Dlaczego trzeba nosić dziecko?

Czy noworodek coś czuje? Wiele osób jest przekonanych, że tak małe dziecko niczego nie widzi, nie słyszy, nie czuje, ale to nieprawda. Mały człowiek w czasie porodu cierpi tak samo jak jego mama. Czy można jakość zredukować ten stres narodzin? Można - bliskością i dotykiem.

„Po co nosić?” – to proste pytanie od razu nasuwa się na myśl wielu rodzicom lub jest im zadawane przez najbliższych lub przypadkowo napotkane osoby. Odpowiedź mogłaby być krótka: bo bycie blisko matki jest podstawową potrzebą niemowlaka. Ale dlaczego tak się dzieje? Argumentów należy szukać w biologii.

Z punktu widzenia fizjologii człowiek przychodzi na świat niedojrzały. Jego mózg to zaledwie 25% objętości osiąganej w wieku dorosłym. Można powiedzieć, iż mógłby pozostać kolejne dziewięć miesięcy w brzuchu matki, aby osiągnąć podobne innym ssakom stadium rozwoju w momencie narodzin.

Stres narodzin - czy noworodek coś czuje?

Opuszczając ciepło i przytulność brzucha matki, dziecko przychodzi na świat pełen kontrastów, raz odczuwa ciepło, raz zimno, raz jest mu przyjemnie, za chwilę nieznośnie. Są to odczucia, które przed narodzinami były mu nieznane. Zadaniem opiekuna, jest zmniejszanie tych nieprzyjemnych bodźców i ograniczenie związanego z nimi stresu.

Zachwycająco opisuje to francuski położnik Frédérick Leboyer w książce "Narodziny bez przemocy", w której na niedowierzanie fikcyjnego rozmówcy twierdzącego, że noworodek nie cierpi, że nie potrafi czuć, że jest nieszczęśliwy, bo przecież „»toto« niczego nie czuje, nie widzi, nie słyszy”, odpowiada: „co nie przeszkadza mu głośno krzyczeć”. Leboyer przekonuje, że taki krzyk może być tylko wyrazem rozpaczy: „Przecież cała jego istota krzyczy, całe ciało woła: »Nie ruszajcie mnie, nie dotykajcie!«, ale w tym krzyku jest i błaganie: »Nie zostawiajcie mnie! Pomóżcie! Pomóżcie mi!«”.

Francuski położnik jako jeden z pierwszych przekonywał, że tak jak matka cierpi podczas porodu, tak i noworodek nie tylko odczuwa ból, ale dodatkowo ogarnia go strach i lęk przed nieznanym, gdyż wszystko jest dla niego nowe, nic nie jest takie samo, jak było jeszcze kilka minut temu. Ponownie posłużę się niesamowicie trafnymi słowami Leboyera: „to, co powoduje grozę narodzin, to bezmiar przeżyć, ich różnorodność, dławiące bogactwo. Mówi się i wierzy, że noworodek niczego nie czuje. On czuje wszystko. Wszystko – całkowicie, bez wyboru, bez filtru, bez selekcji. (...) Doświadczenie zmysłowe jest tak rozległe, że my nie jesteśmy w stanie nawet tego pojąć. Zmysły noworodka funkcjonują. I to jak!”.

Warto wiedzieć: Czy można rozpieścić niemowlaka?

Zobacz zwiastun filmu Ciemniejsza Strona Greja! Jest naprawdę mocny!

Jak złagodzić u dziecka stres narodzin?

Leboyer nie ograniczył się tylko do krytyki metod przyjmowania dzieci na świat, dał również jasne sugestie co do działań mających złagodzić stres spowodowany porodem. Według niego należy powielać wrażenia zmysłowe i nastroje, które są dziecku już znane z okresu płodowego. Mówi on: „Aby oszczędzić strachu noworodkowi, trzeba mu odsłaniać świat stopniowo, niezwykle powoli. Dostarczać tylko tyle nowych doznań, ile może wchłonąć, unieść. Jednocześnie trzeba zachować ciągłość, podtrzymać więź z przeszłością”.

W momencie przyjścia na świat dziecko zna przede wszystkim ruch, głos matki, jej zapach i dotyk. Sam noworodek zaś jest przede wszystkim czuciem. Pozostawiony po porodzie na ciele matki i później, gdy tylko odzyska ona wystarczająco dużo sił, noszony przez nią nabiera odwagi i nadziei. Dziecko noszone w chuście czy na rękach, wtulone w rodzica pozostaje w ruchu, tak jak to było w brzuchu matki.

Nadal jest kołysane i bujane, słyszy jej serce oraz głos. Widzi nowe obrazy, poznaje nowe odgłosy, czuje nowe zapachy. Ale to nowe odbywa się przy czymś, co zna: przy ciele matki. Ten intensywny i bezpośredni kontakt daje mu więc poczucie bezpieczeństwa, poczucie prawidłowego ładu świata, w którym powoli znajduje sobie miejsce.

Te pierwsze doznania będą miały wpływ na późniejszą stabilność emocjonalną dziecka i jego funkcjonowanie w społeczeństwie.

Można przyjąć, że noszenie dziecka jest w sumie dość prostą i naturalną odpowiedzią na zaspokojenie jego emocjonalnych potrzeb, na towarzyszenie mu w jego nowych doświadczeniach. Niemowlak noszony w chuście żyje rytmem matki i nasiąka zewnętrznym światem bez lęku. Jak określa to Catherine Dumonteil-Kremer, zajmująca się komunikacją interpersonalną w rodzinie, dziecko w chuście nie jest w centrum świata, ale też nie jest osobą zredukowaną do funkcji przedmiotu, który się ogląda i podziwia w kołysce. Zajmuje miejsce, które mu się należy: blisko mamy czy taty, w sercu akcji, ale nie w centrum wydarzenia.

Polecamy: Weź mnie na ręce – o naturalnym odruchu rodzica

Fragment książki "Noś swoje dziecko. Dlaczego, jak i w czym? O chustach i nosidłach miękkich" (Wydawnictwo Harmonia). Tytuł, lid i śródtytuły pochodzą od redakcji. 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)