małżeństwo, które próbują skłócić fot. Adobe Stock, Studio Romantic

„Odkąd mąż siostry puścił ją kantem, ta próbuje mnie skłócić z moim. Obraziła się na mężczyzn czy zazdrości mi szczęścia?”

„– Widziałaś, jak się zdenerwował? Jaką miał minę? I nic dziwnego. Na złodzieju czapka gore! Kombinuje, jak każdy facet! Mam nadzieję, że w końcu to zrozumiesz. Bo choć cię ostrzegam, ty ciągle jesteś wpatrzona w niego jak w obrazek. Zupełnie tego nie rozumiem – pokręciła głową”.
/ 25.01.2023 15:15
małżeństwo, które próbują skłócić fot. Adobe Stock, Studio Romantic

Tę rocznicę ślubu chcieliśmy świętować wreszcie tylko we dwoje, przy romantycznej kolacji. Nie zdążyliśmy jednak nawet zasiąść do stołu, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. W progu stała Kasia.

– Mam nadzieję, że jeszcze nie otworzyliście szampana! – rzuciła i nie czekając na zaproszenie, weszła do mieszkania.

Chwilę później siedziała już przy stole.

Widzę tu tylko dwa kieliszki. A gdzie jest trzeci? Dla mnie? Mam pić z butelki? – spojrzała na mnie z wyrzutem.

– Zaraz przyniosę – odparłam i zrezygnowana podreptałam do kuchni, a Marcin poszedł za mną.

– No nie, mam tego dosyć! Tak dłużej być nie może. Czy choć w ten jeden, jedyny wieczór nie może być miło i przyjemnie? – zdenerwował się.

Popatrzyłam na niego bezradnie... Bo co zrobić... Kaśka była moją siostrą. Starszą i jedyną. Dzieliły nas tylko dwa lata, więc zawsze świetnie się dogadywałyśmy. I wtedy, gdy byłyśmy dziećmi i kiedy już dorosłyśmy. Byłyśmy jak papużki nierozłączki. Wspierałyśmy się w trudnych chwilach, razem przeżywałyśmy radości i smutki. Nawet w tym samym roku wyszłyśmy za mąż.

Niestety, tylko moje małżeństwo okazało się udane. Kaśka cierpiała od pierwszego dnia. Patryk był dobry i czuły tylko przed ślubem. Zaraza po nim zamienił się w tyrana. Poniżał Kasię, obrażał, terroryzował. A na dodatek zdradzał  na lewo i prawo. Nie raz błagałam ją, żeby od niego odeszła, ale nie słuchała. Mimo wszystko ciągle go kochała i święcie wierzyła w jego cudowną przemianę.

Stwierdził, że chce nas ze sobą skłócić

Cudu oczywiście nie było, więc biedaczka wylewała przez niego morze łez. Na szczęście półtora roku temu Patryk zakochał się w jednej z tych swoich panienek i się wyprowadził. Wniósł też sprawę o rozwód. Gdy się o tym dowiedziałam, odetchnęłam z ulgą. Cieszyłam się, że Kasia wreszcie się od niego uwolniła. W przeciwieństwie do mnie siostra wcale nie okazywała radości. Po sprawie rozwodowej płakała jak małe dziecko, bo do końca wierzyła, że Patryk wróci. Czuła się samotna, przegrana, opuszczona. Było jej tak źle, że przyjeżdżała do nas codziennie, żeby się wypłakać, pogadać.

Marcin znosił to ze stoickim spokojem. Początkowo bałam się trochę, że będzie protestował, bo wizyty siostry często burzyły nasze plany. Nic z tego. Gdy po raz kolejny zjawiała się w drzwiach, z uśmiechem zapraszał ją do środka. A potem siedział razem z nami w salonie. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, bo Kasia odżywała.

