POLECAMY

Jutro kończę 40 lat. Boję się pożegnania z seksapilem i tak wielu innych rzeczy...

Jutro kończę 40 lat. Czterdziestka to fatalne skojarzenia. Czterdziestka jest „rycząca”, desperacka, wywiera presję. Łatwo się ośmieszyć, usiłując wciąż się zachowywać jak młódka, jeśli jednak się zwracasz w drugą stronę, przypinają ci łatkę, że dziadziejesz. Czterdziestka każe szukać fałdek, zmarszczek i siwizny; skłania do podsumowań, czy to, co się dotąd w życiu osiągnęło, to coś wartościowego, czy nie.
Jutro kończę 40 lat. Boję się pożegnania z seksapilem i tak wielu innych rzeczy... fot. Adobe Stock

Kochana A.!

Dziś moja kolej na podanie tematu naszych cotygodniowych listów. W głowie mam dziwną pustkę – dlatego od dwóch dni chciwie przeglądam prasę, tv i internet w poszukiwaniu inspiracji.

Przy tej okazji muszę powiedzieć, że chylę czoła przed dziennikarzami wymyślającymi tytuły do internetowych artykułów. Pobudzają ciekawość tak mocno jak pierwszy czips pobudza niezdrowy apetyt na schrupanie następnego. Poświęciłam sporo czasu na czytanie tych „dziennikarskich czipsów”. Niestety było to jak poszukiwanie witamin w czipsach prawdziwych.

Po chwytliwym tytule, sugerującym, że zaraz odsłoni się przed nami wielka tajemnica wszechświata lub straszny spisek, tudzież wiedza tajemna o tym, jak w ciągu paru wiosennych nocy, zupełnie bez wysiłku zgubić 9 kilogramów – następowała zdecydowanie mniej sensacyjna treść. Niusy tego ostatniego typu dodatkowo opatrzono komentarzami „Polki oszalały na punkcie tego sposobu!” – co sugeruje, że jeśli ty nie oszalałaś, to jesteś jakaś niedoinformowana, poza elitą, istna niemota. W tym sezonie wszystkie Polki brawurowo schudną, a ty jedna pozostaniesz z brzuchem, jak ostatnia frajerka...

No dobrze. Jesteś moją przyjaciółką i wiesz, że skoro paplam o wszystkim po trochu, to coś podskórnie mnie dręczy. I wiesz także co. 

Jutro kończę 40 lat. Czterdziestka to fatalne skojarzenia. Czterdziestka jest „rycząca”, desperacka, wywiera presję. Łatwo się ośmieszyć, usiłując wciąż się zachowywać jak młódka, jeśli jednak się zwracasz w drugą stronę, przypinają ci łatkę, że dziadziejesz. Czterdziestka każe szukać fałdek, zmarszczek i siwizny; skłania do podsumowań, czy to, co się dotąd w życiu osiągnęło, to coś wartościowego, czy nie. Serial „Czterdziestolatek” uwielbiam, ale z wiekiem inżyniera Karwowskigo wolałabym się nie identyfikować.

Boję się pożegnania z seksapilem, różnych dolegliwości, słabszego wzroku, spadku sił. Być może stąd mój notowany od paru miesięcy fioł na punkcie zdrowej żywności i zdrowego trybu życia, z kontestowaniem farmaceutyków i parzeniem ziółek, własnoręcznym wyrabianiem kosmetyków i domowej chemii. Przeszłam na wege, kupiłam wyciskarkę wolnoobrotową i zaczynam czuć się jak 40-letni facet z dowcipów.

Czterdziestka nawet brzmi niedobrze, jakoś tak kanciasto. Jak niewygodne, nieheblowane krzesło. Mama, starsze siostry i koleżanki mówią mi, że to tylko kwestia perspektywy: z punktu widzenia pięćdziesiątki, sześćdziesiątki czy siedemdziesiątki, czterdziestka jest całkiem w dechę. Też mi pociecha: „Będzie jeszcze gorzej”.

A Ty? Co Ty mi powiesz w tym ostatnim dniu z trójką w rzędzie dziesiątek…? Ściskam Paulina, l. 39

Kochana P.!

