kobieta, którą niespodziewanie rzucił ukochany fot. Adobe Stock, Lumos sp

„Narzeczony rzucił mnie... z miłości. Wszystko dlatego, że dowiedział się, że ma białaczkę i nie chciał być ciężarem”

„Myślałam, że ma kochankę, ale czułam, że coś jest nie tak. Nie myliłam się. – Teraz rozumiesz, dlaczego nie chciałem, żebyś za mnie wyszła? I tak bym cię zostawił. Może z dzieckiem albo z dziećmi… Dużo starszą, po czterdziestce. Teraz masz szansę poznać kogoś zdrowego!”.
/ 30.09.2022 10:30
kobieta, którą niespodziewanie rzucił ukochany fot. Adobe Stock, Lumos sp

Nasza rocznica poznania się wypadała czwartego października. Jakoś tak się złożyło, że dokładnie rok później podpisaliśmy umowę o wynajem mieszkania, do którego się razem wprowadziliśmy. Ustaliliśmy więc, że wszelkie życiowe decyzje będziemy wspólnie podejmować właśnie w ten szczególny dzień.

Oświadczył mi się

Rok później, dokładnie czwartego, Nikodem mi się oświadczył, choć nie spieszyliśmy się z ustalaniem szczegółów. Dwa lata temu, w dniu naszej rocznicy adoptowaliśmy szczeniaka, a w ubiegłym roku oficjalnie ustaliśmy datę ślubu. Na pół roku przed ślubem, spodziewałam się, że narzeczony jak zwykle czymś mnie zaskoczy. Rozmawialiśmy o tym, by wziąć kredyt na mieszkanie. Załatwiliśmy wszystkie formalności, a datę podpisania umowy specjalnie ustaliliśmy na ten dzień. Nie spodziewałam się jednak, że dwa tygodnie przed naszą rocznicą Nikodem… mnie rzuci.

– O czym ty mówisz? To jakiś żart? Wiesz, że jest idiotyczny, prawda? – zdenerwowałam się, kiedy powiedział, że odchodzi i trzeba odwołać ślub.

– Nie, Renata – unikał patrzenia mi w oczy. – Mówię poważnie. Od jakiegoś czasu planowałem ci to powiedzieć… Z nami koniec. Proszę, nie utrudniaj tego. Jest mi cholernie źle z tym, że cię ranię, ale tak będzie lepiej. Odchodzę i proszę, nie szukaj ze mną kontaktu.

Nawet jego przyjaciel nie miał pojęcia, co się stało

Ta rozmowa odbyła się w restauracji w pobliżu mojej pracy, podczas przerwy na lunch. Wróciłam do biura, powiedziałam, że źle się czuję i muszę wyjść. Pojechałam do lasu, żeby uspokoić myśli i żeby nikt nie widział, jak płaczę. Kiedy byłam gotowa do ponownej rozmowy z Nikodemem, wróciłam do domu i tu też czekała mnie niespodzianka. Jego rzeczy zniknęły. W ciągu tych kilku godzin zabrał wszystko ze swoich osobistych rzeczy. Zostawił sprzęty i meble, które kupiliśmy wspólnie. To było chyba jeszcze gorsze, niż gdyby je wyniósł! Co to miało być? Jałmużna dla porzuconej narzeczonej?!

Ze złości kopnęłam w bok kanapy, za którą jeździliśmy chyba z miesiąc. Nasz pies, Dingo, patrzył na mnie z przerażeniem. A właściwie odtąd chyba już tylko mój pies… Oczywiście wydzwaniałam do niego, chciałam wyjaśnień, dyskusji. Ale z komunikatem „wybrany numer nie istnieje” nie ma jak dyskutować. Miałam numery do jego znajomych i siostry. Wszyscy byli w szoku, że się rozstaliśmy. Nikodem, jak się okazało, nic nikomu nie powiedział.

– Naprawdę nie wiedziałeś? – indagowałam Czarka, jego najlepszego kumpla. – Nic ci nie mówił? Nie wspominał, że poznał kogoś innego? Nie skarżył się na mnie?

– Słuchaj, Renata – zaczął Czarek. – Nikodem cię uwielbiał! Prawdę mówiąc, mnie i chłopaków czasem nawet to drażniło, nazywaliśmy go pantoflarzem. Dla niego najważniejsze było to, czy to tobie coś się spodoba, czy coś cię uszczęśliwi, czy ty będziesz zadowolona. Mówię ci, ten facet kochał cię do bólu! Nie wiem, co się stało, jestem tak samo zaszokowany jak ty!

