Jakby nic się nie zmieniło fot. Panthermedia

Jakby nic się nie zmieniło

Zerwał się od stołu i poprosił mnie do tańca. A potem mocno objął, uśmiechnął się ciepło i… popłynęliśmy po parkiecie przy dźwiękach samby „Dla ciebie“.
/ 05.12.2011 11:19
Jakby nic się nie zmieniło fot. Panthermedia

Chyba żartujesz! Naprawdę nie chcesz tam iść? – mama ze zdziwieniem popatrzyła na mnie zza okularów. – Nigdzie nie chodzisz, tylko praca i praca. Jesteś jeszcze młoda, powinnaś ułożyć sobie życie.
Nie mogłam się z nią nie zgodzić. Powinnam ułożyć sobie życie. Tylko jak? Moją codzienność wypełniały sprawy zawodowe. Nie było mi z tym dobrze, ale pogodziłam się już, że się zestarzeję, za jedyną towarzyszkę mając swoją mamę, z którą zamieszkałam po rozwodzie.
Tymczasem ona była innego zdania.
– Kupimy jakąś ładną sukienkę i pójdziesz na to spotkanie – zarządziła.
– Dobra, pójdę. Zrobię to tylko dla ciebie – poddałam się z westchnieniem.

Jak ja nienawidziłam takich spotkań po latach
W sobotę w wytwornej sukience z fioletowej koronki weszłam do restauracji, w której trwało spotkanie zorganizowane trzydzieści lat po naszej maturze.
– Kinga! – jakaś ufryzowana kobieta aż podskoczyła na mój widok.
Potrząsając polakierowaną grzywką, pociągnęła mnie w stronę stolika, przy którym siedziało kilkanaście osób.
– O kurczę… Nic się nie zmieniłaś! – gdyby nie ten specyficzny, zachrypnięty głos, w życiu nie poznałabym, że to Ilona, ta sama, która cierpliwie wyjaśniała mi kiedyś zawiłości matematyczne.
„Jak to możliwe, że się nie zmieniłam?” – pomyślałam, patrząc na swoje koleżanki i kolegów z ogólniaka. Marcin miał zupełnie pokaźny brzuszek, Monika – pasemka, które tylko dodawały jej lat,
a Karol, klasowy przystojniak, zupełnie wyłysiał. Gdybym spotkała kogokolwiek  z nich na ulicy, minęłabym obojętnie, nie nawet nie myśląc, że się w ogóle znamy.
Kelner podszedł ze słodkim deserem i kolejną butelka wina, a mnie w tej samej chwili serce zamarło z wrażenia.
Maciek… W dżinsach i białej koszuli wyglądał zabójczo przystojnie. Grzecznie się przywitał i usiadł obok Aldony, a ja ze wszystkich sił starałam się nie patrzeć w jego stronę. Był moją wielką szkolną miłością. Wzdychałam do niego przez kilka dobrych lat, ale nigdy nie pokazałam, jak bardzo jestem nim zainteresowana. Teraz zerkając na niego ukradkiem, przypomniałam sobie wszystkie uczucia, które we mnie wzbudzał.
– Kinga? A ty czym się zajmujesz? Jesteś lekarką, tak jak marzyłaś? – zapytał  Maciek i uśmiechnął się do mnie.
– Nie dostałam się na medycynę – powiedziałam sama zaskoczona swoim głosem, który brzmiał pewnie i melodyjnie. – Zdałam na farmację. Kilka lat temu otworzyłam przy rynku małą aptekę.
– Fiu, fiu! – zagwizdał z podziwem.
Po czym nagle wstał, podszedł do mnie, ukłonił się w pas i poprosił do tańca.
Speszyłam się jego zachowaniem, lecz postarałam się, by nie dać tego po sobie poznać. Pozwoliłam mu się poprowadzić na parkiet i popłynęliśmy w sambie „Dla ciebie”. Stary dobry Santana! Tańczyliśmy i rozmawialiśmy jednocześnie.

