Ona nie chce przyjąć mojego nazwiska

Mam problem z dziewczyną, z którą jestem już dwa lata i właśnie planuję się jej oświadczyć. Otóż ona zawsze w rozmowach o ewentualnym ślubie zawsze twardo obstaje przy swoim zdaniu o niezmienianiu nazwiska po ślubie. Jak do tej pory mi to nie przeszkadzało, ale mając przed sobą realną wizję ślubu, zaczyna mi to uwierać. Nazwijcie mnie konserwatystą, ale chciałbym, żeby moja żona przyjęła moje nazwisko.
/ 18.06.2011 10:33

Mam problem z dziewczyną, z którą jestem już dwa lata i właśnie planuję się jej oświadczyć. Otóż ona zawsze w rozmowach o ewentualnym ślubie zawsze twardo obstaje przy swoim zdaniu o niezmienianiu nazwiska po ślubie. Jak do tej pory mi to nie przeszkadzało, ale mając przed sobą realną wizję ślubu, zaczyna mi to uwierać. Nazwijcie mnie konserwatystą, ale chciałbym, żeby moja żona przyjęła moje nazwisko.

Ja rozumiem, że czasy się zmieniły i dzisiaj kobiety są bardziej niezależne pod każdym względem, ale jednak mnie wychowano w tradycyjnej rodzinie, w której mama i dzieci nazywały się po ojcu. Chciałbym, żeby i w mojej rodzinie tak było. Poza tym, jak wspomniałem moim rodzicom o tym, że moja ukochana po ślubie ma zamiar zachować swoje nazwisko, to się oburzyli. Stwierdzili, że na moim miejscu mieliby wątpliwości co do jej intencji. Mówili, że jak kobieta nie chce tego zrobić w imię tradycji i miłości do męża, tzn. że po ślubie będą z nią problemy, a nawet zasugerowali, że nie kocha... Ja oczywiście tak nie myślę, ale rozmowa z nimi zasiała we mnie ziarnko niepewności. No bo jak to tak? Ja będę się nazywał inaczej i ona inaczej? Co z nas będzie za rodzina? I co z dziećmi? Ojciec tłumaczył mi również, że to sprawa honoru mężczyzny i mówił, że jeśli ona faktycznie będzie obstawać przy swoim, to w męskim środowisku stanę się pośmiewiskiem. Opowiadał historię ze swoich czasów szkolnych, kiedy jeden z chłopców miał rodziców o różnych nazwiskach i wszyscy się z niego śmiali. Ja rozumiem, że to była komuna itd., ale czy dzisiaj przypadkiem nie byłoby tak samo? Ojciec kazał mi stanowczo postawić sprawę. Po męsku. Albo moje nazwisko albo ślubu nie będzie. Mówi, że przyjęcie przez żonę nazwiska męża to wyraz największej miłości żony.

Z drugiej strony rozumiem również argumenty swojej dziewczyny. Ona jest w trakcie robieniu doktoratu i pod swoim nazwiskiem panieńskim zgromadziła już pewien dorobek naukowy. Poza tym mówi, że nazwisko, które nosi od 27 lat jest częścią jej tożsamości i takie tam, i że nie chce nagle przyjmować poniekąd „obcego” nazwiska. No i ta wymiana dokumentów, formalności w bankach itd. też jest dla niej pewnym problemem. Dodam jeszcze, że nazwisko dwuczłonowe raczej nie wchodzi w grę, bo oboje mamy długie i nieco „problematyczne” w zapisie nazwiska, więc dwa nazwiska to będzie dla niej podwójny problem przy załatwianiu jakichkolwiek formalności. No i mam problem, bo przez to wszystko, co nagadali mi rodzice mam teraz mętlik w głowie i nawet nie wiem, czy się oświadczać...