Moja żona wiecznie manipuluje fot. Adobe Stock, romankosolapov

„Moja żona wpadała w histerię i manipulowała, żeby wymuszać to, co chce. Po każdej najmniejszej kłótni się wyprowadzała”

„Nie czułem się winny, bo naprawdę tylko z Iloną rozmawialiśmy. Skończyło się na tym, że wrzuciła do torby kilka rzeczy i pojechała do swojej najlepszej przyjaciółki – Kaśki. Na pożegnanie usłyszałem, że nie wróci, dopóki nie zrozumiem swojego błędu i jej nie przeproszę. Sto razy, i to na kolanach”.
/ 15.09.2022 14:30
Moja żona wiecznie manipuluje fot. Adobe Stock, romankosolapov

To była nasza pierwsza wielka kłótnia od dnia ślubu. Poszło o moją byłą, na którą natknąłem się na imprezie u znajomych. Odeszliśmy na chwilę na bok, by powspominać stare czasy, a Monia w ryk. Urządziła mi taką awanturę, że aż mi w pięty poszło. Nie czułem się winny, bo naprawdę tylko z Iloną rozmawialiśmy, więc nie wytrzymałem i odpłaciłem jej pięknym za nadobne. Skończyło się na tym, że wrzuciła do torby kilka rzeczy i pojechała do swojej najlepszej przyjaciółki – Kaśki.

Na pożegnanie usłyszałem, że nie wróci, dopóki nie zrozumiem swojego błędu i jej nie przeproszę. Sto razy, i to na kolanach.

Nie ukrywam, zdenerwowałem się okropnie

Byłem tak wściekły, że aż walnąłem pięścią w lustro w przedpokoju. Rozbiło się w drobny mak. A potem zabrałem się za wypijanie wszystkiego, co było w domu i miało procenty. Był piątek, późny wieczór i wiedziałem, że przez dwa najbliższe dni nie muszę przejmować się pracą. Barek mamy zawsze naprawdę nieźle zaopatrzony, więc opróżnienie go zajęło mi jeszcze całą sobotę. Kiedy w niedzielę w południe wreszcie przestała boleć mnie głowa, zacząłem się zastanawiać, co dalej. Zadzwonić do Moni i spróbować wybadać, w jakim jest nastroju? A może tak jak sobie zażyczyła, pojechać do tej jej przyjaciółeczki, paść przed żoną na kolana i błagać o wybaczenie? Ale dlaczego?

Przecież nic złego nie zrobiłem. A mimo to mam się poniżać, przepraszać? O, nie! Co to, to nie! Gdzie mój męski honor, moja duma? Przyznaję, rozżaliłem się nad sobą. I wtedy zadzwonił mój stary kumpel ze studiów, Marcin. Chyba wyczuł, że coś ze mną nie tak, bo kupił kilka browarków, worek chipsów i zjawił się u mnie. Na początku zarzekałem się, że nic się nie stało, ale po trzecim piwku język mi się rozwiązał. Opowiedziałem, co i jak.

– Stary, no i co ja mam teraz zrobić? – zapytałem na koniec.

– Nic! To tylko zwykły babski foch. Wcześniej czy później jej przejdzie. I wróci. Wierz mi, mam to już za sobą – wzruszył ramionami.

Po wypiciu kolejnego piwa doszedłem do wniosku, że skorzystam z rady Marcina. W przeciwieństwie do mnie był już doświadczonym żonkosiem i wiedział, jak reagować w takich kryzysowych sytuacjach.

Dalsza część popołudnia minęła nam przyjemnie

Oglądaliśmy spokojnie sport w telewizji, podgryzaliśmy chipsy i raczyliśmy się piwkiem. Gdy wypiliśmy ostatnie, Marcin zaczął zbierać się do domu.

Tylko pamiętaj, nic nie rób. Po prostu cierpliwie poczekaj – przypomniał.

– OK, OK… Tylko w mieszkaniu trochę ogarnę. Przynajmniej te butelki pozbieram, szkło i resztki chipsów.

– Ani mi się waż! Wszystko ma zostać tak, jak jest! I nie gol się do jej powrotu! I piwko miej zawsze pod ręką – przerwał kumpel.

– Chyba żartujesz! Monia nie znosi, jak mam choćby cień zarostu. Za zapachem piwa też nie przepada. A jak zobaczy ten bajzel, to się tak wścieknie, że znowu ucieknie do tej swojej przyjaciółki.

– Tym razem nie. Zrobi groźną minę, westchnie, a potem się rozczuli i wybaczy bez przepraszania. Uwierz mi, wiem, co mówię.

– Bo to przerabiałeś? – zgadłem.

