Katarzyna Glinka fot. Iza Grzybowska/Move

Katarzyna Glinka - Gotowa na rewolucję

Tylko w najnowszym magazynie Viva! Katarzyna Glinka zdradza, dlaczego zdecydowała się na dziecko!
/ 27.12.2011 07:29
Katarzyna Glinka fot. Iza Grzybowska/Move
– Czeka Cię wielka zmiana…
Katarzyna Glinka:
…już w styczniu!

– Zdecydowaliście się z mężem na dziecko po tylu latach. Przypadek czy planowanie?
Katarzyna Glinka:
Właściwie planowo. Mąż dużo wcześniej był gotowy, żeby mieć dziecko, ale nie wywierał na mnie presji. Uważał, że sama muszę dojrzeć do takiej decyzji. Ja natomiast niedawno stwierdziłam, że czas ucieka rok za rokiem. I nie ma na co czekać. Po za tym w zawodzie aktora nigdy nie ma dobrej pory na dziecko. Dużo dała mi do myślenia rozmowa podczas wywiadu z dziennikarką VIVY! jakiś czas temu. Powiedziała wtedy, że mogłabym przeoczyć jedno z najpiękniejszych wydarzeń w życiu kobiety. I że nie ma sensu myśleć: Na dziecko mam jeszcze czas, a teraz skupiam się na karierze, przyjmę kolejny projekt, zagram jeszcze jedną rolę…

– Te role i tak zagrasz. Tak naprawdę nie boimy się przerwy w pracy, tylko przeorganizowania całego życia.
Katarzyna Glinka:
Myślę, że gdy urodzę dziecko, żadne drzwi się przede mną nie zamkną. A na to, żeby zostać matką, może być za jakiś czas za późno. Poza tym nie chciałabym stracić tego, co nazywamy bezwarunkową miłością, a ona istnieje tylko w relacji rodzic–dziecko. Gdy patrzę na mamę, widzę, że jej miłość do nas – bo mam brata starszego o osiem lat – cały czas jest taka sama. Niezależnie od tego, czy mamy kilka lat, czy jesteśmy dorośli, ma w sobie takie samo rozedrganie na nasz temat. To emocje i uczucia, które należy przeżyć, żeby sobie powiedzieć: Jestem kobietą spełnioną.

– Twoja mama pewnie szaleje z radości?
Katarzyna Glinka:
Bardzo, nie może się już doczekać. Mój bratanek ma 18 lat, więc rodzice właściwie zapomnieli, jak to jest obcować z takim maluszkiem. Mama jest bardzo podekscytowana, pełna zapału, żeby mi pomagać.

– A Ty nie odmówisz jej tej przyjemności?
Katarzyna Glinka:
Na pewno nie. Jestem co prawda taką Zosią Samosią i, znając siebie, wszystko będę chciała robić po swojemu, jednak wiem, że w momentach kryzysowych jej doświadczenie na pewno się przyda.

– Zwłaszcza że przed Tobą etap wielkiego zmęczenia.
Katarzyna Glinka:
Teraz o tym nie myślę. Póki co, wyobrażam sobie najbliższą przyszłość bardzo kolorowo – będzie cudownie, dziecko będzie przesypiać całe noce i wszystko da się pogodzić (śmiech). Prawda jest taka, że nie wyobrażam sobie, jak można budzić się, żeby karmić dziecko co trzy godziny – jestem potwornym śpiochem! Ale koleżanki opowiadają, że dostanę nadludzkich sił, że zmienię się w lwicę gotową walczyć o swoje małe ze wszystkimi. Czekam na takie przeżycia.

– Nie będzie obchodzić Cię, że koleżanka wygrała casting do serialu, a Ty zmieniasz małemu pampersy?
Katarzyna Glinka:
Nie, przecież świadomie dokonałam takiego wyboru. Kilka miesięcy przerwy tylko dla mnie i dla naszego dziecka pozwoli mi cieszyć się macierzyństwem. Będę jednak nowoczesną mamą i za jakiś czas zamierzam wrócić do pracy. 

– Kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?
Katarzyna Glinka:
To był czerwiec. Nie bardzo pamiętam, jaka była wtedy pogoda, a nawet jaki dzień tygodnia. Chociaż nie, musiał to być weekend, ponieważ Przemek był ze mną w domu. Przypominam sobie tylko moją ogromną ekscytację, kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– I ani trochę strachu?
Katarzyna Glinka:
Na początku jednak zaskoczenie. Wiesz, jak to jest, nawet jeśli masz już ponad 30 lat i planujesz dziecko, to zawsze jest to zaskoczenie. Bo w końcu wszystko, co już sobie poukładałam, zostanie wywrócone do góry nogami. Dopiero potem pojawia się lęk o to, czy sobie poradzimy, jakimi będziemy rodzicami, czy dziecko będzie zdrowe. Oczywiście przeważały pozytywne emocje. Cieszyliśmy się, że nam się udało. Wielu znajomych w podobnym do nas wieku od dłuższego czasu stara się o dziecko, jak na razie bez skutku.

– Pomyślałaś, że będzie tak, jak zechce opatrzność?
Katarzyna Glinka:
To prawda, los pisze swoją historię.

– Jeszcze dwa lata temu Twoje nazwisko nie było tak znane, a teraz Twoje oczy patrzą z reklam, billboardów, plakatów, grasz w serialach. Ludzie nie pozwalają Ci przejść, prosząc o autograf. A Ty odważnie to wszystko przerywasz?
Katarzyna Glinka:
Dla mnie rodzina jest najważniejsza. I dlatego kiedy się dowiedziałam, że jestem w ciąży, przy całym niepokoju, ogarnęło mnie ogromne szczęście. Wpadłam do pokoju z wypiekami na policzkach, krzycząc do Przemka: „Udało się!!!!!”.

– A on zadzwonił do swojej mamy.
Katarzyna Glinka:
Nie!!! Nie jest takim facetem… Na początku nie dzieliliśmy się tą informacją z nikim. Żeby nie zapeszyć. By uczcić tę nowinę, poszliśmy tylko we dwoje na dobry obiad. Wina już nie piłam. Od razu zmienia się myślenie.

– Masz taki fajny wyraz twarzy, kiedy to opowiadasz. Pełen czułości.
Katarzyna Glinka:
Bo próbuję sobie przypomnieć te uczucia, które mi wtedy, prawie osiem miesięcy temu, towarzyszyły.Pamiętam twarze naszych rodziców, kiedy im powiedzieliśmy, że zostaną dziadkami, łzy wzruszenia. Wyglądali, jakby odmłodnieli co najmniej o 20 lat (śmiech). Przypominam sobie pierwsze miesiące zmiany nastrojów – męża, który nie do końca potrafił zrozumieć, co się ze mną dzieje. Nasze wakacje, które prawie całe przespałam. Pamiętam też pierwsze myśli, jak będę radziła sobie z fizycznymi zmianami, dodatkowymi kilogramami i nieproporcjonalnie dużym biustem! (śmiech). Pierwszą wizytę u lekarza i widok bijącego serduszka na monitorze… Niezapomniane chwile.

– Jesteś dzieckiem szczęścia…
Katarzyna Glinka:
Nie zawsze. Ale zawsze wiem, czego chcę, i staram się konsekwentnie dążyć do celu. Lubię wyobrażać sobie siebie w danym miejscu, w konkretnym momencie życia w przyszłości. To jak mantra, swoisty sposób na zaklinanie rzeczywistości. Jestem przekonana, że dzięki temu moje działania świadome, jak i podświadome umożliwiają osiągnięcie celu. Do tego jestem uparta i nie odpuszczam.

– Tak było, kiedy postanowiłaś być aktorką?
Katarzyna Glinka:
I zostałam nią, mimo że za pierwszym razem nie dostałam się do szkoły teatralnej.

– I mimo że Twój ojciec nie chciał, żebyś była artystką?
Katarzyna Glinka:
Nie chciał, ale jak już się dostałam do szkoły filmowej, bardzo mnie wspierał. Jest ekonomistą, myśli racjonalnie. Wydawało mu się, że to nie jest najlepszy zawód dla kobiety. Bo aktorka, która się nie przebije, cierpi i przeżywa frustracje. To zawód ogromnego ryzyka, z groźbą niespełnienia.


