Kierowca TIR-a fot. Adobe Stock, Kzenon

„Od 20 lat mam kochanki w całej Europie. Myślałem, że Zosia nic nie wie. Miałem ją za głupią gęś”

Jestem napalony na babki jak kot w marcu! Żonę kocham, jednak moja miłość nie ma tu nic do rzeczy! Mam prawie 50 lat, z tego ponad dwadzieścia jeżdżę na tirach. Tylko głupiec nie korzysta z przydrożnych okazji. Moja żona wywinęła jeszcze lepszy numer...
/ 05.07.2021 08:34
Kierowca TIR-a fot. Adobe Stock, Kzenon

W domu od lat jestem tylko gościem, ale Zosia przywykła. Dzięki mojej pracy żyje przecież jak królowa, ma wszystko.

W telewizji trwa dyskusja o zdradach. Siedzą dwie panie i myślą: „Mówić, czy nie mówić? Przyznawać się do niewierności, czy iść w zaparte? Robić awantury, czy przymknąć oko?”. Moja żona przycupnęła na fotelu i słucha. Gwiżdże czajnik, w kuchni się coś przypala, a ona nic! Zapomniała o bożym świecie! Budzi się, gdy nadchodzi czas reklam.

– Słuchaj – odzywa się do mnie. – A ty jak uważasz? Lepiej wiedzieć?

– Weź, Zośka, daj mi spokój! – oganiam się. – Nie mój problem!

Ale to nieprawda. Mój, jak najbardziej mój. Jestem napalony na babki jak kot w marcu! Żonę kocham, jednak moja miłość nie ma tu nic do rzeczy! Mam prawie pięćdziesiąt lat, z tego ponad dwadzieścia jeżdżę na tirach. Znam całą Europę, wszędzie czuję się jak u siebie. Czasami nie ma mnie w domu dwa, trzy tygodnie… Potem odpoczynek i znowu w trasę. Kocham takie życie!

Moja Zosia też się przyzwyczaiła, że jestem tylko gościem. Na początku marudziła, płakała, kłóciła się, ale z czasem przywykła. Właściwie sama wychowała trójkę naszych dzieciaków, dopilnowała budowy domu i przeprowadzki, nauczyła się rządzić i decydować. Ja dawałem pieniądze i mówiłem:

– Rób, jak uważasz, tylko pamiętaj, żeby było zrobione dobrze!

Zosia nigdy nie pracowała zawodowo, ja zarabiałem tyle, że wystarczało. Z biegiem czasu kupiłem udziały w przedsiębiorstwie mojego szwagra i to jest dla nas także niezła podpora finansowa. Moja żona nie jest żadną miss, ale mnie się podoba; lubię takie nieduże, okrągłe kobitki, skore do śmiechu i płaczu na zawołanie. Wszystkie moje kochanki były i są podobne do Zosi.

Ja muszę czuć w łóżku nogę i pierś, muszę się mieć do czego przytulić, bo kiedy chłop zjeżdża z trasy zmachany i zmarznięty, taki termoforek z gorącego ciała jest lepszy niż aspiryna! Nigdy nie miałem wyrzutów sumienia. Byłbym cienki Bolek, gdybym nie skorzystał, kiedy laska sama pcha się w ręce! Poza tym – tyle czasu na obczyźnie, tułanie się po motelach, kwaterach obskurnych czasami albo kimanie w szoferce na poboczu, żeby zaoszczędzić kasę… Coś mi się za to należy, prawda?

Mam jednak zasadę, że po każdym moim łajdactwie Zosia dostaje gratisy. Przywoziłem jej ciuchy, buty, perfumy albo coś do domu; wypasione gary, porcelanę, czy co tam sobie wymyśliła. Ostatnio dałem na remont salonu i łazienki… Chciała jakieś bajery, kasetony, brokatowe fugi, wymyślne zdobione lustra i baterie nad zlewem. Chciała i ma. Głównie w nagrodę za tę Kristinę, u której mieszkam, ilekroć pojadę za Berlin.