Z perspektywy dwóch lat po ukończeniu czterdziestki mogę Ci napisać, że przekraczanie tej „magicznej” granicy jest zdecydowanie przereklamowane. Zaprzeczać nie będę: przed czterdziestymi urodzinami czułam się nieswojo. Trzydziestolatka brzmiało w sam raz: w szczytowej formie fizycznej, okrzepnięta zawodowo i rodzinnie, z odpowiednią walizeczką doświadczeń, a wszystko wciąż przed nią! A czterdziestka?... Auć!

Wystarczyło przekartkować kilka kolorowych magazynów, przejrzeć internet, by utwierdzić się w przekonaniu, że kobiety po wejściu w czwartą dekadę życia natychmiast wpadają w szpony menopauzy, tyją na potęgę, siwieją, więc absolutnie muszą się farbować (no chyba że dotknie je także łysienie), strzyka im w kościach, dorastające dzieci są dla nich podłe, mężowie (równolatkowie, ale przecież facet czterdziestoletni jest w kwiecie wieku!) zostawiają je dla młodszych. Muszą zmienić garderobę – vide rubryki pod tytułem: „Fasony odpowiednie dla czterdziestolatek”, sposób odżywiania (jarmuż i woda, ewentualnie mleko sojowe), nawyki (pół doby spać, pół się fitnessować). I w tak dramatycznie trudnych warunkach może dotrwają do pięćdziesiątych urodzin. Zanim zapytasz: wobec tego, co przeczytałam o czterdziestolatkach, do pięćdziesięciolatek bałam się zaglądać. Teraz się z tego śmieję, ale kilka lat temu uległam tej medialnej presji...

Czy kobieta po 40-tce może się ubierać tak, jak chce?

A jak jest naprawdę? Jeśli idzie o formę psychiczną, to nigdy nie czułam się tak dobrze sama ze sobą. Widać trzeba trochę przeżyć, żeby sobie sprawnie poukładać w głowie w szufladkach: „najważniejsze”, „ważne”, „mniej ważne”, „nieważne”, „no po prostu głupota”. Okazało się, że w tej pierwszej szufladzie nie tak wiele: najbliżsi, wspólnie spędzany czas. W drugiej – praca. Cała reszta ściska się w kolejnych.

Co do fizyczności – dramatycznego spadku formy nie widzę, nauczyłam się za to wsłuchiwać w swoje ciało i rozumieć je. Chce spać – to śpimy. Potrzebuje się przejść – idziemy do lasu. Prosi, by nie dawać cukru – nie daję. Większa uważność, bez obsesji.

Odkryłam, że trzeba być dla siebie dobrym. Wcześniej uszczęśliwiałam cały świat, siebie traktując po macoszemu. Teraz to nadrabiam.

Zabawne, jak postrzeganie siebie może się zmieniać w zależności od otoczenia: kiedy idę na wywiadówkę do szkoły swojej nastolatki i patrzę na rodziców jej kolegów – dość statecznych – jestem zdumiona: to my jesteśmy w wieku średnim? Kiedy odprowadzam najmłodszą do przedszkola i spotykam osoby młodsze ode mnie o kilkanaście lat – czuję się jak ich koleżanka.

Mój teść w wieku 95 lat powiedział do mnie: „Wiesz, patrzę w lustro i nie mogę uwierzyć, że to ja. Bo w środku czuję się wciąż tym młodym chłopakiem”.

I tego Ci życzę: zaglądaj do swojego wnętrza, nie do lustra. Spędzaj czas z pozytywnie nastawionymi do życia osobami – na przykład najbliższą przyjaciółką. I ciesz się życiem!

Całuję urodzinowo 
Twoja A.

Warto przeczutać! Mam czterdzieści lat i dobrze mi z tym. Błagam nie wmawiajcie mi, że jestem stara. Ma 67 lat i właśnie wystąpiła w „Playboyu”. Jak wam się podobaja fotografie?

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Nie oddam szczęścia walkowerem" „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich funpage na Facebooku.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)