Dopięła swego

Wierzę, że to ona w trosce o moją przyszłość pokierowała moim losem z zaświatów.
Wierzę, że to ona w trosce o moją przyszłość pokierowała moim losem z zaświatów. Babcia bardzo martwiła się tym, że nie mam czasu znaleźć sobie towarzysza na życie. Swatała mnie, swatała, aż w końcu jej się to udało...




Wychowywała mnie babcia. Z nią wiążą się najpiękniejsze wspomnienia mojego dzieciństwa. To ona opowiadała mi bajki do snu, starała się ukoić dziecięcą rozpacz po stracie ukochanego misia, uczyła stawiania pierwszych kroków, pierwszych liter. Była bardzo dzielną osobą.

Naszyjnik z muszlą symbolem bezpieczeństwa
Kiedy miałam dwa miesiące, w wypadku zginęli moi rodzice. Była zima stulecia, dziadek wyjechał po nich samochodem na dworzec. W drodze powrotnej samochód wpadł w poślizg i runął z kilkumetrowej skarpy w dół. Nikt się nie uratował. Cała miłość Buni – jak ją nazywałam – skupiła się na mnie, a i ona stała się najważniejszą osobą w moim życiu. Istniała od zawsze i była wszystkim. Moje najbardziej wyraziste wspomnienie z dzieciństwa, to naszyjnik babci z wygrawerowaną muszlą, przyciśnięty do mego policzka – uwierał bardzo, ale też nieodłącznie wiązał się z poczuciem bezpieczeństwa.
– Dostałam go od twego dziadka na szczęście – mówiła babunia – A musisz wiedzieć, że był bardzo we mnie zakochany. A jaki przystojny!

Chciała przed śmiercią zobaczyć mnie w białej sukni
Lubiłam te opowieści, a także wszystkie inne, które babcia snuła wieczorami. Czasami były niezwykłe.
– Skąd, babciu, znasz te wszystkie fantastyczne historie? Czy one zdarzyły się naprawdę? – pytałam z wypiekami na twarzy.
– Może się zdarzyły, a może nie – uśmiechała się tajemniczo.
Dobrze nam się żyło we dwie. Byłam grzeczną dziewczynką. Uczyłam się dobrze, nie sprawiałam większych kłopotów. Moim światem były książki. Początkowo babcię bardzo to cieszyło. Ale kiedy byłam już na studiach, moje koleżanki zaczęły zakładać rodziny, a wokół mnie ani śladu kandydata na męża – zaczęła się niepokoić.
– Nie tylko praca i nauka na tym świecie się liczą – przekonywała – Idź do kawiarni, dziecko. Umów się z kimś do kina. Tak bym chciała przed śmiercią zobaczyć cię w białej sukni...
Łatwo powiedzieć. Jasne, że tęskniłam do wielkiej miłości, ale uważałam, że widać nie jest mi pisana. Zresztą w bibliotekach naprawdę trudno o wielką miłość. Babcia próbowała mnie swatać. A to z synem sąsiadki, a to z wnukiem znajomej. Jednak jej zabiegi nie przynosiły rezultatów.
– Chcesz, czy nie i tak postawię na swoim – nie dawała za wygraną.
Odeszła niespodziewanie. Nie chorowała przedtem i, na szczęście, nie cierpiała. Bardzo to wszystko przeżyłam, ale życie musiało toczyć się dalej. Czteropokojowe mieszkanie, które babcia zostawiła mi w spadku, stało się dla mnie za duże. Postanowiłam więc wynająć jeden pokój. Dałam ogłoszenie do gazety. Myślałam o kobiecie, która mogłaby się stać kiedyś dla mnie przyjaciółką od serca. Nawet zaznaczyłam to w ogłoszeniu, dlatego zdziwiłam się, gdy zadzwonił mężczyzna.
Mimo, że miałam inne zamiary, koniec końców, to właśnie Łukasz został moim sublokatorem. Był parę lat straszy ode mnie. Doskonale się rozumieliśmy i – co tu dużo mówić – podobał mi się. Na szczęście z wzajemnością. Tak się jakoś porobiło, że postanowiliśmy być razem. Któregoś dnia, gdy sprzątałam starą komodę babci, ze stosu wysunęło się jej zdjęcie z ostatnich lat życia. Łukasz podniósł je i dłuższą chwilę mu się przyglądał.
– Ależ ja znam tę kobietę! – stwierdził z absolutną pewnością w głosie.
I opowiedział mi wprost zadziwiającą historię:
– To nie był mój najlepszy okres – zaczął – Tamtego dnia jechałem autobusem sfrustrowany, zatopiony w niewesołych myślach. Właśnie po raz kolejny zostałem bez mieszkania – z ostatnio wynajmowanego miałem się wynieść do końca tygodnia. Jak w tydzień znaleźć mieszkanie? I do tego, żeby było niedrogie? Nie zwróciłem uwagi, kiedy na siedzeniu obok mnie usiadła nobliwa starsza pani.
Łukasz mówił, że była bardzo rozmowna. Sama o coś go zagadnęła i tak potoczyła się ich pogawędka.
– Pytała mnie o rodzinę, zainteresowania, ale robiła to w taki sposób, że nie czułem się jak na przesłuchaniu – tłumaczył Łukasz.
Nie wiedzieć kiedy opowiedział nieznajomej o swoich mieszkaniowych kłopotach.
– A to się dobrze składa – ucieszyła się – Bo wie pan, po śmierci męża strasznie mi doskwierała samotność
i chciałam zamieszkać z jakąś miłą młodą osobą. O, proszę nawet znalazłam idealne ogłoszenie. Dla mnie sprawa jest nieaktualna, bo właśnie dostałam wiadomość, że siostrzenica wraca z zagranicy. No i zamieszkamy razem. Niech pan zadzwoni pod ten numer.
Wyjęła gazetę z zaznaczonym na czerwono ogłoszeniem o wynajmie mieszkania.
– Ale tutaj jest napisane, że chodzi o sympatyczną kobietę.
– Pan też jest sympatyczny. Proszę zadzwonić. I to jak najszybciej – podkreśliła z naciskiem.
No i Łukasz zadzwonił pod wskazany numer telefonu. To był mój numer. Cała sprawa wyglądała na zwykłą uprzejmość przygodnej rozmówczyni. Jednak Łukasz upiera się, że kobieta z autobusu i moja babcia ze zdjęcia, to ta sama osoba. A przecież Bunia już wtedy nie żyła!

Wierzę, że wciąż nade mną czuwa
Wiem, wiem, pamięć bywa zawodna, a starsze panie są do siebie podobne. Tylko dlaczego ta z autobusu miała naszyjnik z wygrawerowaną muszlą, taki sam jaki nosiła Bunia? Być może przypadek. Ale ja wolę myśleć, że to kochana babcia, w trosce o moją przyszłość zadziałała z zaświatów.
Postawiła na swoim i znalazła mi wreszcie miłość. Wierzę, że wciąż czuwa nade mną i zawsze mogę liczyć na jej niebiańskie wsparcie.


Hanna C., 29 lat, nauczycielka
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)