Przedszkole od kuchni

Na stan zdrowia dziecka wpływa to, co je każdego dnia. Czy w przedszkolu karmi się maluchy zgodnie z zaleceniami dietetyków? Sprawdzamy!

fot. Fotolia

Martwi cię, że co czwarty przedszkolak nie jest odżywiany tak, jak powinien? Boisz się, że i twoje dziecko może trafić do tej grupy? Spokojnie. Są sposoby na to, żeby dobrze zbilansować przedszkolne i domowe menu. Przeczytaj, jakie dylematy dotyczące zawirowań kulinarnych na linii dom – przedszkole mają rodzice.

Kto właściwie układa jadłospisy w przedszkolach?

W państwowych placówkach są one narzucone przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i sanepid (który w prywatnych może kontrolować tylko sprawy związane z higieną posiłków). Dyrektorzy mają gotowe, tzw. dekadowe jadłospisy (dziesięciodniowe), w których są konkretne porcje produktów, jakie powinny trafić na talerze naszych dzieci. To menu opracowano tak, żeby w 70% pokrywało dzienne zapotrzebowanie na wszystkie witaminy i mikroelementy malców w tym wieku.

W prywatnym menu nie układa dietetyk?

Placówki prywatne nie mają obowiązku zatrudniać dietetyka do układania posiłków. Natomiast niektóre placówki chwalą się tym, że współpracują z konkretnym dietetykiem, który nie tylko komponuje ogólny jadłospis dla wszystkich dzieci, ale może też opracować indywidualną dietę dla każdego malca. Z reguły trzeba wtedy dopłacić za specjalne menu, np. dla alergika.

Czy to prawda, że najważniejszy jest jedzeniowy bilans całego tygodnia, a nie to, co dziecko zjadło jednego dnia?

Tak. Dlatego nie ma sensu na siłę wmuszać w dziecko drugiego obiadu. Po jednym czy dwóch dniach smyk jeszcze nie opadnie z sił i nie nabawi się niedoborów. Ważne jednak, aby kontrolować, czy na przestrzeni całego tygodnia pojawiły się dania warzywne, mięsne i nabiał. Jeśli np. niewiele było potraw z mięsem lub smyk ich nie lubi, można uzupełnić tygodniowy bilans, podając mu dania z jaj.

Które przedszkole jest lepsze dla niejadka: publiczne czy prywatne?

W prywatnych placówkach są zazwyczaj mniejsze grupy, zatem automatycznie paniom łatwiej dopilnować, czy smyk wszystko zjada. W państwowych zwykle grupa liczy około 25 dzieci. I chociaż przy posiłkach często asystują panie pomagające w kuchni, to trudno im zapamiętać, co zjadło każde dziecko. Jednak oczywiście jest to kwestia nie tylko liczby dzieci, ale również podejścia, cierpliwości oraz umiejętności pań. A te niekoniecznie są lepsze akurat w prywatnej placówce.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

Jak niejadka zachęcić do jedzenia w przedszkolu?

Przede wszystkim nie można straszyć dziecka i mówić, że „teraz skończy się wybrzydzanie i będzie musiało wszystko jeść”. Ta zasada dotyczy zresztą wszystkich maluchów. Lepiej działa komunikat pozytywny. Zachęcanie do wspólnych posiłków i opowiadanie, że przy jednym stole usiądzie jeszcze więcej osób niż np. w Wielkanoc. Warto też ćwiczyć z malcem samodzielne jedzenie. Panie pomagają we wszystkich czynnościach, ale nie są w stanie na­karmić całej grupy. Zaradny ma­luszek ma łatwiej. Podobnie jak ten, który już jest przyzwyczajony do gryzienia wszelkich potraw.

Co robić, gdy smyk nie chce nic jeść?

Jeśli maluch nie traci na wadze, jest wesoły i ogólnie zdrowy, najlepiej nie robić nic. Pamiętaj, że zdrowe dziecko nie da się zagłodzić i na pewno nadrobi braki po południu albo w ciągu najbliższych dni. Nie zmuszaj go do jedzenia i o to samo poproś panie wychowawczynie – jeśli ty nie zrobisz z tego problemu, najpewniej po jakimś czasie malec sam zacznie w przedszkolu jeść. Niektóre (zwłaszcza nieśmiałe) kilkulatki potrzebują nawet dwóch, trzech miesięcy, żeby w pełni oswoić się z nowym miejscem.

