero, gdy rzucił naszą kilkuletnią córką o ścianę”
„Nikt nie rozumiał tego, że wiążę się z wdowcem z dzieckiem. Wszyscy myślą, że pakuję się w straszne bagno”