wdowa z dwójką dzieci fot. Adobe Stock

„Jestem wdową z dwójką dzieci. Brakuje mi miłości, ale wiem, że nikogo już nie będą w stanie pokochać”

Byłeś, jesteś i będziesz miłością mojego życia. Bardzo za tobą tęsknię. I tylko z tobą umiem tak szczerze rozmawiać…
/ 02.04.2021 15:18
wdowa z dwójką dzieci fot. Adobe Stock

To już pięć lat bez ciebie, a ja ciągle tak szczerze umiem rozmawiać tylko z tobą. I muszę ci coś opowiedzieć. Właśnie założyłam konto na Tinderze. To taka aplikacja do poszukiwania partnerów na jednorazowy seks. Mam nadzieję, że o to tam chodzi.
Postanowiłam spróbować. Bo prawda jest taka, że tego szukam.

Po tobie próbowałam się z kimś związać na stałe. I pamiętasz, jak się skończyło. Michał wyrzucił twoje zdjęcie przez okno i krzyczał, że jak wolę przebywać z duchami, to po co zawracam mu głowę…
Ciągle się mówi, że to kobietom zależy na długotrwałym związku. A ja ciągle trafiam na mężczyzn, którzy od razu chcą razem zamieszkać i mieć dzieci, a jeśli nie, to przynajmniej psa. A ja już mam dzieci. Nasze dzieci. I nie chcę żadnych innych.
Byłeś, jesteś i będziesz miłością mojego życia. I nic tego nie zmieni. Nie szukam nowego ojca dla naszych dzieci. Nigdy więcej się nie zakocham. Wiem to, i nie żałuję. Tylko, nie śmiej się, brakuje mi seksu… Wiem, wiem, pamiętam, ile razy marudziłam, że jestem zmęczona, boli mnie głowa. A teraz, jak tego wcale nie mam, to mi się chce. Przekroczyłam czterdziestkę – podobno kobiety w tym wieku są najbardziej namiętne…

No więc wyobraź sobie – mam pierwszą randkę. Facet wygląda całkiem nieźle. Ciekawe, czy to naprawdę jego zdjęcie. A może je znalazł w internecie? Umówiliśmy się w kawiarni. Najwyżej ucieknę. Lecę. Na razie!
Nic z tego. Facet był miły. I naprawdę wyglądał tak jak na tym zdjęciu. No mówię ci, prawdziwy model. Ale zupełnie mnie nie ruszał. Nic a nic. Nie wiem, o co chodziło. Może po prostu o to, że nie był tobą…

Wiesz, jak się okaże, że jestem już jakaś popsuta i żaden facet mnie nie rusza, to będę na ciebie naprawdę zła. Wściekła nawet!
No dobra. Wiem, że to nie ma sensu. Że to nie twoja wina. Przecież nie chciałeś zachorować. Walczyłeś do ostatniej chwili. Byłam z ciebie taka dumna, że dotrwałeś do komunii Helenki. Naprawdę.

Czasem bym wolała, żebyś okazał się draniem. I uciekł z cycatą sekretarką na Karaiby. Zostawił nas bez grosza. Mogłabym się na ciebie wściekać. Mogłabym cię znienawidzić. I może jakiś rycerz by mnie pocieszył i skradł moje złamane serduszko i żylibyśmy długo i szczęśliwie.

A tak? No co ja mam? Parę fotografii i trochę wspomnień. No dobra. I Zosię, i Helenkę. Obie są wspaniałe.
Dziś podjęłam jeszcze jedną próbę. Zaszliśmy dalej, bo aż do jego sypialni. Usiadłam na łóżku i… nie mogłam.
Nie byłam w stanie zacząć się rozbierać. Totalny paraliż. Na myśl, że ktoś inny niż ty ma mnie zobaczyć nago i dotykać, robiło mi się niedobrze. W końcu złapałam torebkę, wybąkałam jakieś przeprosiny i uciekłam.
I co ja mam zrobić, kochany? Zostać zakonnicą? No powiedz!
Naprawdę narozrabiałeś!