Pewnie ma piękną żonę i są bardzo szczęśliwi
Maciek był kierownikiem w dużej firmie budowlanej. Skończył wcześniej studia inżynierskie, przez kilka lat był na kontrakcie za granicą, wybudował dom, posadził drzewo, spłodził syna. „Szczęściarz
z niego” – pomyślałam. I wyobraziłam sobie, jak po wypielęgnowanym jego ręką trawniku przechadza się smukła piękność, czyli jego żona. Jak razem popijają drinki na tarasie, a potem pakują walizki i jadą w egzotyczną podróż. Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej moje życie wydawało się nudne, nijakie i nie do zniesienia.
– Napijmy się – zaproponowałam, wyślizgując się z jego silnych ramion.
– Twoje zdrowie – pierwsza uniosłam kieliszek, gdy wróciliśmy do stolika.
Spotkanie toczyło się swoim rytmem. Wspominaliśmy nasze szkolne lata, trochę tańczyliśmy. Maciek chwilami zerkał na mnie, a ja odwzajemniałam mu się lekkim uśmiechem. Dobrze po północy zaproponował, że mnie odwiezie.
– Dziękuję – powiedziałam na pożegnanie, gdy wysiadałam z taksówki, a wtedy on zapytał, czy zaproszę go na drinka.
– Nie, mieszkam z mamą – odparłam zawstydzona.
– Rozumiem, więc może pojedziemy do mnie? – uśmiechnął się łobuzersko.
– Co na to twoja żona? – zapytałam.
– Lubi niezapowiedzianych gości?
– Od lat nie mieszkamy razem. Zostawiłem jej dom. Mieszkam kilka przecznic stąd, naprawdę bardzo blisko.


Nie mam pojęcia, dlaczego się zgodziłam. W każdym razie było bardzo miło. Wypiliśmy po drinku, porozmawialiśmy, pośmialiśmy się, a potem o świcie Maciek odprowadził mnie pod drzwi mojej kamienicy. To było przyjacielskie spotkanie, bez żadnych podtekstów.
Umówiliśmy się jednak następnego popołudnia na kawę.
– Spotkanie z Maćkiem? – mama aż usiadła, gdy jej powiedziałam. – Tym, w którym nieszczęśliwie się kochałaś?
– Tak, właśnie z tym Maćkiem, ale teraz to zupełnie inna historia. Oboje jesteśmy po przejściach, przed pięćdziesiątką, więc nie licz na nic więcej. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz – zaśmiałam się.
Ułożyłam włosy w elegancki kok i wybiegłam z domu. Byłam już blisko kawiarenki, gdy zadzwoniła moja komórka.
– Bardzo cię przepraszam, ale coś mi wypadło. Musimy przełożyć spotkanie – usłyszałam głos Maćka, brzmiał obco.
Stanęłam naprzeciwko sklepowej witryny i spojrzałam na swoje odbicie. „Głupia jesteś. Co ty sobie w ogóle wyobrażałaś?” – skarciłam samą siebie.
Z chmurną miną wróciłam do domu.
– Tylko o nic nie pytaj – ostrzegłam mamę, która wychyliła się z kuchni.

Kto tam siedzi w salonie, czy mnie oczy mylą?
Zdjęłam ubranie i wściekła rzuciłam się na tapczan. Obudziłam się kilka godzin później, w bardzo podłym nastroju.
„Nic mi się w życiu nie udaje” – pomyślałam ze smutkiem. Kiedy miałam już nadzieję, że w ciemnym tunelu mojego pokręconego losu wreszcie rozbłyśnie jasne światełko nadziei, okazało się, że tylko się łudziłam… Tym razem jednak zderzenie z ponurą rzeczywistością było bardzo bolesne. Bo dotyczyło Maćka.
– Mamy coś słodkiego? – rzuciłam pytanie, wchodząc do salonu.
I o mało nie usiadłam z wrażenia! Przy stole siedziała mama, z którą wesoło konwersował nie kto inny jak mój wymarzony chłopak sprzed lat…
– Przepraszam, że tak niespodziewanie odwołałem to spotkanie, ale… – Maciek podniósł się z krzesła, żeby dokończyć, lecz mama przerwała mu w pół słowa.
– To już rozumiem, dlatego moja Kingunia wpadła do domu jak chmura gradowa – oznajmiła triumfalnie.
– Nic się nie stało – bąknęłam, udając, że mnie to zupełnie nie dotknęło, po czym zmroziłam ją wzrokiem.
Zupełnie się nie przejęła.
– W ramach przeprosin chciałbym porwać cię na kolację – powiedział Maciek.
– Jasne, że Kinga z tobą pójdzie! – zapewniła go mama, rzucając mi znaczące spojrzenie. – Prawda, córeczko?
– Daj mi dziesięć minut – poprosiłam Maćka, starając się nie patrzeć na mamę.
Przy kolacji opadło ze mnie całe napięcie. Może dlatego po kolejnym kęsie pysznego kurczaka powiedziałam Maćkowi prosto z mostu:
– Może nie miałeś o tym pojęcia, ale zawsze bardzo mi się podobałeś.
Maciek uśmiechnął się.
– Nie uwierzysz, ale ty mnie też. Tylko zawsze byłaś taka niedostępna, nie miałem odwagi do ciebie podejść…
Dotknął mojej dłoni, jego zielone oczy błyszczały zniewalająco.
– Czy teraz będziesz mi pozwalała porywać się na randki? – zapytał.
Delikatnie musnęłam palcami jego dłoń. Czułam, że płoną mi policzki.
– Maćku, kiedy tylko chcesz.