Włosy w kolorze pszenicy, niebieskie oczy, jasna cera i kobieca sylwetka to cechy charakterystyczne słowiańskiej urody, od dawna osławionej w świecie mężczyzn. O tym, że mężczyźni wolą blondyki śpiewała już niegdyś Marilyn Monroe, ale czy wśród blondynek prym wiodą Słowianki? Ten nurtujący temat podjęła felietoniska "The Time".

WIDEO

player placeholder

Niemal wszystkie przybyszki z Europy Wschodniej nadal mają „to coś”, co dla sporej części mężczyzn Zachodu okazuje się niezwykle pociągające. I wbrew pozorom nie są to jedynie duże, chabrowe oczy oraz złociste włosy (onet.pl) – tym słowami rozpoczyna swój felieton, opublikowany na łamach „Time'a” Sarah Vine. Inspiracją i podporą dla jej słów ma być historia pięknej Rosjanki, Jekatieriny Zatuliwietier, którą posądzono o szpiegostwo i aresztowano. Autorka felietonu zaczepnie pyta, czy niewątpliwy urok Słowianek stanie się bronią masowego uwodzenia na arenie międzynarodowej?

m122500-3edcdb6
Zobacz także:

Temat jest stary jak świat. Długonoga blondynka często okazuje się mieć tak odurzające działanie na mężczyzn, że wielu jest w stanie omotać sobie wokół palca i osiągnąć założone przez siebie cele, bez względu na to czy efektem tych hiponotyzyjących płeć brzydką podchodów jest pierścionek zaręczynowe czy tajne dane o stanie państwa. Takie historie powtarzają się wszędzie, jak świat długi i szeroki, a ich bohaterkami nierzadko są piękności ze Wschodu. Tak było i tym razem. Sarah Vine pisze, przywołując za przykład głośną ostatnio w brytyjskich mediach opowieść o pięknej Rosjance, która skończyła w areszcie z podejrzeniem o szpiegostwo: Historyjka szpiegowska, która przez kilka dni skupiała na sobie uwagę brytyjskich mediów, nie należy do tych, które mogą zmienić losy świata. Wątpliwe też, by zagrożona była brytyjska racja stanu. I to nawet, jeśli nie wszystkie sekrety, jakie atrakcyjna asystentka, Rosjanka Jekatierina Zatuliwietier dzieliła z szefem, posłem z ramienia Liberalnych Demokratów, 64-letnim Mike’iem Hancockiem, okażą się błahe, bez znaczenia lub możliwe do znalezienia w relacjach na stronie internetowej klubu liberałów (onet.pl).

Zostawiając nieco na uboczu historię blondwłosej Jakateriny, felietoniska "The Time" zaczyna snuć rozważania o tym, dlaczego mężczyźni Zachodu tak chętnie i ochoczo poddają się urokowi Słowianek. Odpowiedź na to pytania pada już w wymownym tytule tekstu "Przy Słowiance poczujesz się jak mężczyzna". Co takiego mają w sobie kobiety ze wschodniej części Europy, że mężczyźni z krajów Zachodu ulegają ich czarowi i gotowi są pójść za nimi jak w ogień? I wcale nie chodzi tu wyłącznie o urodę. Odpowiedzią jest charakter. W nas, Słowiankach, rzekomo zachował się duch dawnych czasów i wypracowanego przez wieki podziału ról społecznych, za którym idzie określony układ relacji damsko-męskich. Co z tego wynika? Podobno jesteśmy ciepłe, uległe i w ogóle do (męskiej) rany (spowodowanej frustracją po wielu niepowodzeniach z zachodnimi kobietami) przyłóż. Podobno mamy magiczną moc, która pozwala mężczyźnie poczuć się przy nas bardziej męsko. Jesteśmy w stanie godzinami słuchać o jego stanie konta, nowym samochodzie i... tajnych danych państwowych opatrzonych pieczątką "Top secret". W wyzwolonych Brytyjkach takie opowieści wzbudzają jedynie ironię, pobczas gdy w nas (udawany lub nie) zachwyt. A w wyborze pomiędzy przemądrzałą, opętana konsumpcyjnym światem Zachodu feministką i powabną, uległą i ciepłą Słowianka, wybór jest oczywisty. Czy to powielanie stereotypów? Czy kobiety ze Wschodu, pozostającego jeszcze ciągle o krok za Zadchodem, wciąż są nastawione na sprawianie szczęścia mężczyźnie, otaczając go opieką, nie gorszą od opieki jego matki i czy naprawdę jesteśmy pełne ciepła, wylewającego się z głębokiego dekoltu, w przeciwieństwie do zimnych i roszczeniowo nastawionych koleżanek z przeciwległej części Europy? Ciężko jednoznacznie stwierdzić. Tajemnicą poliszynela jest jednak, że na międzynarodowych portalach randkowych największą popularnością cieszą się właśnie kobiety z Europy Wschodniej.

Czy, my Słowianki, faktycznie mamy to coś? Skoro przyznała to kobieta Zachodu, a podobno komplement powiedziany kobiecie przez kobietę, liczy się podwójnie; to nie warto z tym stwierdzeniem dyskutować. A teraz, moje drogie, wybierając się na wycieczkę na Zachód, zróbcie z tą jakże bezcenną wiedzą, co chcecie.