Załamana kobieta fot. Adobe Stock, Halfpoint

„Chciałam by na mój widok zbierał szczękę z podłogi i wbiłam się w za ciasną sukienkę. Sama zaczęłam ten festiwal żenady”

„W pewnym momencie poczułam, że robi mi się słabo… Wstałam, aby poszukać Mirka i mu o tym powiedzieć, ale… nie zdążyłam nawet go zauważyć pośród otaczającego mnie tłumu, gdy podłoga usunęła mi się spod stóp. Zemdlałam”.
/ 22.04.2022 06:07
Załamana kobieta fot. Adobe Stock, Halfpoint

Body wyszczuplające! Na zdjęciu w internecie wyglądało rewelacyjnie. Z dość puszystej dziewczyny uczyniło smukłą laseczkę i chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że czasami zdjęcia „przed” i „po” są manipulowane, to jednak ta prezentacja zrobiła na mnie wrażenie. „Coś takiego by mi się przydało…” – pomyślałam od razu.

Od dłuższego czasu walczę z nadprogramowymi kilogramami. Dwa lata temu znacznie przytyłam i w końcu postanowiłam wziąć się za siebie, i zrzucić kilka, a może nawet kilkanaście kilogramów.

Dieta, którą sobie narzuciłam, zaczęła działać. Chudłam powoli, a wraz z każdym zrzuconym kilogramem, rosła moja wiara, że to się może udać. Tym bardziej, że na jakimś rodzinnym spotkaniu zobaczyłam swoją siostrę cioteczną, która też kiedyś była „puszysta” tak jak ja, a teraz prezentowała się naprawdę świetnie w dopasowanej sukience.

– Jak to zrobiłaś? – dopadłam ją na osobności, chcąc poznać sekret jej diety.

Podzieliła się ze mną chętnie wszelkimi spostrzeżeniami. Jej rady były naprawdę ciekawe, powiedziała mi na przykład, abym uważnie czytała etykiety na opakowaniach produktów.

– To na początku wydłuży twoje zakupy, ale w efekcie będziesz wygrana! Nawet nie wiesz, ile producenci potrafią dosypywać cukru do wszystkiego, chociażby do zwykłego groszku!

– Do groszku? – zdziwiłam się.

Do tej pory właśnie między innymi groszek uważałam za bezpieczną przekąskę. Był wygodny w użyciu, bo wystarczyło tylko zabrać do pracy puszkę, a potem ją otworzyć i odsączyć. Ale Beata miała rację! Znalezienie firmy, która by nie słodziła groszku w puszce, zajęło mi trochę czasu. „No coś podobnego!” – byłam naprawdę pod wrażeniem.

Od tej pory na każdym rodzinnym spotkaniu kręciłam się koło Beaty, licząc na kolejne dobre rady. Cieszyło mnie także to, że widzi moje postępy i potrafi mi pogratulować zrzuconych kilogramów.

– Kiedy ja będę wreszcie mogła włożyć taką seksowną sukienkę? – westchnęłam przy ostatnim spotkaniu z Beatą.

Moja siostra cioteczna miała bowiem na sobie najmodniejszą suknię-tubę, w dwóch kolorach – białym i czarnym.

– Ona wcale nie jest w takim małym rozmiarze! – uśmiechnęła się Beata. – Te pionowe cięcia i połączenie kontrastowych kolorów wyszczuplają optycznie. A poza tym, moim zdaniem jesteś na najlepszej drodze do tego, aby wkrótce włożyć taką samą, bo widzę, że nie brakuje ci wytrwałości.

Pochlebiała mi jej uwaga

Kiedy kilka tygodni później zobaczyłam w sklepie sukienkę bardzo podobną do tej, którą miała wtedy na sobie Beata, kupiłam ją bez wahania. Niestety, była na mnie odrobinę za mała…

„To nawet lepiej!” – pomyślałam. „Będę miała motywację, aby do niej schudnąć”. Postawiłam sobie za punkt honoru, żeby się do niej zmieścić!  „Będę wyglądała rewelacyjnie” – marzyłam, dobierając sobie w myślach do sukienki odpowiednie buty i fryzurę.

Strasznie mi zależało na tym, aby dobrze wypaść, bo to miało być pierwsze moje oficjalne wyjście z Mirkiem, moim nowym chłopakiem. Byłam w nim strasznie zakochana!

Poznaliśmy się w autobusie, do którego wpadł w ostatniej chwili, tuż przed zamknięciem drzwi i od razu zapytał, czy ktoś może ma do sprzedania bilet. Pasażerowie popatrzyli po sobie, w końcu jeden z nich poradził mu, aby kupił bilet u kierowcy. Ale autobus już ruszył, a Mirek wsiadł ostatnimi drzwiami. Zanim by się przepchnął przez ten tłum...

– Ja mam bilet – odezwałam się nieśmiało.

