POLECAMY

"Gdy człowiek się zakocha, pozostaje ślepy na rzeczywistość." Czy faktycznie tak jest? Przeczytaj historię Konrada

Konrad zakochał się i poza Olgą nie widział świata. Nie skończyło to się dobrze...

/ 2 miesiące temu
"Gdy człowiek się zakocha, pozostaje ślepy na rzeczywistość." Czy faktycznie tak jest? Przeczytaj historię Konrada fot. Fotolia

Nie jestem facetem, który łatwo nawiązuje kontakty z kobietami. Dlatego gdy moja znajomość z Olgą jakimś cudem zamieniła się w związek, dostałem małpiego rozumu. Olga stała się całym moim światem. Jedyną kobietą na świecie. I nie wiem, jak by się to skończyło, gdyby… Ale po kolei.

Ja mieszkam w Warszawie. Olga w Krakowie. Poznałem ją na targach żywności. Oboje produkujemy jedzenie dla diabetyków, nasze stoiska ustawiono obok siebie, więc zaczęliśmy rozmawiać. Przez dwa dni targów wypiliśmy morze kawy, przegadaliśmy wiele godzin, potem ona zaprosiła mnie do siebie i… poszliśmy do łóżka. Umówiliśmy się na następny tydzień. I tak zostało. W piątek po południu wsiadałem w ekspres do Krakowa, wracałem do domu w niedzielę wieczorem. To była miłość wariacka, niepoukładana, pełna kłótni. Olga stale kręciła nosem. Miała pretensje, że między nami mogłoby być lepiej, bardziej namiętnie, porywająco, że ach.

Jak to w miłości...

Ja zaś jestem typem spokojnym, domowym. – Ale czy przez to – pytałem Olgę – moja miłość jest mniej czuła i mniej warta? Nie umiała mi odpowiedzieć. Chyba sama nie wiedziała, jak nasza miłość ma wyglądać, z wyjątkiem tego, że ma być w niej więcej – wszystkiego. Ale im bardziej się starałem, tym bardziej była niezadowolona. – Naprawdę nie wiem, co mógłbym jeszcze zrobić. Ta huśtawka emocji mocno mnie wyczerpuje – zagadnąłem kiedyś fryzjerkę, która akurat strzygła mi włosy. Przychodziłem do tego osiedlowego zakładu od lat. Jego właścicielem był pan Stasio, który strzygł jeszcze mojego ojca.

Nie zadowoli jej pan, jeśli ona sama nie wie, czego chce...

Rok temu oddał interes synowi, a ten zatrudnił młodą kobietę. Strzygłem się u niej, bo rękę miała lepszą niż pan Stasio. Zawsze czułem się przystojniejszy, gdy wstawałem z fotela. Fryzjerka, Alicja, spojrzała pytająco w lustro. Byliśmy w zakładzie sami, a ja potrzebowałem się wygadać. I potrzebowałem rady. – Jak zadowolić kobietę? – spytałem. – Nie zadowoli jej pan, jeśli ona sama nie wie, czego chce – odparła. – A jaki to typ? W kilku zdaniach opisałem Olgę. – Często chodzicie do restauracji? – Zawsze – odparłem. – Oboje nie mamy czasu na gotowanie. Interesy. – Kto płaci rachunki? – Oczywiście ja. Alicja zastygła z nożyczkami w górze. – Dlaczego oczywiście? – Jestem mężczyzną – zdziwiłem się jej zdziwieniu. – A choć raz zaproponowała, że zapłaci? Zastanowiłem się. Nie, nigdy. W ogóle zachowywała się tak, jakby płacenie rachunków było poza jej polem zainteresowania. Tyle że ja nie uważałem tego za dziwne. – Nie, ale przecież… – To nie wróży dobrze, panie Konradzie – przerwała mi Alicja. – Mamy XXI wiek, oboje jesteście ludźmi interesu, równymi sobie. Teraz panują inne zwyczaje niż kiedyś. Chciała powiedzieć coś więcej, ale zacisnęła usta, jakby powstrzymała się przed krytykowaniem Olgi. Ale jej uwagi mogły mi podpowiedzieć, jak zadowolić moją kobietę. – Co to według pani oznacza? – spytałem. Udała, że jest pilnie zajęta strzyżeniem tyłu mojej głowy, po czym mruknęła cicho: – Ona pana wykorzystuje.

A może jednak się uda?

Po pewnym czasie Olga zapragnęła, żebym przeniósł się do Krakowa, bo tęskni. Poczułem się jak, jakby mi ktoś serce miodem posmarował. Ona mnie kocha! Chce być ze mną! Niemal usłyszałem marsz weselny. Podczas kolejnej wizyty u fryzjera powiedziałem, że niedługo będę przenosił firmę. – Dlaczego? – spytała Alicja.  Wyjaśniłem w skrócie. Znowu pilnie zajęła się moimi włosami. Już wiedziałem, co to oznacza. – No, niech pani mówi. – Kim ja jestem, żeby udzielać rad… – A kim ja jestem, żeby rad nie słuchać? W lustrze Ala popatrzyła mi w oczy. Nie uśmiechała się. – Przeżyłam kiedyś coś podobnego… Niech pan ją spyta, jak według niej ma wyglądać sprawa waszych firm. Na przykład czy ona chce, żebyście je połączyli. Hm, założyłem, że na razie będziemy pracować osobno, a po ślubie się zobaczy.

Czy mogę być w związku z niepełenosprawnym facetem?

