Są miejsca na ziemi, w których ludzie nie chodzą do szkoły czy do pracy. Jak płynie życie na wodzie? Reportaż z Kambodży

Tu nikt nie wpadnie na pomysł, żeby iść do domu. Nie można nawet zaprowadzić kogoś na komisariat. W kambodżańskiej wiosce rybackiej Kampong Phluk do każdego z tych miejsc trzeba dopłynąć.

POWRÓT DO ARTYKUŁU

Ryk silnika staje się coraz bardziej rytmiczny. Bliskość wody sprawia, że można na chwilę zapomnieć o ponad trzydziestostopniowym upale. Ale wystarczy zanurzyć w niej rękę, by stracić ochotę na ochładzającą kąpiel. Jest równie przezroczysta jak zmącona kałuża. Po kilku minutach od wypłynięcia z portu, krajobraz zmienia się nie do poznania, na horyzoncie widać tylko delikatny zarys lądu. Nic dziwnego, w końcu Tonle Sap, po którym się przemieszczamy, to największe jezioro na Półwyspie Indochińskim. Mijamy dryfujące na wodzie krzaki i wystające z niej konary drzew. Najczęściej są okupowane przez ptaki.

Te okolice są ostoją dla wielu rzadko spotykanych gatunków i świetnym punktem do ich obserwacji. W pobliżu jest zresztą jeden z rezerwatów przyrody. Potem płyniemy obok kupy desek, które kiedyś mogły tworzyć jakąś szopę, albo nawet dom.

6 krajów w 5 dni za 1000 złotych. Oczywiście, że się da!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)