Córka zostawiła mnie na stare lata samego fot. Adobe Stock, fizkes

„Byłem dla córki ojcem i matką w jednym, a ona na stare lata mnie zostawiła i poleciała na drugi koniec świata. Jak mogła?!”

„Zostałem ekspertem od mody, wiedziałem, jaka fryzura jest obciachowa, i znałem bohaterów młodzieżowych seriali. Zosia mówiła mi o wszystkim. O koleżankach, miłościach, imprezach. Kupowałem córce podpaski i tampony. – Nie musisz pozwalać Zosi na wszystko tylko dlatego, że nie ma mamy. Wydaje mi się, że się jej podlizujesz – perorowała siostra”.
/ 14.09.2022 18:30
Córka zostawiła mnie na stare lata samego fot. Adobe Stock, fizkes

Zosię wychowywałem sam, odkąd miała 12 lat. Teresa, moja żona, zmarła po długiej chorobie. Nowotwór piersi. Walczyła, wiedziałem, że tak bardzo nie chce nas zostawiać, ale nie dała rady. Pomimo rozpaczy musiałem żyć. Dla Zosi. Na szczęście przez okres nastoletniego buntu przeszliśmy łagodnie. Nie wiem, może dziewczynki mają większą potrzebę konfrontacji z mamami, a może po prostu miałem szczęście.

Starałem się zastąpić Zosi Teresę

Zostałem ekspertem od mody, wiedziałem, jaka fryzura jest obciachowa, i znałem bohaterów młodzieżowych seriali. Zosia mówiła mi o wszystkim. O koleżankach, miłościach, imprezach. Kiedy po tygodniu rzucił ją jej pierwszy chłopak Michał, płakałem razem z nią przez cały weekend. Kupowałem córce podpaski i tampony. I poszedłem z nią do ginekologa, gdy powiedziała mi, że chciałaby zacząć brać pigułki antykoncepcyjne, bo czuje, że z jej najnowszym chłopakiem Antkiem to „może być to”. Kiedy opowiedziałem o tym siostrze, była oburzona.

– Nie musisz pozwalać Zosi na wszystko tylko dlatego, że nie ma mamy. Wydaje mi się, że się jej podlizujesz – perorowała.

Puszczałem jej uwagi mimo uszu. Wiedziałem, że gdyby Teresa była z nami, postępowałaby tak samo. Zosia była mądra, odpowiedzialna i wiedziała, czego chce. I nie bała się o tym mówić. Kiedy urodził się mój wnuk, byłem w siódmym niebie Wyprowadziła się z domu dwa lata po studiach. Zamieszkała z Adamem, który dziś jest jej mężem. Wiedziałem, że ten dzień w końcu nadejdzie, i wydawało mi się, że jestem gotowy. Ale nie byłem. Nie umiałem się odnaleźć w pustym domu. To Zosia przyprowadziła mi Zorka. Nie przepadałem nigdy za psami i początkowo nie chciałem słyszeć o tym, żeby jakiegoś adoptować. Ale jak zawsze okazało się, że to Zosia ma rację. Już po miesiącu Zorek był moim najlepszym kumplem. Razem spacerowaliśmy, oglądaliśmy telewizję, biegaliśmy po lesie.

W czasie ślubu Zosi i Adama byłem bardzo dzielny

Publicznie nie uroniłem ani jednej łzy. Poryczałem się dopiero w domu, już po weselu. Nie dlatego, że tracę Zosię – nie mieszkaliśmy razem już cztery lata – ale dlatego, że nie było z nami Teresy. Dwa lata po ślubie Zosia zaszła w ciążę. Byłem w siódmym niebie. Żałowałem, że do emerytury jeszcze tyle lat, bo byłem gotowy rzucić wszystko i zostać niańkiem. A kiedy okazało się, że Kazik ma oczy i dołeczek w brodzie Teresy, to już wiedziałem, że ten dzieciak będzie mógł zrobić ze mną, co tylko zechce.

– Tato, nie będziesz zadowolony, ale my już podjęliśmy decyzję – tamten obiad pamiętam, jakby był wczoraj. – Adam dostał niesamowitą ofertę. Ma szansę na pracę przy wspaniałym projekcie i napisanie doktoratu. Tylko że to nie jest oferta z polskiego uniwersytetu…

Zosia zawiesiła głos. Londyn, Wiedeń, Rzym? Przeleciałem w głowie europejskie stolice. Daleko, ale są samoloty… No i pewnie to stypendium na pół roku, może rok.

– Tato, ta praca jest na uniwersytecie w Melbourne. Minimum trzy lata. Wylatujemy za miesiąc.

Zakręciło mi się w głowie. Melbourne? Australia? Przecież tam się leci dobę, a bilety kosztują majątek… Jak ja mam tak długo bez nich wytrzymać? Pamiętam, że bez słowa wstałem od stołu i wyszedłem. Czułem się zdradzony, oszukany, wykorzystany. W nocy przyśniła mi się Teresa. Nic nie mówiła, tylko lekko się uśmiechała. Wiedziałem, co ma na myśli. Rano zadzwoniłem do Zosi.