Ale ta rada utkwiła mi w głowie, więc podczas kolejnej wizyty u Olgi poruszyłem temat. Narzeczona spojrzała na mnie promiennie i przesunęła dłonią po moim udzie. – Kondzio, kochany, to zupełnie nie tak. Nie znosiłem tego zdrobnienia. – Nie rozumiem. – Moja firma jest większa, przecież wiesz. Ma więcej klientów i większe szanse na sukces. Trzeba ją rozwinąć. Wypuścić na szerokie wody. Byłbyś idealnym dyrektorem. A ja mogłabym nawiązywać kontakty handlowe. Poza tym potrzebuję trochę oddechu. W ogóle nie mam czasu dla siebie. – A co z moją firmą? – spytałem wprost. Byłem z niej dumny. Może nie była wielka, ale miałem produkty, które zyskały uznanie. – Przeniesiemy twoje topowe receptury do mnie, a reszta… – Nie – powiedziałem odruchowo. – Konrad, skarbie, tak będzie najrozsądniej. Prześpij się z tym, pomyśl. Jesteśmy razem, po co nam dwie firmy w tym samym segmencie… Jutro pogadamy.

Tej nocy Olga kochała się ze mną wyjątkowo namiętnie. Pomyślałem, że przede mną wspaniałe życie, a za takie rzeczy trzeba płacić. Jednak kiedy zasypiałem, przypomniały mi się oczy fryzjerki. Mówiły: Nie bądź idiotą. Rano nie zmieniłem zdania. Nie mogłem zamknąć firmy, zwolnić ludzi, a najlepsze produkty przenieść do… konkurencji. Olga jakby ochłodła. Ale ja się nie ugiąłem mimo burzliwej dyskusji i mimo że w ciągu tego tygodnia nie wpuściła mnie już do łóżka. „Trudno – pomyślałem. – Przejdzie jej”. Wróciłem do Warszawy.

Nazajutrz po pracy zajrzałem do naszego osiedlowego zakładu fryzjerskiego. Alicja wycinała jakiemuś młodemu kibicowi litery we włosach. – Miała pani rację – powiedziałem już w progu. – Chciała, żebym został dyrektorem w jej firmie. Odmówiłem. – Zerwała z panem? – spytała Alicja. Zdziwiłem się. – Dlaczego miałaby zerwać? Przecież biznes i miłość to dwa różne światy. Fryzjerka popatrzyła na mnie jak na idiotę i wróciła do klienta. – Co zrobiła twoja dziewczyna, jak zmieniłeś klub? – zapytała go. – Wykopała mnie na aut – odparł. Ala spojrzała na mnie z triumfem. – To niczego nie dowodzi! – prychnąłem z rozczarowaniem i wyszedłem. To był dziwny miesiąc: Olga raz była do rany przyłóż, a raz odległa i drażliwa. Miesiąc później poprosiła o 50 tysięcy złotych na inwestycje.

Ślub to nie tylko papierek, dzięki niemu wszystko się zmieniło

Czego się nie robi dla ukochanej kobiety

Postanowiłem wziąć kredyt. Czego się nie robi dla ukochanej kobiety… Kiedy siedziałem u fryzjerki na fotelu, zadzwonił pracownik banku dogadać szczegóły. Gdy się rozłączyłem, że Alicja przyglądała mi się nieodgadnionym wzrokiem. – Tak, to dla niej – potwierdziłem. – Pana głowa i pana pieniek. Oby kat miał ostrą siekierę i ciął bezboleśnie. – Przesada – zdenerwowałem się. – Nie można wszędzie widzieć złych intencji. – Ma pan rację. Ale dam panu ostatnią radę. Niech pan przemyśli, kiedy ona jest dla pana miła. Czy tak po prostu, czy wtedy, gdy czegoś chce. Bo z tego, co mi pan mówił… – pokręciła głową i już się nie odezwała. Jadąc pociągiem do Krakowa, przeanalizowałem cały mój związek z Olgą.

Fryzjerka miała rację. Byłem nagradzany za spełnianie życzeń – i karany za opór. Kij i marchewka. Zanim dojechaliśmy, podjąłem decyzję. To się musi zmienić. Nie tak wygląda miłość. Zadzwoniłem do Olgi i powiedziałem, że niestety, nie dostałem pożyczki, bo jeszcze nie spłaciłem swojej. Może za pół roku. – Rozumiem – powiedziała sucho i odłożyła słuchawkę. Stanąłem przed drzwiami wejściowymi do klatki budynku, w którym mieszkała Olga, zadzwoniłem przez domofon. Cichy szczęk. – To ja – powiedziałem. – Konrad. Myślę, że to dalej nie ma sensu. Wracaj do Warszawy. Ja potrzebuję czegoś innego – rzuciła Olga i rozłączyła się. Poczułem się tak, jakbym dostał pałką po głowie. Szok! Byłem ślepy… Podróż do Warszawy spędziłem, na przemian cierpiąc, rozpaczając – i wyzywając się od idiotów. Nazajutrz z kwiatami poszedłem do Ali. – Dziękuję. Dzięki pani nie straciłem firmy, pieniędzy i szacunku dla siebie. Cała w pąsach ukryła twarz w bukiecie. – Może da się pani zaprosić na kawę? – wpadło mi nagle do głowy. Alicja uniosła twarz. – A ja już myślałam, że nigdy pan nie poprosi…

Co zrobić, by ktoś kogo kochasz niknie na twoich oczach?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)