Damy złotego wieku - autor Kamil Janicki

Kawiarnio-księgarnie w Warszawie - 10 miejsc fot. Materiały prasowe
Polski feminizm wcale nie narodził się w XIX wieku wraz z Narcyzą Żmichowską czy Elizą Orzeszkową. A kiedy?
/ 21.11.2014 21:52
Kawiarnio-księgarnie w Warszawie - 10 miejsc fot. Materiały prasowe
Korzeni polskiego feminizmu należałoby szukać nie tyle „Nad Niemnem”, co raczej na klepisku stajni pod Niepołomicami. I to dobre pół tysiąca lat temu.

Właśnie na zimnym, wilgotnym klepisku leżał Jan Marsupin. Stajnia była brudna i zapuszczona, a on nawet nie dostał wiązki siana pod głowę. Warunki do spania były, oględnie mówiąc, nieszczególne. Gdyby ktoś zapytał o zdanie samego Marsupina, stwierdziłby, że są potworne. Jako oficjalny poseł cesarza, a nieoficjalnie także szpieg potężnej dynastii Habsburgów, był przyzwyczajony do miękkich łóżek, pierzyn, jedwabnych poszewek i dziewek służebnych czekających na każde jego zawołanie. Wiedział, że w takim miejscu nie zmruży oka. Zamiast próbować zasnąć, trawił doświadczenia ostatnich dni. Miał o czym rozmyślać – właśnie odkrył emancypację kobiet.

Był rok 1543. Marsupin przyjechał do Polski, by utemperować królową Bonę Sforzę. Był sekretarzem jej synowej, Elżbiety Habsburżanki. Oczekiwał, że łatwo zmarginalizuje starą monarchinię, robiąc miejsce dla nowej. Popełnił jeden prosty błąd: zakładał, że Bona jest taką królową jak inne. To samo dwadzieścia lat wcześniej robili polscy dostojnicy.

W żartach Marsupin opowiadał, że Bona ciągle okazuje „babskie fochy” i „babskie głupstwa wyrabia”. Po paru miesiącach nie było mu już do śmiechu. Królowa zwołała posiedzenie rady królewskiej. Osobiście kierowała obradami i doprowadziła do potępienia Marsupina. Wysłała przeciwko niemu własnych agentów. Szpieg donosił swoim mocodawcom, że boi się, iż królowa „nakaże go wyrzucić jak zgniłą rybę” lub nawet „kijami obić”. Niewiele się pomylił. Kiedy tylko Bona znudziła się nową zabawką, zatrzasnęła przed Marsupinem wrota wszystkich królewskich rezydencji. Stał się w Polsce pariasem, a wreszcie był zmuszony uciekać z kraju, czując oddech skrytobójców na plecach.

Powiedzieć, że Bona przeszła do historii to mało. Żadna inna królowa nie jest równie znana. Właścicielka wielkiej fortuny, rzekoma trucicielka, trudna żona i toksyczna matka. Pisze się o niej wiele, zarówno słusznie, jak i kłamliwie. Tylko jeden fakt umyka w całej dyskusji. Najwyższa pora powiedzieć, że to ona przetarła szlaki równouprawnieniu kobiet w Polsce.

W epoce, gdy kobietom nie wolno był publicznie zabierać głosu, ani zajmować się sprawami własnego majątku, ona przejęła stery polityki całego państwa. Samodzielnie kierowała gigantyczną korporacją, za jaką należałoby uznać jej włości, obejmujące 35 miast, 250 wsi, 100 folwarków i ponad 200 młynów. Dla Polski zrobiła znacznie więcej niż jej mąż, Zygmunt Stary. Zapewniła koronę swojemu synowi, osadziła córkę na tronie Węgier, przeprowadziła największą reformę gospodarczą w dziejach Litwy. Wspierała aktywne kobiety. Dwórki i służące wynagradzała nie gorzej niż mężczyzn. Nie bała się też powierzać im odpowiedzialnych zadań, porównywalnych z dzisiejszymi, menedżerskimi stanowiskami. Udowadniała – przykładem i pieniędzmi – że płeć nie musi być ograniczeniem. Rozbiła w drobny mak wcześniejsze ideały, zgodnie z którymi każda niewiasta powinna być cicha, posłuszna i nieśmiała. Za jej czasów w Polsce pojawił się nawet pierwszy szpieg w spódnicy. Pisać i dyskutować z prawdziwą erudycją uczyły się nie tylko szlachetnie urodzone dwórki Bony, ale także pracujące na dworze karlice.

Trzęsienie ziemi, które zapewniła polskiej mentalności było nie mniejsze, niż w Anglii za czasów Elżbiety Wielkiej. Dzięki Bonie Sforzy Polacy zrozumieli, że kobieta nie musi być wyłącznie żoną, matka i kochanką. I że nie musi być mniej skuteczna w swojej pracy od mężczyzn. Nie musimy stawiać jej za to pomników. Ale dobrze byłoby o tym pamiętać.


Wydawnictwo: Znak
Tytuł: Damy złotego wieku. Prawdziwe historie
Autor: Kamil Janicki
Cena: 39.90 zł

 

Zobacz też:

Redakcja poleca

REKLAMA