Dzisiaj mi się śniłeś. Tak. Dokładnie to mam na myśli. Ten sen. Obudziłam się i, przysięgam, czułam twój zapach. Przez ułamek sekundy, zanim się na dobre obudziłam, miałam pewność, że wróciłeś.
Wiem, wiem. Jestem dużą dziewczynką. Stamtąd się nie wraca, nie mam złudzeń. A ten sen to były moje najpiękniejsze chwile, odkąd ciebie nie ma. Idę spać. Może znowu mi się przyśnisz?
Udało się. Wczoraj wieczorem. Spróbowałam niezawodnej metody – alkoholu. Tak, wiem, pijacki seks. Żałosne. Ale bez przesady. Nie narąbałam się tak, żeby mi się urwał film. Wypiłam tylko tyle, żeby się wyluzować. Nie, to nie był gość z Tindera. Kompletnie nieznajomy koleś z baru. Poszłam na drinka z Baśką i Magdą. Potem tańczyłyśmy.

Dostrzegłam go kątem oka. Siedział przy barze i mi się przyglądał. Dziewczyny musiały to zauważyć. Gdy wróciłyśmy do stolika, obie nagle poczuły potrzebę pójścia do toalety. Podszedł od razu, jak tylko zniknęły. Zaproponował drinka. Był zupełnie inny niż tamten model. Autentyczny. Taki szorstki, męski typ. Nie pamiętam, o czym rozmawialiśmy. Pamiętam za to, jak na mnie patrzył. I jak kilka razem niby przypadkiem musnął moje kolano swoim. Gdy dziewczyny wróciły – poprosił mnie do tańca. Koleżanek już tego wieczora nie zobaczyłam.
Zrobiliśmy to w jego samochodzie na parkingu. No nie powiem ci, co dokładnie. Wiesz, że nigdy nie umiałam o tym mówić. Tak, jestem pruderyjną mieszczką…

I wiem, że to głupie i nierozważne iść z obcym facetem do jego auta. Jasne, mógł być psychopatą. Już mi dziewczyny zmyły głowę. Ale wiesz? Powiem ci prawdę. Warto było. Nawet nie wiesz, jak mi tego brakowało.
Wczoraj poszłam sama do tego baru. Był tam ten facet. Tym razem porozmawialiśmy. Ma na imię Kuba i jest zegarmistrzem. Wyobrażasz to sobie? Jedyni zegarmistrzowie, jakich jeszcze widuję, to zasuszeni staruszkowie. Kuba nie jest siwy ani zasuszony. Teraz już wiem, dlaczego ma takie zwinne ręce. Hi, hi, aż się zarumieniłam… Ty też?

Nie mam pojęcia, dlaczego, ale uznałam, że mogę mu powiedzieć prawdę. O tobie i o tym, czego szukam. Okazało się, że Kuba jest samotnikiem. Próbował, ale nie nadaje się do życia w związku. Ale też ma potrzeby. Wygląda na to, że przynajmniej przez jakiś czas możemy być dla siebie przydatni. Ustaliliśmy, jakie są zasady. Kuba wie, że nigdy nie zaproszę go do domu. Bo co miałabym powiedzieć dziewczynkom? Po Michale obiecałam im, że już nigdy żaden obcy pan z nami nie zamieszka. Kuba nie ma nic przeciwko temu – będziemy się spotykać u niego. Jeśli któreś z nas uzna, że to koniec, rozstaniemy się bez wymówek i bez żalu. Ciekawe, czy taki scenariusz jest możliwy…

Dziś Zosia zapytała mnie, czy mam chłopaka. Wystraszyłam się. Myślałam, że chodzi jej o Kubę. Że gdzieś nas widziała albo słyszała, jak rozmawiamy. Tymczasem, tylko się nie przewróć z wrażenia, to był taki wstęp do rozmowy o… jej chłopaku. Rozumiesz? Nasza 14-letnia córka ma chłopaka. Boże! Przecież dopiero co siedziała na nocniku! Zaczęła mnie pytać, czy całowanie to grzech. Na razie na tym się skończyło. Ale pewnie niedługo przyjdzie z kolejnymi pytaniami… Co ja jej powiem? Wiem, że to zadanie matki, ale ty byś sobie z tym lepiej poradził.

Pamiętam, jak tłumaczyłeś Zosi, gdy miała osiem lat, skąd się biorą dzieci. Udało ci się przekazać jej prawdziwą wersję w taki piękny sposób. Ja bym pewnie powiedziała, że dzieci znajduje się w kapuście i kazała jej iść myć zęby. Wiesz, ona później powtórzyła twój wykład słowo w słowo Helence. I znów mi się upiekło.

