matka, której syn pije fot. Adobe Stock, Syda Productions

„Mój 15-letni syn pije. Chowa po szafkach puste butelki, a potem kłamie, że to kolegi. Gdzie popełniłam błąd?”

„– Nigdy was nie było, gdy miałem jakieś problemy! – zaczął krzyczeć. – Nigdy nie mieliście dla mnie czasu! Kiedy nic nie mówiłem, waszym zdaniem wszystko było w porządku. Dla was liczy się tylko praca, pieniądze i święty spokój, więc niech tak zostanie”.
/ 22.05.2022 21:00
matka, której syn pije fot. Adobe Stock, Syda Productions

Zrezygnowana bezwiednie sięgnęłam po gazetę leżącą na stole. Mój wzrok padł na niepozorne ogłoszenie „Pomarańczowa Linia. Pomaga rodzicom, których dzieci mają problemy alkoholowe”. To jak znak… Chyba najwyższy czas, żeby poprosić o pomoc specjalistów. Od roku próbuję uporać się z tym problemem, bez skutku. Nie potrafię sama pomóc mojemu dziecku. Bo mój niespełna piętnastoletni syn znalazł się na najlepszej drodze do alkoholizmu.

Próbuję przypomnieć sobie, kiedy to się zaczęło i ze wstydem przyznaję, że sama nie wiem. Oboje z mężem skupiliśmy się na pracy, na zarabianiu pieniędzy na większe mieszkanie, lepszy samochód i ciekawsze wakacje. Gdzieś po drodze zgubiliśmy tę dawną radość, ciepło rodzinne i sens bycia razem. Każdy nasz dzień wyglądał tak samo: wypełniony był obowiązkami i wiecznym pośpiechem. 

Sądziliśmy, że skoro dla syna już nie musimy zatrudniać opiekunki, bo jest już prawie dorosły i nie potrzebuje stałego nadzoru, z większością problemów poradzi sobie sam. Bardzo się myliliśmy. Teraz wiem, że dziecko w każdym wieku potrzebuje zainteresowania ze strony najbliższych. A jeśli nie prosi o pomoc, to wcale nie znaczy, że jej nie potrzebuje.

Wyczułam od niego zapach alkoholu

Kiedyś, gdy wracałam z pracy, Marcin wybiegał mi na powitanie. Odbierał ode mnie siatki i nastawiał wodę na herbatę. Mąż zwykle drzemał w fotelu, ale i on w końcu dołączał do wspólnej kolacji. Z czasem zauważyłam, że Marcin coraz rzadziej wychodził mi na spotkanie. Wychylał się tylko na chwilę z pokoju.

– Cześć, mama! – mówił.

– Cześć, synku! Jak w szkole?

– Okej  – odpowiadał i zamykał drzwi do swojego pokoju.

Nigdy nie szłam do niego, żeby dłużej porozmawiać. „Niech się uczy” – myślałam. Nie chciałam przeszkadzać. Sama byłam tak zmęczona, że tylko marzyłam o szybkiej kolacji, kąpieli i wygodnym łóżku. Kiedy rano wychodziliśmy z Leonem do pracy, Marcin zwykle jeszcze spał. Kiedyś, przejeżdżając przez centrum miasta, zobaczyłam syna w grupce kolegów. Szli środkiem chodnika, mocno rozbawieni. „Dlaczego on nie jest w szkole? – pomyślałam. – I trochę dziwne to ich rozbawienie… Takie nienaturalne. Boże, żeby tylko nie wdał się w jakieś narkotyki!”.

Postanowiłam porozmawiać z synem w domu. Jednak kiedy wróciłam z pracy, on już spał. Na drugi dzień był u kolegi, a gdy wrócił, ja już spałam. Męża nie chciałam angażować w te rozmowy, bo bywał porywczy. Zapomniałam o tym incydencie aż do dnia, kiedy wieczorem spotkałam Marcina przed blokiem z jakimiś kolegami.

– Co ty tu jeszcze robisz? Chodź do domu – zawołałam go.