Idylla trwała dwa, może trzy miesiące. Ale potem coś zaczęło się psuć. Mąż już nie witał mojej siostry z taką serdecznością jak wcześniej. Gdy przychodziła, pokręcił się chwilę po salonie, a potem pod byle pretekstem uciekał do sypialni. Myślałam, że po prostu nudzi go już nasza babska gadanina, że woli sobie pobuszować w internecie lub obejrzeć film. Okazało się jednak, że przyczyna jest zupełnie inna. Któregoś dnia, gdy tylko wyszła, oświadczył, że musi ze mną porozmawiać.

– Matko Boska, co się stało? Masz kłopoty w pracy? – przeraziłam się, bo dawno nie miał aż takiej poważnej miny jak w tej chwili.

– Nie, w firmie wszystko w porządku. Chodzi o Kaśkę. Nie chcę, żeby do nas przychodziła tak często – wypalił.

– Słucham? Jak to nie chcesz? Ale dlaczego? – zdziwiłam się.

– Bo zrobiła się wredna i złośliwa. Już nie użala się nad sobą, tylko włazi z butami w nasze życie. Poucza, krytykuje, ocenia, wyśmiewa. Czasem mam wrażenie, że chce nas skłócić – naburmuszył się.

Zwariowałeś? Chyba najwyraźniej tak. Niczego takiego nie zauważyłam i nie usłyszałam! – zdenerwowałam się.

– To może otwórz wreszcie szerzej oczy i nadstaw uszu – odparował.

Pokłóciliśmy się wtedy okrutnie. Broniłam siostry jak lwica. Uważałam, że Marcin jest dla niej niesprawiedliwy, że coś sobie ubzdurał.

Aby mu to udowodnić zaczęłam uważniej słuchać tego, co mówi Kasia. I ze zdziwieniem odkryłam, że mąż – o dziwo – ma w tym wszystkim dużo racji.

Obiecałam mu, że tym razem zareaguję

Siostra już nie mówiła o sobie, swoim bólu, tylko skupiła się na naszym małżeństwie. Gdy przychodziła, wypytywała szczegółowo, co się u nas dzieje. A potem komentowała każde wydarzenie. Zazwyczaj złośliwie. Doradzała mi też, jak mam postępować z Marcinem. Mówiła, że jestem dla niego za miękka, za bardzo mu ufam, że powinnam bardziej kontrolować jego życie. Bo na pewno ma coś za uszami, bo kłamie, kombinuje. Denerwowało mnie to, bo mąż nigdy mnie nie zawiódł, ale nie reagowałam.

Słuchałam wszystkiego w milczeniu, a nawet potakiwałam. Bałam się, że jak stanę w jego obronie, to siostra nie dość, że nie posłucha, to jeszcze bardziej się nakręci. A nie chciałam jej denerwować, dokładać stresów. Miała przecież za sobą takie ciężkie przeżycia. Potrzebowała spokoju i wsparcia.

– Uprzedzam, jeśli Kaśka znowu zacznie te swoje złośliwe gadki, to nie ręczę za siebie – wyrwał mnie z zamyślenia głos męża. – Albo z nią wreszcie pogadasz, albo… – zawiesił głos.

– Jak zacznie, to pogadam. Obiecuję. Też już mam dość – odparłam.

Kolacja początkowo przebiegała w miłym nastroju. Kaśka opowiadała o swoich planach wakacyjnych. Szczebiotała, że zamierza wyjechać nad polskie morze i wyszaleć się za wszystkie czasy.

– A wy gdzie się wybieracie latem? – zapytała w pewnym momencie.

– Razem? Nigdzie, bo Marcin nie dostanie urlopu. Ja mam wolne w lipcu, więc chyba pojadę sama, do jego kuzynki, na wieś… Na tydzień, może dwa… 

– Naprawdę chcesz zaryzykować? Nie wierzę w to, co słyszę – przerwała mi.

– Zaryzykować? Co mam zaryzykować? Nie rozumiem… Martwisz się, że zanudzę się na tej wsi na śmierć? Zwłaszcza gdy pogoda będzie podła?

