Ojciec ze smutnym synem na rękach fot. Adobe Stock

Jak wychowywać dzieci po rozstaniu?

Rozstanie bywa bardzo trudne. Każdy człowiek w takiej skomplikowanej konstelacji, ma swoje potrzeby – uczuciowe i wszelkie inne. Każdy chciałby się „dopchać” do serca mamy, taty, żony, męża. Otrzymać ich uwagę i czas. Wypracowanie rozsądnego kompromisu zajmuje czasem całe lata, a i tak wiadomo, że jest to stąpanie po kruchym lodzie, bo czasem byle co wyzwala uśpione demony.
Ojciec ze smutnym synem na rękach fot. Adobe Stock

Kochana P.!

Opowiem Ci historię.
Małżeństwo: ona i on, dwoje dzieci. Nie dobrali się; różni byli, już się pobierając, a potem, dojrzewając, coraz bardziej się oddalali w upodobaniach, chęciach, poglądach. Żadnych dramatów w tej rodzinie nie było, zwyczajne codzienne niespełnienie.
Więcej odwagi i pragnień było w niej. Chciała rozwodu. On nie, ale raczej dlatego, że czuł się związany sakramentalną przysięgą, a nie dlatego, że był szczęśliwy. Rozwiedli się jednak. Nawet w najgorszym czasie rozstania zachowywali się z klasą, a dobro swoich wspólnych dzieci stawiali na pierwszym miejscu. Sędzia na rozprawie po godzinie wydał orzeczenie o rozwodzie i opiece nad dziećmi, podkreślając, że ich postawa daje nadzieję, że zgodnie będą wypełniać obowiązki rodziców.

Co się nie podoba politykom w dłuższym urlopie „tacierzyńskim”?

I tak było. Utrzymywali poprawne, dobre relacje, takie, jakie powinny łączyć ludzi, którzy nie są już razem, ale kiedyś powołali na ten świat wspólne dzieci.
Kiedy były z tatą na urlopie, wspólnie wysyłali mamie kartki. Kiedy mama brała ich na wakacje, słała tacie zdjęcia dzieci. Naprzemiennie brali dzieci do dentysty, kupowali buty, opłacali obozy. Wszystko działało jak w zegarku. I w miłej atmosferze.
Lata mijały. Ona była szczęśliwa w nowym małżeństwie, on był sam. Miała z tego powodu wyrzuty sumienia, bo to przecież ona chciała się rozstać. Bardzo życzyła byłemu mężowi, żeby znalazł kogoś dobrego, z kim będzie szedł przez życie.
I wreszcie… Dzieci powiedziały, że ktoś taki się pojawił. Świetnie, pomyślała ona. On zyska partnerkę, dzieci – przyjaciółkę.
On zaczął wyjeżdżać – z narzeczoną. Dzieci oddawał jej albo rodzicom. Jest zakochany, tłumaczyła go ona przed dziećmi. Tyle lat na to czekał, postarajcie się zrozumieć. On mówił, że po ślubie wszystko wróci do normy.
Tymczasem… Od ślubu minął rok.
Starsze dziecko mówi: „Nie poznaję taty. Nie ma dla mnie czasu, nie spotykamy się. Nawet kiedy byliśmy razem, to cały czas rozmawiał przez telefon z nią. Ona nas nie chce”.
Młodsze mówi: „Ona krzyczy na tatę, gdy tata poświęca czas mnie, nie jej”.
Kiedy w tym roku dziecko wysłało ojcu zdjęcia z wakacji, w jego imieniu odpisała nowa żona: „Proszę nie zaśmiecać nam skrzynki mailowej!”.
A była żona jeszcze się zastanawia, czy warto jakkolwiek próbować wytłumaczyć byłemu mężowi, że niezależnie od tego, jak człowiek sobie życie układa, to dzieci powinny zajmować w nim niezmienne i ważne miejsce. Kiedy ona ponownie wychodziła za mąż, przedstawiła partnerowi sprawę jasno: „Ja i moje dzieci to nierozerwalny pakiet. Jak mamy być nową rodziną, to tylko razem”.  I rzeczywiście są rodziną.
Żal jej dzieci, ale i żal ich ojca, który pewnie za kilka lat obejrzy się wstecz i ze smutkiem oceni swoje obecne wybory. No i nie może zrozumieć tych kobiet, które wiążąc się z mężczyzną będącym ojcem, próbują udawać, że jego poprzedniego życia nigdy nie było. W tej chęci całkowitego posiadania drugiej osoby, bez oglądania się na jej potrzeby i relacje, miłości przecież brak.
Nie, to nie jest wymyślona fabuła, to historia z życia. Choć idealnie na książkę się nadaje – łzawą, dramatyczną, pełną emocji i wzruszeń – wiele kobiet by się w niej odnalazło. I to po obu stronach barykady.