– Zaraz przyjdę – rzucił, jakby chciał mnie zbyć.

– Nie zaraz, tylko teraz. Pomożesz mi z zakupami.

Przez całą drogę milczał.

– Jak w szkole? Lekcje odrobiłeś? – zagadnęłam go.

– Mhm… – mruknął tylko.

W domu od razu popędził do łazienki. Kiedy pół godziny później zawołałam go na kolację, nawet nie wszedł do kuchni.

– Już jadłem. Idę spać – odkrzyknął ze swojego pokoju.

– Kiedy jadłeś? – poszłam tam.

– Wcześniej – nawet nie wychylił nosa spod kołdry.

– A cóż tu tak dziwnie pachnie? Marcin, czuję zapach alkoholu. Czy ty coś piłeś z tymi kolegami? – zdenerwowałam się.

– Co ty, mamo. Nic nie piłem.

– Ale wyraźnie czuję! – upierałam się – Pokaż mi się natychmiast. Chuchnij!

– Oj mamo, napiłem się kilka łyków piwa i tyle – żachnął się syn. – Nie rób afery. Nic się nie stało.

– Jak to nic się nie stało? Jesteś jeszcze dzieckiem! I co to za koledzy? Widziałam cię z nimi na mieście, w południe, kiedy miałeś być w szkole. Jak to wyjaśnisz?

– Mamo, chce mi się spać. Jutro pogadamy – uciął rozmowę.

Przestał chodzić do szkoły

Uznałam, że w końcu powiem o wszystkim Leonowi, ale on się nie przejął, że nasz syn pił piwo.

– W jego wieku to normalne, chce spróbować zakazanego owocu – uspokoił mnie. – Jeśli to się powtórzy, zareaguję. Na razie nie histeryzuj.

Pomyślałam, że może rzeczywiście przesadzam. Nie przejęłam się więc tym, że zaczęły mi znikać pieniądze z portfela. „Pewnie mi się wydawało, że mam więcej” – tłumaczyłam sobie na początku. Nie dało mi do myślenia nawet to, że mąż zaczął coś bąkać o piwie znikającym z lodówki.

– Akurat ci ginie. Rachubę już straciłeś, bo za dużo pijesz tego piwa – strofowałam go.

– Tak? I nalewkę z barku też całą wypiłem? – zauważył mąż.

To prawda. W sobotę z tego powodu aż się zawstydziłam przed gośćmi. Proponuję im wiśniową nalewkę teścia, a tu niespodzianka!

A może Marcin ją wypił? – zastanowił się mąż. – Kiedyś wspominałaś, że...

– Marcin? To się raz zdarzyło – przerwałam mu natychmiast. – Sam mnie wtedy uspokajałeś, że nic wielkiego się nie stało. I miałeś rację. .

Kilka dni później zadzwonił do mnie wychowawca Marcina.

– Syn od dwóch tygodni nie pojawia się w szkole. Czy jest chory? – zapytał na wstępie.

Osłupiałam. Zaczęłam bąkać:

– Nic mi o tym nie wiadomo. Myślałam, że chodzi do szkoły...

– Marcin często opuszcza zajęcia. Właściwie więcej go nie ma, niż jest. Prosiłem, żeby przypomniał rodzicom o wywiadówce, ale nikt się nie zjawił.

O niczym nas nie poinformował, a ja się nie dopytywałam. To rzeczywiście moje zaniedbanie.

Było mi wstyd.

– W dodatku syn ma bardzo dużo złych ocen. Może mieć problem z ich poprawieniem, jeśli nadal nie będzie uczęszczał na zajęcia – postraszył mnie.

– Zawsze, kiedy go pytam, co w szkole, odpowiada, że dobrze – tłumaczyłam się nieporadnie. – Do tej pory nie miałam powodów, żeby mu nie wierzyć.

– Teraz ma pani powody – przerwał mi nauczyciel. – Z tego, co obserwuję, Marcin poznał nowych kolegów. Szczerze mówiąc, nie jest to ciekawe towarzystwo. Zwłaszcza dla niego.

– Co to znaczy? – przestraszyłam się nie na żarty.

