Już nie ciacha!

Kiedyś uznawani byli za symbole seksu. Teraz nie mieszczą się nawet na szarym końcu list najatrakcyjnieszych gwiazd.

POWRÓT DO ARTYKUŁU

JOHN TRAVOLTA
W latach 70. był ideałem męskiej urody i z tego powodu musiał sobie zafundować... psychoterapię. „Miałem obsesję, że dostaje rolę tylko ze względu na wygląd. Byłem pewny, że każdy w Hollywood widzi we mnie tylko ładnego, głupiutkiego chłopca, idealnego do płytkich ról, w których głównie trzeba pokręcić tyłeczkiem i pokazać umięśniony tors”, zwierzył się po latach. Kiedy w połowie lat 90. po dłuższej przerwie w karierze, bogatszy nie tylko o tych kilka lat, ale i ponad 30 kilo Travolta wrócił na ekrany w filmie „Pulp Fiction”, nikt (na czele z nim samym!) nie miał już wątpliwości, że to nie wyglądowi aktor zawdzięcza sukcesy. „Jestem gruby i szczęśliwy. Nie zamierzam tego zmieniać!”, podsumował wtedy aktor. I jak na razie słowa dotrzymał.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)