Nagle zapragnąłem znaleźć się w domu

Ta Niemka jest niesamowita! Wulkan w łóżku, nie ma wstydu ani zahamowań, dla niej wszystko jest dozwolone. Z Zosią nawet bym nie śmiał pomyśleć o czymś takim, a tu przerabiamy wszystko, co zobaczymy w pornosach, albo co sami wymyślimy. Seks z Kristiną to przeżycie z kosmosu. To najlepsza laska w całej Unii! Tak myślałem aż do pewnego spotkania, podczas którego prawie nie wychodziliśmy z wyrka.

Po kilkunastu godzinach poszedłem do łazienki i aż się wystraszyłem… Z lustra popatrzył na mnie wymiętoszony facet z siwiejącym, szczecinowatym zarostem na gębie. Oczka miałem podpuchnięte, przekrwione, wodniste…

– Ożesz ty – powiedziałem na głos. – Wyglądasz jak pomięty kwit na węgiel! Zośka by się zapłakała! Jakiś wstręt do siebie poczułem. Chciałem jak najszybciej uciec, odetchnąć świeżym powietrzem, zmyć z siebie smród potu, perfum Kristiny i seksu. Chciałem do domu. Zapragnąłem białej kawy, chrupiącej bułki z miodem i widoku mojej Zosi kręcącej się po kuchni.

Wydała mi się nagle najpiękniejsza ze wszystkich kobiet, czysta, dobra, wyrozumiała i opiekuńcza. Żadna nie wytrzymywała z nią konkurencji; moja żona wygrywała w przedbiegach! Zadzwoniłem, powiedziałem, że wracam, i poprosiłem o gołąbki z kaszą; takie najbardziej lubiłem.

Zosia podawała je z grzybowym sosem podprawionym śmietaną. To było niebo w gębie! Wiedziałem, że upiecze sernik, w domu będzie czyściutko i spokojnie, że powita mnie słowami: „Leć pod prysznic, ja już podaję jedzenie!”, że będę mógł odpocząć i pogrzać się w rodzinnym ciepełku.

I rzeczywiście – parkiet błyszczał jak lustro, w oknach wisiały nowe firanki, pachniało cynamonem i świeżym ciastem. Pomyślałem, że jestem ostatni dureń, szukając czegoś więcej. Moja żona też wyglądała ślicznie; wydawało mi się, że odmłodniała i jakby wyszczuplała. Na dzień dobry chciałem ją mocno poprzytulać, ale się wywinęła:

– Potem – powiedziała. – Wszystko później. Teraz jedz i odpoczywaj… Wypiłem kieliszek czystej przed zupą i dwa w trakcie drugiego dania. Chciałem sobie dolać, ale Zosia zabrała butelkę.

– Nie. Musimy pogadać. Nie chcę, żebyś był zamroczony. Mam ważną sprawę.

– No co tym razem? – zapytałem wesoło. – Jakiś nowy wymysł? Narzuta? Dywan? A może tapety z widokami? Uśmiechnęła się. Wyszła z pokoju i po chwili wróciła z walizką. Nic nie kumałem.

– Po co ci te klamoty? Do matki swojej jedziesz? Wybierasz się gdzieś?

– Tak – odpowiedziała. – Wyprowadzam się. Resztę rzeczy zabrałam wcześniej. To są już tylko osobiste drobiazgi, czekałam z nimi na ciebie.

– Jakie osobiste? Co ty gadasz?

– Głównie prezenty od ciebie. Biżuteria, trochę ciuchów – wyliczyła. – Mogę zostawić, jeśli chcesz…

Strząsnęła moje ręce z ramion jak paproch

Patrzyłem na nią i nic nie rozumiałem. Przestałem ją słyszeć; to znaczy – widziałem, że porusza ustami, ale nie chwytałem słów. Jakbym nagle ogłuchł! Dopiero, gdy położyła na stole klucze od naszego domu, zerwałem się z fotela.

– Zwariowałaś? – wrzasnąłem. – Co to za brewerie? Na mózg ci padło? Doskoczyłem do niej, chwyciłem ją za ramiona i zacząłem potrząsać, jakbym chciał, żeby się obudziła. Ale strząsnęła mnie jak paproch jakiś, jak śmieć, otrzepała się i spokojnie ruszyła do wyjścia. Nie mogłem na to pozwolić!

