Eva Longoria

Dzięki roli ponętnej Gabrielle w serialu „Gotowe na wszystko” wreszcie ma swoje pięć minut. I zamierza wykorzystać każdą sekundę.
/ 16.03.2006 16:57
Od pół roku pozostaje w związku z koszykarzem San Antonio Spurs, Tonym Parkerem, ale nie myśli o białym welonie. „Nie zdecyduję się na kolejne małżeństwo przed czterdziestką”, mówi stanowczym głosem. Przyczyną obecnej rezerwy Evy Longorii nie jest jednak rozpad jej pierwszego małżeństwa z aktorem Christopherem Tylerem, które przetrwało tylko trzy lata. 30-letnia aktorka dostała od losu szansę. Rolę, która może pomóc nie tylko jej, lecz wielu dziewczynom, dla których drzwi Hollywood były do tej pory na ogół zamknięte. I jeśli chce ją wykorzystać, musi się skupić wyłącznie na pracy i karierze.

Odmieniec i podrzutek
Dziesięć lat temu niska (157 cm wzrostu) i śniada dziewczyna nie miałaby czego szukać w Fabryce Marzeń. Wychowana na farmie w Corpus Christi, Eva była odmieńcem nawet we własnej rodzinie. Jako jedyna z czterech córek odziedziczyła urodę po ojcu, Meksykaninie – pozostałe trzy dziewczynki były po matce Amerykance blondynkami z niebieskimi oczami. I w domu, i w okolicy uroda Evy stanowiła pretekst do niewybrednych żartów. Mówiono, że albo jest podrzutkiem, albo została adoptowana. Na dodatek była typem chłopczycy i gdy jej piękne siostry, zgodnie z obowiązującymi w Teksasie zwyczajami, całe godziny spędzały przed lustrem, ona – umorusana i potargana – polowała z ojcem w lesie. „W Teksasie żadna kobieta nie wyjdzie bez makijażu i odpowiedniej fryzury nawet do warzywniaka”, wspomina Eva. Marzenia też miała inne. Nie pragnęła studiować w prestiżowej szkole aktorskiej. Wybrała wydział sportu w teksańskim college’u A&M-Kingsville, który zresztą ukończyła z wyróżnieniem.

Miss Mimo Woli
To, że trafiła do Hollywood, zawdzięcza zbiegowi okoliczności. Jak większość teksańskich studentek, brała udział w konkursach piękności. „Jak się jest kobietą w Teksasie, występowanie w takich konkursach to oczywistość”, wspomina Eva. Traktowała je jednak z przymrużeniem oka. „Przy moim wzroście, w długich sukniach wyglądałam fatalnie. Dopiero w kostiumach, kiedy widać było moją bardzo proporcjonalną budowę, zyskiwałam uznanie jurorów. Dzięki tym konkursom nauczyłam się dbać o siebie. Poznałam tajniki makijażu, eksponowania tego, co najlepsze, tuszowania niedoskonałości. Na przykład jak za pomocą plastrów i odpowiedniego pikowanego stanika powiększyć piersi do całkiem imponujących rozmiarów”, zdradza Eva.

Nieoczekiwanie dla samej siebie w 1998 roku została Miss Corpus Christi i otrzymała stypendium dla młodych talentów w modelingu w Los Angeles. Kiedy wyjeżdżała z domu, nie robiła sobie żadnych nadziei. Miała wrócić za tydzień – na studia podyplomowe na tym samym kierunku, na którym uzyskała magisterium.
Nie wróciła nigdy.
Pod koniec lat 90. przez Hollywood przechodziła bowiem fala zainteresowania kulturą latynoską. To wtedy swoje największe triumfy święcili Jennifer Lopez i Ricky Martin. I Eva popłynęła na tej fali.