– Nie zawracają sobie głowy nauką – wyjaśnił wychowawca. – Raczej wolą pochodzić po mieście, coś wypić, zapalić. Radzę państwu bardziej zainteresować się kontaktami syna, poświęcić mu więcej uwagi. Szkoda by go było, to naprawdę wartościowy chłopak. A w nałóg w tym wieku wpaść bardzo łatwo.

W domu rozpętała się wielka awantura. Marcin najpierw był zaskoczony moją wiedzą o jego sprawkach. Próbował się stawiać, wykłócać, ale gdy Leon wtrącił się do rozmowy, nasz syn spokorniał. Płakał, obiecywał poprawę. Bez protestów przyjął zakaz wychodzenia po lekcjach z domu i korzystania z komputera aż do czasu, kiedy poprawi oceny. Obiecał również zerwać z nieodpowiednim towarzystwem.

Przez jakiś czas wydawało się, że Marcin wziął sobie do serca własne obietnice. Chodził sumiennie na lekcje (sprawdzałam go raz w tygodniu) i stopniowo poprawiał oceny, wieczorami zaś nie wychodził z domu. Uśpiło to moją czujność.

To naprawdę nasza wina?

Kolejny telefon od wychowawcy ze szkoły syna znów zburzył tę sielankę.

– Marcin uczęszcza na lekcje, poprawia ładnie jedynki... – zaczął.

– Czyli wszystko w porządku? – chciałam się upewnić.

– Nie do końca. Mam podejrzenia graniczące z pewnością, że syn kilka razy przyszedł na zajęcia pod wpływem alkoholu. Wyraźnie czułem zapach, chociaż starał się go zamaskować gumą do żucia. Czasami zjawia się w szkole wyperfumowany, a przyzna pani, że u chłopców w jego wieku to raczej rzadko spotykane.

– Co pan opowiada?! – oburzyłam się. – To, że chłopak ładnie pachnie, nie upoważnia do rzucania takich oskarżeń!

– Widać było po nim, że nie jest trzeźwy – nauczyciel był stanowczy.

– On nie ma jeszcze piętnastu lat – powiedziałam bezradnie.

– Ciągle to pani powtarza, a to nie jest argument! Zwracam pani uwagę na niepokojące zjawisko. Muszą państwo synowi pomóc. Jeśli sytuacja będzie się powtarzać, będę musiał zgłosić sprawę dyrekcji szkoły. Już powinienem to zrobić, ale liczę, że sami państwo zajmą się problemem, zanim będzie za późno – zakończył.

Byłam tak zdenerwowana tą rozmową, że nie mogłam wysiedzieć w pracy. Zwolniłam się i poszłam wcześniej do domu. Nikogo jeszcze nie było, mogłam więc przejrzeć pokój syna. To, co tam znalazłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pod łóżkiem, za szafą, między ubraniami, za książkami, wszędzie walały się puszki po piwie, butelki po winach i jedna po wódce.

Nie mogłam w to uwierzyć. Mój mały synek, moje dziecko… On sam wypił ten cały alkohol? Nikt do niego nie przychodził, więc któż by inny… To niemożliwe!

Kiedy wrócił ze szkoły, znowu rozpętało się piekło. I znowu były jego zaprzeczenia, próby wyjaśnienia sytuacji i obietnice.

To nie moje puszki! Kolega mi dał, żebym wyrzucił, ale zapomniałem i przyniosłem do domu – tłumaczył się głupio.

– Daj spokój! Nie pogrążaj się jeszcze bardziej! – pieklił się mąż. – Od dziś koniec z kieszonkowym! Na rozrywki alkoholowe nie ma u nas w domu pieniędzy!

– Dziecko, co ty wyprawiasz? – próbowałam perswadować.

– Czy ty wiesz, jaki wpływ ma alkohol na twój organizm? Młody organizm, który dopiero się rozwija? Nie, ja nie mogę uwierzyć w to, że ty popijasz – załamałam ręce. – Czego ci, dziecko, w życiu brakuje, że to robisz?

