4-letni chłopiec który zamieszkał w Polsce fot. Adobe Stock, Andrey_Arkusha

„Mój syn i jego kolega chcieli zaopiekować się sąsiadem obcokrajowcem. Zaczęli uczyć 4-latka brzydkich słów”

Zahir spotkał się wśród dzieci z ciepłym przyjęciem. Stał się kimś w rodzaju osiedlowej maskotki - wszystkie dziewczynki chciały się nim opiekować, a chłopcy bawić. Mój syn stał się najlepszym przyjacielem Zahira. Uczył go polskiego. Szkoda tylko, że nie wpadłam, od jakich słów zaczną... Dziecięca fantazja!
/ 09.06.2021 10:29
4-letni chłopiec który zamieszkał w Polsce fot. Adobe Stock, Andrey_Arkusha

W natłoku codziennych spraw nie zauważyłam, że mieszkanie piętro niżej zostało wynajęte nowym lokatorom, zastanowiła mnie dopiero trwająca od kilku dni błoga cisza. Żadnego dudnienia basów, dzikich wrzasków i śmiechów na balkonie.

– Puste stoi? – zdziwiłam się na głos przy niedzielnym późnym śniadaniu, które zwykle gromadziło przy kuchennym stole mężczyzn mojego życia.
– Kawy – jęknął w odpowiedzi Mirek.
– Jak będziesz robił sobie, to i ja poproszę – pozbawiłam go złudzeń.
– Wiedźma – odparł pogodnie mąż i niemrawo ruszył się z krzesła.
Ciekawe, czy nowi lokatorzy będą równie hałaśliwi jak studenci – zastanowiłam się, stawiając na stole talerz z kanapkami.
– Lokal został wynajęty, nie wiedziałaś? Od kilku dni mieszka pod nami samotny facet i w ogóle się nie odzywa. Jest nadzieja – mruknął Mirek i zalał kawę wrzątkiem, nie zawracając sobie głowy papierowym filtrem.
– Jaki facet? Wynajął tylko dla siebie cztery pokoje?
– Z placówki wrócił, stać go – oświecił mnie Oskar, sięgając po kanapkę.

Nasz ośmiolatek przyjaźnił się z synem dozorcy i był kopalnią wiedzy o lokatorach.

– Z jakiej placówki?
– Nie ucz dziecka plotkować – szepnął ostrzegawczo Mirek.
– Ale ja tylko… no, dobra, masz rację.

Powściągnęłam ciekawość, obiecując sobie powetować szlachetną postawę przy najbliższej okazji. Wieczorem, już prawie zasypiałam, gdy wybudził mnie perlisty dziecięcy śmiech. Zdziwiłam się. Na naszej klatce nie było innych dzieci poza Oskarem.

– Słyszysz? – trąciłam Mirka łokciem.
– Mhm.
– Samotny z placówki ma dziecko?
– Mhm.

Nie było z kim pogadać, Mirek odpłynął w ramiona Morfeusza.

Dla dziewczynek był przez jakiś czas żywą maskotką

W poniedziałek od rana miałam prawdziwy młyn, ledwie zdążyłam odebrać Oskara ze świetlicy. Syn pobiegł na górę, ja szłam nieco wolniej, ale oboje spotkaliśmy się na pierwszym piętrze. Oskar stał, wpatrując się w małe, śliczne zjawisko. Chłopczyk miał ciemną skórę, kręcone włoski, oczy jak węgielki i najpiękniejszy uśmiech, którym rozjaśnił się na nasz widok. Zagadał coś i podskoczył z radości. Wyglądał jak urocza laleczka.

– Patrz, mamo, prawdziwy Murzynek – Oskar nie mógł od niego oderwać wzroku; z wzajemnością.
– Nieładnie tak mówić – syknęłam

. Z otwartych drzwi, w których stał chłopiec, wyszła starsza kobieta i obrzuciła nas niechętnym wzrokiem. Nietrudno było odgadnąć, że wszystko słyszała.

– Chodź, Zahir – wyciągnęła do małego rękę, ale ten miał inne plany.

Roześmiał się i powiedział do Oskara coś, czego żadne z nas nie zrozumiało. Znów podskoczył kilka razy. W moim synu coś pękło.

