Ja wiem, że ona Cię kocha

Jedno bezmyślne zdanie mogło zniszczyć życie mojej siostry. Bardzo chciałabym wszystko naprawić, nie pomyślałam, że ona tak zareaguje.
/ 20.06.2007 12:41
Przecież chciałam tylko utrzeć nosa mojej doskonałej siostrze. Ani przez chwilę nie pomyślałam, że ona tak zareaguje. Tak bardzo chciałabym to wszystko naprawić. Ja zakochiwałam się ciągle i łatwo mi przechodziło. Ale miłość Marty, to było coś zupełnie innego.



No dobrze – jest mi głupio. Nie powinnam. Ale z drugiej strony, czy ona musiała zaraz zrobić z tego takie halo? Chciałam tylko utrzeć nosa mojej doskonałej siostruni. Ostatecznie, to była ta jedna jedyna dziedzina, w której byłam od niej lepsza. Bo to ona jest starsza, mądrzejsza, zdolniejsza. Prawdę mówiąc, ładniejsza też, choć mało kto umie to dostrzec. Bo ona kompletnie nie wie, co zrobić ze swoją urodą. Choćby te włosy. Większość dziewczyn dałaby za takie majątek, a Marta? Kucyk albo warkocz i tyle. I kosmetyki! Jestem od niej 3 lata młodsza, ale to ja powiedziałam jej, że na świecie istnieje coś więcej niż puder i tusz do rzęs. A i tego używała od wielkiego dzwonu. I zawsze z nosem w książkach. Co w tym dziwnego, że żaden chłopak nigdy na nią nie spojrzał? Za to na mnie – jak najbardziej. Zawsze śmieszyło mnie, kiedy przychodzili do niej koledzy, a ja grałam małą siostrzyczkę. Wystarczyła chwila i już wlepiali we mnie gały. Nie mogę narzekać – Marta nigdy nie była zazdrosna. Zwykle obie śmiałyśmy się z tych moich wielbicieli. Nie miałam pojęcia, że ona ma na tym tle takie kompleksy.
– Zobaczysz – mawiała, gdy jej zdaniem przesadzałam z uwodzeniem – trafi kosa na kamień. No i trafiła.

Nie mogłam dać za wygraną tak łatwo
Piotrek był kumplem Marty i nie dał się nabrać na moje sztuczki. Wiedziałam dlaczego – to Marta go interesowała. Chodziłam wtedy z Grzegorzem, ale urażona ambicja zrobiła swoje. Starałam się jak mogłam, żeby zwrócił na mnie uwagę – bez efektu. Dałam w końcu spokój, a kilka tygodni później Marta zwierzyła mi się, że jest zakochana. Pół roku później zaczęli mówić o ślubie. No, byłam zazdrosna, nie powiem że nie.
– Nie za wcześnie, siostrzyczko? – stwierdziłam z przekąsem w dniu, w którym Piotrek po staroświecku oświadczył się rodzicom o jej rękę – Znacie się niecały rok, parą jesteście jeszcze krócej. Co ty o nim wiesz?
– Oluś, ja nie potrzebuję nic o nim wiedzieć. Ja go kocham – uśmiechnęła się z taką czułością, że aż mnie skręciło.
– Nie masz w tej kwestii wielkich doświadczeń – drążyłam dalej, sama nie wiem po co. Przecież wcale nie chciałam ich poróżnić. Może tylko drażniło mnie, że Marta traktowała to swoje uczucie jak jakąś świętość, jak cud, który zdarza się rzadziej niż wygrana w totolotka.
– Doświadczenie nie ma tu nic do rzeczy – zaśmiała się – Sama zobaczysz, kiedy zakochasz się naprawdę.
O nie! Tego było za wiele. To ja mogę przebierać w facetach, a ta złapała jednego i od razu robi za wyrocznię. To znaczy, jej zdaniem, Grześka nie kocham naprawdę?
– Głupia jesteś i tyle – warknęłam.
– Jeszcze się zdziwisz, gdy twój ukochany Piotruś zrobi cię w trąbę. Wygląda mi na takiego, a w tej materii doświadczenia odmówić mi nie możesz.