– Po główce pogłaszcz – krzyknął mąż. – W terapeutkę się pobaw! Zaraz wezmę pasa i wybiję mu z głowy piwo w tym wieku! Raz na zawsze.

– Ty tylko tyle potrafisz. Lepiej zastanów się, kto mu taki przykład daje. Sam całymi wieczorami przesiadujesz z puszką w ręce – zaatakowałam męża.

– Dobrze, broń synalka. Zobaczymy, co będzie dalej – umył ręce mój małżonek.

Zapowiedziałam Marcinowi, że będziemy go co dzień kontrolować. Sprawdzać pokój, plecak, ubrania i oddech.

– Przykro mi, synu, ale straciłam do ciebie zaufanie – powiedziałam ze smutkiem.

– W wakacje na dwa miesiące pojedziesz do dziadka – kategorycznie stwierdził mąż. – Będziesz mu pomagać w sądzie. Może to cię nauczy rozumu.

Znów po awanturze było w miarę normalnie. Syn stał się milczący, ale nic nie wskazywało na to, że ma jakikolwiek kontakt z alkoholem. Sprawdzałam go sumiennie każdego wieczoru. Zbliżały się wakacje. Marcin pozaliczał wszystkie przedmioty, nauczyciele go chwalili. Byłam pełna nadziei, że udało nam się wyjść na prostą. W dzień rozdania świadectw Marcin nie pojawił się na kolacji. Kiedy minęła kolejna godzina, zdenerwowana wysłałam męża na poszukiwania.

Wrócił po pewnym czasie, wlokąc ze sobą naszego jedynaka. Marcin był kompletnie pijany! Ledwo trzymał się na nogach i bełkotał coś niezrozumiale.

– Masz swojego synusia – parsknął wściekły mąż. – Leżał w parku na ławce, jak jakiś menel… Myślałem, że umrę ze wstydu, kiedy go tu taszczyłem.

– To twoje dziecko. Nie waż się za niego wstydzić – groźnie upomniałam Leona.

– Ale się wstydzę! Nigdy więcej po niego nie pójdę.

Czyżby on przewidywał, że będzie ciąg dalszy?

– Ta sytuacja nie może się powtórzyć. Mamy poważny problem i musimy się nim zająć. Wszyscy razem – zadecydowałam.

Rano próbowałam porozmawiać z Marcinem, lecz nie było to proste. Skacowany niewiele miał mi do powiedzenia. Dopiero gdy wtrącił się mąż i argumentem siły chciał rozwiązać sprawę, nasz syn nie wytrzymał:

Nigdy was nie było, gdy miałem jakieś problemy! – zaczął krzyczeć. – Nigdy nie mieliście dla mnie czasu! Kiedy nic nie mówiłem, waszym zdaniem wszystko było w porządku. Dla was liczy się tylko praca, pieniądze i święty spokój, więc niech tak zostanie. Dajcie i mnie święty spokój!

– Synu, ty byłeś wczoraj kompletnie pijany – jęknęłam.

– Bo tylko po piwie ten świat jest dla mnie do zniesienia – krzyknął jeszcze raz i wyszedł z pokoju.

Byłam oszołomiona jego wybuchem. Potrzeba picia była silniejsza niż strach przed karą… I skąd u nastoletniego dziecka takie podejście do życia? Musiało mu być od dawna bardzo ciężko. A my, ślepi, głusi nic nie widzieliśmy zapatrzeni w swoje sprawy i ważne cele...

W kuchni usiadłam i otworzyłam laptopa. „Czas poprosić o pomoc” – pomyślałam.

Czytaj także: 
„Mąż zmajstrował dziecko kochance, ale ona szybko porzuciła jego i córkę. Zobaczyłam Agatkę i od razu poczułam miłość”
„Kochałam narzeczonego przyjaciółki. Gdy brali ślub, fantazjowałam, że jestem na jej miejscu. Kupiłam identyczną suknię ślubną”
„Żona wspierała go w chorobie. Wyzdrowiał i odwdzięczył jej się rozwodem. Zaczął latać za studentkami”