Zapytałam, czy Nikodem się z nim kontaktował, ale okazało się, że nie. W ciągu ostatnich tygodni niewiele rozmawiali.

– Raz do mnie zadzwonił i nagrał wiadomość, że musimy się natychmiast spotkać – opowiadał Czarek. – Miał dziwny głos, jakby coś go przeraziło, czy ja wiem… Ale odsłuchałem to dopiero następnego dnia. Oczywiście oddzwoniłem. Stwierdził, że to nie było nic ważnego, więc uznałem, że pewnie pokłócił się z tobą i spanikował. Potem już mnie w zasadzie spławiał. W dzień nie odbierał, wieczory spędzał z tobą. Zapewniam cię, że ty wiesz więcej, co się z nim działo ostatnio niż ja.

Skupiłam się na tym, co pamiętałam

Faktycznie, ostatnio częściej się kłóciliśmy. To były durne sprzeczki o jakieś głupoty, prawdę mówiąc, miałam wrażenie, że Nikodem się mnie po prostu czepia. Przeszkadzały mu jakieś bzdury, zupełnie jakby… szukał pretekstu do rozstania.

– O nie! – powiedziałam sobie. – Nie będzie tak, że facet rzuci mnie po pięciu latach związku, pół roku przed ślubem i nawet nie wyjaśni dlaczego! Jeśli poznał inną, to niech mi to powie w twarz!

Zadzwoniłam do jego pracy. Tu czekało mnie kolejne zaskoczenie. Nikodem od kilku tygodni nie pojawiał się w biurze. Sekretarka jednak nie chciała mi udzielić żadnych dodatkowych informacji. A więc miał nową dziewczynę! Byłam pewna, że złożył wypowiedzenie, bo znalazł sobie też inną posadę. Czyżby wyjechał z miasta? Może tam, gdzie ona mieszkała? To się trzymało kupy! Postanowiłam, że nie odwołam ślubu, dopóki Nikodem ze mną normalnie nie porozmawia.

Zresztą, zamierzałam mu oświadczyć, że skoro to on ze mną zrywa, to on ma wszystko odwołać. Ale żeby mu to wykrzyczeć w twarz, najpierw musiałam go spotkać. Gdzie go szukać? Ojciec Nikodema od dawna nie żył, matka mieszkała w Belgii. Ale w kraju pozostał ktoś, z kim mój narzeczony był bardzo związany. Jego babcia.

Kiedy ją poznałam, miała siedemdziesiąt lat i lubiła powtarzać, że jeśli ktokolwiek kiedykolwiek odda ją do domu opieki, to ona stamtąd ucieknie, a jak będzie trzeba, udusi strażnika przy drzwiach. Teraz, pięć lat później, nadal sprawiała wrażenie osoby, która byłaby zdolna do morderstwa, gdyby ktoś stanął jej na drodze. Babcia Nikodema mieszkała sama, była niezwykle aktywna i energiczna. Udzielała się w kilku fundacjach, codziennie chodziła na cmentarz oddalony od jej domu o trzy kilometry i pasjami hodowała kaktusy. To właśnie przy podlewaniu kwiatów ją zastałam.

Od czterech lat mogłam do niej mówić „babciu”, sama mi to zaproponowała, więc i teraz tak się zwróciłam. Zapytałam, dokąd wyjechał Nikodem.

– On wie, że tu jesteś? – zapytała zamiast odpowiedzieć. – Dlaczego po prostu do niego nie zadzwonisz?

– Bo mnie rzucił i zmienił numer telefonu! – wykrztusiłam i… natychmiast pękłam.

Zaczęłam gwałtownie szlochać, a babcia cierpliwie podawała mi chusteczki

. – Babciu, ty na pewno wiesz, co się stało? Czy on... ma kogoś innego?

Nie musiała odpowiadać. Wiedziałam, że wie

Patrzyła w bok i leciutko kręciła głową, a w jej oczach błyszczały łzy. A jednak nie chciała mi nic powiedzieć. Oznajmiła, że jest winna wnukowi dotrzymanie powierzonego jej sekretu. Jej zdaniem, tylko on mógł ze mną porozmawiać o tym, co się wydarzyło. Jeśli tego nie zrobił, ona nie może go w tym zastąpić. Oczywiście, Nikodem był jej ukochanym wnukiem, a ja byłam obca, nawet nie należałam do rodziny. Wiadomo było, że będzie go kryć! – myślałam ze złością. Zobaczyła tę moją złość i zrobiła coś nieoczekiwanego.