Był mi wdzięczny, że go podratowałam. Zamieniliśmy kilka słów, miedzy innymi na temat paskudnej pogody. Mirek podobał mi się, ale nie liczyłam na to, że mam u niego jakiekolwiek szanse. „Taki fajny chłopak na pewno nie zainteresuje się mną...” – myślałam.

Ucieszyłam się jednak, kiedy okazało się, że wysiadamy na tym samym przystanku. Sądziłam, że może pracujemy w sąsiednich budynkach, takiej zresztą wersji trzymał się Mirek. Dopiero potem, kiedy już dostał mój numer telefonu, przyznał mi się, że… wysiadł trzy przystanki wcześniej!

– Ojej, to spóźnisz się do pracy! – wykrzyknęłam.

– Wiem, ale było warto – uśmiechnął się i obrzucił mnie takim spojrzeniem, że aż ciarki mnie przeszły po plecach.

No i tak to się zaczęło...

Chodziliśmy ze sobą już od kilku tygodni i naprawdę szalenie mi zależało na tym, aby dobrze wypaść przed znajomymi Mirka, a właśnie na imprezie miałam większość z nich poznać. Codzienne przymierzanie mojej nowej sukienki i sprawdzanie, czy już na mnie pasuje – stało się teraz moim zwyczajem.

Z przykrością musiałam jednak za każdym razem przyznać, że… daleko mi jeszcze do ideału. Tu i ówdzie widoczne były fałdki, których za nic nie dało się ukryć. Im bliżej była „godzina zero”, tym większa ogarniała mnie panika.

Oczywiście, mogłam pójść w innej, obszerniejszej sukience, ale… po pierwsze nie miałam nic równie eleganckiego, a po drugie tak bardzo przyzwyczaiłam się już do myśli, że wystąpię właśnie w tej kreacji, że wszelka zmiana wydawała mi się życiową katastrofą. I właśnie wtedy natrafiłam na ten sklep on-line z wyszczuplającą bielizną.

Do tej pory nie myślałam o takim rozwiązaniu, ale teraz zaczęłam się poważnie zastanawiać: właściwie dlaczego nie? Oczywiście, odpowiedź była prosta – nie chciałabym, aby Mirek widział mnie w czymś takim, kiedy zacznie mnie rozbierać…

To by było dla mnie wysoce krępujące. Ale zaraz pomyślałam sobie także, że przecież w sylwestra zabawa będzie trwała do białego rana i jeśli nawet potem pojedziemy razem do mnie, to zdążę się dyskretnie pozbyć w łazience wyszczuplających majtek. 

A może raczej powinnam je nazwać: body? Było to bowiem coś w rodzaju rozbudowanych majtasów; nogawki sięgały prawie do kolan wyszczuplając uda, a  góra majtek podchodziła aż pod biust. Producent obiecywał, że dzięki temu „unoszą go do góry wysmuklając całą sylwetkę”.

Moja sukienka w kształcie tuby miała długość za kolano, założyłam więc, że wszystko powinno być w porządku i jeśli tylko będę siadała uważnie, szczególnie zakładając nogę na nogę, to nogawki majtek nie będą widoczne.

Na szczęście kurier zawitał u mnie na dwa dni przed imprezą. Miałam więc czas, aby poprzymierzać majtki i… No cóż, wprawdzie faktycznie trzymały mnie niczym pancerz, ale efekt był za to rewelacyjny!

„Najwyżej nie będę za dużo jadła. I tak zresztą nie zamierzałam, jestem przecież na diecie” – stwierdziłam zadowolona.

A już prawdziwą nagrodą za moje poświęcenie była mina Mirka, kiedy mnie zobaczył wystrojoną w nową sukienkę.

– Ludzie, ta laska to moja dziewczyna! – wykrzyknął zachwycony, okręcając mnie dookoła.

Zapowiadała się naprawdę gorąca noc…

I była gorąca… Przyjaciel Mirka zaprosił bowiem do swojego niewielkiego, mieszkanka chyba z pół miasta! W dwóch pokojach i mikroskopijnej kuchni kłębił się tłum i nie było mowy o tańcach!

Czułam się tym trochę rozczarowana. Rozważałam nawet, czy nie namówić Mirka na zmianę lokalu, ale… pomyślałam sobie, że jego przyjaciele mogliby poczuć się urażeni moim zachowaniem, a tego nie chciałam.

Dałam więc sobie spokój i starałam się mimo wszystko dobrze bawić w tych warunkach. Było mi jednak trudno, bo robiło się coraz duszniej. Mogłam wprawdzie wyjść na balkon, ale tam z kolei było zimno, a ja się łatwo przeziębiam.

„I tak źle, i tak niedobrze” – myślałam, sącząc kolejny kieliszek wina. O to, że nie będę w stanie niczego zjeść w swoim body nie musiałam się nawet martwić, bo i tak nie było nic do jedzenia. Wszelkie przekąski, jakie zrobili gospodarze, zniknęły jak sen złoty zaraz na początku zabawy, podobnie jak sałatka, którą przyniosłam w ramach „składkowego”.