– Nie chodzi mi o nudę, tylko o niego – wskazała na Marcina. – Założę się, że gdy tylko znajdziesz się za drzwiami, zaprosi do domu jakąś panienkę albo i dwie. I będzie z nimi baraszkował w waszym łóżku – zachichotała złośliwie.

Spojrzałam na męża. Był aż purpurowy z wściekłości. Czułam, że jeśli nie dotrzymam obietnicy i nie zareaguję, to zaraz wybuchnie i to potężnie.

– Możesz zostawić nas na chwilę? – poprosiłam, a on wstał i ruszył w stronę sypialni.

– Mam nadzieję, że to załatwisz. Raz na zawsze – rzucił przez zaciśnięte zęby i zamknął za sobą drzwi.

Mój mąż to wyjątek, który potwierdza regułę

Siostra wcale się tym nie przejęła.

– Widziałaś, jak się zdenerwował? Jaką miał minę? I nic dziwnego. Na złodzieju czapka gore! Kombinuje, jak każdy facet! Mam nadzieję, że w końcu to zrozumiesz. Bo choć cię ostrzegam,  ty ciągle jesteś wpatrzona w niego jak w obrazek. Zupełnie tego nie rozumiem – pokręciła głową.

– A ja nie rozumiem, jak możesz być tak wredna! – przerwałam jej.

– Słucham? O czym ty mówisz? – spojrzała na mnie zaskoczona, a ja nabrałam powietrza w płuca.

– A o tym, że krzywdzisz Marcina. Dłużej na to nie pozwolę! To najwspanialszy mężczyzna pod słońcem! Zupełnie inny niż twój Patryczek! Zostaw więc swoje opinie i rady dla siebie. Nie zamierzam ich więcej słuchać! Tak samo jak nie pozwolę, żebyś zepsuła nam rocznicę. Albo więc się uspokoisz, będziesz miła, albo do widzenia! – wypaliłam jak z armaty.

Kasia była kompletnie zaskoczona. Przez dłuższą chwilę patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby nie dowierzała, że podniosłam na nią głos.

Ale gdy już doszła do siebie, wpadła w złość. Krzyczała, że mówiła to wszystko dla mojego dobra, że przeżyła przez męża piekło i nie chciała, żeby mnie spotkało to samo. Ale skoro nie potrafię tego docenić i zamiast podziękować, grożę, to ona nie ma ze mną o czym rozmawiać.

– Dziś widzisz mnie po raz ostatni. Znikam z waszego życia na zawsze! Świętujcie sobie w najlepsze! – krzyknęła na koniec i obrażona wybiegła z mieszkania. Nie świętowaliśmy. Choć zostaliśmy tylko we dwoje, nie mieliśmy na to ochoty.

Nie odzywała się przez dwa tygodnie. Tęskniłam za nią jak diabli, więc zaczynałam trochę żałować, że w ogóle zdecydowałam się na tę rozmowę. Mąż też miał wyrzuty sumienia, że tak mnie naciskał. Zaproponował nawet, żebyśmy do niej pojechali i spróbowali jakoś załagodzić sprawę. Zanim jednak zdążyłam to przemyśleć, zadzwoniła.

– Nadal uważam, że wszyscy mężczyźni to dranie i nie wolno im ufać za grosz. Ale ty miałaś szczęście i trafiłaś na wyjątek. Ten, co potwierdza regułę – wykrztusiła do słuchawki, a ja poczułam, jak wielki kamień spada mi z serca.

Czytaj także:
„Czuję się jak ostatnia świnia. Marek zdradził moją siostrę, a ja muszę go kryć. Najchętniej dałbym mu w mordę"
„Mój facet zdradził mnie z moją siostrą. Byliśmy razem 7 lat i nawet się nie zająknął o ślubie, a ją od razu poprosił o rękę”
„Mężczyzn miałam za szowinistyczne świnie, które tylko szukają służącej. Przez moje poglądy prawie straciłam miłość życia”