Przytuliła mnie i długo trzymała w objęciach, głaskając po plecach. A kiedy w końcu mnie puściła, jej policzki były wilgotne od łez.

– Obiecałam, że nigdy ci nie powiem, ale to nie jest w porządku – szepnęła. – Nie złamię obietnicy, to nie wchodzi w grę! Mogę za to wyjść do łazienki… W moim wieku pęcherz nie pozwala długo czekać, więc wybiegnę szybciutko,  przez nieuwagę zostawiając na wierzchu mój telefon.

Zrozumiałam. Ona wyszła, a ja znalazłam w jej kontaktach numer zapisany jako: Nikoś Nowy. Teraz byłam już pewna, że Nikodem mnie zdradził. Babcia zawsze mnie bardzo lubiła, dlatego płakała. Wiedziała, że jej wnuk mnie skrzywdził, ale co miała poradzić? To w końcu było jego życie, prawda? Zadzwoniłam pod nowy numer Nikodema. Nie bawiłam się w subtelności.

– Musisz się ze mną spotkać! Jesteś mi to winien! – oznajmiłam podniesionym głosem. – Nie możesz mnie z tym wszystkim teraz zostawić! Nie odwołałam ślubu, sam sobie to rób. No, chyba że ty i twoja nowa dziewczyna weźmiecie naszą datę, zaliczki w końcu popłacone – dodałam w przypływie niepohamowanego gniewu.

Wiedziałam, że udało mi się go zranić

I to mnie nawet ucieszyło!

– Dobrze, spotkajmy się ten ostatni raz – odpowiedział po chwili wahania. – Ale obiecaj, że potem już nigdy nie będziesz mnie szukać ani się ze mną kontaktować. Nigdy, rozumiesz?! Przyrzekasz mi to?

Nie miałam wyjścia. Przyrzekłam. W dzień umówionego spotkania panował chłód. Miałam na sobie marynarkę, on gruby sweter. Nie zdjął czapki, choć w kawiarni było ciepło. Wyglądał inaczej. Nosił okulary z grubymi czarnymi oprawkami, jakoś inaczej się poruszał. Ale nie interesowała mnie jego metamorfoza.

– No dobrze, więc masz inną, tak? – zapytałam, czując, jak zalewa mnie mieszanka czułości, tęsknoty i wściekłości.

Znowu unikał patrzenia mi w oczy. Oczywiście, jak każdy zdrajca i kłamca.

– Tak, przyznaje, mam inną – wydusił w końcu. – I mogę ci powiedzieć, że zostanę z nią na długo, przypuszczalnie do końca życia. Jesteś zadowolona?

– Kto to? – zapytałam ostro.

– Nie znasz. Jesteśmy razem, ona i ja. I tak, to coś poważnego. Cholernie poważnego, jeśli zamierzasz o to zapytać!

Rozwścieczył mnie

Pięć lat razem i nagle on był „na poważnie” z jakąś nową dziewuchą?! Zapytałam złośliwie, czy bierze nasze rezerwacje ślubne i weselne. W końcu wystarczyło tylko zmienić nazwisko panny młodej. Widziałam, że to go dotknęło. Wreszcie spojrzał mi oczy. To były jakieś inne oczy niż te, które znałam i kochałam.

– Nie będzie żadnego cholernego ślubu! – wycedził. – Ale jeśli nie chcesz, nie musisz nic robić. Ja wszystko odwołam. To koniec. Nie nachodź mnie więcej.

Wstał, a ja wpadłam w panikę, że za chwilę zniknie i już nigdy więcej go nie zobaczę. Pomimo gniewu i upokorzenia, chciałam go jakoś zatrzymać. Jedyne, co mi przyszło do głowy, to złapać go za rękaw.

– Powiedz mi jeszcze tylko jedno: kochasz ją tak samo jak mnie?

Wyrwał się i spojrzał tak, że aż się cofnęłam. W jego oczach była… nienawiść. Nie rozumiałam, jak ktoś, kto właśnie znalazł miłość swojego życia, może aż tak nienawidzić byłej narzeczonej.