– Oczywiście. Jak moja Beata uciekła po pierwszej kłótni do rodziców, to chciałem się jej przypodobać. Wysprzątałem chatę na błysk, ugotowałem, uprałem… No i byłem trzeźwiutki i wystrojony na jej powrót jak na wesele. Myślałem, że będzie zachwycona. Tymczasem ona zaczęła ryczeć. Łkała, że jej nie kocham, bo gdybym naprawdę tęsknił, tobym nie myślał ani o sprzątaniu, ani o wyglądzie, tylko zmagał się z niemocą, popijając coś mocniejszego. Dobrze zapamiętałem tę lekcję i nigdy już nie popełniłem takiego błędu.

– Mówisz poważnie?

– Jak najbardziej. Jesteśmy przecież kumplami, Jureczku! Nie zamierzam wpakować cię na żadną minę.

– Czyli co? Im większy zarost na twarzy, intensywniejszy odór piwa i pieprznik w mieszkaniu, tym lepiej? – chciałem się jeszcze upewnić.

– Tak jest!

Zupełnie nie rozumiem, ale kto trafi za babami

Następne dwa dni upłynęły mi na wdrażaniu rad kumpla w życie. Hodowałem zarost, popijałem browarek i trzymałem się z daleka od odkurzacza, mopa i ścierek. W efekcie nasze schludne mieszkanko zaczęło przypominać melinę. Trochę mnie to denerwowało, bo nie lubię aż takiego bałaganu, ale skoro to miało uszczęśliwić moją żonę i uchronić mnie przed przepraszaniem na kolanach, to byłem gotowy się poświęcić. Trzeciego dnia późnym wieczorem odwiedziła mnie… Kaśka. Czułem, że przyszła na przeszpiegi, więc otworzyłem jej w starym dresie, z butelką piwa w ręku.

– O matko, jak ty wyglądasz! – powiedziała, mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów.

– Czego tu chcesz? Nie zapraszałem cię.

– Monia przysłała mnie po kilka drobiazgów – oświadczyła i wparowała do środka. – Rany boskie, co tu się dzieje? – wykrztusiła, gdy zobaczyła bałagan.

– Nic. A co się ma dziać? Wszystko jest w porządku – westchnąłem i przysiadłem na kanapie.

– W porządku, mówisz… Czyli sobie radzisz bez Moni?

– No pewnie. A co, nie widać?

– No tak… To ja już chyba pójdę. Trzymaj się! – ruszyła w stronę wyjścia.

A rzeczy, po które przyszłaś? Moni na pewno się przydadzą…

– Oj, zapomniałam! – złapała się za głowę.

Chwyciła z łazienki kilka przypadkowych drobiazgów i zniknęła.

Po wizycie Kaśki byłem cały w nerwach

Wiedziałem, że o wszystkim, co zobaczyła, opowie mojej żonie. Według teorii Marcina, fakty świadczyły na moją korzyść. Ale co, jeśli ta jego teoria okaże się błędna i Monia zamiast się rozczulić, wpadnie w szał, że doprowadziłem nasze mieszkanko do ruiny? Przecież nie wszystkie kobiety są takie same. Tak się przeraziłem, że aż zacząłem żałować, że posłuchałem kumpla. Na zmianę strategii było już jednak za późno. Teraz pozostawało mi tylko czekać.

Monia pojawiła się następnego dnia, wczesnym rankiem. Wyglądałem gorzej niż wtedy, gdy odwiedziła mnie Kaśka, bo z tego zdenerwowania nie zmrużyłem oka nawet na sekundę. Omiotła wzrokiem wszystkie kąty, spojrzała na mnie z groźną miną i nagle złagodniała.

Widzę, że tęskniłeś… – powiedziała.

– Tęskniłem… Nawet bardzo… – spuściłem głowę.

– W takim razie ci wybaczam. Tylko musisz mi obiecać, że to się nigdy nie powtórzy! – ciągnęła.

Już miałem zapytać, co się ma nie powtórzyć: bałagan w mieszkaniu czy wspominki z byłą kobietą, ale ugryzłem się w język.

– Obiecuję – uroczyście podniosłem do góry dwa palce.

– W takim razie idź teraz do łazienki i zgól ten obrzydliwy zarost, bo patrzeć na ciebie nie mogę. A ja zacznę sprzątać. Przecież w takim syfie mieszkać się nie da! – zarządziła i zabrała się raźno do roboty.

A ja? Odetchnąłem z ulgą. Dotarło do mnie, że moja ukochana żona już się na mnie nie gniewa. Mimo że nie przeprosiłem jej na klęczkach. Mój męski honor i duma zostały uratowane. I małżeństwo też. 

Czytaj także:
„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”
„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”
„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”