Całuję
Twoja A.

O rozwodzie/depresji/śmierci na Facebooku? Czy są jeszcze jakieś granice?

Kochana A.!

Trudno mi w tej sprawie zająć ładne stanowisko. Znam bowiem inną historię.
Dorośli „z przeszłością” poznają się i zakochują. Oboje są po trudach rozstań, wiedzą, jak smakuje (a raczej: nie smakuje) samotność, postanawiają spróbować jeszcze raz zawalczyć o swoje szczęście.
Ale – przeszłość to także dzieci. A z dziećmi, wbrew takim zgrabnym, śliczniusim hasełkom, że kocha się je wszystkie – jest dokładnie tak jak z dorosłymi: jednych się lubi, a innych nie… Oczywiście, tak jak w świecie dorosłych, trzeba się trzymać pewnych zasad: bez względu na to, czy lubisz szefa/kolegę z pracy/sąsiadów, należy im się od ciebie szacunek i uprzejmość. Z tą różnicą, że szefa czy sąsiadów masz zawsze w pewnym oddaleniu: widujesz ich, a potem szybko zmykasz do swojego azylu. Tymczasem rodzina patchworkowa nazywa się patchworkową właśnie dlatego, że zakłada się jej pozszywanie. I jeszcze najlepiej, żeby szwy były ładne, a poszczególne kawałki dobrze do siebie pasowały.
To bywa bardzo trudne. Każdy człowiek w takiej skomplikowanej konstelacji, ma swoje potrzeby – uczuciowe i wszelkie inne. Każdy chciałby się „dopchać” do serca mamy, taty, żony, męża; otrzymać ich uwagę i czas. Wypracowanie rozsądnego kompromisu zajmuje czasem całe lata, a i tak wiadomo, że jest to stąpanie po kruchym lodzie, bo czasem byle co wyzwala uśpione demony. W grę wchodzą odmienne style życia, które trzeba jakoś wzajemnie uszanować, inne temperamenty, upodobania, sposoby spędzania wolnego czasu, priorytety – coś, co jest ważne dla mnie, może być bzdurą dla ciebie i odwrotnie. Wszystko to trzeba by pogodzić, każdego usatysfakcjonować na tyle, na ile to możliwe, a jeszcze samemu się w tym odnaleźć…
Dlatego nie potrafię pałać świętym oburzeniem na Twoją historię. W baśniach macochy to zawsze czarne charaktery, ale każda strona takiego układu ma trochę racji. Tyle że ich pogodzenie to zagwozdka na miarę węzła gordyjskiego.

Całuję Cię
Twoja P.

Polecamy także:Wyglądają jak aniołki, ale pozory mylą! Dlaczego dziewczynki są dla siebie takie wredne?„Ty Żydzie!”, „Nie daj się ożydzić” – ile razy to słyszałaś? A ile razy słyszało to twoje dziecko? Dorośli się kłócą, dzieci słuchają. A złu wystarczy iskierka

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Ciasteczko z wróżbą”, „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Ciasteczko z wróżbą” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich fanpage na Facebooku.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/30.08.2018 10:44
Artykuł artykułem, ale nie wypada wywlekać czyichś prywatnych spraw na forum publiczne
/30.08.2018 06:25
Autorko Jeż. Przykre jest że w tym artykule opisującym prawdziwą jakże lzawa i dramatyczna historie zapomniała pani wspomnieć o tym że zdradzala i oszukiwala męża 2 lata mając romans z innym mężczyzna. Rozwód został orzeczono z pani winy i to w sytuacji kiedy była pani w zaawansowanej ciazy i to nie z dotychczasowym mężem oczywiście. A dzieci są notorycznie nastawione przez panią żeby przypadkiem innym w życiu nie było za łatwo. Bo skoro pani jest nieszczęśliwa to dlaczego inni mają być. Żenujące ile można zrobić dla pieniędzy i sławy. Nawet napisać stek bzdur......pogody ducha życzę.