– Co ja ci takiego zrobiłam? – zaczęłam płakać. Żałośnie, rozpaczliwie.

– Zostaw mnie w końcu! – rzucił zbyt głośno. Ludzie zaczęli się na nam przyglądać. – To nie jest twoja sprawa. Ułóż sobie życie, Renata. Znajdź kogoś, bądź z nim szczęśliwa… – jego głos złagodniał. Ten ton… Taki miękki.

– Nikodem, błagam!

– Zasługujesz na szczęśliwe życie, ale nie ze mną. A teraz puść mnie, spieszę się.

Ktoś, kto mówi z czułością: „zasługujesz na szczęśliwe życie” nie może tak po prostu odejść. Nie mogłam na to pozwolić.

– Idziesz teraz do niej? – zapytałam.

– Tak, idę się z nią spotkać – wydusił, znowu odwracając wzrok.

Śledziłam go...

To było strasznie głupie, wiem, dziecinne, ale postanowiłam go wtedy śledzić. Byłam ciekawa, gdzie mieszka ta nowa dziewczyna, chciałam ją zobaczyć. Wsiadł do autobusu, ja złapałam taksówkę i pojechaliśmy za nim. Zdziwiło mnie, że wysiadł pod szpitalem. Wszedł do środka. Odczekałam chwilę i wślizgnęłam się za nim. ODDZIAŁ HEMATOLOGII – przeczytałam nad szklanymi drzwiami, przez które przeszedł. I nagle zrozumiałam! Łzy babci, ból w jego oczach i to idiotyczne mówienie mi, żebym kogoś sobie znalazła i żyła szczęśliwie. Boże!

– Nikodem! Zatrzymaj się! – krzyknęłam, goniąc go po korytarzu.

– Renata? Śledziłaś mnie?!

– Nie ma żadnej innej kobiety, prawda?

– Musisz natychmiast…

– Znam cię! – przerwałam mu. – Okłamałeś mnie, bo wydaje ci się, że w ten sposób mnie chronisz! Czarek to powiedział! Że zrobiłbyś wszystko, żebym była szczęśliwa. Nikodem, powiedz mi, co się dzieje. Proszę. Bez ciebie nie będę szczęśliwa!

Chyba nie miał już siły ze mną walczyć. Przyznał, że ta „inna”, która jest z nim „na poważnie”, to ciężka choroba. Białaczka. To ona miała z nim „zostać do końca życia”, które pewnie będzie trwało jeszcze tylko kilka miesięcy, może nawet tygodni…

– Choć może i lat – dodał po chwili. – W najlepszym wypadku dziesięć, może piętnaście. Ale raczej nie dłużej. Teraz rozumiesz, dlaczego nie chciałem, żebyś za mnie wyszła? I tak bym cię zostawił. Może z dzieckiem albo z dziećmi… Dużo starszą, po czterdziestce. Teraz masz szansę poznać kogoś zdrowego, kto…

Chciałam jego! 

Straciłam cierpliwość i na cały głos wydarłam się, że ja NIE CHCĘ kogoś zdrowego! Chciałam jego! Nikodema! I chciałam walczyć razem z nim z tą chorobą! Nie wiem, co będzie dalej. Nikodem ma bardzo osłabioną odporność. W każdej chwili może złapać infekcję, której nie zdoła pokonać. Zaczął już chemioterapię, zaczyna tracić włosy i rzęsy, jest osłabiony. Potem będziemy być może szukać dawcy szpiku. W każdej chwili coś się może wydarzyć i to będzie koniec…

Ale na razie walczymy i będziemy walczyć! Ślubu nie odwołaliśmy. Wiem, co robię. Stanę przed ołtarzem i przysięgnę mu, że będę przy nim w zdrowiu i w chorobie. Dopóki śmierć nas nie rozłączy. I jestem absolutnie pewna każdego z tych słów! A jeśli nawet nie wygramy z chorobą, to i tak zawsze będę wiedziała, że to była dobra decyzja. Bo każda chwila z Nikodemem jest dla mnie bezcenna!

Czytaj także:
Moja babcia przypadkowo wyszła za zabójcę swojego ukochanego. Zemściła się po latach
Miałam składać papiery rozwodowe, gdy mąż uległ wypadkowi. Marzenia o rozwodzie się nie spełniły
Mój mąż postanowił zabawić się w obrońcę czci jedynaczki. Chciał wybrać nam zięcia