POLECAMY

Jaki jest sposób przemysłu filmowego na kryzys?

Rozpowszechniająca się niezwykle szybko telewizja w latach 40. i 50. spowodowała kryzys w przemyśle filmowym. Stała się dostępna w domach zwyczajnych ludzi, a nie tak jak dotychczas w specjalnie wyznaczonych miejscach. Z tego powodu wynaleziono proces produkcji sławy. Osoby stające się znane z dnia na dzień nie są jednak bohaterami, a celebrytami.
Jaki jest sposób przemysłu filmowego na kryzys? fot. fot. Fotolia

Przyczyna kryzysu

W latach 40. i 50. amerykański przemysł filmowy dotknął kryzys: dochody z kas biletowych zmniejszyły się aż o dwie trzecie. Przyczyna była prozaiczna – rozpowszechniająca się niezwykle szybko telewizja, detronizująca kino jako dominujący sposób spędzania czasu wolnego. W 1947 roku w posiadaniu obywateli Stanów Zjednoczonych znajdowało się około 14 tysięcy odbiorników, zaledwie rok później – już 172 tysiące, w 1950 roku – cztery miliony, wreszcie w 1954 roku – ponad 30 milionów! Gwiazda – dotychczas „daleka”, oglądana jedynie w specjalnie wyznaczonych do tego miejscach (w kinach czy na boiskach) – zagościła w domach zwyczajnych ludzi. Oczywiście nowe medium tylko do pewnego stopnia posilało się już istniejącymi sławami filmu, sportu czy bohaterami z nagłówków gazet – zaczęło produkować własne. Doskonale nadawały się do tego opery mydlane, filmy dokumentalne oraz talk - showy. W rezultacie tego wszystkiego dystans pomiędzy oglądającym a oglądanym topniał.

Zobacz też: Jak spędzać wolny czas z nastolatkiem?

Osobliwa maszyna – pisał w latach 60. „TV Guide”, opisując współczesny przemysł rozrywkowy – skrzyżowanie odkurzacza i maszynki do robienia kiełbasy. Wsysa ludzi – uniformizuje – transportuje zmechanizowaną taśmą produkcyjną – i wypluwa, szczelnie zamkniętych w lśniącym opakowaniu z naklejką „US Celebrity”.

Zobacz też: Dlaczego warto znaleźć czas na rozrywkę?

Produkcja ludzi sławnych

W ciągu ostatnich dziesięcioleci – zauważa Daniel J. Boorstin w rozdziale swojej książki z 1961 roku zatytułowanym "From Hero to Celebrity" – wynaleźliśmy proces produkcji sławy. Jesteśmy w stanie uczynić kogoś znanym praktycznie z dnia na dzień. Ale ciągle wierzymy, że sława ta jest nadal, tak jak kiedyś, oznaką pewnej „wielkości” – bohaterstwa, odwagi, szlachetności czy wyjątkowych dokonań. Niestety, jedyne, co jesteśmy w stanie wyprodukować, podkreśla Boorstin, to celebryta, a nie bohater, chociaż mylimy ich ze sobą każdego dnia. Do tych drugich zalicza on m.in. Mojżesza, Cezara, Jezusa, Mahometa, Joannę d’Arc, Szekspira, Waszyngtona, Napoleona czy Lincolna. Jednak w obecnych czasach, w rezultacie totalitarnych rządów takich jednostek, jak Mussolini, Hitler czy Stalin, straciliśmy zaufanie do wielkich przywódców, a zyskaliśmy do zwyczajnych ludzi, zdolnych rządzić samymi sobą. Jednocześnie prawdziwi bohaterowie naszych czasów – naukowcy i artyści – funkcjonują już tylko w cieniu i porozumiewają się językiem mało zrozumiałym dla przeciętnego człowieka. Gdy któremuś z nich udaje się wyjść na światło dzienne, medialna machina w mgnieniu oka, trywializując jego prawdziwe dokonania, i tak przerabia go na celebrytę.

Fragment pochodzi z książaki „CeWEBryci – sława w sieci”, Michał Janczewski (Oficyna Wydawnicza „Impuls”, 2011).

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)