POLECAMY

Redakcja przetestowała: żelazko Philips PerfectCare Elite

Poznaj naszą opinię na temat tego produktu!
Redakcja przetestowała: żelazko Philips PerfectCare Elite fot. serwis prasowy Philips/kolaż Polki.pl
Nigdy nie lubiłam prasować. W zasadzie ta czynność ograniczała się jedynie do sukienek zakładanych na święta, koszul do pracy czy letnich płaszczyków, które wyjęte z szafy po zimie wyglądały lekko mówiąc "nieciekawie".

Czy coś się zmieniło w moim podejściu? Po przetestowaniu żelazka Philips PerfectCare Elite stwierdzam, że to obowiązkowa pozycja w domu każdej kobiety, która nie lubi lub po prostu nie ma czasu na stanie przy desce do prasowania!

Co wyróżnia żelazko Philips PerfectCare Elite od innych?

Nie dość, że żelazko jest ultra lekkie, to na dodatek prasuje najcięższe zagniecenia w zaledwie kilka sekund! Wszystko dzięki parze wodnej, która zamiast buchać na boki, wnika wgłąb tkaniny i tym sposobem usuwa wszelkie zagniecenia. I nie potrzebujesz do niego wody destylowanej! Możesz użyć zwykłej wody z kranu - żelazko ma bowiem funkcję odkamieniania - wystarczy odkręcić kurek i wylać zakamienioną wodę.

Moim problemem zawsze była niewiedza dotycząca temperatury prasowania - kilka razy przypaliłam koszulki, w których chodziłam na siłownię, a raz zdarzyło się nawet, że spaliłam płaszcz. Wszystko przez to, że nie za bardzo znam się na materiałach i ich wytrzymałości jeśli chodzi o temperaturę prasowania (a metki ucinam od razu po zakupie...).

W przypadku żelazka Philips to nie jest jednak problem. Dzięki funkcji OptimalTemp możesz prasować bluzki z jedwabiu i bawełaniane ręczniki jedne po drugich! Nie musisz kombinować z przestawianiem temperatury, odwracać ciuchów na drugą stronę. Żelazko zwalnia cię na zawsze z obowiązku sortowania ubrań.

Ogromnym plusem są również dodatki znajdujące się w pudełku - srebrna torba, która ułatwia transport i przechowywanie wszystkiego w jednym miejscu, a także rękawica, którą możesz czyścić stopę żelazka i która pomaga przy prasowaniu w pionie, kiedy trzeba potrzymać prasowaną rzecz (wyrzut pary jest naprawę mocny i trzeba uważać, aby przypadkiem nie zrobić sobie krzywdy).

Podsumowanie testu redakcji

Wczoraj w ciągu 10 minut uprasowałam: 2 pary spodni, 5 bluzek i 1 bluzę z kapturem. Myślę, że taki wynik mówi sam za siebie.

I naprawdę zrobiłam to z przyjemnością!



Polecam!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)