Z Kubą to chyba już koniec. Okazało się, że taki związek, w którym jest tylko seks, szybko się nudzi. Może nie wszyscy tak mają, ale ja tak. Tylko co dalej? Znowu Tinder? A może panowie do towarzystwa? Wyobrażasz sobie? Ja próbuję i na samą myśl zaczynam chichotać. Pokój z wielkim łóżkiem, przyciemnione światło. Nagle wchodzi on i zaczyna się rozbierać w rytm muzyki. W końcu zostaje w błyszczących stringach, które zrywa jednym ruchem, jak na pokazach tych chippendalesów. Podbiega do mnie, rzuca na łóżko i rozrywa mi sukienkę… No jasne, wiem, już się tarzasz ze śmiechu. Ja też. Więc sam rozumiesz, że to nie dla mnie. Oboje to wiemy.

Moje życzliwe koleżanki, którym w zawoalowany sposób dałam do zrozumienia, czego mi brakuje, przyniosły mi dwa dni temu katalog wysyłkowy sex shopu. Z różnymi wibratorami o chwytliwych nazwach  typu: „autorozkosz”. Wyrzuciłam go. Jestem tradycjonalistką: idealna liczba w tych sprawach to dwa. Ani więcej (żadnych trójkątów!), ani mniej. Jezu, dlaczego życie młodej wdowy jest takie skomplikowane?

Wczoraj zadzwonił Kuba. Może dam mu kolejną szansę? Zaproponował, żebyśmy trochę urozmaicili nasze spotkania. Widać i jemu scenariusz: „cześć, cześć, buzi, buzi, hop do łóżka, bara-bara, cmok-cmok i pa-pa” nie za bardzo odpowiadał. Dlatego jutro idziemy do teatru. Nie, nie na żadną farsę. Na „Juliusza Cezara”. Okazało się, że Kuba jest wielbicielem Szekspira. I to tych jego najmroczniejszych dramatów. Znowu wydał mi się interesujący. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Dziewczynkom zapowiedziałam, że nie wrócę na noc. „Idziesz na przyjęcie piżamowe?”, zapytała Helenka. W sumie dobrze to nazwała.

Pewnie się domyśliłeś, że było fajnie, bo się nie odzywam od trzech dni. No więc było. I zrobiłam coś jeszcze, do czego trochę boję się przyznać. Kuba poznał dziewczynki. Zabraliśmy je w niedzielę na lodowisko.
Helenka oczywiście musiała mnie zawstydzić. Niby na ucho, ale tak, żeby Kuba na pewno usłyszał, obsztorcowała mnie: „A mówiłaś mi ostatnio, że nie masz chłopaka. Nieładnie kłamać dzieciom”. Kuba o mało się nie zakrztusił ze śmiechu.
Trochę porozmawialiśmy o naszym życiu. Nie, o tym, żebyśmy zamieszkali razem, nie ma nawet mowy. Tego nie chcę ani ja, ani on. Ale może spróbujemy być trochę bardziej parą, a nie tylko kochankami?

Dobranoc. A nie, zaczekaj. Muszę ci jeszcze powiedzieć, na jaki pomysł wieczorem wpadła Zosia. Przyszła do mnie do sypialni, wskoczyła na łóżko i wypaliła: „Mam taki pomysł. To może pójdziemy na podwójną randkę. Ty z tym Kubą i ja z Antkiem, moim chłopakiem? Na przykład do pizzerii. Superpomysł, nie sądzisz? To pa!”.
Cmoknęła mnie w policzek i już jej nie było. O mało nie spadłam z łóżka z wrażenia. Właśnie, muszę jeszcze o tym napisać do Kuby. To pa, skarbie.

Więcej prawdziwych historii:
„Narzeczony zostawił mnie, bo przez wypadek mam poparzoną całą głowę. Nie mogę go za to winić. Wyglądam jak potwór”
„To dla mnie ostatni moment, by zajść w ciążę. Mój ukochany się opiera, bo… nie jest pewny, czy woli kobiety”
„Mąż bił ją w ciąży, a po urodzeniu dziecka jeszcze mocniej. Wszystko przez to, że ich syn urodził się bez nóżki”