Tak naprawdę nie chciałam tego
Pokłóciłyśmy się, ale po kilku godzinach przeprosiłam ją i wszystko było dobrze. Ale dwa tygodnie później Grzesiek ze mną zerwał. Wracałam do domu wściekła na cały świat. I nagle, już na naszej ulicy zobaczyłam Piotrka. Stał pod kasztanowcem i całował jakąś dziewczynę. "Co za świnia" – pomyślałam i w tej samej chwili wreszcie się rozpłakałam – pewnie, że bardziej nad sobą niż nad Martą, ale zawsze. Podeszłam blisko – a niech mnie ten palant zobaczy. Ciekawe, jak się zachowa. Spojrzał na mnie obojętnie, a mnie zrobiło się głupio, że tak się na nich gapię. Bo to wcale nie był Piotrek – ta sama sylwetka, taka sama kurtka, podobne ciemne, rozwichrzone włosy. I tyle. Minęłam go
i pobiegłam do bramy. Wpadłam do kuchni i natknęłam się na Martę.
– Co ci się stało – na mój widok talerz, który wycierała wyleciał jej z rąk.
No tak, od dobrych paru lat nie widziała mnie tak zaryczanej. Nie miałam zamiaru przyznawać się do porażki. Za dzień-dwa zamierzałam oznajmić, że zerwałam z Grześkiem. Ale przecież nie teraz. Teraz nawet moja naiwna siostra mi nie uwierzy. No i wymyśliłam. Opisałam jej ze szczegółami scenę pod kasztanem, przemilczając, rzecz jasna, zakończenie i swoją pomyłkę. Tak zresztą – pomyłką – zamierzałam się tłumaczyć, gdy sprawa wyjdzie na jaw.
Nie wyszła. Bo moja siostra nie płakała, nie rozpaczała. I ani przez chwilę nie zwątpiła w moje słowa. Zostawiła na stole niepozmywane talerze, co nie zdarzyło jej się chyba odkąd skończyła sześć lat i zamknęła się w naszym pokoju. Do końca dnia nie powiedziała ani słowa. Rano wyszła do pracy, a kiedy wróciła – dużo później niż zwykle – oznajmiła rodzicom, że rozstała się z Piotrem.
– Próbował z nią rozmawiać. Wiem, że próbował. Ze dwa razy czekał na nią pod domem i pod pracą. Nigdy nie zamieniła z nim nawet słowa. Przechodziła obok, jakby nie istniał, a kiedy dzwonił po prostu odkładała słuchawkę.
– Słuchaj – zaczęłam któregoś dnia, bo nie mogłam patrzeć jak się męczy – Może to wszystko nie tak – tłumaczyłam. – Pogadaj z nim...
– Nie ma o czym. I proszę cię, nie poruszaj więcej tego tematu – takiej Marty zupełnie nie znałam. Zniknęła gdzieś tamta nieśmiała dziewczyna. Teraz, z nas dwóch, to ona była twardsza. Miała w głosie coś takiego, że nie odważyłam się ani ciągnąć dalej tej rozmowy, ani – tym bardziej – wyznać swojej winy. Pierwszy raz w życiu czułam się źle sama ze sobą.
Próbowałam zagłuszyć wyrzuty sumienia, pomagając Marcie w pracach domowych, od których zawsze się wykręcałam, ale niewiele to dawało. W końcu uciekłam z domu. No, nie dosłownie. Po prostu, kiedy nadarzyła się okazja, zmieniłam pracę i wyjechałam do innego miasta. I właśnie tam, na dworcu autobusowym któregoś dnia wpadłam na Piotra. Wysiadał właśnie z samochodu i przywitał się ze mną całkiem przyjacielsko. Zgłupiałam. Niemożliwe, żeby nie wiedział. Rozmawialiśmy chwilę. Pytał co u mnie, u rodziców...
– A jak tam Marta? Już urodziła? – zapytał nagle patrząc gdzieś w bok.
– Jak to urodziła? No przecież... – zaczęłam i nagle zrozumiałam wszystko. Także to, dlaczego Piotr tak szybko, za szybko moim zdaniem, zrezygnował.