– Ale śmieszny – wyciągnął do małego rękę, żeby przybić piątkę.

Chłopiec uznał to za zaproszenie, złapał go mocno i zaczął świergotać.

– Co on mówi? – spytał Oskar.
– Niestety, trudno go zrozumieć, posługuje się angielskim, ale wymawia wyrazy niewyraźnie, jak to dziecko. Ma niecałe cztery lata – odezwała się kobieta. – Na szczęście rozumie po polsku, ojciec zawsze mówi do niego w naszym języku.
– Ten z placówki? – spytał teatralnym szeptem Oskar. O mało nie spłonęłam ze wstydu.
– Owszem, syn wrócił z zagranicznej placówki – przyświadczyła sztywno kobieta, rzucając mi ostre spojrzenie. – Mimo że mógł tam zostać, co byłoby lepsze dla Zahira.
– Dlaczego? – spytał ciekawie Oskar, zanim zdążyłam cokolwiek zrobić.
– U nas ludzie o wiele łatwiej zauważają różnice, niż to, co łączy. Mój wnuk będzie miał trudne życie – mruknęła babcia Zahira, zamykając drzwi.
– Nie rozumiem – syn zwrócił się do mnie po wyjaśnienie.
– Ma pani uroczego wnuczka – pośpieszyłam z gałązką oliwną. – Jesteśmy sąsiadami, mieszkamy na górze. Zahir mógłby czasem pobawić się z naszym synem, zapraszam z całego serca.
– Mamo, on jest dla mnie za mały! – krzyknął oburzony Oskar.
– Dziękuję, przekażę synowi – babcia Zahira wyraźnie odtajała. – Miło było panią poznać. I ciebie, kawalerze.

Miała zamiar odejść, ale okazało się, że trudno oderwać Zahira od nowego przyjaciela.

– Zyskałeś wiernego fana – śmiałam się, widząc, jak uroczy ciemnoskóry chłopczyk okazuje Oskarowi przepełniającą go sympatię.

Syn wywijał się i chichotał, w równej części zażenowany zalewem uczuć, jak i zachwycony nowym wielbicielem.

Z trudem udało się przekonać Zahira, żeby poszedł z babcią

Późnym popołudniem wyszłam z Oskarem na dwór, syn dosiadł roweru i pomknął w kierunku placu zabaw. Szłam powoli, nie spodziewając się, co tam zastanę. Zahir siedział samotny w piaskownicy z niepewną miną. Starsze dzieci zgromadziły się nieopodal obserwując go z ciekawością, wymieniając uwagi i wybuchając śmiechem. Nie wyglądało to na okazywanie sympatii. Zauważyłam, że nie ma między nimi mojego syna. Gdzie się podział Oskar? Babcia Zahira pośpieszyła wnukowi z odsieczą, ale nie patrzyłam na nią, bo jednocześnie zauważyłam znajomą postać na rowerze. A raczej dwie postacie, Oskara i jego najlepszego przyjaciela, Antka.

Ej, co robicie głupki. Ja go znam! To mój sąsiad – syn rzucił rower i podszedł do Zahira, zasłaniając go sobą przed wzrokiem dzieci.

Wśród rodziców zrobiło się poruszenie, szkoda, że dopiero teraz.

– Sam jesteś głupek – odparował któryś z chłopców. – Nie możesz go znać, on nie jest stąd.

Wbiłam wzrok w gromadę opiekunów i wychowawców młodego pokolenia, ale nikt nie zareagował.

– Jak to nie stąd – wykłócał się Oskar – mieszka piętro niżej, w moim bloku. Będzie przychodził do mnie się bawić.
– Właśnie – przyświadczył Antek, dołączając do przyjaciela.
– Tak? – gromadka dzieci podeszła bliżej i otoczyła ciekawie Zahira.
– Śliczny jest, jak laleczka – zachwyciła się macierzyńsko ciemnowłosa dziewczynka.
– Jak ma na imię?
– Zahir – odpowiedział Oskar. – Mówi tylko po angielsku, ale po polsku wszystko rozumie.

