Strasznie dziwaczna książka. Coś pomiędzy dramatem o życiu po życiu a traktatem o współczesnych preferencjach literackich. Wciągające jedynie w niewielkim ułamku. Reszta nuży i nudzi. Na dodatek jest strasznie chaotyczna i niezrozumiała.
WIDEO…
Helen wie o sobie tylko tyle, że nie żyje. Nie dane było jej jednak rozpocząć życia po życiu. Zawieszona między jednym światem a drugim, niewidoczna i bezcielesna, Helen przez 130 lat musi obs

Dziwne, dziwne, dziwne. I zupełnie nie wiadomo o czym. Pierwsza połowa, krótkiej, bo lekko ponad 200 stronicowej powieści, to mało ciekawe dywagacje na temat różnych preferencji literackich, tych dwójki rozmawiających bohaterów, kontra tych dzisiejszej młodzieży, jakże powszechnie oskarżanej o literacką degenerację. I tak, Helen i James, rozmawiają sobie o tym jak dobrze działo się kiedyś w literaturze a jak mało wiedzą teraz nastolatki. I tak przez około 100 stron. Sto stron rozwlekłego wątku, trudnego w odbiorze, nudnego, niemalże zachęcającego do przewracania kartek bez doczytania ich do końca. Dopiero po nich rozpoczyna się coś, co chyba nazwać należy akcją, nawet dość wciągającą, dalej jednak zbyt chaotyczną, niezrozumiałą. I za krótką, żeby wątkiem można się zainteresować. Będzie tutaj dużo opisów seksu, ortodoksyjnych sposobów wychowania, zgubnego wpływu narkotyków. I sporo morału. Za dużo czy za mało nie wiem. Bo musiałabym najpierw wiedzieć komu by tę książkę można z czystym sumieniem polecić.
Nie bardzo wiem jak można tę pierwszą w życiu powieść Laury Whitcomb sklasyfikować. Czy do dramatu o umieraniu i wybaczaniu win, czy też dłuższej rozprawki literackiej? Strasznie to chaotyczne, makabrycznie rozwleczone, męczące i nieciekawe. Na dodatek zakończenie – z założenia przynajmniej będące szczytem emocji i wydarzeń – pozostawia kompletnie obojętnym. Może jedynie poczujemy trochę ulgi, że dalej nie trzeba już tego czytać. I nigdy ale to przenigdy nie trzeba do tego wracać. Brrr…



