– Na początku też miałaś taki okres?
Katarzyna Glinka:
Telefon nie dzwonił, nie dostałam ról, o których marzyłam, nie pootwierały się przede mną drzwi w teatrach. Ale nie poddawałam się. Grałam poza stolicą. Cały czas jeździłam z papierami po teatrach warszawskich i udało się. Pan Adam Hanuszkiewicz obsadził mnie w głównej roli w przedstawieniu, które właśnie realizował. Później zagrałam na kilku różnych scenach w Warszawie, jednak po paru latach te wszystkie sztuki poschodziły z afisza i znowu czekało mnie pół roku ciszy. To są trudne momenty, ale trzeba w siebie wierzyć.

– Niełatwo jednak w siebie wierzyć, gdy wszędzie mówią: dziękujemy.
Katarzyna Glinka:
Rozmawiając z dyrektorami teatrów, często słyszałam, że są już młodsi. A ja w dodatku uchodziłam za amantkę, dla takich w tamtej chwili ról nie było. Trzeba naprawdę wielkiej siły, żeby te słabsze okresy przetrwać i nie zwątpić w siebie.

– Wzmocnił Cię wyjazd do Ameryki?
Katarzyna Glinka:
Do Stanów wyjechałam zaraz po studiach, kiedy nie dostałam żadnej propozycji teatralnej ani jakiejkolwiek innej. Tam podejmowałam różne prace, między innymi kelnerki, o którą też nie było łatwo. Ale zaparłam się i się udało. Te doświadczenia wykorzystałam po powrocie do Polski. Umiałam się już sama dowartościować. Powiedzieć sobie: przecież skończyłam szkołę cenioną na świecie, nie mogę rezygnować na początku drogi. Nie czekałam już, aż zadzwoni telefon, tylko kiedy w jednym teatrze mówiono mi: „Dziękuję”, szłam do następnego. Dzisiaj jestem aktorką teatru Kwadrat i kiedy spotykam się z adeptami sztuki, którzy mają podobne dylematy, jak ja kiedyś, mówię im: „Upór i wiara w siebie to cechy potrzebne, żeby realizować marzenia”. 

– Po kim je masz? Może po prababci Gruzince?
Katarzyna Glinka:
Nie znałam jej. Mogę sobie tylko pofantazjować o jej miłości do Polaka i wyjeździe do Polski. Natomiast znam dobrze mamę ojca i swojego tatę, do którego jestem bardzo podobna.

– Też jest taki piękny?
Katarzyna Glinka:
Tu nie chodzi o urodę, tylko o osobowość. Mój ojciec należy do ludzi, którzy odrzucają koniunkturalizm i konformizm. Nigdy nie poddawał się żadnej presji – ani społecznej, ani rodzinnej. Kiedy miał 15 lat, spakował się i wyjechał z domu. Wszyscy go szukali, a on i tak robił swoje. Zawsze postępuje tak, jak nakazują mu uczucia. Ja też tak mam. Często dziennikarze pytają mnie, czy fakt, że pochodzę z małego miasta, przeszkadzał mi, gdy już znalazłam się w Warszawie. A dla mnie nigdy nie było to żadnym problemem. Moi rodzice nie mają w sobie cech typowych dla ludzi żyjących w małych miasteczkach. Żyją według własnych zasad.

– Ale chodziłaś tam, w Dzierżoniowie, do szkoły, miałaś kolegów, koleżanki, musiałaś się do nich jakoś naginać?
Katarzyna Glinka:
Chyba nie, bo kiedy przyznałam się, że zdaję do szkoły filmowej, kilkoro znajomych uznało, że to fanaberia. Pewnie uważali, że moje marzenia są nieosiągalne. Ale mnie to nie zraziło i nigdy nie pomyślałam: Rzeczywiście, mierzę trochę za wysoko. I postawiłam na swoim. Zastanawiam się, czy to gruzińska cecha?


– Gruzini lubią żyć, są optymistami i kochają bardzo romantycznie.
Katarzyna Glinka:
Ja też się cieszę życiem, każdym dniem, a miłość… Lubię, kiedy jest romantyczna… Pamiętam, jak na samym początku naszego związku, po niecałych dwóch miesiącach znajomości, wyjechałam do Stanów. Rozmawialiśmy ze sobą codziennie. Któregoś dnia Przemek jednak nie zadzwonił… Po prostu stanął w drzwiach mieszkania, które wynajmowałam. To było bardzo romantyczne!!! (Śmiech). No i popatrz, jesteśmy razem już 10 lat.