Zahir natychmiast zatrajkotał łapiąc nowego kolegę za rękę i uśmiechając się olśniewająco, czym zrobił furorę wśród dziewczynek. Obsiadły go i zaczęły zabawiać, rywalizując między sobą o jego względy. Odetchnęłam, dzieci okazały się mądrzejsze niż dorośli.

Pierwsze słowo, jakie wypowiedział po polsku…

Zahir przez kilka tygodni pełnił na placu zabaw funkcję dyżurnej maskotki, ale szybko został zdetronizowany i stał się zwykłym kolegą. Bawił się z młodszymi dziećmi, a w wolnych chwilach nie odstępował Oskara. Zahir prędko nauczył się, że jeśli czterolatek chce być akceptowany przez ośmiolatka, musi trochę zrezygnować z roszczeń, a czasami stać się niewidzialny. Dobrze sobie radził, toteż często przychodził do nas bawić się z Oskarem i Antkiem. Chłopcy, mimo bariery językowej, rozumieli się doskonale, nabrałam nadziei, że nauczą się przy Zahirze odrobiny angielskiego. Chłopiec bywał u nas z babcią, ale pewnego dnia został sam, co przyjął bez protestu. Towarzystwo Oskara całkiem mu wystarczało.

– Mam umówioną wizytę u lekarza, długo na nią czekałam – tłumaczyła się babcia.
– Dopilnuję Zahira, proszę się nie obawiać. To uroczy dzieciak.
– Ojciec odbierze go za godzinę, już jedzie do domu.

Zaciekawiłam się. Nie miałam jeszcze okazji poznać sąsiada, którego w domu nazywaliśmy dla wygody samotnym z placówki. Byłam bardzo ciekawa, jak wygląda.

Szczerze mówiąc, rozczarowałam się. Był zwyczajny, nie obejrzałabym się za nim na ulicy. Nie wiem, czego się spodziewałam. Zrobiłam herbatę, wyciągnęłam ukryte przed rodziną ciasteczka i zaprosiłam sąsiada do stołu. Chciałam go lepiej poznać.

– Musi być panu ciężko samemu opiekować się synem – zaczęłam, jak mi się wydawało, dyplomatycznie.
– Babcia nam pomaga, prawda, Zahir?

Chłopczyk kiwnął nieuważnie główką, nie przestając jeździć plastikową koparką. Za to Oskar i Antek porzucili swoje zajęcia i podeszli bliżej. Też byli ciekawi gościa. Samotny z placówki podał im z powagą rękę.

– Niedługo przyjedzie mama Zahira, będzie szczęśliwa, że nasz synek zyskał wspaniałych przyjaciół.
– Z Afryki przyjedzie? – chciał wiedzieć Antek, ale tata Zahira uśmiechnął się wyrozumiale.
– Ależ skąd, z Nowego Jorku. Zatrzymał ją tam zawodowy kontrakt, ale wkrótce do nas dołączy.
– Jest Amerykanką? – rozczarował się Oskar.
– Doleję panu herbaty – przerwałam ciąg dziecięcych nietaktów.
– Dziękuję. Miło z państwa strony, że nas tak ciepło przyjęliście.
– To nic wielkiego, Zahir jest uroczym dzieckiem… – zapewniłam.
– Chciałbym, żeby nauczył się mówić po polsku, będzie mu łatwiej w kraju, gdzie wszystko jest dla niego nowe.
– Dużo przebywa z Oskarem i Antkiem, świetnie się rozumieją, na pewno niedługo przełamie językową barierę.
Dupa – powiedział niespodziewanie Zahir, po czym zaniósł się szczęśliwym śmiechem.

Sąsiad zachował kamienną twarz.

– Dobry i taki początek – powiedział.

Zrobiło mi się gorąco. Będę musiała poważnie porozmawiać z synem.

Czytaj także:
Swoje niespełnione ambicje moja mama przeniosła nie tylko na dzieci, ale też na wnuki
Na własne oczy widziałam, jak Kaśka obściskuje się z kochankiem. A przecież wzięła ślub pół roku temu
Sąsiadka zaraziła mnie grypą. Byłem wściekły, ale kolejną chorobę spędziliśmy już razem