Kamil Durczok tłumaczy się z molestowania w VIVIE!. Wierzycie mu?

Był jednym z bardziej znanych dziennikarzy, gwiazdą telewizji. W jednej chwili stracił wszystko. I - jak przyznał - jest winny. Ale nie molestowania. Co zrobił źle? Czego żałuje? Czego się nauczył przez ostatni rok? Jedyna taka rozmowa!

Edyta Liebert / 10 miesięcy temu
Kamil Durczok tłumaczy się z molestowania w VIVIE!. Wierzycie mu? fot. Bartek Wieczorek/LAF AM dla VIVY!

Początek 2015 roku to początek trudnego okresu dla Kamila Durczoka, wtedy szefa Faktów TVN. Afera mobbingowa i zarzuty o molestowanie seksualne skierowane wobec dziennikarza nie schodziły z nagłówków najpoczytniejszych gazet i serwisów. Niedługo potem prezenter zaczął walczyć o swoje dobre imię w sądzie, a teraz udzielił szczerego wywiadu dla dwutygodnika "Viva!" i przedstawił swoją wersję wydarzeń.

Fakty według Kamila Durczoka

Prezenter wspomina w wywiadzie, że nagonka, rozprawy w sądzie kosztowały go dużo nerwów, pieniędzy i stresu. Dlaczego tak się stało? Durczok wyjawił, że chciał ułożyć sobie życie z jedną ze współpracownic, był w trakcie rozstania z żoną. Paradoksalnie to z jej strony otrzymał pomoc. To ona okazała się być jego opoką w trudnych chwilach.

5 kroków, by skutecznie mówić NIE w pracy

- Gdzieś w swoim życiu popełniłem błąd - powiedział. - Zostawiłem uchylone drzwi do mojego prywatnego życia. I ktoś w te uchylone drzwi wsadził buciora. Potem rąbnął z piąchy i wdarł się do środka. Nie jest tajemnicą, piszę o tym w książce, że rozstałem się z moją żoną. Miałem prawo do tego, żeby związać się z kimś innym. Przez pół roku planowałem bardzo poważnie dalszą część swojego życia z kobietą, która pracowała w moim zespole. Ale to żaden dowód na molestowanie. Po prostu spotkali się ludzie. Moja była firma jest pełna takich związków. Z moim szefem na czele - otwarcie przyznał Durczok, ale nie chciał wchodzić w szczegóły. Wciąż niezakończone sprawy w sądzie nie pozwalają mu na nadmierną wylewność, a każdy proces kosztował i kosztuje go wiele.

- Oskarżenia i brudne insynuacje dotyczyły też moich bliskich. Nie da się spokojnie reagować na to. Stres był taki, że nie mogłem nic jeść, ale i tak rzygałem przed rozprawą. Żałuję, ale nie mogę o wszystkim powiedzieć - powiedział Durczok.

Więcej wiem o sobie i ludziach. Inaczej się z nimi komunikuję.

Dziennikarz przyznał się jednak do nadużyć. Jeszcze rok temu mówił, że nigdy nikogo świadomie nie skrzywdził, że nie zdawał sobie sprawy ze szkodliwości swoich metod. Czy to już mobbing? Tak tego nie nazwał. Ale przyznał się, że miał problemy i... niezdiagnozowaną depresję.

- Dostałem kilka lekcji - skwitował dziennikarz. - Na przykład tego, czym może być niewłaściwe traktowanie drugiej osoby. Jak bardzo ona może to przeżywać. Więcej wiem o sobie i ludziach. Inaczej się z nimi komunikuję - dodał.

Kamil Duroczk po rozstaniu z telewizyjną machiną zasiądzie za sterami śląskiego projektu internetowego o nazwie "Silesion" (portalu regionalnego) który miał swoją premierę w październiku. Jakim będzie szefem? W "Faktach" dawał upust swojej furii...

- Chcę, żeby ludzie wiedzieli, że nie było moją intencją pokazanie komuś, że jest mały. A ja taki duży i ważny. Uważałem, że narzędziem pracy jest wymuszenie rygoru i posłuszeństwa. To był błąd - powiedział.

Wierzycie mu? Cały wywiad możecie przeczytać w najnowszym numerze dwutygodnika "Viva!" (w kioskach od 6.10.2016). Oraz na Viva.pl!

Jak uchronić się przed mobbingiem?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)