– Ty mi wytłumacz, co tu się dzieje? Wracam z roboty zmachany jak pociągowy koń, a ty tak mnie witasz?

– Chyba nie tylko za kółkiem tak się zmachałeś? – uśmiechnęła się lekko.

– A gdzie, jak myślisz?

– Ja nie myślę, ja wiem! Twoja kochanka dzwoni czasami i opowiada, jak świetnie do siebie pasujecie. Namawia mnie, żebym ci dała wolność. Zdecydowałam się posłuchać jej rady…

Zatoczyłem się. We łbie mi szumiało od wódki i od tych rewelacji. Ledwo się trzymałem na nogach.

– Ktoś robi mi głupie kawały, a ty się dajesz wrabiać – zacząłem się plątać. – Wszystko ci wytłumaczę. Zosieńko, ja tylko ciebie kocham, właśnie niedawno zrozumiałem, jak bardzo. Bez ciebie nie będzie dla mnie życia!

– To masz pecha! – znowu się uśmiechnęła. – Zresztą, tu wcale nie o ciebie chodzi. To ja mam kogoś. Zdradziłam cię.

– Cooo?! – Pamiętasz, jak niedawno pytałam, czy nie uważasz, że lepiej wiedzieć, lepiej znać prawdę? Wymigałeś się wtedy. A ja chciałam ci powiedzieć, że się zakochałam, że nie mogę sobie miejsca znaleźć bez tamtego, że po raz pierwszy od lat, jestem znowu szczęśliwa. Nie chciałeś słuchać.

– Teraz chcę. Powiedz mi wszystko – błagałem ją, stojąc przy drzwiach. – Jakoś zrozumiem. Kim jest ten łobuz?

– Żaden łobuz, fajny facet; miły, ciepły, dobry, spokojny. Widzi we mnie kobietę i ja się przy nim czuję jak kobieta.

– Przy mnie się czułaś jak chłop?

– Jak pomoc domowa, kucharka, niańka dla dzieci, księgowa od domowych rachunków, zaopatrzeniowiec. Tak się czułam. Kobiety miałeś gdzie indziej.

Trzęsę się, lata we mnie każda żyłka, dzwonię zębami…

Przed laty miałem wypadek, najechał na mnie inny tir. Też się tak wtedy czułem. Jakbym wirował dookoła własnej osi i nie mógł się zatrzymać!

– Zosia – krztuszę się. – Nie rób mi tego. Umrę bez ciebie. Zapiję się na śmierć. Ty o dzieciach pomyślałaś?

– Są dorosłe. Tylko ja o nich myślałam do tej pory, ty dawałeś na nie pieniądze… Jest teraz poważna i stanowcza. Rany, nie znałem jej takiej. – Nie szantażuj i nie strasz. Jak chcesz się zapić, to pij. Jesteś dorosły. Twoje życie!

– Nie może tak być! Zosia! Daj mi jeszcze jedną szansę. Zobaczysz, wszystko się zmieni. Byłem durniem, ukarz mnie, wyrzuć z łóżka, przestań się odzywać… Ja wszystko wytrzymam. Tylko się nie wyprowadzaj, błagam!

Ja cię nie chcę karać. Mnie jest wszystko jedno, co zrobisz – mówi cicho. – Nie mogę mieszkać z tobą pod jednym dachem. Duszę się. To koniec.

Osuwam się na kolana, ręce składam jak do modlitwy, ale ona mnie mija… Naprawdę odchodzi… Długo, długo siedzę na podłodze usmarkany i spłakany jak dziecko. To koniec?

Czytaj także:
„Byłam pewna, że mój mąż ma romans. Ale nigdy bym się nie spodziewała, że nakryję go w łóżku z... moim bratem”
„Chcieliśmy wziąć ślub, ale nasze dzieci nas rozdzieliły. Nie wiem, gdzie jest teraz moja ukochana”
„Moja siostra popełniła samobójstwo. Skoczyła z 10. piętra razem z maleńkim synkiem, którego tuliła do piersi"