Najwyraźniej niewiele osób poczuło się do takiego obowiązku uznając, że wystarczy zapewnić alkohol. Tego akurat nie brakowało.

I pewnie dlatego jeszcze przed północą zaczęło mi się kręcić w głowie. „Muszę przystopować z piciem na pusty żołądek” – postanowiłam, ale mimo to przed oczami zaczęły mi latać mroczki. Usiadłam więc sobie w kąciku na kanapie, usiłując dojść do siebie. Było mi duszno i gorąco.

W pewnym momencie poczułam, że robi mi się słabo… Wstałam, aby poszukać Mirka i mu o tym powiedzieć, ale… nie zdążyłam nawet go zauważyć pośród otaczającego mnie tłumu, gdy podłoga usunęła mi się spod stóp. Zemdlałam.

To, co się działo, wspominam jak koszmar!

Oczywiście, gdy runęłam jak długa na wykładzinę, tłum rzucił się, aby mnie ratować. Ktoś radził, aby położyć mnie przy oknie, ktoś inny usiłował rozpiąć mi zamek sukienki, żebym mogła swobodniej oddychać. I wtedy właśnie wszystkim ukazał się mój wyszczuplający pancerz!

Te wydarzenia znam z opowieści Mirka. Dowiedziałam się także od niego, że to dziewczyna jego przyjaciela wpadła na pomysł, jak mnie uwolnić z duszącej mnie zbroi. Po prostu wzięła nożyczki i… ciachnęła majty wzdłuż brzucha!

Do moich płuc natychmiast wpłynęło świeże powietrze i ocknęłam się w mocno niekomfortowej pozycji, czyli z wywalonymi na widok publiczny wałkami. Wtedy zrozumiałam, co to znaczy „spalić się ze wstydu”!

Kiedy zorientowałam się, co się dzieje, poczułam, że znowu zemdleję! Mirek, widząc moje zmieszanie, pomógł mi obciągnąć sukienkę, co było chyba jeszcze gorsze i bardziej żenujące. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć i jak spojrzeć mu w oczy. Czułam bowiem na sobie ironiczne spojrzenia wielu ludzi. A przynajmniej wydawało mi się, że wszyscy tak na mnie patrzą. Ktoś mi podał wodę, ale nie umiałam przełknąć ani kropelki ze zdenerwowania.

– Chodźmy do domu… – wystękałam błagalnie, nie mając pojęcia, czy po takiej kompromitacji Mirek jeszcze w ogóle będzie chciał się ze mną zadawać i, czy nie wrócę do tego domu sama.

– Nie ma mowy! – zaprotestowała w tym momencie dziewczyna jego przyjaciela. – Musisz najpierw odpocząć!

Po czym bezceremonialnie wyprosiła wszystkich ludzi z mniejszego pokoju sypialni i kazała mi się tam położyć. Sama nie wiem, dlaczego się jej poddałam, zamiast uciec stamtąd, gdzie pieprz rośnie.
Kiedy wyszła, skupiłam się na tym, żeby przeprosić Mirka, który ze mną został.

– Narobiłam ci wiochy, co… – przyznałam ze wstydem.

– Wiochy? – zdziwił się. – Jakoś nie zauważyłem. Po prostu mnie przestraszyłaś, kochanie!

– Ale te majtki… – zaczęłam cicho.

– Ach, one! Zawsze was podziwiam, dziewczyny, że potraficie się tak poświęcać dla wyglądu! Ja bym za nic czegoś takiego nie włożył. Dziękuję, że chciałaś dla mnie ładnie wyglądać, ale wolałbym, abyś raczej dbała o swoje zdrowie – pochylił się nade mną, aby mnie pocałować.

Nie spodziewałam się takiej reakcji. „On mi dziękuje? I się na mnie nie gniewa?”. W tym momencie zdanie innych gości zupełnie przestało się dla mnie liczyć. Najważniejsze było to, że Mirek nie ma do mnie o nic pretensji. „On mnie chyba naprawdę kocha! I to taką, jaka jestem!” – przemknęło mi przez myśl.

Pół godziny później poczułam się na tyle dobrze, aby wstać i przywitać ze wszystkimi nowy rok. Z podniesioną głową, bo w sumie co mi tam te głupie majtki! Były niczym wobec szczęścia w miłości, które mnie spotkało!

Czytaj także:
„Siostra to wredna pijawka. Wypięła się na mnie i naszą chorą mamę. Urabiam sobie ręce po łokcie, a ona korzysta z życia”
„Matka mojego chłopaka patrzyła na mnie z pogardą, bo nie zdałam matury. Teraz jej łyso, bo prowadzę intratny biznes”
„Był łachudrą, krętaczem i niewiernym mężem. Kiedy trafił do więzienia, nikt mu nie ufał, że został wrobiony”