Przepraszam, zachowałem się jak idiota. Zaskoczyłaś mnie. Wiesz, że będę strasznie tęsknił. Ale pamiętam, że obiecałem ci zawsze, że będę cię wspierać choćby nie wiem co. Od tego są rodzice. To wasze życie i jeśli tak zdecydowaliście, muszę to uszanować. Ale może niech Adam wynegocjuje chociaż zwrot kosztów podróży raz w roku! Ja będę oszczędzał. Jak będziecie chcieli mnie zaprosić, to przylecę.

– No nie wiem, będziemy musieli to przemyśleć – oświadczyła Zosia, ale wiedziałem, że żartuje. – No dobra, już się namyśliłam. Zaprosimy!

Ostatni tydzień spędziliśmy razem na Mazurach. Udawałem dzielnego, ale byłem przerażony. W dniu ich wylotu wypiłem butelkę wina – drugi raz w życiu (poprzednio zrobiłem to, żeby przetrwać pogrzeb Teresy). Uśmiechałem się, pokazywałem Kazikowi samoloty, błaznowałem.

– Dzięki, tato, jesteś wspaniały – szepnęła mi do ucha Zosia. – Kocham cię, damy radę.

Odliczałem dni do wakacji, bo miałem polecieć do Australii na cały lipiec. Zorka miał zabrać na wieś mój przyjaciel, który miał dom za Augustowem. Nic z tego nie wyszło. Cholerna pandemia. Czekałem więc tylko na Boże Narodzenie.

– Tatku, mam dwie wiadomości. Dobrą i złą… Nie przylecimy na święta. Ale nie płacz! Ta dobra jest taka, że ponieważ i tak od wiosny wszyscy pracują zdalnie, to szefowie projektu doszli do wniosku, że równie dobrze Adam może pracować z Polski. Uznali, że jeśli nie będą musieli pokrywać kosztów utrzymania naszej rodziny w Melbourne, to mogą zapłacić Adamowi dwa razy w roku za samolot. Tatku, musisz wytrzymać do wiosny. Ale wtedy wracamy już na zawsze. Wiesz, tu jest pięknie, ale bez ciebie i wszystkich przyjaciół ciężko jest.

Płakałem i śmiałem się na przemian

Myśl o samotnym Bożym Narodzeniu była straszna, ale jeśli potem już miałem mieć ich wszystkich blisko na co dzień – wytrzymam! Do wieczerzy wigilijnej zasiadłem z Zorkiem. I komputerem. W Melbourne był wczesny ranek – już Boże Narodzenie.

– Dziadek, jak to u ciebie jest dopiero Wigilia? – zaspany Kazik przecierał oczy.

Po chwili jednak się ożywił.

Ale to u ciebie dopiero będzie Mikołaj, tak? To może i dla mnie coś zostawi? Super!

Na szczęście przez kolejne miesiące miałem ręce pełne roboty. Musiałem (a tak naprawdę to chciałem) odświeżyć mieszkanie Zosi i Adama. Najemcy się wyprowadzili, więc odmalowałem ściany, wycyklinowałem podłogę, naprawiłem szafki. Zmieniłem tapety w pokoju Kazika. Zamiast chmurek i misiów teraz miał samochody wyścigowe. Zosia powiedziała mi, że wyrósł już ze starego roweru i nie będą go zabierać do Polski. Kupiłem mu więc nowy i postawiłem w jego pokoju. Już się cieszyłem na te wycieczki do lasu: ja, mój wnuk i Zorek.

Dzień przed powrotem rodziny wypełniłem im lodówkę zapasami. Miałem nadzieję, że Kazik jeszcze nie zapomniał, że uwielbia moje mielone z buraczkami. I pomidorówkę. Do lodówki wstawiłem szampana. Prawdziwego, z Francji. Jak szaleć, to szaleć! Nie spałem całą noc. Na lotnisko pojechałem chyba z godzinę za wcześnie, bo już nigdzie nie mogłem sobie znaleźć miejsca.

– Dziadek! – wreszcie usłyszałem głos wnuka.

Był taki duży!

Rzucił mi się na szyję. Ściskałem go tak mocno, że aż pisnął. Puściłem go i chciałem porwać w ramiona Zosię. Ale ona jakoś dziwnie chowała się za Adamem.

– Niespodzianka! – zawołała w końcu i się pokazała.

Nie miałem wątpliwości. Lada chwila miałem zostać dziadkiem po raz drugi!

Mamo, już mogę mówić? Będę miał siostrę, w maju. Będzie się nazywać Tereska, po babci. Ale nie będę musiał z nią mieszkać w pokoju, bo na razie będzie spała z rodzicami, a potem dostanie gabinet taty…. – Kazik paplał jak najęty.

Objąłem go jedną rękę, Zosię drugą. A nas wszystkich przytulił Adam. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na lotnisku, a może i na całym świecie.

Czytaj także:
„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”
„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”
„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”