Czy dzieci jedzą chętnie z innymi maluchami?

Często się zdarza, że właśnie dopiero w towarzystwie innych dzieci niektóre maluchy nabierają apetytu i chętniej próbują nowych dań (bo koledze smakowało)! Bywają domowe niejadki, które w przedszkolu stają się łasuchami. A powodów braku apetytu może być wiele. Możliwe, że pierwszy posiłek, jakiego spróbowało dziecko w przedszkolu, nie smakował mu i się zraziło. Drugi powód – może przy pierwszym posiłku doszło do nieprzyjemnej sytuacji (ze strony dzieci lub nauczycielki) i teraz smyk boi się jeść, aby się nie powtórzyła. Trzeci – może dziecko nie jest wystarczająco dojrzałe, by chodzić do przedszkola, jest to dla niego za duży stres, który też sprawia, że nie je. Czwarty – może to być zwykły kaprys. Jak mamie zależy, bym jadła, to mogę przez to zamanifestować swoją niezależność lub wymusić spełnienie zachcianek.

A jeśli smyk jest alergikiem?

Na kartce wypisz produkty, których dziecko nie może jeść. Omów to z wychowawczyniami. Ustal również dokładnie, od kogo personel przedszkola ma czerpać informacje na temat diety malucha w razie wątpliwości. Najlepiej jednak, żeby to była jedna osoba z rodziny, do której telefon panie mają pod ręką. Śledź systematycznie jadłospis w waszym przedszkolu i jeżeli tylko pojawi się w nim produkt, na który pociecha jest uczulona, pytaj, co dostanie w zamian. Niestety, w wielu przedszkolach jadłospis alergika to po prostu menu dzieci pomniejszone o niebezpieczne produkty. W przypadku dzieci na ścisłej, nawet specjalistycznej diecie lepiej sprawdzają się prywatne placówki lub te, gdzie można przynosić własne posiłki.
W niektórych przedszkolach dyrekcja wyraża na to zgodę, jeżeli przedstawisz aktualne zaświadczenie od alergologa.

Czy dawać dziecku śniadanie przed przedszkolem?

W dniu debiutu? Obowiązkowo! Dla dziecka to będzie duży stres, a głód jeszcze go wzmacnia. Jeśli smyk okaże się przedszkolnym niejadkiem, warto już zawsze rozpoczynać dzień pełnowartościowym śniadaniem w domu. Jeśli zaś chętnie je przedszkolne dania, o poranku wystarczy przekąska: kakao, twarożek lub mała kanapka. Dobrze, by dziecko zjadło coś ze zbóż (płatki) plus porcję owoców (np. kilka malin, pół jabłka) lub warzyw (plaster pomidora, kawałek papryki). Śniadanie w domu zależy też od tego, kiedy smyk wstaje. Jeśli lubi sobie pospać do 8.30, a macie blisko przedszkole, to śniadanie w domu nie ma większego sensu – o 9 dostanie je przecież w przedszkolu.

Czego rano nie dawać dziecku?

Jednym z częstych śniadaniowych błędów jest podawanie za dużej ilości białka i zbyt małej produktów zbożowych, owoców, warzyw. Za duża ilość białka może bowiem powodować ból brzuszka. Chałka posmarowana masłem oraz nutellą, naleśnik z czekoladowym musem i kubek słodkiej herbatki – to też słabe pomysły. Organizm dostanie nieco wapnia, ale też mnóstwo cukru, kalorii. Paradoksalnie, po takim posiłku malec wkrótce znów będzie głodny.

Jak poznać, czy dziecko się najada?

Jeśli twój malec domaga się po przyjściu do domu jedzenia, to znaczy, że się w przedszkolu nie najadł. Proponuj mu wtedy drugi obiad w domu. Może się okazać, że smyk ma apetyt, ale na parówki, żelki. Nie daj się! Aż 75% polskich dzieci za często jada parówki. A 25% ma nadwagę lub otyłość!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)