– Był dla Ciebie oparciem, kiedy przechodziłaś trudne chwile?
Katarzyna Glinka:
Zawsze był dla mnie podporą. Przemek z kolei twierdzi, że nigdy się o mnie nie bał. Nawet kiedy mówiłam, że coś mnie przerasta, był przekonany, że sobie poradzę. 

– Ostatnio rozmawiacie chyba głównie o dziecku?
Katarzyna Glinka:
Oczywiście, w tej chwili temat dziecka pojawia się wiele razy dziennie. Jak wszystkie pary na tym etapie, urządzamy pokój dla dziecka, czytamy książki o ciąży i wychowaniu dzieci oraz przygotowujemy się do porodu. To duże wyzwanie i zmiany, które dla mnie będą kolejnym etapem rozwoju jako kobiety.

– To może zaczniesz grać kobiety dojrzałe, role, o których marzysz?
Katarzyna Glinka:
Mam nadzieję, że te doświadczenia przełożą się również na mój wizerunek w pracy, na kolejne role. Chciałabym grać kobiety dojrzałe.

– Co wydaje Ci się teraz w życiu najtrudniejsze?
Katarzyna Glinka:
Dziecko to ogromna odpowiedzialność i chociaż to banał, to właśnie teraz zaczyna to do mnie docierać. Trudne będzie też przestawianie myślenia z „ja” na „ono”. Jestem egocentryczna, a teraz pojawi się nowy człowiek i to on będzie w naszym centrum uwagi. Ogromna rewolucja.

– Zastanawiasz się, jakie będzie Twoje dziecko?
Katarzyna Glinka:
Łatwe na pewno nie. Oboje z mężem mamy silne charaktery. Ja Baran, a on Skorpion. Nie spodziewam się więc, że nasz syn będzie łatwy w obsłudze. Chciałabym umieć przekazać mu pewność siebie i wiarę we własne możliwości. Wychowywać zgodnie z zasadą: lepiej, żeby był szczęśliwym drwalem niż nieszczęśliwym dyrektorem banku. Ostatnio jednak Przemka zapytałam: „A co będzie, jeśli zostanie aktorem?”. Odpowiedział: „No cóż, będziemy kochać jak swoje” (śmiech).

– Twój mąż mówi o Tobie, że Ty nigdy nie masz dość. Co to znaczy?
Katarzyna Glinka:
Chyba to, że cały czas mam poczucie niespełnienia, które popycha mnie do robienia coraz to nowych rzeczy. Mam głód poznawania ludzi, poznawania świata. Ja już dzisiaj planuję, jak zabierzemy syna do Ameryki Południowej, i myślę, jak zorganizować podróż z małym dzieckiem. Mam niekończący się apetyt…

– Na co? Na miłość?
Katarzyna Glinka:
Na miłość na pewno. Bywam zaborcza, zazdrosna. Chociaż z biegiem lat jest mi coraz łatwiej to wszystko poukładać. Ale jestem też zachłanna na codzienność. Kiedy budowaliśmy dom, musiałam zrobić piękny ogród, a teraz, gdy jest gotowy, zastanawiam, się, jak go przearanżować, bo posadziłam za mało kwiatów.

– Musisz posadzić więcej, by postawić między nimi wózek, a potem drugi…
Katarzyna Glinka:
Drugi? No tak, wszystko we właściwym czasie. Na razie jednak muszę urodzić to pierwsze dziecko. Bardzo przeżywamy z Przemkiem tę ciążę. Przechowujemy zdjęcia z USG i pewnie będziemy razem rodzić. Wierzę, że jeżeli będzie jakiś problem, to tylko taki, żeby nie zamęczyć dziecka naszą miłością, nie zakochać go na śmierć.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

Zdjęcia Iza Grzybowska/Move
Stylizacja Jola Czaja
Makijaż Eryka Sokólska
Fryzury Maryla Duda
Scenografia Ewa Iwańczuk i Tomasz Felczyński
Produkcja sesji Ela Czaja i Piotr Wojtasik
Stylizacja paznokci: Marzena Kanclerska/Nail Spa, Art Deco nr 87