Lekcja wytrzymałości
Udało się jej dostać do kilku znaczących w Ameryce seriali, jak: „Beverly Hills 90210”, „Dragnet” oraz „The Young & the Restless”. Niestety, była tam tylko egzotycznym tłem dla odtwarzających główne role białych aktorów. Dostała też kilka ról policjantek walczących z przestępczością w latynoskich dzielnicach nędzy. „Ilekroć przychodziłam na przesłuchania, czasami nie zdążałam nawet otworzyć ust. Słyszałam: „Dziękujemy, ale nie jest pani w typie, którego poszukujemy”, wspomina Eva. Żadna z ról, które dostawała, nie dawała najmniejszego pola do popisu. W Hollywood takie jak ona mogły liczyć co najwyżej na role służących lub ognistych kochanek partnerujących równie ognistym latynoskim kochankom w typie Antonio Banderasa. Tak było w filmie „Hot Tamales Live: Spicy, Hot and Hilarious” (tamales to ostra potrawa latynoska) z 2003 roku, gdzie Eva grała samą siebie.
I wtedy niespodziewanie trafił do jej rąk scenariusz „Gotowych na wszystko”. „Miałam wtedy trzy inne propozycje, ale ta była najlepsza”, wspominała. I choć rola Gabrielle Solis też nie odbiega od schematu ról grywanych przez Latynoski (ognista kochanka, której czas upływa na zakupach, strojeniu się i zdradzaniu męża z młodym ogrodnikiem), tym razem Eva czuła, że ma niepowtarzalną szansę.

Numer 1
Od czasu rozpoczęcia zdjęć do „Gotowych na wszystko” aktorka nie ma chwili przerwy. Jeśli nawet nie jest na planie serialu, to udziela wywiadu, pozuje do okładkowych sesji lub gra w filmach fabularnych. Tylko w tym roku udało jej się zagrać w dwóch fabułach, a na ukończeniu są zdjęcia do „Sentinel”, gdzie wystąpi już u boku takich sław, jak Michael Douglas, Kiefer Sutherland i Kim Basinger.
Niemal z dnia na dzień została uznana za jedną z najładniejszych, najseksowniejszych i najbardziej stylowych gwiazd na świecie. Magazyn „People” umieścił ją wśród 50 najpiękniejszych ludzi na ziemi, w rankingu magazynu dla mężczyzn „FHM” zajęła 11. miejsce (dla porównania koleżanka z serialu Teri Hatcher zajęła 63. miejsce), a magazyn „Maxim” poszedł jeszcze dalej i od razu umieścił ją na pierwszym miejscu swojej listy „Top 100”. Aktorka będzie też twarzą L’Oréala po Jennifer Aniston, Natalie Imbruglii i Beyoncé Knowles za bajeczną kwotę 1,8 miliona dolarów. Ma reklamować preparaty do pielęgnacji włosów.
To jednak Evy nie satysfakcjonuje, choć schlebia jako kobiecie. „To niesamowite uczucie, szczególnie gdy przez całe życie mówiono człowiekowi, że jest za mały i za ciemny. Kiedy więc nastąpiła zmiana, byłam w szoku: aha, ktoś jednak myśli, że jestem piękna!”, mówi Eva. „Najlepszą rzeczą w byciu kobietą jest... bycie kobietą”, uważa aktorka. „Miękka skóra, seksapil, pragnienie bycia piękną i pociągającą. Kocham być kobietą. Kocham zakupy. Kocham noszenie ubrań, butów na wysokich obcasach i biżuterii. Uwielbiam być sexy i czuć się sexy”.

Chcę więcej
Evie marzy się jednak jeszcze bardziej błyskotliwa kariera i jeszcze więcej uznania. Mimo że prestiżowy magazyn „Variety” umieścił ją na liście „10 nowych twarzy zasługujących na uwagę”, jest jedyną z czterech głównych gwiazd serialu, która nie dostała nominacji do nagrody Emmy. „Jestem nowa. Dopiero co przybyłam. Nie spodziewałam się, że Akademia będzie o mnie pamiętać”, skomentowała to skromnie. Ale była zawiedziona i na nic zdały się tłumaczenia, że pominięto ją, bo gra żonę zdradzającą męża, więc nagradzanie takiej postaci byłoby pochwałą niewierności.
Eva zdaje sobie sprawę, że przed nią długa droga. Ma jednak coś, czego brakuje wielu wysokim blondynkom – determinację. „Widziałam mnóstwo bardzo pięknych i zdolnych ludzi, którzy przepadali, bo brakowało im ambicji, i wielu średnio utalentowanych, którzy dzięki woli walki w końcu odnosili sukcesy. Bo ktoś, kto bardzo chce stać się lepszy, w końcu staje się lepszy”, mówi z entuzjazmem.

Magda Łuków/ Viva

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)