Czułam się okropnie
– Zaraz – pociągnęłam go za rękaw – Wsiadaj – sama otworzyłam drzwi auta i wsiadłam.
– Słuchaj i nie przerywaj – zaczęłam, kiedy on z głupią miną usiadł za kierownicą. – Bo jeśli mi przerwiesz, nie zdołam powiedzieć ci tego, co musisz wiedzieć.
Krótkimi, urywanymi zdaniami opowiedziałam mu wszystko. Bez wybielania się: o Grześku, o tamtej parze pod kasztanem i o tym, jak postanowiłam ukryć swoją porażkę.
– Chyba cię zatłukę – wycedził przez zęby i złapał mnie za ramię.
– Puść, urwiesz mi rękę – poprosiłam.
– Powinienem urwać ci głowę. Sobie też. Wiesz, co ona mi powiedziała? Że poznała faceta i jest z nim w ciąży. A ja jak kretyn uwierzyłem. Uraziła moją męską dumę i nie pomyślałem nawet, że to niemożliwe. Nie z Martą. Mogła przestać mnie kochać, ale na pewno by mi o tym powiedziała, zanim poszła do łóżka z kimś innym. A potem jeszcze szlachetnie proponowałem jej, że uznam to dziecko za własne – nagle opadł na ławkę i schował twarz w dłoniach.
– Ale... jak mogłeś nie wiedzieć, że nie jest w ciąży? – spytałam.
– Przez ostatnie pół roku prawie nie było mnie w domu. Rzuciłem robotę i pojechałem do Niemiec. Zarobiłem. Teraz tu, w tym miasteczku chciałem otworzyć firmę budowlaną. Rodzice też nic nie wiedzieli, bo jeszcze w zeszłym roku przenieśli się na wieś, do brata.
– Co teraz? – zapytałam.
– Nie wiem. Myślisz, że ona jeszcze mnie... – urwał.
– Tak. I nie myślę, wiem na sto procent – odparłam i w tym momencie strzelił mi do głowy wariacki pomysł.
– Słuchaj. Miałam jechać do domu, bo Marta obiecała mi pomóc z tymi papierami – poklepałam teczkę z dokumentami – rodziców nie ma w domu, pojechali do ciotki, a Marta wzięła wolny dzień. Tu masz moje klucze. Jedź i bez daty ślubu nie wracaj. A jeśli w prezencie ślubnym zażyczycie sobie mojej głowy na tacy, osobiście wam tę tacę kupię...

Chciałabym, żeby było dobrze jak dawniej
Pojechał, a ja wróciłam do mieszkania. Przez długą chwilę siedziałam wpatrując się w aparat telefoniczny, wreszcie podniosłam słuchawkę. Minęło już
ponad 40 minut. Zaraz powinien tam być. Wystukałam numer.
– Halo – usłyszałam w słuchawce spokojny głos Marty.
– Marta? To ja – zaczęłam.
– Dlaczego dzwonisz? Miałaś przyjechać – zdziwiła się.
– Wiesz – wzięłam głęboki oddech – muszę ci coś powiedzieć.
– Zaraz, poczekaj, ktoś dzwoni do drzwi – przerwała mi.
– Nie, to ty poczekaj. Tylko jedno zdanie! – zawołałam. – Posłuchaj, ja... Ja naprawdę nie chciałam i strasznie cię przepraszam...
– Ale za co? – zdziwiła się.
– Zaraz się dowiesz. Wybacz mi, jeśli możesz – odłożyłam słuchawkę...
Aleksandra N., 22 lata, urzędniczka
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/04.04.2010 01:02
dała mu klucze a on dzwonil dzwonkiem? to po co mu te klucze?
/22.06.2007 13:18
na brata zawsze mzoan liczyc a miedzy siostrami bitwy o fecetow sa dosc czeste